
Tam, gdzie nie ma granic, nie ma konsekwencji. A bez konsekwencji tracimy zarówno wolność, jak i bezpieczeństwo — najpierw niektórzy, a potem wszyscy. — Alice Teodorescu
W jakim świecie żyją nasze dzieci? Nie mogę pozbyć się wrażenia, że stoimy na rozdrożu. Że zagrożenia, zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne, są na tyle poważne, że świat, jaki znamy, zaczyna zanikać.
Tylko w tym tygodniu, kiedy wspominamy ofiary ataku z 11 września sprzed 24 lat i zabójstwo ówczesnej minister spraw zagranicznych Anny Lindh (S) sprzed 22 lat, minister został prześladowany przez antysemickich chuliganów w drodze do domu z parlamentu. Osoby te, które wyzywały i niepokoiły Carla-Oskara Bohlina (M), działały z wyraźnym zamiarem wzbudzenia strachu w nim i ewentualnych przechodniach. Aktywiści zajmują się rodzajem terroryzmu, który ogranicza fizyczną i psychiczną swobodę ruchów coraz większej liczby osób. Musi to prowadzić do odczuwalnych konsekwencji dla tych, którzy to zaplanowali.
Chodzi na przykład o to, że należy zrewidować przepisy chroniące przed antysemickimi przestępstwami z nienawiści, tak aby osoby stosujące przemoc lub wyrażające nienawiść, groźby lub poparcie dla terroryzmu – a tym samym nie wykazują dobrego charakteru – powinny otrzymywać odmowę wniosku o obywatelstwo, a osoby posiadające podwójne obywatelstwo powinny być przedmiotem dochodzenia w sprawie cofnięcia obywatelstwa szwedzkiego.
Ponadto osoby niebędące obywatelami szwedzkimi, które organizują działania – w internecie lub demonstracje na ulicach – obejmujące nawoływanie do przemocy, groźby wobec osób wybranych w wyborach, dziennikarzy lub naukowców, czy też popieranie terroryzmu w jakiejkolwiek formie, powinny być wydalane ze Szwecji.
Należy również zbadać kwestię zaostrzenia kar za groźby, nękanie i niepokojenie osób wybranych w wyborach – a także zakłócanie porządku publicznego – przy jednoczesnym zapewnieniu możliwości umieszczenia na czarnej liście organizatorów demonstracji, którzy w przeszłości zorganizowali demonstracje, które przerodziły się w zamieszki. Osoba organizująca demonstrację, która ma charakter brutalny lub wyraża nienawiść, groźby lub poparcie dla terroryzmu, nie powinna mieć możliwości uzyskania nowego zezwolenia na demonstrację.
W nocy z wtorku na środę Rosja wysłała 21 dronów nad terytorium Polski. Tylko cztery z nich udało się zestrzelić, co oznacza, że 80 procent „przeszło” bez konsekwencji. Prezydent Trump próbował przekonać (siebie?) świat, że był to prawdopodobnie „wypadek”. W sobotę przestrzeń powietrzna NATO została ponownie naruszona, tym razem w przestrzeni powietrznej Rumunii, przez rosyjskie drony, które przebywały na tym terytorium przez 50 minut.
Na X prezydent Ukrainy Zełenski napisał: „To oczywiste rozszerzenie wojny ze strony Rosji – i właśnie tak oni działają. Na początku małe kroki, a potem duże straty”.
Dla mnie jest oczywiste, że strategia Europy i NATO, oparta na potępieniu, sankcjach i dyplomacji, osiągnęła swój kres. Językiem, który rozumie Rosja, podobnie jak Iran i inne dyktatury kierujące się tą samą agendą, jest język siły. Wasza strategia jest postrzegana jako wyraz słabości i strachu, co prowadzi do ciągłych zmian stanowiska i eskalacji, której staracie się uniknąć, a która raczej zachęca Putina do dalszej eskalacji z jego strony. Paradoksalnie, w ten sposób dajemy naszym wrogom zachętę do dalszego grożenia nam, ponieważ nasza bierność pośrednio nagradza ich demonstracje siły.
Ponadto oczywiste jest, że obecna strategia Europy, balansująca między podkreślaniem, że znajdujemy się w najpoważniejszej sytuacji bezpieczeństwa od czasów II wojny światowej, z jednej strony (jednocześnie nadal nie wysyłając Ukraińcom potrzebnej im ilości amunicji, broni dalekiego zasięgu, o którą proszą, ani nie zamykając przestrzeni powietrznej nad ich krajem), a z drugiej strony nie do końca wyrażając, jak poważne jest zagrożenie ze strony Rosji (w nadziei, że w ten sposób uniknie się podjęcia działań, które należałoby podjąć), prowadzi do tego, że ludzie są usypiani fałszywym poczuciem bezpieczeństwa.
Poczucie bezpieczeństwa, które może okazać się bardzo kosztowne w dniu, w którym wojna przeniesie się do Europy, a ludzie zdadzą sobie sprawę, jak nieprzygotowani i słabo wyposażeni są do wielkich poświęceń, które będą wtedy konieczne.
W środę zamordowano również elokwentnego i wyraźnie uprzejmego konserwatywnego debatanta Charliego Kirka podczas spotkania ze studentami na uniwersytecie w Stanach Zjednoczonych. Młody człowiek, który korzystał ze swojego demokratycznego prawa do wypowiadania się i wyrażania opinii, który w codziennym życiu kierował się główną zasadą wolności słowa: spotykaj się z przeciwnikiem w dialogu i otwartości, gdzie toczy się rozmowa, nie ma miejsca na przemoc.
Świat był świadkiem brutalnego morderstwa niewinnego obywatela. Kropka. Ale co gorsza, oprócz całkowicie dziwacznych wyrazów radości, które można zobaczyć w mediach społecznościowych, jest to morderstwo ojca małych dzieci. Kogoś, kto rano powiedział swoim małym dzieciom „do zobaczenia wieczorem”, a następnie został pozbawiony możliwości dotrzymania swojej obietnicy. On, podobnie jak wszyscy, którzy zabierają głos w przestrzeni publicznej, jest mamą i tatą, którzy czytają bajki, smażą kiełbaski i powtarzają „koniec z tabletem” – pomimo dehumanizujących prób tłumu.
Ponieważ groźby, nienawiść i przemoc, które dotknęły rodzinę Kirka, mają wpływ na znacznie więcej osób niż tylko te, które płacą najwyższą cenę. Groźby, przemoc i nienawiść przenikają do najbliższego otoczenia. Do małego świata, który dla większości jest największym. To właśnie ta bezwzględność sprawia, że tego rodzaju ataki są tak brutalne – i tak skuteczne dla tych, których modus operandi opiera się na przemocy.
Bo kto odważy się zrobić to, co zrobił Kirk? Kto odważy się podjąć debatę, poddać argumenty wzajemnej weryfikacji, skoro o wiele łatwiej, bezpieczniej, a tym samym bardziej racjonalnie jest się ukryć, zamknąć w sobie i nigdy nie spotkać się z drugim człowiekiem?
Wszystkie wyżej wymienione wydarzenia, które wypełniły wiadomości w tym tygodniu, są ze sobą powiązane. Co gorsza, mówią one coś bardzo złowróżbnego o naszych czasach. We wszystkich przypadkach chodzi bowiem o przekraczające granice zachowania dominacyjne, które gdy nie spotykają się z odczuwalnymi konsekwencjami, bez wątpienia stanowią egzystencjalne zagrożenie dla wolności nas wszystkich.
Bo kiedy sąsiad jest zagrożony, ty jesteś następny w kolejce, a kiedy ograniczana jest wolność słowa przeciwnika politycznego, ty również tracisz. Nie ma więc znaczenia, czy podzielasz poglądy Kirka w choćby jednym punkcie. Sam fakt, że zapłacił najwyższą cenę za publiczne wyrażenie swoich opinii w demokracji roku 2025, powinien uświadomić wszystkim powagę sytuacji i wywołać strach przed przyszłością.
W zeszłorocznej kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego wielokrotnie mówiłam o granicach i wolności – w tej kolejności. Jeśli nie jesteś świadomy tego, gdzie leżą granice, i nie jesteś gotowy ich bronić, wkrótce zorientujesz się, że nie masz też wolności. W perspektywie krótkoterminowej uniknięcie konfrontacji i konfliktu może wydawać się przyjemne, ale w dłuższej perspektywie konsekwencje będą nie do zniesienia.
W tym świetle musimy postrzegać działania Rosjan i zwolenników Hamasu, a także to, co od dawna robi nietolerancyjna, „przebudzona” lewica, czyli próby wywierania wpływu na decydentów i opinię publiczną za pomocą gróźb i czystej przemocy. Podobnie jak uparte małe dzieci, testują granice. Jeśli nie napotykają żadnego oporu, a co najwyżej coś w rodzaju stwierdzenia, że ich zachowanie jest „nie do przyjęcia”, kontynuują. Trochę więcej, jeszcze trochę, aż nic nie zostanie.
Współcześni politycy są ewidentnie bezradni wobec tego rodzaju zachowań, ponieważ od dziesięcioleci głosi się, że droga naprzód prowadzi przez deeskalację, unikanie konfrontacji i rodzaj mało emocjonalnej reakcji na oczywiste prowokacje, w nadziei, że samo to zagwarantuje pokój.
I rzeczywiście, ten, kto zawsze się wycofuje, unika konieczności walki, ale jaki rodzaj przetrwania można sobie wyobrazić, gdy sam ruch przeciwnika w twoim kierunku oznacza ostateczne podbicie i pozostaje tylko kapitulacja? Czy brak wojny zawsze oznacza pokój? Moja odpowiedź brzmi: nie, wręcz przeciwnie.
Era potępiania i bierności dobiegła końca. Teraz należy poprzeć odpowiednio mocne słowa konkretnymi działaniami. Kilka przykładów:
Putin widzi i widział, że NATO nie podjęło żadnych działań, gdy anektował Krym w 2014 r. – dlaczego więc nie przeprowadzić pełnej inwazji? Hamas widzi i widział, że świat nie zareagował, gdy codziennie wystrzeliwali rakiety w kierunku Izraela, przeprowadzali zamachy samobójcze, porywali ludzi i budowali tunele za ciężko zarobione pieniądze europejskich podatników – dlaczego więc nie przeprowadzić najgorszej masakry Żydów od czasów Holokaustu?
Aktywiści palestyńscy widzą, i widzieli przez prawie dwa lata, że policja nie interweniuje w ich antysemickie „demonstracje”, że prokuratorzy nie wnoszą oskarżeń o podżeganie do nienawiści rasowej, nękanie i zniesławienie, że nikt nie jest skazywany przez sąd. Jesteście w pełni świadomi, że można grozić i demonizować polityków na ulicy, w Parlamencie Europejskim i w internecie, bez ryzyka deportacji, pozbawienia obywatelstwa lub umieszczenia na czarnej liście – dlaczego więc mielibyście przestać?
Lewica, w szerokim rozumieniu, od ponad dziesięciu lat widzi, że najwyższe stanowiska w społeczeństwie zajmują jej przedstawiciele. Że media, uniwersytety, organizacje pozarządowe i wszelkiego rodzaju elity publiczne opierają się na tej samej analizie społecznej, co oni. Że warto próbować uciszać przeciwników politycznych – najpierw poprzez wykluczanie ich za pomocą tak zwanych „bezpiecznych przestrzeni”, a następnie poprzez faktyczne mordowanie ich. Że można doskonale zafałszować prawdę do tego stopnia, że samo pojęcie prawdy zostaje wyeliminowane. Twierdzić, że słowa są przemocą, dlatego przemoc wobec tych, których słowa się nie podobają, należy uznać za uzasadnione działania oporu.
Dlaczego więc nie mieliby uznać za uzasadnione zabijanie tych, których dehumanizują, których słowa uważają za przemoc, skoro w swoim własnym, wypaczonym obrazie siebie bronią się przed prawowitym wrogiem?
W związku z tym bardzo wymowne były różne reakcje na mój program telewizyjny z Danielem Suhonenem w SVT. Prawica pozytywnie oceniła próbę zainicjowania i kontynuowania cywilizowanej dyskusji z przeciwnikiem politycznym.
Wielu moich zwolenników postrzegało Suhonena jako odpowiedniego partnera do rozmowy, nawet jeśli nie zgadzali się z jego poglądami. Ze strony lewicy pojawiła się zasadniczo ta sama krytyka: dlaczego miałbym być legitymizowany przez jego obecność (mimo że pomysł programu był mój!), dlaczego w ogóle odpowiadać na moje argumenty, zamiast po prostu odrzucić mnie jako „złego burżuja”, którego należy zmarginalizować?
Trwa wojna cywilizacyjna, która trwa od czasu, gdy terroryści Osamy bin Ladena uderzyli w bliźniacze wieże na Manhattanie 11 września 24 lata temu. Wojna z barbarzyństwem, która rozpoczęła się wtedy, w żadnym wypadku nie dobiegła końca. Wręcz przeciwnie.
Nasuwają się następujące pytania: czy nasze społeczeństwa podejmują działania proporcjonalne do obecnych zagrożeń? Czy przywódcy Europy są wystarczająco szczerzy w kwestii powagi tych zagrożeń, aby ludzie mieli odpowiednie warunki do podejmowania właściwych decyzji, aby przygotować się również mentalnie na przyszłość, której obecne pokolenia w dużej mierze nie są w stanie sobie wyobrazić? Reakcje na wojnę w Strefie Gazy wskazują, że ludzie nie rozumieją dziś w pełni, czym jest wojna, co samo w sobie stanowi problem utrudniający walkę z terroryzmem.
Inne pytania dotyczą tego, jak jako społeczeństwa przetrwać ogromne konflikty między różnymi grupami, które obecnie prowadzą do prawdziwych egzekucji? Prawdopodobnie wielu z tych, którzy cieszą się z zabójstwa Kirka, jest również przeciwnikami wojny obronnej Izraela i prawdopodobnie z wielką radością patrzyli na atak terrorystyczny na Nowy Jork w 2001 roku.
Faktem jest, że niewiele się zmieniło od czasu, gdy ówczesny prezydent George W. Bush sformułował swoją słynną dychotomię, która zapoczątkowała globalną wojnę z terroryzmem: „Albo jesteście z nami, albo jesteście z terrorystami”. Wybór jest w dużej mierze taki sam jak wtedy, pomimo coraz bardziej fantazyjnych prób przedstawiania obecnych konfliktów jako złożonych i trudnych do rozstrzygnięcia bez uwzględnienia „kontekstu”.
W ten sposób wiele się zmieniło, ponieważ 24 lata temu świat poparł Stany Zjednoczone w zupełnie inny sposób niż poparł Izrael po 7 października. Niewielu światowych przywódców przyszłoby wtedy do głowy, aby ubolewać nad egzekucją bin Ladena lub pościgiem za nim w Afganistanie lub Pakistanie, tak jak to miało miejsce w przypadku działań Izraela wobec Libanu, Iranu, a ostatnio Kataru.
Być może wynika to z faktu, że dzisiejsi przywódcy świata zachodniego muszą liczyć się z dodatkowym wymiarem w postaci dużej mniejszości muzułmańskiej, która chętnie importuje do naszej części świata nie tylko diametralnie odmienne poglądy, powodujące nowe konflikty wartości, ale także konflikty swoich krajów pochodzenia. To z kolei prowadzi do polaryzacji, którą będziemy jeszcze bardziej odczuwać podczas przyszłorocznych wyborów.
To, co wyłania się w czasie rzeczywistym, to wybuchowy ruch, który pomimo swojej różnorodności i sprzeczności udaje się zgromadzić zarówno postępowych wokeistów, tradycyjnych marksistów, jak i islamistów różnego rodzaju. Łączy ich nienawiść do Stanów Zjednoczonych, Izraela, wolności słowa, kapitalizmu, sekularyzmu i ideałów oświecenia. Tak, po prostu do wszystkiego, co uczyniło nasze społeczeństwa najlepszymi w historii ludzkości.
Nasi wrogowie, zarówno zewnętrzni, jak i wewnętrzni, próbują nas teraz sprowokować. To, czemu jesteśmy poddawani, jest przemyślanym testem. Testem naszej determinacji, naszej gotowości, naszych granic. I w tej chwili ponosimy porażkę.
Właśnie tak umierają demokracje – nie w eksplozjach, ale w powolnych westchnieniach rezygnacji. Świat, który pozostawimy naszym dzieciom, nie jest wyryty w kamieniu, ale bez wątpienia stoimy przed wyborem drogi.
Wrogowie demokracji wykorzystują nasz strach przed konfliktami
Kategorie: Uncategorized

