
Były izraelski doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego twierdzi, że nowy syryjski przywódca „nie może długo wytrwać w kierunku o 180 stopni przeciwnym do swojej bazy”.
Syryjska armia i siły bezpieczeństwa wkraczają do Sweidy w Syrii 15 lipca 2025 roku. Zdjęcie: Getty Images.
Yaakov Lappin
Próba masakry mniejszości druzyjskiej w południowej prowincji Sweida przez nowy syryjski reżim oraz starcia między Druzami a beduińskimi plemionami wspieranymi przez lokalny rząd, które według szacunków ONZ pochłonęły ponad tysiąc ofiar śmiertelnych i doprowadziły do przesiedlenia ponad 128 000 osób, wymusiły bezpośrednią interwencję wojskową Izraela, ujawniając tym samym głęboki dylemat strategiczny Jerozolimy.
Izraelskie naloty powstrzymały okrucieństwa popełniane przez dżihadystów pod auspicjami syryjskiej armii, a Izraelskie Siły Obronne rzekomo dostarczyły pomoc humanitarną oblężonym Druzom po wejściu w życie zawieszenia broni w niedzielę.
W zeszłym tygodniu kryzys dramatycznie się nasilił, gdy siły lojalne wobec syryjskiego przywódcy Ahmada al-Szaraa wkroczyły do miasta Sweida i rozpoczęły masowe mordowanie ludności druzyjskiej. Towarzyszyło temu publikowanie filmów przedstawiających upokarzające ceremonie.
Duchowy przywódca społeczności druzyjskiej w Izraelu, szejk Mowafaq Tarif, wystosował w zeszłą niedzielę bezpośredni apel do prezydenta USA Donalda Trumpa, stwierdzając: „Jesteśmy świadkami przerażających scen ludobójstwa podczas okrutnego ataku na niewinnych druzyjskich cywilów. Stany Zjednoczone, jako lider wolnego świata, pozwalają na to i przymykają oko. To niedopuszczalne, by ignorowały te haniebne czyny, które mają na celu narzucenie autorytarnej władzy i deptanie wszelkich praw obywatelskich, jednocześnie popełniając zbrodnie przeciwko ludzkości i ludobójstwo”. Dodał, że za czynami stoją „ekstremistyczne milicje”.
Meir Ben-Shabbat, były izraelski doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego i szef Misgav Institute for National Security and Zionist Strategy, powiedział w niedzielę JNS: „Wydarzenia w Syrii dały całemu światu możliwość ponownego zobaczenia, jak wygląda ‘baza’ Jolaniego [Ahmeda al-Szaraa]”.
Ben-Shabbat, który kierował również Izraelską Radą Bezpieczeństwa Narodowego, dodał: „Dlaczego to ważne? Ponieważ nawet ci, którzy wierzyli, że porzucił ścieżkę dżihadu i wybrał drogę męża stanu, teraz rozumieją, że Jolani nie może długo wytrwać w kierunku, który jest o 180 stopni przeciwny do jego ‘bazy’”.
„Trudno założyć”, że dżihadyści otaczający Al-Szaraa „porzucili wizję ustanowienia ekstremistycznego sunnickiego państwa religijnego w państwie Asz-Szam [Wielka Syria]” – kontynuował. „Bardziej prawdopodobne jest, że doszli do wniosku, że warto pozwolić Jolaniemu grać w grę Zachodu, aby umocnić swoją władzę i rozpocząć odbudowę Syrii, a następnie powrócić do pierwotnej ścieżki z pozycji siły. Trudno oszacować, jak i kiedy to nastąpi, ale jest to scenariusz, który musi być brany pod uwagę przez każdego, kto rozważa opcję porozumień politycznych z Syrią”.
Ben-Shabbat wyjaśnił, że „nie oznacza to, że Izrael powinien zrezygnować z możliwości porozumień politycznych, wykorzystując obecną słabość Jolaniego, ale wymaga to kalibracji oczekiwań i upewnienia się, że nie rezygnujemy z innych interesów tylko dla szansy na porozumienie”.
Z perspektywy bezpieczeństwa, Ben-Shabbat stwierdził, że interwencja Izraela była strategiczną koniecznością dla zabezpieczenia jego granicy.
„Przejęcie tego regionu przez ekstremistyczne elementy sunnickie mogłoby pozwolić na ustanowienie wrogich elementów i dżihadystów w pobliżu granicy i na całym południowym syryjskim Wzgórzu Golan. Interwencja Izraela miała na celu wysłanie jasnego sygnału: nie będzie zmiany równowagi sił w regionie południowej Syrii bez zgody Izraela, ani też nie będzie rozmieszczania sił, które mogłyby zagrozić Izraelowi w odległości przez niego ustalonej (innymi słowy: określenie strefy zdemilitaryzowanej)”.
Ben-Shabbat umieścił również wydarzenia w szerszym kontekście regionalnym, identyfikując Turcję i Katar jako liderów osi Bractwa Muzułmańskiego, którzy dążą do wypełnienia próżni powstałej po upadku osi szyickiej kierowanej przez Iran. Zauważył, że działanie Izraela w celu ochrony Druzów służy również do przeciwdziałania temu nowemu zagrożeniu, ponieważ Izrael woli, aby Druzowie kontrolowali ten strategiczny obszar, „a nie siły Jolaniego, które są wspierane przez Turcję”.
Zapytany, czy Izrael będzie w stanie skłonić administrację Trumpa do spojrzenia na sytuację w Syrii z jego perspektywy, Ben-Shabbat odpowiedział twierdząco, dodając: „Jestem przekonany, że Stany Zjednoczone nadadzą izraelskiemu stanowisku należytą wagę. Rany z 7 października wciąż krwawią, a ostatecznie są to zagrożenia, które są na naszej granicy, a nie w odległości tysięcy mil”.
Profesor Eyal Zisser, prorektor Uniwersytetu Telawiwskiego i przewodniczący katedry historii współczesnej Bliskiego Wschodu, przedstawił inną interpretację wydarzeń.
„Nie sądzę, żeby on [Al-Szaraa] ujawnił jakąś szczególną postać; to było wydarzenie, które wymknęło się spod kontroli” – powiedział Zisser JNS. „Ale jasne jest, po pierwsze, że nie ma on pełnej kontroli na terytorium nad wszystkimi elementami, w tym elementami, które rzekomo podlegają jego władzy. Po drugie, jest to reżim o koncepcji islamskiej, zgodnie z którą mniejszości nie są zbyt mile widziane – nawiasem mówiąc, tak jest dokładnie w Arabii Saudyjskiej czy Emiratach, gdzie nie-sunnickie mniejszości muzułmańskie nie są mile widziane”.
Dodał: „Interwencja izraelska skomplikowała sytuację, ale mimo to interes Izraela, a także reżimu syryjskiego, a z pewnością Stanów Zjednoczonych, to stabilność – a do tego konieczna jest współpraca, nawet jeśli taktyczna, i rozmowy”.
Zisser nie zgodził się również z Ben-Szabbatem, że Izrael będzie w stanie przekonać Waszyngton do swojego punktu widzenia na Syrię.
Druzowie w Sweidzie i południowej Syrii „nie chcą izraelskiego patronatu – żaden z nich o taki patronat nie prosił i podkreślają, że widzą siebie jako obywateli Syrii, ponieważ wiedzą, że nie ma przyszłości dla izraelskiego zaangażowania w Syrii i że tylko wplącze to Izrael w wewnętrzne konflikty w Syrii” – powiedział. „Sweida znajduje się ponad sto kilometrów od granicy, więc jaki jest pomysł, że podbijemy całą południową Syrię, gdzie jest milion syryjskich sunnickich Arabów, i zaryzykujemy wojnę partyzancką?”
Stwierdził, że rozwiązanie dyplomatyczne, a nie wojskowe, jest najbardziej prawdopodobnym wynikiem. „Należy założyć, że przy amerykańskiej mediacji sprawy uspokoją się do następnego razu” – powiedział Zisser.
Dżihadyści otaczający Al-Szaraę nie porzucili ekstremistycznej wizji
Kategorie: Uncategorized

