Uncategorized

Wielkie poruszenie

Anna Grabowska

Dziś wielkie poruszenie, proszę Państwa. Wielkie oburzenie po stronie tych, którzy od dwóch lat uczynili z Palestyny swój moralny teatr. Znowu płacz, lament, oskarżenia o „hipokryzję Zachodu:, o „kolonializm”, o „niewłaściwą stronę historii”. A wszystko dlatego, że Pokojową Nagrodę Nobla dostała kobieta, która nie wstydzi się powiedzieć: jestem z Izraelem.

My patrzymy na to inaczej. Bo my pamiętamy, że słowo „pokój” coś kiedyś znaczyło. Dla nas, którzy widzieliśmy już za dużo obłudy i za mało odwagi, nazwisko María Corina Machado nie brzmi jak skandal. Brzmi jak przypomnienie.

Oni nie znoszą ludzi, którzy burzą ich narrację. A ona właśnie to zrobiła. Kiedy 7 października Hamas zamienił izraelskie kibuce w pola śmierci, świat odruchowo wrócił do swojego ulubionego refrenu: „potępiamy przemoc po obu stronach”. My znamy ten ton. On zawsze brzmi jak alibi dla tchórzy. Ale Machado nie wzięła udziału w tym chórze. Napisała po prostu: „Toda mi solidaridad con el pueblo de Israel y mi total repudio a los ataques terroristas perpetrados por Hamás.” I to wystarczyło, żeby cały ten salonowy świat poprawnych opinii dostał drgawek.

Nie napisała „z Palestyńczykami”, nie napisała „FreePalestine”, nie próbowała nikomu przypodobać się słowem „równowaga”. Napisała: z Izraelem. I nie usunęła.

My wiemy, co to znaczy – to nie tylko gest, to wybór cywilizacyjny.

W kwietniu 2024 roku, gdy Iran zaatakował Izrael, ona znowu stanęła po tej samej stronie. Napisała: „Mi solidaridad con el Estado de Israel y su pueblo ante la agresión directa del régimen iraní.” W kraju, w którym Maduro nosi irańskie medale i przysięga przyjaźń Putinowi, te słowa to jak uderzenie w samo serce systemu. Ale ona nie milczy. Bo wie, że jeśli zaczniemy się bać mówić prawdę, to już przegraliśmy.

Oni, proszę Państwa, zawsze wiedzą lepiej. Oni mają swoje ONZ-y, swoje „rezolucje”, swoje „raporty” i swoje nowe moralne kategorie: „nieproporcjonalność”, „prawo do oporu”, „ofiary narracji”. A my mamy pamięć. Pamięć 7 października, pamięć setek ciał, pamięć dzieci z kibucu Be’eri. I mamy ludzi takich jak ona – którzy nie udają, że tego nie widzieli.

María Corina Machado urodziła się w Caracas, w 1967 roku. W czasach, gdy Wenezuela była jeszcze wolna. Studiowała w Yale, wróciła do kraju, by tworzyć organizację Súmate, monitorującą uczciwość wyborów. To właśnie wtedy Hugo Chávez uznał ją za wroga. Od tamtej pory ona i reżim Maduro prowadzą tę samą wojnę – bez armat, ale z tym samym ryzykiem: więzienie, przemoc, zniknięcie.

Ona przetrwała, bo nigdy nie uciekła. Nie schowała się w Miami, nie błagała o azyl. Powiedziała: „Nie wypędzą mnie z mojej ziemi ani nie uciszą mojego głosu.”

Dziś żyje w ukryciu. My nie wiemy, gdzie śpi, ale wiemy, że mówi. Czasem z gór Méridy, czasem z klasztoru, czasem z domu przyjaciół. Jej głos płynie przez sieć, jak echo czegoś, czego już dawno w polityce nie ma: autentyczności.

A teraz oni, ci sami, którzy przez dwa lata bronili Hamasu w imię „sprawiedliwości”, dostają szału, bo Komitet Noblowski dał nagrodę nie ich bohaterce, tylko kobiecie, która ośmieliła się mówić o Izraelu dobrze.

Proszę zauważyć: nikt jej nie oskarża o korupcję, nikt nie znalazł brudnych pieniędzy, nikt nie pokazał skandalu. Ich problem polega na tym, że ona nie pasuje do schematu. Bo jak wytłumaczyć, że kobieta z globalnego Południa, z kraju postkolonialnego, potrafi stanąć po stronie Zachodu, i to nie wbrew sumieniu, tylko w jego imię?

Właśnie dlatego ten Nobel jest gestem politycznym, ale nie cynicznym.,To nie PR, to manifest. Zachód wysłał sygnał: pokój nie polega na relatywizmie, tylko na odwadze.

Do dziś aktywiści pro-palestyńscy biją brawa Hamasowi za „walkę z okupacją”, manifestują i skandują hasła z lat 30-tych ubiegłego wieku, dlatego wiemy, jak bardzo potrzebny jest taki gest. Bo ten Nobel to nie nagroda za humanitaryzm, tylko za trzeźwość umysłu.

Za przypomnienie, że można mówić o pokoju, nie przymykając oczu na terror.

Oni będą krzyczeć. Już krzyczą. Ale historia zawsze w końcu przyznaje rację tym, którzy mieli odwagę mówić pierwsi.

My będziemy pamiętać, że w 2025 roku Pokojową Nagrodę Nobla dostała kobieta, która nie bała się słowa Izrael.

A ona – María Corina Machado – pozostanie dla nas dowodem, że świat jeszcze nie zgasł.

Bo jeśli nawet w kraju, gdzie zło ma własny hymn, znajdzie się ktoś, kto potrafi powiedzieć „jestem z wami”,

to może jednak nie wszystko stracone.

María Corina Machado

Photo Pedro Rances Mattey / AFP

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.