
autor: Daniel Pipes
Washington Times
19 czerwiec 2024
Oryginał angielski: A Decent Gaza Is Possible
Tłumaczenie: Magda Keitz
Ale najpierw Palestyńczycy muszą przegrać
Amerykańscy przyjaciele Izraela mają tendencję do podziwiania polityki państwa żydowskiego jako heroicznej i obwiniania obcych rządów, zwłaszcza własnych, gdy Jerozolima popełnia błędy wobec Palestyńczyków, w szczególności porozumienia z Oslo z 1993 r., jednostronne wycofanie się ze Strefy Gazy w 2005 r., katastrofę 7 października i ośmiomiesięczną porażkę izraelskiej armii w pokonaniu Hamasu.
Jestem jednak innego zdania. Nie broniąc działań Waszyngtonu, Izraelczycy popełniają wiele błędów. W szczególności, ich rząd i służby bezpieczeństwa mają tendencję do nadmiernego polegania na technologii, skłonności do krótkoterminowych rozwiązań i zbytniej ugodowości
Jeśli chodzi o tę ostatnią kwestię: chociaż Izrael cieszy się ogromną przewagą gospodarczą i militarną nad swoim palestyńskim wrogiem, jego przywódcy, z nielicznymi wyjątkami, starali się raczej z nim pojednać niż go pokonać. Państwo żydowskie taktycznie stosuje przemoc, ale strategicznie stara się zakończyć konflikt poprzez ciekawe połączenie wzbogacania i łagodzenia Palestyńczyków. Takie podejście tłumaczy jego obecną trudną sytuację.
Chociaż nie jestem Izraelczykiem, 55 lat obserwacji rozdzierających serce błędów popełnianych przez jedynego prawdziwego sojusznika Ameryki na Bliskim Wschodzie skłoniło mnie do opracowania alternatywnego paradygmatu, który zastępuje postmodernistyczny cel pojednania tradycyjnym celem porażki.
Jako historyk rozumiem, że konflikty zwykle kończą się, gdy jedna ze stron się poddaje: pomyślmy o wojnie secesyjnej w USA, II wojnie światowej i wojnie w Wietnamie. Zastosowanie tego uniwersalnego spostrzeżenia do konfliktu palestyńsko-izraelskiego otwiera ekscytującą możliwość rozwiązania najbardziej trudnego i emocjonalnego starcia minionego stulecia: Palestyńczycy przegrywają, walka się kończy.
Na co pojawia się nieunikniona riposta: „Biorąc pod uwagę liczne wewnętrzne i zewnętrzne ograniczenia Izraela, jak mógłby on narzucić poczucie porażki mieszkańcom Zachodniego Brzegu i Gazańczykom?”
Moja odpowiedź, jak wyjaśniono szczegółowo we właśnie opublikowanej książce, Israel Victory: How Zionists Win Acceptance and Palestinians Get Liberated (Wicked Son), koncentruje się na palestyńskim środku ciężkości, czyli (zgodnie z definicją teoretyka wojny Carla von Clausewitza) „podstawowym źródle ideologicznej i moralnej siły, która, jeśli zostanie złamana, uniemożliwia kontynuowanie wojny”.
W tym przypadku środek ciężkości nie leży w przywództwie, milicji, gospodarce, ziemi czy świętościach religijnych, ale w nadziei: nadziei na zniszczenie Izraela i zastąpienie go Palestyną. W związku z tym Izrael musi zgasić tę nadzieję i zastąpić ją brakiem nadziei.
Zarówno PA, jak i Hamas wyraźnie wzywają do zniszczenia Izraela i zastąpienia go Palestyną. |
Osiągnięcie tego wymaga dwóch elementów, jednego destrukcyjnego, drugiego konstruktywnego.
Destrukcyjne: Izraelczycy i Palestyńczycy wspólnie oczerniają rządzące palestyńskie instytucje, Hamas i Autonomię Palestyńską (PA), ale przed 7 października żadne z nich nie rzuciło im wyzwania. Izrael wolał znane zło, a palestyńskiej opinii publicznej brakowało siły, by się mu przeciwstawić.
7 października zmienił ocenę sytuacji. Premier Izraela Benjamin Netanjahu i wielu innych przywódców politycznych, wojskowych i intelektualnych tego kraju uparcie wzywało do zniszczenia Hamasu; i to powinno być dokładnym celem IDF, nieograniczonym przez zakładników przetrzymywanych przez Hamas. PA, która potwierdziła swoje moralne bankructwo popierając 7 października, może zostać zniszczona przez Jerozolimę, która po prostu pozbawi ją funduszy.
Konstruktywny: Pozbywszy się wrogiego Hamasu i PA, Izrael może następnie odbudować się poprzez współpracę z rosnącą liczbą Palestyńczyków gotowych pogodzić się z faktem istnienia Izraela i pragnących czerpać z niego korzyści. Oznacza to, po pierwsze, stworzenie administracji w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu poprzez bezpośrednią współpracę z umiarkowanymi Palestyńczykami, czego Jerozolima prawie nigdy nie próbowała. Razem, ci odwieczni wrogowie mogą zbudować przyzwoity ustrój, porównywalny z tym, co można znaleźć w Egipcie czy Jordanii.
Po drugie, oznacza to wspieranie głosów umiarkowanych i wzmacnianie w języku arabskim przesłania Palestyńczyków wzywających do zakończenia stulecia daremnego antysyjonistycznego negatywizmu. Doceniając izraelskie wybory, rządy prawa, wolności słowa i religii, prawa mniejszości, uporządkowane struktury polityczne i inne korzyści, chcą oni położyć kres daremnemu odrzuceniu na rzecz budowania czegoś pozytywnego.
Doświadczenie gorzkiego tygla porażki, jak na ironię, przyniesie Palestyńczykom jeszcze więcej korzyści niż Izraelczykom, pozwalając im w końcu wyjść z długiej miazmy nihilizmu. Wreszcie mogą rozwinąć politykę, gospodarkę, społeczeństwo i kulturę godne wykwalifikowanych, godnych i ambitnych ludzi. Pomyślmy o nich jak o miniaturowej wersji Niemców i Japończyków z 1945 roku.
Ale stanie się to tylko wtedy, gdy Jerozolima zerwie z tradycją pojednania i zamiast tego będzie dążyć do zwycięstwa. Amerykanie powinni nalegać na tę zmianę, ale Izraelczycy muszą ostatecznie podjąć fatalny krok, który zrywa z ponad stuletnią historią syjonizmu.
Kategorie: Uncategorized

Zarówno PA, jak i Hamas wyraźnie wzywają do zniszczenia Izraela i zastąpienia go Palestyną.
@Marek Pelc
” W. Brytania musiała trzymać w mandatowej Palestynie 100 tysięczna armię,”
No wlasnie. Bo Zydzi (Hagana, Irgun) byli uzbrojeni. I umieli walczyc.
A w Treblince wystarczyla kompania ukrainskich wachmanow i cos kolo czterdziestu esesmanow, zeby poslac do gazu milion Zydow. Bo tam Zydzi byli bezbronni.
Sama w sobie ”przewaga liczebna” to zadna przewaga. Na tej samej zasadzie to Japonczycy w Hiroszimie mieli niewatpliwa ”przewage liczebna” nad zaloga bombowca Enola Gay.
MEF
Na podział złożyło się przynajmniej kilka czynników: W. Brytania wyszła bardzo osłabiona po II WS. W. Brytania musiała trzymać w mandatowej Palestynie 100 tysięczna armię, na nie mogła sobie finansowo pozwolić – stąd cała seria dekolonizacji począwszy od Izraela i Indii. Żydzi po Zagladzie byli bardzo zdeterminowani i gotowi walczyć. Zarówno W. Brytania jak i Francja przestały być mocarstwami w tym okresie. Kryzys sueski w 56r. pokazał to bardzo wyraźnie.
@MEF
„co było koniecznym kryterium podziału Palestyny.”
W pierwszym rzędzie to chyba naruszenie integralności kwatery głównej brytyjskich władz okupacyjnych, mieszczącej się wówczas w zarekwirowanym Hotelu King David w Jerozolimie. Brytyjscy okupanci czuli się w swojej obłożonej workami z piaskiem kwaterze pewnie i bezpiecznie. Żydowskich bojowników po prostu wieszali. Ostrzeżenia (a były ostrzeżenia) ignorowali.
Ale jak ich główna kwatera wyleciała w powietrze, to się już mniej pewnie poczuli. I odpuścili sobie ten Mandat.
Ile zaś są warte traktaty i umowy nie poparte realną silą – to widać chociażby na podstawie Traktatów Paryskich, na podstawie których po wieczne czasy miał panować pokój miedzy DRW a Wietnamem Południowym. To jeszcze nie to samo, bo znakomita większość Wietnamczyków z południa mogła nadal żyć i oddychać, nikt tam nie planował jakiegoś Ostatecznego Rozwiązania.
TP:
Zupełnie? Zapędziłeś się. Poczytaj historii syjonizmu i co było koniecznym kryterium podziału Palestyny.
Poglądy Tomcia i MEF nie są sprzeczne tylko komplementarne. Siła militarna jest kluczowa, ale w rekach własnego narodu – Żydów. Czyli obaj macie rację.
@MEF
„Jedyną gwarancją przeżycia Izraela jako państwa żydowskiego jest jednoznaczna większość żydowska”
Zupełnie się nie zgadzam. To nie ma nic do rzeczy.
Rozstrzyga tylko i wyłącznie siła militarna. Jednoznaczna większość fińska nic nie pomogła mieszkańcom Karelii, musieli się wynosić, bo Armia Czerwona miała militarną przewagę. Jednoznaczna większość niemiecka nic nie pomogła mieszkańcom Stettin czy Breslau, raz-dwa ich wypędzono pod karabinami i na mapie pojawił się Odwiecznie Polski Szczecin oraz Odwiecznie Polski Wrocław. To jeszcze nie to samo, bo nawet tych, przepraszam za wulgaryzm, szkopów przepędzono tylko parę kilometrów dalej, ale po większej części całych i zdrowych.
Jedyną gwarancją przeżycia Izraela (a także Żydów w diasporze) jest miażdżąca przewaga militarna. A w zanadrzu – pewność, że jakby co do czego, to się nikt nie będzie (CENZURA)-ił i na całych połaciach naszego globu przepięknie grzybami obrodzi. Stare przysłowie rurytańskie głosi podobno: „Nie chcesz do gazu? To kolekcjonuj megatony”.
Jedyną gwarancją przeżycia Izraela jako państwa żydowskiego jest jednoznaczna większość żydowska w naturalnych granicach między rzeką i morzem.
Teza autora zbyt przypomina pozytywizm S. Peresa, polityka lewicy i prezydenta Izraela 2007-2014 i głównego autora Umów Oslo. Autor powtarza argumenty twórców tych umów w latach 1992 i woli zapomnieć że wszystkie ich postulaty już odniosły fiasko.