
We środę, 3 grudnia, współorganizowałem wraz z KOD Mazowsze 10-lecie pierwszej pikiety Komitetu Obrony Demokracji pod Trybunałem Konstytucyjnym w Alei Szucha, a w czwartek – byłem w Senacie na uroczystej konferencji z okazji 10-lecia powstania KOD-u. Nie dam rady opisać obu tych okoliczności i nie ma takiej potrzeby.
Wspomnę jedynie, że wczoraj najciekawsze wystąpienia z mojego punktu widzenia mieli Zbigniew Komosa i Robert Hojda, bo obaj mówili o rodzącym się w Polsce faszyzmie. Dzisiaj natomiast w Senacie pośród wielu mówców najbardziej inspirująco mówili: profesor Andrzej Rychard i Jarosław Kurski, ponieważ zakreślili szersze perspektywy, aniżeli te wymuszone okazją do spotkania.
Moje funkcjonowanie nigdy nie jest zorientowane na przeszłość, bardzo się przed tym wzdragam. Nie dziwię się, jeśli ludzie wspominają, to naturalne, ale służyć powinno jedynie wyniesieniu nauki na jutro. Po to zdobywamy doświadczenia życiowe, a nie, by się w nich pławić i nie wyciągać wniosków. Życie przeszłością odbiera sens istnienia.
Mieliśmy słuszne pretensje, że policja wczoraj nie spacyfikowała kontrdemonstrantów, którzy bardziej lub mniej skutecznie zagłuszali nasze zgromadzenie. Pamiętać jednak należy, że oni są w dzisiejszej opozycji. Kiedy my byliśmy w opozycji policja nasze demonstracje nierzadko tłumiła z użyciem gazu łzawiącego i pałek teleskopowych. Wiem, że to są bojówki Bąkiewicza z Ruchu Obrony Granic i za publiczne pieniądze od PiS mają znakomity sprzęt nagłaśniający, atoli są tak czy owak opozycjonistami obecnego rządu, czyli naszymi odpowiednikami, nas z przeszłości…
Czy nam się udaje być prorządowymi, skoro przez osiem lat byliśmy opozycją uliczną? Nie do końca nam się udaje, gdyż jesteśmy zbyt samodzielnie myślącymi ludźmi i zbyt krytycznymi, by nie dostrzegać pewnych ułomności obecnego obozu władzy. Kiedy przykładowo po wyroku TSUE Polska jest zobowiązana do rejestracji małżeństw jednopłciowych, premier Donald Tusk zamiast zadeklarować implementację tego prawa stwierdza, że zagranica nie będzie niczego Polsce narzucać. Wchodzi zatem w buty swoich poprzedników.
Akurat odbyło się posiedzenie neosędziów nielegalnych Izb Sądu Najwyższego i wystosowali oni orzeczenie w tym samym tonie, co wcześniej cytowane oświadczenie premiera Tuska, że trybunały zagraniczne nie będą nam niczego narzucać. My wiemy, że wprost z Konstytucji wynika, że mają prawo i będą nam narzucać to, do czego Polska się zobowiązała Traktatem Lizbońskim, podpisanym przez Donalda Tuska, Radka Sikorskiego i Lecha Kaczyńskiego.
Dziś w Senacie sędzia Piotr Gąciarek z Iustitii wyraził żal i rozczarowanie, że mimo wszelkich danych nowa władza nie uporządkowała statusu takich instytucji, jak Krajowa Rada Sądownictwa, SN czy TK. Oportunizm, zaniedbanie, trudno określić, jakkolwiek jedno jest pewne: trwanie tych instytucji w niezmienionej postaci paraliżuje państwo i może prowadzić do katastrofy.
Ja jednakże nie o polityce państwa, tylko o społeczeństwie. Wiele się mówi o kondycji społeczeństwa obywatelskiego w Polsce, którego istotnym wyrazicielem jest Komitet Obrony Demokracji, choć przecież nie tylko on. Jedni powiadają, że społeczeństwo obywatelskie w Polsce jest rozwinięte, inni, że przeciwnie.
Z pewnością na przeszkodzie temu stoi przemożny wpływ Kościoła katolickiego, który hamuje rozwój społeczeństwa obywatelskiego. W niedawnym wywiadzie prof. Norman Davies zwrócił uwagę, że do wygranej Karola Nawrockiego walnie przyczynił się właśnie Kościół, o czym zbyt szybko zapomnieliśmy. Kandydat Nawrocki został namaszczony w klasztorze jasnogórskim, a następnie przez Rydzyka w Toruniu. Kościół na prowincji dyktuje życie ludziom i tym sposobem pozbawia ich głodu wolności.
Nie lubię słowa „obywatel”, chyba że w tak przekornym kontekście, jak u Obywateli RP, którzy w swoich działaniach posługują się przede wszystkim obywatelskim nieposłuszeństwem. Nie tak dawno dokonałem eksperymentu psychologicznego oświadczając publicznie, że zrzekam się polskiego obywatelstwa. Oczywiście, jedynie symbolicznie, bo żeby zrzec się skutecznie musiałbym mieć jakieś inne obywatelstwo, a ponadto zwrócić się z prośbą o pozbawienie mnie go do prezydenta, czego nie uczynię, bo jest dla mnie persona non grata.
Kiedy to obwieściłem, obserwowałem reakcje. Moi przyjaciele byli zbulwersowani, zaś wrogowie zachwyceni. Eksperyment miał także charakter introspektywny: chciałem się poczuć jako bezpaństwowiec. Jak Żyd polski w 68 roku pozbawiony przez władze PRL obywatelstwa, jak imigrant z dalekich stron, który tu przyjeżdża za pracą, czy jak uchodźca wojenny, ukraiński szukający w Polsce bezpiecznej przystani.
Moja deklaracja była wyrazem buntu i kontestowania rzeczywistości politycznej, w której władzę prezydencką zdobywa nacjonalista, pochlebca środowisk ultraprawicy związanej z Moskwą, ale też była protestem przeciwko społeczeństwu, które nie jest otwarte, za to podatne na ksenofobiczną i antysemicką propagandę, faworyzujące idee oblężonej twierdzy, niechętnej innym i obcym.
Będąc w Stowarzyszeniu przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii, które nazywa się „Otwarta Rzeczpospolita”, chcę żyć w społeczeństwie otwartym, niekoniecznie obywatelskim, bo to domena elit z wielkich miast, ale przynajmniej otwartym na tyle, by przyjmować przyjezdnych, otwartym na nowe idee, otwartym na pomoc innym, chętne do niesienia takiej pomocy, ciekawe świata i jemu życzliwe.
Tymczasem obserwuję lawinowy wzrost nastrojów przeciwnych takiemu widzeniu społeczeństwa. Jesteśmy wrodzy światu, nieufni, uprzedzeni, egocentryczni, megalomańscy, nienawistni i pogardliwi. I w tym wszystkim garstka starzejących się ludzi świętuje straconą dekadę, rocznicę smutną powstania Komitetu Obrony Demokracji. Przecież Zjednoczona Prawica nie doszła do władzy w wyniku puczu, czy rewolucji, tylko w wyniku wolnych demokratycznych wyborów, a dopiero potem owszem starała się przeprowadzić konserwatywną rewolucję, na szczęście nieskutecznie.
Doprawdy, jeszcze nie mamy czego świętować i chyba musimy nastawić się na kolejną dekadę bojów w obronie naszego człowieczeństwa przed utratą jego resztek.
Przemysław Wiszniewski
https://wyborcza.pl/7,162657,32451657,polak-w…
Kategorie: Uncategorized

