Uncategorized

Murowany światowy hit.

Przyslal Adam Mer


Parada zwycięstwa urządzona w Berlinie po pokonaniu Francji w 1940 r.

Parada zwycięstwa urządzona w Berlinie po pokonaniu Francji w 1940 r. (Fot. ullstein bild/BE&W)

Marta Górna

Nie chciał, by świat poznał go tylko z książki Philipa Rotha, który zrobił z niego karykaturę. A jego przeżycia są tak nieprawdopodobne, że warte niejednej książki.

Posiadacze traumy po latach często opowiadają o bolesnych przeżyciach krotochwilnie, a wstrząsające doświadczenia zamieniają w słodko-gorzkie anegdoty. Może właśnie dlatego wspomnienia Larry’ego „Lothara” Orbacha czyta się miejscami jak historię łotrzykowską, choć to opowieść młodym Żydzie, który przeżył Zagładę kosztem własnej niewinności.

Orbach, Żyd, który „był dumny z tego, że jest Niemcem”, o pomoc w spisaniu swoich wojennych losów poprosił córkę, Vivien Orbach-Smith, jeszcze latach 90. XX w.

Po raz pierwszy „Młody Lothar. Żydowski uciekinier w półświatku nazistowskiego Berlina” ukazał się w 1996 r. – nakładem małego wydawnictwa i pod innym tytułem. Przeszedł bez echa, ale po latach odkrył go jeden z największych wydawców w Stanach.

W przedmowie do książki Vivien Orbach-Smith zaznacza, że długo broniła się pisaniem książki z ojcem. „W pierwszej chwili chciałem zakryć oczy, a najlepiej uciec. Nie byłam pewna, czy mam dość siły, by słuchać o tym wszystkim, co zrobili tacie, czy też (przede wszystkim) o tym, co zrobił tata” – tłumaczy.

Tu na scenę wkracza…

Tu, jak w każdej wartkiej opowieści, na scenę musiał wejść ktoś, kogo czytelnik się nie spodziewa. W tym przypadku to wybitny amerykański pisarz Philip Roth, z którego ojcem przyjaźnił się Larry, kiedy po zakończeniu wojny wyjechał do USA. Larry pochwalił się młodemu Rothowi swoimi zapiskami.   

Kiedy po latach Orbach przeczytał „Dziedzictwo” Rotha, w którym ten opisał „druzgocącą karykaturę stukniętego ocaleńca z Auschwitz wciskającego swą pornograficzną powieść z czasów Holocaustu”, odkrył, że Roth stworzył tę postać na podstawie jego wspomnień. Nietrudno zrozumieć, że Vivien Orbach-Smith nie mogła pozwolić, by przeżycia jej ojca zostały przedstawione światu wyłącznie w tej wersji.

Przedstawia się czytelnikowi prosto: „W czasach mojej młodości spędziłem niemal dwa lata, ukrywając się w nazistowskim Berlinie, a potem osiem miesięcy w piekle Auschwitz i Buchenwaldu”. Nie użala się nad sobą, twierdzi, że nauczył się dawać sobie radę. „Młody Lothar” jest opowieścią o odwadze, ale przede wszystkim stanowi pochwałę życia. Orbach w najpotworniejszym okresie historii kochał, uprawiał seks, śmiał się i dziwił światu, który kompletnie zwariował. 

Całkiem sporo dobrych dni

Administratorem danych osobowych podanych przy zapisaniu się na newsletter jest Wyborcza sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (00-732), ul. Czerska 8/10. Podane dane osobowe będą przetwarzane przede wszystkim w celu wysyłki zamówionego newslettera, który może zawierać treści marketingowe.Więcej

Pomysł na książkę wziął z naklejek na zderzaki, które oblepiały amerykańskie samochody pod koniec wojny w Wietnamie. „Jeńcy nigdy nie mają dobrego dnia” – głosiło hasło. 

„Uderzyło mnie, że ów slogan to przesadne uproszczenie, fałszywy obraz prawdziwego życia w więzieniu czy obozie koncentracyjnym. Niewątpliwie żaden dzień więźnia w nazistowskim obozie nie był dobry, lecz definicja dobrego dnia zmienia się, gdy na szali znajdzie się przetrwanie” – pisze.

Jego dzień robił się bowiem lepszy, kiedy uniknął pobicia, nie chodził głodny, nie marzł. „Dotarło do mnie, że gdy ukrywałem się przed nazistami w rozdartym wojną Berlinie, przeżyłem całkiem sporo takich dobrych dni” –  przekonuje. „Zestawienie tamtych mrocznych czasów, tego morderczego uścisku, ze wspomnieniami przebłysków światła i ciepła – romansu, przyjaźni, przyjemności i przygody – może zabrzmieć bluźnierczo”.

Tylko „ostatnim pociągiem”

Bez wątpienia dla wielu czytelników tak może zabrzmieć, a nawet zabrzmi. Urodzony w 1924 r. Orbach zaczyna swoją opowieść od wczesnego dzieciństwa, które spędził nieopodal niemieckiego wówczas Szczecina. Miał zapał do nauki, ale jako młody Żyd szybko zaczął być w szkole dyskryminowany.

Jego rodzice prowadzili sklep kolonialny, który sprzedali, gdy okoliczni mieszkańcy zaczęli go bojkotować. Cała rodzina przeniosła się do Berlina, w nadziei, że uprzedzenia i antysemityzm to domena prowincji. Potem do Ameryki wyjechali dwaj bracia Orbacha, jego ojciec jednak zapowiadał, że nie zamierza opuszczać Niemiec, a jeśli wyjedzie to „ostatnim pociągiem”.

Po jego śmierci Lothar stał się głową rodziny. Aby przetrwać, został nastoletnim „nurkiem” ukrywającym się w berlińskim podziemiu, a także oportunistą. Podkreśla, że robił rzeczy, jakich nigdy nie zrobiłby w świecie, w którym się urodził i wychował, a m.in. kradł, uprawiał hazard, przymykał oko na zło wokół siebie. „Nie czuję z tego powodu ani dumy, ani wstydu. Ujawniam je tutaj, ponieważ ilustrują, jak sądzę, coś, co można uznać za normalne zachowanie w świecie, który postradał zmysły”.

Jak opowiadać o Holocauście?

Niektóre z jego opowieści wydają się nieprawdopodobne. Co prawda sam zwraca uwagę, że jego wspomnienia mogły ulec zatarciu, a przywołując niektóre zdarzenia, oddaje ich sens i klimat, a nie opowiada, jak było jeden do jednego.

Na przykład historia o tym, jak w czasie wojny wraz z rodzicami prowadził w swoim mieszkaniu dom opieki dla psychicznie chorych, przywodzi na myśl filmy Davida Lyncha. Czy to zasługa talentu do opowiadania i zmysłu obserwacji? A może zręcznych zmyśleń? Nie wiem, czy to ma aż takie znaczenie. Sens jego jest jasny: wola życia może zatriumfować w najmroczniejszym okresie historii. 

„Młody Lothar. Żydowski uciekinier w półświatku nazistowskiego Berlina” to także cenny głos w dyskusji o tym, kto może o Holocauście opowiadać i czy wypada mówić o nim z dowcipem. Orbach snuje swoją historię z wyczuciem, po swojemu i boleśnie szczerze. Sprawia wrażenie, jakby potrzebował ją w końcu z siebie wyrzucić.

Zmarł w 2008 r., przed nowym wydaniem książki, którą teraz ma szansę przeczytać znacznie szersza publika. Styl narracji nie wskazuje na to, by obawiał się czyjejkolwiek oceny. 

WSPOMNIENIA „Młody Lothar. Żydowski uciekinier w półświatku nazistowskiego Berlina”, Larry Orbach, Vivien Orbach-Smith. Przeł. Waldemar Łyś. Rebis, Poznań


Marta Górna

W „Wyborczej” od dekady. Pisze głównie o filmach i popkulturze, opisuje filmowe dziwadła, fenomen kina klasy B, rozmawia z gwiazdami kultowego kina. W 2020 r. była jurorką festiwalu filmowego Splat!FilmFest


Murowany światowy hit.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.