Przyslal Adam Mer
Olga Szpunar
Uroczystość wręczenia medalu Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata dla Anieli i Ludomira Leszczyńskich za uratowanie Elżbiety Bellak z domu Spiegel z Holocaustu (na ekranie). W ich imieniu nagrodę odebrała Anna Fornelska-Migoń (przy mikrofonie), wnuczka i Magdalena Migoń, prawnuczka Leszczyńskich (Fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl)
Na stacji byli gestapowcy z psami, ale pan Leszczyński trzymał mnie mocno za rękę. Miał wąsy, na głowie kapelusz i wyglądał bardzo oficjalnie – wspomina Elżbieta Bellak. Jej życie jest gotową historią na scenariusz hollywoodzkiego filmu, na szczęście z dobrym zakończeniem. Zresztą, gdyby nie wojna pani Elżbieta, a wtedy – Ariana Spiegel, najpewniej zostałaby aktorką.
Nazywano ją polską Shirley Temple. Przeżyła Holocaust dzięki rodzinie z Przemyśla. „Pan prowadzi żydowskie dziecko!”
Cudowne dziecko
Gdyby nie wojna Ariana Spiegel najpewniej zostałaby aktorką. W 1938 roku w siedzibie Polskiego Radia we Lwowie ośmioletnia Arianka recytowała wiersze Brzechwy i Tuwima. Za recytację „Kaczki dziwaczki” od Brzechwy dostała kaczkę. Do dziś ma ją w swoim mieszkaniu w Nowym Jorku. Dziewczynka zachwycała talentem i temperamentem. Występowała na deskach kabaretu Cyrulik Warszawski, a prasa okrzyknęła ją polską Shirley Temple. Ale wojna wybuchła.
Jedna sukienka, trochę dolarów
Anna Fornelska-Migoń, wnuczka Ludomira Leszczyńskiego, przedwojennego kupca, który prowadził w Przemyślu palarnię kawy i fabrykę konserw kawowych: – Dziadka pamiętam na tyle, ile może pamiętać dziecko: siwą czuprynę, wąsy, to, że nazywał mnie bodiakiem (po lwowsku to oset – przyp.red.), bo nie dawałam się głaskać, to, że był dobry i kochany. Gdy zmarł, miałam sześć lat. Potem zostały już tylko opowieści. A wśród nich ta najważniejsza o żydowskiej dziewczynce Ariance, którą dziadek wywiózł z Przemyśla do Warszawy. Słuchałam tej historii od najmłodszych lat, nie wiedząc, jakie jest jej zakończenie.
Ariana Spiegel w Przemyślu mieszkała z dziadkami i starszą siostrą Renią. – Gdy zdecydowano, że wszyscy Żydzi w Przemyślu muszą się przenieść do getta, dziadkowe, którzy spędzili całe swoje życie w domu przy ulicy Słowackiego, bardzo to przeżywali, ale spakowali wszystko, co mogli i przenieśliśmy się do innego mieszkania. Po paru dniach pobytu w getcie postanowiono, że mam przejść na aryjską stronę. Miałam tylko jedną sukienkę i granatowy dość schodzony płaszczyk. Dziadek włożył mi do mojej walizeczki parę dwudziestodolarówek i trochę biżuterii. Wszystko było ukryte w rączce – wspomina.
Dziewięcioletnią Arianę z getta do domu Leszczyńskich wyprowadził Zygmunt Schwarzer, narzeczony jej siostry. Spędziła tam około dwóch tygodni. Potem Leszczyński, w biały dzień zabrał ją na stację kolejową. „W Przemyślu wszyscy mnie znali, ale nikt nas nie zatrzymywał. Na stacji byli gestapowcy z psami, ale pan Leszczyński trzymał mnie mocno za rękę. Miał wąsy, na głowie kapelusz i wyglądał bardzo oficjalnie” – czytamy we wspomnieniu Ariany.

Aniela i Ludomir Leszczyńscy otrzymali Medal Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata za uratowanie życia Arianie Spiegel (dziś Elżbiecie Bellek)Archiwum rodzinne
Anna Fornelska-Migoń pamięta, jak w domu mówiło się, że razem z jej dziadkiem jedną stację pociągiem w kierunku Krakowa przejechała jej 19-letnia wtedy mama Janina (córka Leszczyńskiego). Zadaniem Janki było sprawdzenie, czy ojcu z Arianą udało się szczęśliwie wyjechać z Przemyśla i doniesienie o tym matce Anieli Leszczyńskiej, która w domu umierała ze strachu.
„Pan prowadzi żydowskie dziecko”

Ariana SpiegelKadr z filmu 'Elizabeth Bellak, the 'Polish Shirley Temple,’ on Surviving the Holocaust’ na stronie Museum of Jewish Heritage – A Living Memorial to the Holocaust
Ze wspomnień Ariany: „W Krakowie (…) żołnierze z psami i jeszcze więcej strachu. Poszliśmy do pociągu w kierunku Warszawy. Sprawdzili nasze papiery. Pan Leszczyński powiedział, że jestem jego córką. Niemcy nie dopytywali, bo wyglądał trochę na Niemca i dobrze mówił po niemiecku (…). Udało nam się dotrzeć do Warszawy. Gdy wyszliśmy z dworca, podszedł do nas jakiś człowiek i powiedział do pana Leszczyńskiego: „Pan prowadzi żydowskie dziecko!”. Pan Leszczyński bardzo się zdenerwował, sczerwieniał i krzyknął: „Jak zaraz nie znikniesz, to cię zabiję”. I ten człowiek zniknął. Dotarliśmy do domu, w którym czekała moja mama. Co to było za przywitanie, mój Boże, ( …) wszyscy płakali, (…) pan Leszczyński objął mnie mocno, życzył mi szczęścia, pożegnał się i wyszedł”.
Annę Fornelską-Migoń najbardziej cieszy to, że poznała zakończenie tej historii i że jest ono szczęśliwe. Pewnie nigdy by się nie dowiedziała, jak potoczyły się losy Ariany, gdyby nie „Dziennik Reni Spiegel”. Książka wydana w 2016 roku ponad 70 lat po wojnie okrzyknięta została światową sensacją i porównywana jest do „Dziennika Anne Frank”.
W swoim dzienniku siostra Ariany, zastrzelona w 1942 roku przez Niemców w wieku 18 lat, opisywała życie w cieniu Holocaustu. Na 700 stronach czytamy o codzienności w getcie, ucieczce z bombardowanego miasta, ukrywaniu się, ale też o pierwszym pocałunku i pierwszej miłości.
Odnaleźć Ariankę
To właśnie pierwsza miłość Reni – Zygmunt Schwarzer – przekazał dziennik swojej narzeczonej jej siostrze Arianie. Po wojnie odnalazł ją w Nowym Jorku. Wtedy nazywała się już Elżbieta Bellak (ona i jej matka ochrzciły się, aby przeżyć). Pamiętnik przeleżał blisko 70 lat w skrytce pocztowej, ponieważ Elżbieta nie chciała wracać do tamtych lat. Ponoć do dziś nie przeczytała go w całości. Opatrzyła za to pełnym wspomnień wstępem, który przeczytała Anna Fornelska-Migoń. „Moje istnienie zawdzięczam konkretnym ludziom. Dzisiaj żyję tylko dzięki ich odwadze” – napisała Bellak. A wśród tych ludzi, obok Zygmunta Schwarzera i rodziny Berdów, u której mieszkała w Warszawie, wymienia Ludomira Leszczyńskiego.
„Mimo groźby śmierci ocalił mi życie i zawiózł mnie z Przemyśla do Warszawy do mojej mamy” – pisała.
Anna Fornelska-Migoń: – To było dla mnie wielkie przeżycie odkryć, że siostra Reni Spiegel jest dobrze mi znaną Arianką, o której słuchałam od dziecka. Poczułam wielką radość, że przeżyła i ciągle żyje.
Annie udało się z nią skontaktować. Długo rozmawiały.
Podziękowanie
– Naprawdę otrzymałam pomoc od Polaków. Nie mogę im odpowiednio podziękować za uratowanie mi życia – mówiła w 2020 roku 89-letnia Elżbieta Bellak w siedzibie ONZ w Nowym Jorku
W poniedziałek w Muzeum Galicja w Krakowie Ludomir i Aniela Leszczyńscy otrzymali medal Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata, najwyższe izraelskie odznaczenie cywilne przyznawane od 1963 r. przez Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Yad Vashem w Jerozolimie. Otrzymują je ci, którzy z narażeniem życia i bezinteresownie nieśli pomoc prześladowanym Żydom podczas II wojny światowej. Na medalu wybita jest sentencja z Talmudu: „Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat”.
Jacek Stawiski, dyrektor Żydowskiego Muzeum Galicja: – Ten medal jest jednym z większych wyróżnień na świecie. Nagradza ludzi, którzy w czasach panującego zła okazali elementarne człowieczeństwo. Poczucie obowiązku wobec życia swojego i innych to najważniejszy testament, jaki można przekazać społeczeństwu.
– Jesteśmy tutaj by uhonorować zwykłych ludzi, którzy robili niezwykłe rzeczy. Rodzina Leszczyńskich ukrywając żydowskie dziecko, ściągała na siebie ogromne niebezpieczeństwo. Większość ludzi zdecydowała, żeby nie pomagać. To decyzja, której nie powinniśmy dziś oceniać. Kiedy w izraelskich szkołach uczymy o zgładzie, zadajemy uczniom proste pytanie: a co ty byś zrobił w tak trudnych okolicznościach? I szczerze powiem, że nikt z nas nie potrafi odpowiedzieć. Możemy mieć nadzieję, że postąpilibyśmy właściwie, ale nikt nie może być tego pewien, bo ryzyko było za duże, stawka za wysoka. Teraz Żydzi przeżywają być może najtrudniejszy czas od II wojny światowej, obserwujemy antysemickie zjawiska, tu w Krakowie. Słyszałem, że studenci UJ głośno krzyczą antysemickie hasła. To smutne, być może nie znają historii. Jak się nie będziemy jej uczyć, ona będzie się powtarzać – mówił ambasador Izraela Iacov Livine.
Medal w imieniu nieżyjących już dziadków odebrały wnuczka Anna Fornelska-Migoń oraz prawnuczka Magdalena Migoń.
Podczas uroczystości z jej gośćmi połączyła się przez internet Elżbieta Bellak: – Nie jestem z wami fizycznie, bo mam 93 lata i ciężko mi podróżować, ale jestem szczęśliwa, że mogę to wszystko widzieć – mówiła Elżbieta.
– Gdyby nie wasz dziadek i pradziadek ani mnie, ani mojej mamy w ogóle tu by nie było. Chciałam podziękować – powiedziała córka Elżbiety, Aleksandra.
– Bardzo mocno bije mi serce. Z opowieści pamiętam, że dziadek mówił do babci: „Anielciu, nie możemy inaczej postąpić”. Dzięki niemu w tych przeraźliwych czasach wojny stał się mały cud – mówiła Anna Fornelska-Migoń.
O losach sióstr Reni i Ariany Spiegel powstał film Tomasza Magierskiego „Przemyśl – złamane marzenia”. Jego premiera odbyła się w 2019 roku.
Do tej pory Medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata odznaczonych zostało 7 tys. 235 Polaków.
Redagowała Magdalena Mach
Kategorie: Uncategorized


