
Izrael: Dwa Lata Trwałej Traumy i Nieustającej Walki o Bezpieczeństwo
Minęły niemal dwa lata od poranka 7 października 2023 roku. Dla większości świata był to czas przerażających wiadomości. Dla Izraela natomiast był to moment, w którym wszystko się zmieniło i już nigdy nie wróciło do normy.
Od tamtego dnia Izrael nie zaznał spokoju. Ani przez tydzień. Ani nawet przez jeden dzień. To, co rozpoczęło się jako brutalna, skoordynowana inwazja Hamasu, przerodziło się w długotrwałą wojnę, która przetrwała cykl wiadomości, prezydenturę Stanów Zjednoczonych, a nawet cierpliwość świata.
Ale nie Izraela.
Wojna na Wielu Frontach
Ponieważ nie jest to tylko wojna z Hamasem. To także wojna z Hezbollahem na północy, z ciągłymi atakami terrorystycznymi z Zachodniego Brzegu, oraz przeciwko przypadkowym zagrożeniom dalekiego zasięgu ze strony Houthich w Jemenie. A ostatnio, 12-dniowa wojna z samym Iranem – czerwona linia, którą wielu uważało za nieprzekraczalną, a jednak została przekroczona.
W niektórych częściach Izraela rodzice wciąż wysyłają swoje dzieci do szkoły z zapasową odzieżą w plecakach – na wypadek, gdyby nie zdążyły wrócić do domu, ponieważ musiały pozostać w szkolnym schronie przeciwbombowym. W całym kraju rodziny od miesięcy śpią w schronach. W domach nadal panuje cisza, przerwana przez ból tych, którzy zostali porwani lub zamordowani. To nie jest normalna sytuacja, ale stała się „nową normą” dla Izraelczyków.
Zapytaj dowolnego Izraelczyka, jak się czuje, a odpowie: „Jesteśmy zmęczeni”. Nie jest to jednak zmęczenie, które mija po weekendowym wyjeździe. To głębokie, sięgające kości zmęczenie, wynikające z życia w stanie chronicznej traumy. To nie PTSD, lecz CTSD: zespół ciągłego stresu pourazowego. To rodzaj psychicznego ciężaru, który nosisz, gdy nigdy nie opuszczasz pola bitwy, gdy nie ma „po”, jest tylko „podczas”.
Cena Przetrwania
Gospodarka Izraela ugięła się pod ciężarem pełnej mobilizacji wojskowej. Turystyka wyparowała. Innowacyjność, duma Izraela, zwolniła tempo. Rodziny są rozbite: jeden syn jest w Strefie Gazy, drugi na granicy z Libanem, a trzeci śpi z jednym okiem otwartym w Jerozolimie. Cena przetrwania jest wysoka, ale cena kapitulacji oznaczałaby zagładę.
A jednak, pomimo tego wszystkiego – pogrzebów, syren, rozbitych rodzin i zamkniętych firm – większość Izraelczyków nie chce zakończenia wojny, przynajmniej nie przed osiągnięciem jej celów. Nie przed wyeliminowaniem Hamasu ze Strefy Gazy. Nie przed ukaraniem Iranu za jego nielegalny program jądrowy. I nie przed odzyskaniem przez Izrael czegoś, czego nie miał od 7 października: poczucia bezpieczeństwa. Prawdziwego, trwałego bezpieczeństwa.
To wielki paradoks dzisiejszego Izraela: Izraelczycy są zmęczeni wojną, ale nie są zmęczeni walką o pokój. Oczywiście, chcą wrócić do swojego życia, ale nie chcą powrotu do iluzji pokoju. Status quo sprzed 7 października – kiedy tolerowano Hamas, powstrzymywano Hezbollah, a Iran obserwowano z daleka – nie jest już do przyjęcia. Izraelczycy wiedzą, ile kosztowało to samozadowolenie.
Moralna Samotność i Paradoks Empatii
Izraelczycy odczuwają dziś pewnego rodzaju moralną samotność. Stoimy w dużej mierze sami, nie dlatego, że nie potrafiliśmy się wyjaśnić, ale dlatego, że większość świata przestała próbować nas zrozumieć. Globalny język empatii stał się wybiórczy. Izraelczycy nie są postrzegani jako ofiary, nawet gdy są mordowani. Nie opłakuje się was, tylko kwestionuje i dyskutuje. I tak, podczas gdy świat zmaga się z nami, my grzebiemy naszych zmarłych i przygotowujemy się na następny sygnał syreny.
Żadne inne państwo na świecie nie działałoby z taką precyzją, opóźnieniami i wątpliwościami, walcząc o swoje istnienie. A jednak każde opóźnienie mające na celu ochronę życia cywilów w Strefie Gazy daje Hamasowi kolejną szansę na przegrupowanie sił. Każda wpuszczona ciężarówka z żywnością staje się nagłówkiem: „Izrael głodzi Gazę” – dopóki nie przestaje, a wtedy nikt nie informuje o sprostowaniu. Powściągliwość Izraela nie jest nagradzana; jest wykorzystywana przez terrorystów, którzy wykorzystują ją do przegrupowania sił, oraz przez międzynarodowe media, które wykorzystują ją do atakowania legitymizacji Izraela.
To paradoks współczesnej empatii: najgłośniejsza jest wtedy, gdy jest najmniej świadoma. Opłakuje obrazy, a nie intencje. Poruszają ją twarze dzieci, ale pozostaje obojętna na terror, który je tam doprowadził. Widzi gruzy, ale nie widzi rakietowych wyrzutni pod nimi. W tym przewróconym do góry nogami świecie cnota, która powinna jednoczyć ludzkość (empatia), stała się kolejną bronią używaną przeciwko państwu żydowskiemu.
Mimo to, nawet gdy Izrael toczy wojnę na wielu frontach, nieustannie wymaga się od niego powściągliwości. Aby „karmił Gazę”, podczas gdy Gaza pozostaje rządzona przez terrorystów dążących do ludobójstwa. Aby dostarczał prąd tym, którzy kopią tunele, aby zabijać Izraelczyków. Aby dokonywać cudów moralnej jasności, podczas gdy Zachód traci ją w mgle sloganów i wybiórczego oburzenia.
Różnica w Perspektywach
To również przedłuża wojnę. Każdy korytarz humanitarny jest wykorzystywany przez Hamas. Każde zawieszenie broni ogłoszone jest w złej wierze. Każdy akt powściągliwości przedłuża izraelski brak bezpieczeństwa, zamiast go rozwiązać. Obsesja Zachodu na punkcie zarządzania wizerunkiem wojny, zamiast konfrontacji z jej źródłami, pozostawiła Izrael w walce, którą powinien zakończyć już dawno temu.
Istnieje zatem ogromna rozbieżność między Izraelczykami a większością Zachodu. Izraelczycy żyją w rzeczywistości, Zachód żyje w komentarzach. Tutaj każdy dźwięk syreny to odliczanie. Każda wiadomość może dotyczyć nas osobiście. Nie możemy sobie pozwolić na abstrakcję; mamy w tym swój udział, naszą krew na ziemi. Podczas gdy eksperci debatują nad „cyklem przemocy”, my jesteśmy zajęci jego przełamaniem.
Powiedzmy to jasno: ta wojna nie toczy się między „Izraelem” a „Palestyną”. Toczy się między cywilizacją a barbarzyństwem. Między państwem, które ceni życie, a ruchem, który gloryfikuje męczeństwo. Między krajem, który opłakuje śmierć każdego dziecka (izraelskiego lub palestyńskiego), a reżimem, który wykorzystuje dzieci jako dosłowne tarcze i rekwizyty PR-owe.
Izrael nie prosi świata o walkę w jego bitwach, ale prosi o jedno: nie stawiajcie się po stronie naszych wrogów, kiedy walczymy o przetrwanie. Nie kibicujcie „oponentom”, którzy stosują gwałty, tortury i morderstwa. Nie twierdźcie, że zależy wam na pokoju, wspierając tych, którzy dążą do wiecznej wojny.
Nadzieja i Jedność
Nie, nie jesteśmy już zainteresowani zarządzaniem tym konfliktem; chcemy go zakończyć. Nie zemstą, ale ostatecznością. Nie sloganami, ale bezpieczeństwem. Nie kolejnymi zawieszeniami broni, które chronią Hamas i inne macki irańskiej ośmiornicy, ale jasnymi warunkami, które je usuną. Świat może skandować, protestować i używać hashtagów; my będziemy chronić nasze dzieci.
A jednak wciąż jest nadzieja.
Ponieważ po prawie dwóch latach nieustannej wojny w Izraelu coś się obudziło. Jedność wykuta w ogniu. Odmowa przestrzegania starych zasad, które gwarantowały jedynie cykl przemocy, a nie rozwiązanie. Determinacja, aby ta wojna była ostatnią, a nie tylko kolejną. Nagłówki gazet mogą nadal przekręcać każde działanie Izraela, ale naród izraelski ma jasno określony cel. Nie pragniemy wojny, pragniemy pokoju. Niestety, nauczyliśmy się na własnej skórze, że pokój nie jest darem. Trzeba na niego zapracować, walczyć o niego, przelać za niego krew i ostatecznie go zabezpieczyć.
I właśnie to zamierzamy zrobić.
Izraelczycy są zmęczeni wojną, ale nie jesteśmy zmęczeni zwycięstwami. Nie dla władzy, ale dla naszych dzieci, naszej przyszłości, a nawet naszych sąsiadów. Ponieważ prawdziwy pokój na Bliskim Wschodzie nadejdzie dopiero wtedy, gdy ci, którzy czczą śmierć, zostaną ostatecznie pokonani, a ci, którzy wybierają życie, będą mogli wreszcie żyć.
Izraelczycy są zmęczeni wojną (ale nie jesteśmy zmęczeni walką o pokój).
Kategorie: Uncategorized

