Uncategorized

Wiedza, wiara


 Andrzej C. Leszczyński

1.

Kilka uściśleń. Wiedza to zbiór wiadomości, czyli treści myślenia. Tak rozumiana, jest własnością każdej istoty myślącej. W ujęciu racjonalistycznym prawdziwość przynależy wyłącznie wiedzy naukowej. Obejmuje ona oparty na doświadczeniu opis faktów, czym zajmują się nauki szczegółowe. Radykalni scjentyści (choć to już chyba gatunek wymierający) sądzą, że poszczególne nauki są w stanie rozwiązać wszelkie problemy, wiązane dotąd ze spekulacjami humanistycznymi.

Zdaniem prof. Michała Pawła Markowskiego wiara różni się radykalnie od wiedzy tym, że nie może mieć jakiegokolwiek przedmiotu. Można wiedzieć cokolwiek, gdyż cokolwiek można uczynić przedmiotem wiedzy. […] tego, w co wierzymy, nie można uczynić przedmiotem – jak powiedzieliby fenomenologowie – wyraźnie sprecyzowanej intencji. Mówiąc inaczej: wierzę, bo przedmiot mojej wiary nie daje się uobecnić, ani na scenie mojej świadomości, ani w polu mojego wzroku. Jeśli więc będziemy twierdzić, że jedynie Bóg jest nieobecny, zarówno pod względem mojej wiedzy (»tego, co Boskie, nie zna nikt«), jak wzroku (»Boga nikt nigdy nie widział«), to wierzyć można tylko w Boga i w nic więcej. Mimo takiej odmienności bywa, że wiedza i wiara spotykają się ze sobą, o czym za moment.

Nauka pojmowana jest zazwyczaj jako system czynności badawczych i ich efekt, czyli system twierdzeń (teoria). Jak mówi przytaczane często określenie Karla Jaspersa, nauka to metodyczne poznanie, którego treść jest powszechnie prawomocna i obligująco pewna. Powyższe zdanie może budzić wątpliwości. Tyczą choćby „powszechnej prawomocności”. Ernst Gombrich we wprowadzeniu do swej najbardziej znanej pracy („O sztuce”) pisze, że nie istnieje sztuka, są tylko artyści. Podobnie ma się rzecz z nauką. Słysząc że „powszechnie prawomocna” nauka coś wyjaśniła dobrze jest zapytać, kto z naukowców tak sądzi. Może się okazać, że inny naukowiec ma w tej sprawie przeciwne zdanie. Pouczająca jest lektura książki Guy Sormana pt. „Les vrais penseurs de notre temps” („Prawdziwi myśliciele naszych czasów”), w której autor pokazuje, że w każdej istotnej kwestii naukowej panuje – i to wśród najwybitniejszych badaczy tej kwestii! – istotna odmienność podstawowych poglądów. Z kolei „obligująca pewność” nauki, gdyby jednak znajdować w niej jakąś wspólną wykładnię, przypomina trochę respekt, jaki ma budzić katechizm i ma sens tylko do czasu zmiany paradygmatu (tzw. rewolucje w nauce opisywane przez Thomasa Kuhna).

Karl Jaspers pisze („O istocie nauki”, „Odra” 1975, nr 10), o immanentnych ograniczeniach nauki widocznych z perspektywy zewnętrznej, metanaukowej. [1] Poznanie naukowe nie jest poznaniem bytu. Nauka bada wyłącznie zjawiska, przejawy bytu. Operuje założeniami, które nie mają ważności absolutnej, nie trafiają w byt, lecz w jakiś aspekt jego przejawiania się. Zależności między rzeczywistością a naukowym jej przedstawieniem mają charakter wzajemnego uwikłania: nauka pokazuje właściwy sobie obraz rzeczywistości, a zarazem sama determinowana jest treścią tego obrazu. Rejestruje to tylko, na co pozwalają założenia metodologiczne. [2] Nauka bada i opisuje fakty. Odnosi swoje czynności wyłącznie do wartości logicznych. Pozalogiczne wartości – moralne, estetyczne, obyczajowe czy prawne – znajdują się poza jej bezpośrednim zainteresowaniem (wertfrei). Niespójność porządków logicznego i aksjologicznego wyraziście pokazał w „Traktacie o naturze ludzkiej” Dawid Hume, który mówi o „przepaści” między powinnością i bytem (gap between Should and Is), zaś sformułowanie o niemożności wywiedzeniem jednego z drugiego (no Ought from Is) rychło zyskało miano „gilotyny Hume’a”. Lapidarnie wyraża tę myśl Stanisław Lem: Nic nie może nauka powiedzieć nam, co człowiek robić ze sobą i ze światem powinien. [3] Nauka jest niezdolna do uzasadnienia własnej prawomocności poznawczej. Nie jest w stanie, jak ujmuje to Jaspers, wyjaśnić własnego sensu. Pisał o tym nie bez zgryźliwości Joseph Weinzbaum: Sceptyk, zagłuszający wątpliwości co do słuszności twierdzeń naukowych, naraża się na śmieszność. A przecież nauka nigdy nie jest w stanie udowodnić swoich twierdzeń, co najwyżej może je falsyfikować. Każde prawo przyrody kryje w sobie ryzyko, że zostanie obalone.

Klemens Szaniawski („O obiektywności w nauce”, „Odra” 1981, nr 10) zwraca dodatkowo uwagę na złudzenia dotyczące bezstronności badań. Nauka podlega wpływom zewnętrznym, bywa wykorzystywana do celów pozanaukowych, staje się perswazją. Z kolei uwarunkowania wewnętrzne biorą się z faktu przynależności uczonego do wspólnoty osób o podobnych poglądach. Wspólnota ta rodzi myśl zdogmatyzowaną i staje się bazą dla swoistej „religii”, jak rozumiał ten termin Emil Dűrkheim.

Nie będę rozwijał problemów związanych z etycznymi ograniczeniami badań i eksperymentów, z samowiedzą uczonych dotyczącą skutków ich osiągnięć (Albert Einstein, Enrico Fermi czy Robert Oppenheimer w jakimś momencie poczuli się niezdolni moralnie do dalszych prac).

2.

Nauka to typ myślenia, który bez deprecjonującej intencji można nazwać myśleniem jednowymiarowym. Jest ono spójne wewnętrzne, pozbawione wątpliwości i przez dłuższy czas zachowuje swą tożsamość. Nauka poznaje jakiś fragment rzeczywistości tak, jak określają to reguły właściwe temu poznaniu. Same te reguły nie są jednak przedmiotem namysłu, taka obiektywizacja dokonuje się już poza obszarem nauki. Myśl naukowa nie próbuje nawet szukać sposobu, który pozwoliłby jej ujrzeć swe własne odbicie. Brak kompetencji, by orzekać we własnej sprawie, każe opatrzyć znakiem zapytania prawo nauki do oceny innych form poznania. Nauka, będąc dobrego zdania o własnych zdolnościach poznawczych, chyba nie powinna wypowiadać się na temat wartości odmiennych sposobów zdobywania wiedzy. Jeśli bowiem nie potrafi rozeznać własnego sensu, nie może wyrokować w sprawie tego, czy jest to sens pełniejszy od innych. Jednak to jej właśnie, nauce, zwykło się przyznawać rolę kulturowego arbitra wpływającego na społeczną świadomość. Andrzej Stasiuk („Grochów”): Niebawem umrą ostatnie babki, które na własne oczy oglądały świat duchów. Oglądały z wiarą i spokojem, oczywiście z lękiem też. Żywa, istniejąca nadprzyrodzona rzeczywistość odejdzie wraz z nimi. […] Gładka, wypolerowana powierzchnia codzienności usłużnie podsunie nam nasze własne, płaskie odbicie jako głębię.

To dobre miejsce, by wspomnieć o zjawisku tylko na pozór paradoksalnym – o tym, że rozwój wiedzy naukowej idzie w parze ze stopniową utratą przez badaczy pierwotnej pewności. Początkowa wiedza to niewielki jasny punkcik wśród ciemnej, niezbadanej rzeczywistości. Gdy wiedza rozszerza się, zwiększa się jej styczność z tym, co niepoznane. Pojawiają się dane budzące zdumienie, a wraz z nimi znaki zapytania, na które wcześniej nie było miejsca. Martin Heidegger pisał, że Wszelkie oświetlenia otwierają tylko nowe otchłanie. Mówił też o tym Leszek Kołakowski odbierając doktorat honoris causa na Uniwersytecie Łódzkim: Państwo wiecie, że gdy się ma lat dwadzieścia czy dwadzieścia jeden, często się jest wszechwiedzącym; ja też byłem wszechwiedzący, dopiero potem stopniowo i powoli głupiałem. W miejsce kategorycznych „tak”, „nie” pojawiają się zwroty takie, jak „być może”, „chyba”, „jak gdyby”. Magister wie to, czego profesor nie jest pewny. Izaak Newton mówił, że nie wie, czym jest grawitacja, prawo grawitacji pozwala obliczać tylko jej efekty. Powtórzył to po latach Richard Feynman: Niech nikt was nie zwiedzie. Nikt nie wie, czym jest energia czy grawitacja. Brak pewności oznacza mądrość, o jakiej mówił Victor E. Frankl – że jest wiedzą znającą swe własne granice. Zdaniem Greków mędrzec „stoi na granicy” nie przekraczając jej jednak. Albert Einstein pisał („Mein Weltbild”), że najpiękniejszym, najbardziej poruszającym doświadczeniem, z jakim się zetknął, jest tajemnica: świadomość istnienia czegoś, czego nie możemy przeniknąć.

Zapisałem sobie kolejne (CCXXIII) „Postscriptum” Andrzeja Szuby:

zbyt skąpa
niewiedza
by wiedzieć

A także fragmenty „Starego profesora” Wisławy Szymborskiej:

Spytałam go, czy nadal wie na pewno,
Co dla ludzkości dobre a co złe.
Najbardziej śmiercionośne złudzenie z możliwych
– odpowiedział.
[…]
Spytałam o ogródek i ławkę w ogródku.
Kiedy wieczór pogodny, obserwuję niebo.
Nie mogę się nadziwić,
ile tam punktów widzenia
– odpowiedział.

O tym, że niewiedza stanowi istotną cechę ludzkiej kondycji, jako jeden z pierwszych mówił Sokrates. Słynne „Wiem, że nic nie wiem” to zdanie, którego w tej formie chyba nie wypowiedział. Platon w „Obronie Sokratesa” przytacza takie jego wypowiedzi: Dobrze wiem, że nie jestem mądry w najmniejszym stopniu, Nie myślę, że wiem to, czego nie wiem.

3.

Zdaniem Józefa Tischnera wiara to dla człowieka „smutna konieczność” związana z jego ograniczeniami poznawczymi. Gdybyśmy mogli mieć wiedzę, nie potrzebowalibyśmy mieć wiary. Rzecz w tym, że nie możemy mieć wiedzy. Są rzeczy, które przerastają możliwość ludzkiego rozumu. Mało tego: Za ateizmem przemawia wiele argumentów. Więcej niż za religią. W gruncie rzeczy to logiczne, żeby być ateistą. Wiara naukowca to przypuszczenie bliskie przekonaniu, które zazwyczaj wiąże się z pytaniem o Wielki Wybuch, i bardziej jeszcze z doświadczeniem rzeczywistości jako ładu, czyli kosmosu (nie: chaosu). Doświadczenie to rodzi pytanie o „mocodawcę” owego uporządkowania. Jeśli naukowiec zechce określać go mianem Boga, jest to zazwyczaj Bóg pojmowany w sposób deistyczny. Termin ten, upowszechniony przez XVI-wiecznego filozofa i prekursora Oświecenia, Pierre`a Bayle`a, mówi o Bogu jako stwórcy świata zdolnego do samodzielnego rozwoju według ustalonych praw (religia naturalna). Jest to pogląd m.in. Alberta Einsteina, dla którego najbardziej niezrozumiałą rzeczą w świecie jest jego zrozumiałość. Pisał: Wierzę w Boga Spinozy, który objawia się w regularnej harmonii wszystkiego, co istnieje, ale nie w Boga, który zajmuje się losami i uczynkami ludzkości. W podobnym tonie wypowiadali się m.in. Karol Darwin, Werner Heisenberg, Roger Penrose.

Michał Heller wspomina rozmowę z Richardem Dawkinsem, autorem książki „Bóg urojony”. Jak twierdził Dawkins, Pan Bóg nie jest nam potrzebny, bo wszystkie zjawiska biologiczne można wytłumaczyć za pomocą praw fizyki. A ja na to: OK, bardzo dobrze. W jaki sposób w takim razie wytłumaczysz, skąd się wzięły prawa fizyki? No i dyskusja się skończyłaHeller spotkał się także z Dawkinsem w szerszym gronie podczas debaty w bibliotece klasztoru w czeskim Brnie. Brytyjczyk przyznał, że jest religijny, jeśli oznacza to zdziwienie i zachwyt nad światem. Nie uznaje natomiast żadnej konkretnej zrytualizowanej religii. Przytaknął pytany przez Hellera, czy uznaje racjonalność. Gdy inny uczestnik debaty zapytał, na czym wobec tego polega między nimi różnica, Heller zwracając się do Dawkinsa odpowiedział: Ty racjonalność piszesz przez małe „r”, ja piszę przez duże „R”. Zastanawiałem się kiedyś, dziś widzę, że naiwnie, jak ks. prof. Michał Heller godzi ze sobą myślicielstwo i kapłaństwo, deizm i teizm uobecniany podczas odprawianej przez niego mszy świętej (wielka litera R niewiele tu zmienia).

Wygląda na to, że nieuprawnione są kategoryczne tezy zarówno teizmu jak i ateizmu (nie tyczy to oczywiście ateizmu praktycznego, związanego z autonomią norm postępowania). Pisał nie tak dawno w „Plusie Minusie” Jerzy Surdykowski: Uczciwy ateista jest bratem człowieka religijnego, bo łączy ich wiara. Są to wiary sobie przeciwne, ale obaj wiedzą, że nauka nie dostarczy uzasadnienia. Uprawnione są, odnajdujące się poza orzekaniem o istnieniu bądź nieistnieniu Boga, stanowiska fideistyczne i agnostyczne. Być może najbardziej uprawniona byłaby odpowiedź na pytanie, które stawia pod ścianą – czy chcę, żeby był.


PS. W „Tygodniku Powszechnym” (zdjęcie na okładce) swą wiarę wyraził Tomasz Stawiszyński. Wierzy w chrześcijaństwo, co oznacza aprobatę dla związanych z nim wartości. Mniejsza z tym. Stawiszyński każdorazowo określany jest mianem filozofa i nie ma nic przeciwko temu. Tego terminu w odniesieniu do siebie wystrzegali się m.in. Leszek Kołakowski, Władysław Tatarkiewicz i Stefan Świeżawski. Mówili, że filozofami byli Dawid Hume, Baruch Spinoza czy Immanuel Kant. O sobie mówili, że tylko analizują ich dokonania, porządkują pojęcia itp. Postępującą dewaluację dystynkcji widać w wielu innych dziedzinach, choćby w aktorstwie. Aktor to Tadeusz Łomnicki i Marcin oraz Rafał Mroczkowie. Co prawda zaznaczają, że nie są aktorami zawodowymi, lecz podobnie, jako nie zawodowiec, określał się Tadeusz Kantor.

Andrzej C. Leszczyński

Wiedza, wiara

Kategorie: Uncategorized

2 odpowiedzi »

  1. OK, mowa trawa. Przede wszystkim, wiedza to informacja. Oczywiscie informacja może być prawdziwa lub falszywa.

    Jako ciekawostka przyrodnicza, zarówno wymazywanie informacji prawdziwej jak i falszywej powoduje wzrost entropii w układzie. Ten efekt został ofkryto ponad 50 lat temu, ale nie wszyscy o tym wiedzą. A to jest bardzo istotne odkrycie bo wiąże ze sobą energię, masę, entropię, i informację.

    Powinniśmy pamiętać coś o entropii ze szkoły średniej. Ogólnie biorąc, wzrost entropii nie jest pożądany, choć entropia prawie zawsze i wszędzie rośnie. Informacja jest rownowaźna energii. I tak samo jak energia jest związana z masą poprzez slynny wzór Einszteina E=mc2, informacja/wiedza jest związana z masą ciała.

  2. O wiedzy i o wierze można by w nieskończoność..
    Najczesciej ludzie stawiają je w opozycji, wzajemnym wykluczeniu, albo chcą ustalic nadrzędnośc jednej wartości nad drugą.

    Ale jeśli wezmiemy człowieka jako wyjsciowy punkt rozumowania to perspektywa jest inna. Ja uważam naukę i wiarę za uzupełniające się, równorzędne wartości gdyż obie zaspokajają dwie podstawowe aspiracje ludzkie :
    1. Potrzebę zrozumienia i racjonalnego uporządkowania świata w celu jego eksploracji.
    2. Potrzebę osiągnięcia wyższego poziomu spirytualnego i zjednoczenia się z wymiarem trandescendalnym, nazywanym powszechnie Bogiem.
    Obie te aspiracje zaspokajają naszą najgłębszą potrzebę bezpieczeństwa, znalezienia miejsca człowieka we wszechświecie i zrozumienia sensu egzystencji.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.