Shai Golden

Premier Benjamin Netanjahu pokładał nadzieje w Donaldzie Trumpie: że będzie naciskał na Hamas, odstraszał Iran, uderzał w Hutich i doprowadzi do pokoju z Arabią Saudyjską. W praktyce zakładnicy pozostają w Strefie Gazy, Biały Dom zablokował izraelski atak na Iran, a „najbardziej pro-izraelski” prezydent, który przysięgał, że piekło rozpęta się na Hamas, jeśli zakładnicy nie zostaną uwolnieni, postanowił polecieć do Rijadu, nie odwiedzając Ziemi Świętej.
Stare powiedzenie „Uważaj, czego sobie życzysz, bo możesz to dostać” doskonale oddaje pułapkę, w którą wpadł Netanjahu z Trumpem. Po chłodnych stosunkach – z dużym niedopowiedzeniem – z prezydentem USA Joe Bidenem, Netanjahu i wielu Izraelczyków modliło się o powrót Trumpa. Kiedy Trump został wybrany, wydawało się, że Izrael zyskał wymarzonego prezydenta i administrację. Jak głosi przysłowie, nie stawiaj wozu przed koniem.
Od momentu, gdy został wybrany, a następnie wszedł do Białego Domu, Trump składał obietnice i groźby zgodne z życzeniami Izraela. Ale jeśli sprawdzimy tablicę wyników, piekło nie rozpętało się na Hamas, gdy zakładnicy nie zostali uwolnieni – ani w południe w sobotę, ani przy drugim czy trzecim ultimatum. Uwaga „Riviera” była niezłym żartem; nawet ja zaśmiałem się przez chwilę. Groźby wobec Iranu przerodziły się w powolny dialog bez żadnego realnego horyzontu. Bonus: USA wstrzymały izraelski atak na irańskie obiekty nuklearne tuż przed jego rozpoczęciem. Jeśli chodzi o Huti – tych małych rybek, których Amerykanie ślubowali zmiażdżyć – teraz zapewnili sobie zawieszenie broni z Waszyngtonem, ale będą nadal strzelać do Izraela.

A teraz Trump negocjuje z Arabią Saudyjską – wyraźnie stawiając interesy amerykańskie ponad izraelskimi. Dodajmy do tego fakt, że pomimo zaledwie godziny lotu z Jerozolimy, Trump wybrał Rijad podczas swojej pierwszej podróży do regionu bez postoju w Izraelu, a obraz jest jasny: słowa Trumpa nie mają większego znaczenia. Każdy, kto buduje zamki na niebie na podstawie jego obietnic, powinien poczekać, zanim się tam przeprowadzi.
Netanjahu powiązał los Izraela z decyzjami Trumpa. A teraz Trump, podobnie jak Biden, ma związane ręce Izraela (np. od działań przeciwko Iranowi) i prowadzi amerykańską politykę zagraniczną, w której Izrael nie odgrywa znaczącej roli. O, i pozdrowienia z urzędu celnego: założenie Netanjahu, że popierający go prezydent USA uchroni Izrael przed taryfami celnymi, okazało się właśnie tym, założeniem. Słowa to jedno, cła to zupełnie co innego.
W każdym razie nie sposób przewidzieć, co Trump zrobi dalej. Ale jedno jest pewne: będzie działał zgodnie z tym, co mu i tylko jemu odpowiada. Izrael i Netanjahu będą musieli to zaakceptować, pokornie i z szacunkiem. Nie zadziera się z Trumpem, nawet w myślach. Taki jest kapryśny. I tak mocno Izrael związał się z tym jednym człowiekiem.
Kłopoty Netanjahu
Czy Netanjahu może teraz wysunąć jakąś prawdziwą dyplomatyczną przeciwwagę, podobną do tej, którą próbował z Bidenem i Obamą? Upokorzenie Zełenskiego w Białym Domu jest ostrzeżeniem dla każdego, kto odważy się rzucić wyzwanie Trumpowi. A co Netanjahu powie izraelskiej opinii publicznej? Że Trump jest zły dla Izraela? Po tym, jak obsypał go pochwałami w Białym Domu, jakby był Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata? To zbyt zawiłe przedstawienie, by je zrealizować.
Więc teraz, jak myszy w złotej klatce, my – a zwłaszcza premier – jesteśmy poddani kaprysom człowieka, którego logika jest znana tylko jemu. I jeśli myślisz, że sytuacja się poprawi, mam przeczucie, że się mylisz. W przyszłym tygodniu prezydent ma odwiedzić region. Jak zwykle przedstawi fakty na miejscu dla Izraela. Nie bądź zaskoczony, jeśli jednym z nich będzie państwo palestyńskie.
Państwo palestyńskie? Od naszego Trumpa? Od naszej administracji? No cóż, rzecz w tym, że on nie jest nasz. Należy do Ameryki. Właściwie do siebie samego.
Jest niewątpliwie jednym z najbardziej ekstrawaganckich i zabawnych prezydentów, jakich kiedykolwiek widzieliśmy w mediach. Więc przynajmniej to: będziemy się dużo śmiać, między łzami.
Trump zrobi, co mu pasuje, a Netanjahu powie Amen
Kategorie: Uncategorized


@MEF
”Izrael dostał od Amerykanów wszystkie możliwe zielone światła. Niestety robi z tym niewiele, bo rząd jest sparaliżowany ze strachu … Można wskazać na kilka przyczyn tego paraliżu, ale żadną z nich nie jest Trump.”
Nie rozumiem, To nie Trump chroni Iran przed zniszczeniem w formie bombardowań lotniczych i ataków rakietowych, tylko ktoś inny? Kto w takim razie?
To nie Trump chroni dzikusów w Jemenie przed całkowitą klęską, tylko ktoś inny? Kto w takim razie?
Z jakiej w ogóle paki potrzebne jest jakieś ”zielone”, seledynowe czy dajmy na to pomarańczowe światło? Wojna Sześciodniowa chyba się odbyła bez tego ”zielonego światła”, operacja w Entebbe czy też zniszczenie reaktora Osirak podobnie. Operacja dotycżąca pagerów w Libanie też jakoś się odbyła, nie jest pewne, czy ówczesny POTUS w ogóle pojmował, co się dzieje i czy rozróżniał kolor zielony od beżowego.
Do Ewy.
Wszystko pol Prawdy. Bo jest napisane
Artur hagever haboteach be ben adam….
Wysyłam Ci artykuł. Zosia
Nie podzielam pesymizmu Ewy. Izrael dostał od Amerykanów wszystkie możliwe zielone światła. Niestety robi z tym niewiele, bo rząd jest sparaliżowany ze strachu przed posunięciami koniecznymi aby obrócić zwycięstwo wojskowe w osiągnięcia geopolityczne.
Można wskazać na kilka przyczyn tego paraliżu, ale żadną z nich nie jest Trump.
@Ewa Korulska
„Izrael jest całkiem samotny i nawet nie ma już nadziei na jakikolwiek sojusz z Zachodem. Może liczyć tylko na siebie.”
To jest doniosłe odkrycie. Można je porównać z odkryciem faktu, że Słońce wstaje na wschodzie czy też że woda jest mokra, a trawa zielona. Pomimo doniosłości odkrycia nie przewiduję Nobla.
„Zachód” to kraje, które albo nie tak dawno woziły Żydów do gazu (Niemcy, Austria), albo aktywnie współpracowały (Francja), albo też starannie pilnowały, żeby się aby jakiś Żyd od gazu i pieca nie wymigał (Wielka Brytania). Do „Zachodu” zalicza się zarówno Irlandia, której władze kondolencje wysłały po śmierci Adolfa, jak i kraje, które zupełnie niedawno rozstały się z faszystowskim modelem dyktatury (Hiszpania, Portugalia). Do „Zachodu” zalicza się sojusznik Adolfa – słoneczna Italia, do „Zachodu” zalicza się ojczyzna Quslinga, do „Zachodu” zalicza się Kanada, gdzie o Żydach usiłujących uciec przed gazem powiedziano „None is too many!”.
Szeroko pojęty „Zachód” powoduje się nie tylko wariacka, śmierdzącą nienawiścią, nie tylko żądzą mordu – ale i pragmatycznym podejściem. Nie jest zdrowo wkurzać Arabów czy – szerzej – muzułmanów. Może wylecieć w powietrze metro, jak w Madrycie, mogą nieproszeni goście wylądować na wyższych piętrach wieżowców, jak w NYC, nie tacy jak trzeba rysownicy mogą zarobić serię z kałacha w brzuch, jak w Paryżu. Po co komu kłopoty? A Żydzi nie sprawiają kłopotów, nie podkładają bomb, jeśli zabierają głos, to raczej przepraszają, że żyją.
Warto przypomnieć zachowanie całego właściwie świata, nie tylko „Zachodu” podczas wojny Jom Kipur. Ależ się wtedy cieszono! Już się z gąską witano. Tyle, że wtedy premierem była Golda Meir, a nie jakiś (CENZURA)(CENZURA). Golda Meir kazała powyciągać z silosów i z bunkrów broń jądrową, podwiesić bomby pod samoloty, pokazać otwarcie atuty – tak, żeby i sowieciarze, i Amerykanie mogli się dobrze przyjrzeć ze swoich satelitów-szpiegowników.
I dziwnym trafem, ni z gruchy ni z pietruchy, akurat Nixon, który Żydów bardzo nie lubił – nakazał rozkręcenie mostu powietrznego. „Put everything in the air that can fly”. Nie sądzę, że ten Nixon w jednej chwili stał się dobrym, współczującym i szlachetnym człowiekiem. Sądzę zaś, że był w miarę cwany. I że zajarzył, że jakby co do czego, to jeszcze przez dziesiątki lat rożne miejsca na Ziemi, zwłaszcza takie, z których ropa tryska, będą świeciły nawet w biały dzień, tak jasno, że skali na licznikach Geigera nie starczy. I że jednak bardziej opłacalne będzie niechętnie dopuścić do tego, żeby Żydzi dalej istnieli. Że to się jednak bardziej opłaci.
Śladu by nie zostało po Izraelu ani po diasporze, gdyby wówczas Żydzi czołobitnie pytali się Wuja Sama, czy im wolno oddychać,
Zaprzeczone czesciowo prez zakonczona juz wizyte w Rijadzie, gdzie panstwa palestynskiego nie uznano.
Co do napuszonych slow nie potwierzonycg dzialanimi-to sami Izraelczycy w tym przoduja. Juz ze 20 razy slyszalem ” teraz nastapi prawdziwa ofensywa przeciw Hamasowi”. Moze teraz to bedzie prawda.
Huthi-tak, ale supertankowce zdaje sie dalej dookola Afryki plyna, ku szkodzie Niemiec, Francji, Hispanii. Wiec jest to wlasciwie pozytywne.
Trump uchylil zakaz eksportu ciezkich bomb i buldozerow, zablokowanych przez Bidena, wiec ta krytyka przez S.G. troche chybiona.
Niestety to bardzo gorzka prawda i ogromny zawód.
Naiwny Trump dał się owinąć wokół
palca przewrotnym arabskim
wężom. Zareagował na złoty dywanik i złoty samolot totalnym zaślepieniem a jego Ego jest jego największym wrogiem.
On myśli że Arabowie funkcjonują według trumpowskiej zasady : make business, not war” , a oni najpierw zrobią z nim business a potem war. War Islamu z Izraelem i z całym Zachodem.
Nadal uważam że Trump jest dobry dla Ameryki. Ale tylko dla niej.
I nawet to nie jest wcale takie pewne.
Ogromne rozczarowanie prezydentem którzy zapowiadał się tak obiecująco.
Taki bogaty facet a dał się kupić arabskim cukierkiem jak dzieciak.
Izrael jest całkiem samotny i nawet nie ma już nadziei na jakikolwiek sojusz z Zachodem. Może liczyć tylko na siebie.
I na Diasporę czyli nas.