Ma szansę przejść do historii jako wielki mąż stanu
Izraelski premier, bardziej niż jakikolwiek inny polityk, uważa obronę liberalnych demokracji i wolnych społeczeństw za misję, a nie pusty frazes. Wszyscy jego wrogowie są jednocześnie wrogami Zachodu. Tymczasem reakcje Stanów Zjednoczonych, Europy i ONZ dowodzą, że Izrael może liczyć tylko na siebie.
Ulf Poschardt
epa / SARAH YENESEL / PAP
Binjamin Netanjahu, premier Izraela, w siedzibie ONZ. Nowy Jork, 27 września br.
Żaden premier Izrael nie może być pewien swojej sprawy. Od momentu powstania w 1948 r. Izrael stoi plecami do ściany, otoczony przez wrogów. W jakim stopniu — stało się jasne we wtorek wieczorem, kiedy zaatakował Iran. Z tego poczucia ciągłego zagrożenia Izrael rozwinął szczególny rodzaj godności i doskonałości. Żaden kraj nie przywiązuje większej wagi do rzeczywistości niż Izrael. Każde złudzenie, każda naiwność może przynieść śmiertelne skutki.
Binjamin Netanjahu jest uosobieniem prawdziwego polityka — jeśli coś takiego w ogóle istnieje. Po raz pierwszy został premierem 28 lat temu i od tego czasu był w wielu różnych konstelacjach i koalicjach. Zawsze krążą plotki, że chce tego przede wszystkim z własnego interesu. Z drugiej strony od prawie roku udowadnia, że służy swojemu krajowi i narodowi w dość ofiarny sposób
Oczywiście są skandale korupcyjne, wątpliwi partnerzy koalicyjni, kontrowersyjna reforma sądownictwa i — wciąż trudna do zrozumienia — katastrofa służb bezpieczeństwa i wywiadu z 7 października. Kto w izraelskim rządzie, służbach i polityce musi wziąć odpowiedzialność za najczarniejszy dzień w żydowskiej historii od 1945 r.? Oczywiście premier Izraela Binjamin Netanjahu. I nie wiemy, jak ciężkie i głębokie jest to poczucie winy, widzimy tylko, że to, co zrobił i osiągnął od tego czasu, jest niezwykłe.EPA/ABIR SULTAN / POOL / PAP
Konferencja Binjamina Netanjahu. Jerozolima, 4 września br.
Bardziej niż jakakolwiek inna głowa państwa uważa on obronę Zachodu, liberalnych demokracji i wolnych społeczeństw za misję, a nie pusty frazes. W cieniu Szoa hasło „nigdy więcej” zawsze kształtowało poczucie bezpieczeństwa Izraela, ale nigdy to poczucie nie było tak zagrożone, a nawet wstrząśnięte, jak po barbarzyńskim ataku prawie rok temu. Po Szoa to właśnie 7 października jest nową traumą. Netanjahu i jego generałowie pracują przeciwko tej traumie. Nie nakręcają się, są spokojni.
Antyoświeceniowy wirus na Zachodzie
Hamas już nie istnieje, a Hezbollah stracił całe swoje przywództwo. Niezachwiana i konsekwentna armia i rząd nie poddały się postawie ONZ ani naiwności lewicowej opozycji w kraju. Aby uniknąć katastrofy humanitarnej, izraelska armia w Strefie Gazy zaangażowała się w długą, cierpliwą i kosztowną dla IDF bitwę o domy i ulice.
I choć izraelska armia starała się utrzymać ofiary cywilne na niskim poziomie, nie mogła uniknąć śmierci tysięcy niewinnych ludzi z powodu cynicznego instrumentalizowania palestyńskich ofiar przez Hamas. Hamas ukrył swoje skrytki z bronią w szpitalach, szkołach i obozach dla uchodźców, ponieważ chciał właśnie takich obrazów. Ich zwolennicy na Zachodzie, na uniwersytetach, w mediach i na scenie kulturalnej również ich pragnęli.
Hamas i jego antysemickie fankluby wygrały wojnę o umysły nastolatków dzięki Tiktokowi i Instagramowi. Antyzachodni, antyoświeceniowy wirus zakorzenił się na Zachodzie, mieszając dwie rzeczy, które wcześniej były raczej niepowiązane: dekadencką, wygodną nienawiść do samego siebie Zachodu z głupią, bezrefleksyjną pewnością siebie barbarzyńców. Ta mieszanka jest podsycana przez postkolonialne teorie myślenia, które postrzegają Zachód jako sprawców pełnych winy, a barbarzyńców jako ciągłe ofiary w całej niewinności.
Dzięki najnowszym strategiom mediów społecznościowych ten manichejski światopogląd zyskał wielką popularność. Swoją rolę odegrali również antysemiccy kretyni, tacy jak Roger Waters z Pink Floyd, Eric Clapton i Kanye West. Dla społeczności żydowskiej i obywateli Izraela od 7 października było jasne, że to barbarzyństwo i antysemicka furia, która po nim nastąpiła, sprawiają, że Izrael jest ważniejszy niż kiedykolwiek jako ojczyzna i bezpieczna przestrzeń. Netanjahu to zrozumiał.Debbie Hill/UPI Photo via Newscom / PAP
Izraelskie żołnierki upamiętniają ofiary Hamasu. Re’im, 26 września br.
Jako syn, wnuk i potomek syjonistycznych intelektualistów i wielkich myślicieli, wie, że mógł istnieć tylko dlatego, że jego ojciec, urodzony w Warszawie Bensyjon Milejkowski, wyemigrował do Palestyny w 1920 r. Rodzina jego żony Sary została niemal wymazana z pamięci podczas Holokaustu. Dla większości Izraelczyków „nigdy więcej” jest lekcją ich własnej historii rodzinnej.
Chłodne reakcje na barbarzyństwo Hamasu i ataki rakietowe innych irańskich wysłanników z południa Libanu pokazuje, że Netanjahu słucha raczej mądrości swoich generałów niż czasem niesmacznych okrzyków swoich wulgarnych partnerów koalicyjnych.
W retoryce izraelskiego premiera jest mniej śladów nienawiści niż oddania sprawie narodu żydowskiego i innych mieszkańców Izraela. W przeciwieństwie do lewicowych Izraelczyków nie boi się on konfliktu i prawdopodobnie instynktownie rozumie, że ani dyplomacja, ani naiwny dwupaństwowy optymizm nie zapewnią bezpieczeństwa po 7 października. Jego pomysł na Strefę Gazy po zniszczeniu Hamasu wciąż nie został zrealizowany, podobnie jak koncepcja odbicia zakładników, którzy — miejmy nadzieję — wciąż żyją. Zrozumiała jest krytyka pod jego adresem.
Izrael może liczyć tylko na siebie
Netanjahu toczy wojnę zastępczą o wolny Zachód. Jest to również wojna obrazów i wniosków. Przywódca Hamasu Ismail Hanija został wysadzony w powietrze w swoim domu gościnnym w Teheranie zaraz po zaprzysiężeniu nowego prezydenta Iranu. Ten fakt ma wymiar kulturowy i symboliczny, a także militarny: dorwiemy was wszystkich — i dorwiemy też waszych sojuszników. Tylko izraelska armia może wysłać tę wiadomość z taką precyzją. „Są przypadki”, mówi Carl von Clausewitz, „w których największa odwaga jest najwyższą mądrością”. Albo zniechęcić wroga z symboliczną elegancją, tak jak poprzez ataki na pagery i walkie-talkie dowódców Hezbollahu
Wyrachowany Joe Biden, mięczaki na czele europejskich rządów i haniebne kompromitacje w ONZ jasno pokazują, że Izrael może i będzie polegać tylko na sobie. I że ktoś taki jak Netanjahu nie ma w tej chwili alternatywy. Jego chłodna determinacja, by stawić czoła wrogom Izraela, z których wszyscy są jednocześnie wrogami Zachodu, z surowością i jednoznacznością, czyni go awangardą Zachodu.
Netanjahu jest wzorem do naśladowania dla tych wątpiących w siebie, tchórzliwych, letnich przedstawicieli Zachodu, którzy zachęcają swoich wrogów w Moskwie, Pekinie, Teheranie i Ankarze do podjęcia działań.
„Zderzenie cywilizacji” zarysowane przez Samuela Huntingtona jest w pełnym rozkwicie, a od Javiera Milei w Argentynie po Georgię Meloni we Włoszech i Donalda Tuska w Polsce, tworzy się obywatelski, liberalny sojusz szefów rządów, aby podjąć tę bitwę. Jeśli Netanjahu będzie w stanie osłabić mułłów w Iranie za pomocą kontrataku, który doprowadzi do upadku ich reżimu terroru, ma szansę przejść do historii jako wielki mąż stanu.
Binjamin Netanjahu walczy o wolność całego Zachodu.
Kategorie: Uncategorized


TP:
Chyba jednak mylisz się. Napędem antysemityzmu na Zachodzie jest islamizacja i islamizm i oczywiście propaganda anty izraelska napędzana przez pieniądze islamistycznych darczyńców. A antysemityzm jest użytecznym narzędziem zmiany opinii publicznej, zmiany kultury i zastąpienia elit rządzących.
@MEF
”Głównym czynnikiem tych negatywnych procesów jest islamizacji Zachodu i rosnący wpływ polityczny islamistów.”
Chyba przeceniamy tę islamizację, silą rzeczy (judeocentryzm). Pozwolę sobie zauważyć, że wariacka, ludobójcza nienawiść do Żydów rozwinęła się świetnie właśnie na Zachodzie, od afery Dreyfussa po Treblinkę i Sobibor. Ostateczne Rozwiązanie wymagało współdziałania nazioli z rządami tych krajów, które starannie pilnowały, żeby się żaden Żyd od gazu i pieca nie wyreklamował.
W okresie późniejszym też islamizm nie był potrzebny, ”postępowe kraje arabskie” skumały się głownie ze Związkiem Radzieckim i z Układem Warszawskim. Generalnie to jest tak, że kto chce psa uderzyć, ten zawsze kij znajdzie. Ten kij to nie musi być ”islamizm”.
Nataniabu jest oskarzony o pro e kradziezy mo opolu lacz osci, telefonij Bezek, ktory miano sprywatyzowac za miliard dolarow. Stad mozna Rozu.iwc bzdure Filadelfu a dzis walke o nieodda nie powannych
Sad toczy sie bez niego. Czasem odwiedza sad.
To anonimowy przedruku z przedruku. Z przyzwoitości wskazuję na źródło tego artykułu:
Ulf Poschardt, ”Netanjahu ist die Avantgarde des Westens”, Welt 06.10.24).
A teraz ja netto:
Zachód i tak straci kulturę zachodnią. Może z wyjątkiem niektórych państw Centralnej Europy, jeśli te zechcą nieść dalej znicz kultury zachodniej-chrześcijańskiej. Izrael oddala się od Zachodu, bo współpraca z zachodnimi agencjami staje się problematyczna z obawy przecieków informacji do wrogów w Irlandii, Hiszpanii, Turcji i Iranu. Podobnie współpraca z zachodnimi przemysłami zbrojeniowymi, bo te stają się zbyt czułą funkcją rosnących awersji politycznych. Głównym czynnikiem tych negatywnych procesów jest islamizacji Zachodu i rosnący wpływ polityczny islamistów.