
Katarzyna Żmuda-Bryl
Ataki w Paryżu, Brukseli i Nicei pokazały skalę zagrożenia. Dzisiejsza cisza nie oznacza, że zagrożenia zniknęły – to efekt pracy izraelskiego wywiadu, który chroni kontynent, choć ten udaje, że może się bez niego obejść.
Politycy w Paryżu, Dublinie czy Madrycie chętnie stają na trybunach i potępiają Izrael za „okupację”, „kolonie” i „zbrodnie”. Głosują w ONZ przeciwko Jerozolimie, uznają „Państwo Palestyna”, finansują UNRWA – tę machinę wiecznych uchodźców. Ale ci sami politycy wieczorami kładą się spać spokojnie tylko dlatego, że izraelski wywiad czuwa nad bezpieczeństwem Europy. To paradoks, o którym w europejskiej debacie się nie mówi: kontynent, który moralizuje wobec Izraela, sam jest od niego uzależniony. Europa lubi widzieć siebie jako centrum świata, ale bez Izraela byłaby ślepa i głucha wobec terroryzmu. A na tym tle naprawdę żałośnie wyglądają wezwania do bojkotu Izraela na Eurowizji – jakby od wyniku konkursu piosenki zależało cokolwiek poza chwilową medialną histerią.
W latach 2015–2017 Europa żyła w stanie ciągłego lęku. Paryż (13 listopada 2015, Bataclan, 130 ofiar), Bruksela (22 marca 2016, zamachy na metro i lotnisko, 32 ofiary), Nicea (14 lipca 2016, ciężarówka na Promenade des Anglais, 86 ofiar), Berlin (19 grudnia 2016, ciężarówka na jarmarku bożonarodzeniowym, 12 ofiar) – te obrazy wryły się w pamięć kontynentu. Dziś jest ciszej. Nawet wojna w Ukrainie, jeszcze niedawno dominująca w mediach, zeszła na drugi plan. Na czołówkach króluje teraz „ludobójstwo Izraela w Gazie” i „uznanie państwa Palestyna”. Ale czy ta cisza oznacza, że terroryzm islamistyczny zniknął? Absolutnie nie.
Zagrożenie jest nadal poważne, tylko lepiej tłumione dzięki pracy służb i współpracy wywiadowczej – zwłaszcza z Izraelem. W raporcie Europolu TE-SAT 2025 podkreślono, że dżihadystyczny terroryzm wciąż jest największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa obywateli UE. W 2023 roku w UE odnotowano 120 ataków terrorystycznych (98 zakończonych, 9 nieudanych, 13 udaremnionych). W tym samym roku zatrzymano 426 podejrzanych, z czego aż 334 powiązano z dżihadystycznym ekstremizmem. Rok później, w 2024, 14 państw członkowskich zgłosiło łącznie 58 ataków (34 zakończone, 5 nieudanych i 19 udaremnionych). Dane są jednoznaczne: zagrożenie nie maleje – zmienia tylko formę i skale ujawnienia.
Kalifat ISIS w Syrii i Iraku upadł, ale bojownicy rozproszyli się po świecie. Dziś ISIS działa w Afryce (m.in. Sahel), Afganistanie i Syrii; z tych kierunków prowadzone są rekrutacje i przerzuty ludzi do Europy. Według danych ONZ, tylko w Sahelu operuje obecnie ponad 10 tysięcy bojowników powiązanych z ISIS i Al-Kaidą, a migracyjny szlak libijski i bałkański staje się kanałem przerzutowym.
Hezbollah od lat rozwija w Europie siatki logistyczne i finansowe. W 2020 r. niemieckie MSW zdelegalizowało działalność Hezbollahu, a wcześniej USA alarmowały o magazynowaniu w Europie ton azotanu amonu – klasycznego materiału wybuchowego. Iran, poprzez Korpus Strażników Rewolucji, traktuje Europę jako zaplecze w konfrontacji z Izraelem i USA. W 2024 r. dyrektor MI5 Ken McCallum ostrzegał: „Iran i jego pełnomocnicy stanowią dziś największe długofalowe zagrożenie terrorystyczne w Europie”.
Bractwo Muzułmańskie – ideologia w sercu Europy
Nie można mówić o zagrożeniach islamistycznych w Europie, pomijając Bractwo Muzułmańskie. To właśnie ten ruch – matka Hamasu – od dekad buduje swoje struktury na Zachodzie: fundacje, stowarzyszenia, szkoły koraniczne. W raportach niemieckiego BfV pojawia się regularnie liczba kilkudziesięciu tysięcy sympatyków Bractwa w samych Niemczech. We Francji i Hiszpanii organizacje związane z BM odgrywają rolę „pośredników” między polityką a społecznościami muzułmańskimi.
Bractwo nie potrzebuje dziś zamachów – jego największą bronią jest propaganda i mobilizacja polityczna. To właśnie ono stoi za nasilającymi się w Europie wezwaniami do bojkotu Izraela. BDS – Bojkot, Wycofanie Inwestycji, Sankcje – to nie spontaniczny „oddolny ruch studentów”, jak próbują go przedstawiać media. To narzędzie wypracowane przez struktury Bractwa, które nadaje rytm całej machinie bojkotu: od kampanii przeciwko Eurowizji, przez próby blokowania współpracy wojskowej z Izraelem, aż po naciski na firmy technologiczne i akademickie.
Realizacja wezwań BDS wcale nie uderza tylko w Izrael – uderza również w bezpieczeństwo Europy. Osłabia współpracę wywiadowczą, zniechęca do korzystania z izraelskich technologii cyberbezpieczeństwa i podkopuje fundamenty ochrony przed terroryzmem. Innymi słowy: każdy transparent „Boycott Israel” to de facto cios wymierzony we własne bezpieczeństwo Europejczyków.
Najtrudniejsze do powstrzymania są „samotne wilki”: zradykalizowani online młodzi ludzie, działający bez rozkazu i struktury. Tylko we Francji, według DGSI, około 500 osób znajduje się pod stałą obserwacją jako potencjalnie gotowe do przeprowadzenia ataku inspirowanego islamistycznie. A według raportu Country Reports on Terrorism 2023 USA, francuskie służby udaremniły co najmniej 73 operacje terrorystyczne lub działania ekstremistyczne. To pokazuje, że Francja – mimo politycznej retoryki – pozostaje jednym z najbardziej narażonych krajów Europy i że jej bezpieczeństwo zależy w dużym stopniu od współpracy wywiadowczej z Izraelem.
W tym kontekście Wielka Brytania uchodzi za najmocniejsze ogniwo Europy. GCHQ i NCSC należą do ścisłej światowej czołówki, a Londyn jest filarem sojuszu Five Eyes. To właśnie dlatego brytyjskie służby w ostatnich latach udaremniły wiele spisków – w 2023 r. MI5 poinformowało o ponad 30 poważnych atakach udaremnionych od 2017 roku. Ale nawet UK korzysta z danych izraelskich, zwłaszcza w sprawach Iranu, Hezbollahu i Bliskiego Wschodu. Bez tej współpracy poziom ryzyka w Londynie, Birmingham czy Manchesterze byłby wyższy.
Izrael od dekad pełni rolę niewidzialnej tarczy Europy. Mossad, Aman i Szin Bet to służby, które wyprzedzają działania terrorystów i ostrzegają partnerów. To oni wywieźli z Iranu archiwum nuklearne w 2018 r., ujawniając skalę i ciągłość programu zbrojeniowego. To oni przekazywali Europie informacje o magazynach broni Hezbollahu, co poprzedziło decyzje władz w Berlinie. To oni ostrzegali przed komórkami ISIS i Al-Kaidy planującymi ataki w Paryżu, Brukseli, Wiedniu. To oni współtworzą warstwę cyberobrony chroniącą europejskie banki i infrastrukturę krytyczną.
Przykłady z ostatnich lat tylko to potwierdzają. W maju 2024 DGSI zatrzymała 18-letniego Czeczena planującego atak podczas igrzysk. W czerwcu 2024 aresztowano mężczyznę po eksplozji w hotelu pod Paryżem. W sierpniu 2024 udaremniono spisek ISIS na koncerty Taylor Swift w Wiedniu. W grudniu 2023 aresztowano siedem osób powiązanych z ISIS w Niemczech, Danii i Holandii. W lutym 2025 w Austrii zatrzymano 14-latka planującego atak na dworzec Westbahnhof. To tylko przykłady ujawnione – wiele innych przypadków pozostaje tajnych.
Medialne wyciszanie zagrożenia
Absurd sytuacji polega na tym, że raporty Europolu i krajowych służb jasno pokazują: co roku w Europie dochodzi do dziesiątek ataków terrorystycznych, setki osób są zatrzymywane, a pod obserwacją pozostają tysiące potencjalnych sprawców. Ale o tym niemal się nie mówi. Media wolą pokazywać „incydent nożownika” niż użyć słowa „dżihad”. Wolą pisać o „jednostkowych przypadkach” niż o systemowym problemie.
Jednocześnie te same media potrafią przez tygodnie prowadzić relacje na żywo z wojny w Gazie – konfliktu oddalonego o trzy tysiące kilometrów, którego przeciętny odbiorca nie potrafiłby nawet wskazać na mapie. Dlaczego? Bo Gaza daje mocne obrazy i nośne hasła: „ludobójstwo”, „dzieci”, „Izrael”. To się dobrze sprzedaje. Tymczasem zagrożenie, które realnie dotyczy Hamburga, Lyonu, Barcelony czy Antwerpii, spycha się na margines, jakby było mniej ważne niż narracja o Palestynie.
To medialne odwrócenie proporcji tworzy złudzenie bezpieczeństwa: ludzie myślą, że skoro o terroryzmie jest cisza, to problem zniknął. W rzeczywistości zniknął tylko z czołówek gazet.
Hiszpania – polityka i złudne bezpieczeństwo
Rząd Pedro Sáncheza (PSOE + Sumar) świadomie gra kartą propalestyńską. To element walki o głosy lewicowego elektoratu i rosnącej mniejszości muzułmańskiej w Katalonii i Andaluzji. Hiszpańska lewica od dekad posługuje się narracją „antykolonialną”, w której Izrael jest okupantem, a Palestyńczycy ofiarą – to dziedzictwo zimnowojennej propagandy, które wciąż dobrze sprzedaje się na wiecach i w mediach.
W Madrycie panuje przekonanie, że Izrael nigdy nie odetnie Europy od informacji wywiadowczych, bo ewentualny atak na Zachodzie odbiłby się także na samym Izraelu. To poczucie bezkarności pozwala hiszpańskim politykom potępiać Jerozolimę, uznawać „Palestynę” i jednocześnie spać spokojnie pod ochroną danych, które – paradoksalnie – dostarcza im izraelski wywiad.
Problem w tym, że Izrael nie musi grać w tę grę w nieskończoność. Może selekcjonować informacje, ograniczać tempo przekazywania danych i kierować najważniejsze ostrzeżenia przede wszystkim do partnerów, którzy naprawdę traktują go jak sojusznika. A wtedy w Madrycie może się okazać, że polityczna poza kosztuje więcej, niż ktokolwiek dziś zakłada.
Francja – retoryka kontra rzeczywistość
Paryż od lat stawia się w roli „sumienia Europy” w sprawie Palestyny. To właśnie Francja najgłośniej mówi o „dwóch państwach” i „uznaniu Palestyny”, a prezydent Emmanuel Macron chętnie występuje w roli obrońcy praw Palestyńczyków. Dla francuskiej lewicy i dużej części opinii publicznej, zwłaszcza tej związanej ze środowiskami muzułmańskimi, krytyka Izraela jest politycznym obowiązkiem i elementem tożsamości.
Problem polega na tym, że to właśnie Francja jest najbardziej narażona na islamistyczny terror. Ataki w Paryżu, Nicei czy Marsylii pokazały, że zagrożenie jest realne i trwałe. Dziś francuskie służby specjalne (DGSI) utrzymują pod obserwacją około 500 osób uznanych za potencjalnie gotowe do przeprowadzenia ataku. Regularne ostrzeżenia i dane o siatkach terrorystycznych napływają do Paryża z Tel Awiwu – choć w przestrzeni publicznej politycy wolą mówić o „izraelskich zbrodniach” niż o izraelskiej pomocy.
To typowy paradoks: Francja potępia Izrael na forum międzynarodowym, a jednocześnie korzysta z jego ochrony w ciszy gabinetów służb. Bez izraelskich informacji Paryż byłby ślepy wobec wielu zagrożeń. Publicznie – moralizowanie i apele o Palestynę. Po cichu – uzależnienie od Izraela.
Hiszpania i Francja – wspólny mianownik
Madryt i Paryż różnią się stylem, ale łączy je jedno: polityczna hipokryzja. Publicznie oskarżają Izrael o „zbrodnie” i uznają „Państwo Palestyna”, bo tego oczekują ich elektoraty. Ale prywatnie – zarówno hiszpańscy, jak i francuscy politycy – opierają bezpieczeństwo swoich obywateli na danych dostarczanych z Tel Awiwu. Bez izraelskiego wywiadu ani Madryt, ani Paryż nie byłyby w stanie skutecznie reagować na zagrożenia ze strony ISIS, Al-Kaidy, Hezbollahu czy struktur irańskich (IRGC). To szczególnie widoczne we Francji, gdzie DGSI utrzymuje pod obserwacją około 500 osób gotowych do przeprowadzenia ataku inspirowanego islamistycznie. To najbardziej jaskrawy przykład rozdźwięku między moralizującą retoryką a twardą rzeczywistością.
Cyberbezpieczeństwo i infrastruktura krytyczna – cicha tarcza Izraela
Terroryzm to nie tylko noże i ciężarówki. Dziś równie groźne są ataki na sieci energetyczne, wodociągowe, banki czy transport. Tu również Izrael jest tarczą Europy. Izraelskie firmy – takie jak Check Point, CyberArk czy NSO Group – dostarczają technologie chroniące systemy SCADA używane w elektrowniach, lotniskach i kolei w Niemczech, Hiszpanii czy Francji. Izraelski CERT współpracuje z unijną agencją ENISA przy odpieraniu cyberataków sponsorowanych przez Rosję i Iran. To właśnie izraelscy eksperci wskazywali, że irańskie grupy hakerskie próbowały włamać się do sieci hiszpańskich banków w 2021 r. i że infrastrukturę europejską stale testują kampanie ransomware – czyli ataki, w których hakerzy szyfrują całe systemy i żądają okupu w kryptowalucie, aby je odblokować. Takie cyberzamachy potrafią sparaliżować szpitale, banki czy sieci energetyczne, co pokazały przypadki w USA i Europie. Izrael, dysponując jednymi z najlepszych firm i zespołów na świecie w walce z ransomware (Check Point, CyberArk, NSO), stał się dla Europy kluczowym partnerem: to dzięki izraelskim ostrzeżeniom i technologiom wiele tego typu ataków zostało udaremnionych, zanim dotknęłyby obywateli.
Bez tego cichego wsparcia Europa byłaby narażona nie tylko na zamachy w metrze czy na koncertach, ale także na blackouty, sparaliżowane lotniska czy wyzerowane konta bankowe. A to oznaczałoby chaos na skalę, której społeczeństwa i gospodarki Europy nie są w stanie unieść.
FB
Kategorie: Uncategorized

