Podczas gdy państwo żydowskie walczy o przetrwanie, Europa dolewa oliwy do ognia.

Fiamma Nirenstein
W tym tygodniu Sana, stolica Jemenu, była celem poważnych izraelskich nalotów. Była to operacja owiana tajemnicą, jednak powszechnie uznano ją za uderzenie w najwyższe szczeble irańskiej machiny wojennej dżihadystów. W czwartek izraelski nalot zabił podobno ministra obrony Huti, Mohameda al-Atifiego, oraz szefa sztabu, Muhammada Abd al-Karima al-Ghamariego.
Izraelska akcja nastąpiła po kilku dniach nieustannych ostrzałów rakietowych Huti z Jemenu. Jest to kolejny front wojny, o którą Izrael nigdy nie prosił, ale teraz musi walczyć, aby przetrwać. W środę Izraelczycy po raz drugi w ciągu zaledwie dziesięciu dni musieli szukać schronienia w bunkrach, gdy rakiety dalekiego zasięgu wystrzelone z pogrążonego w wojnie Jemenu, poleciały w kierunku Tel Awiwu.
Obecnie siedem aktywnych frontów zagraża państwu żydowskiemu: Gaza, Liban, Syria, Jemen, Judea i Samaria, Iran oraz globalne pole bitwy antysemityzmu. Izrael musi jednocześnie ratować zakładników, pokonać Hamas, chronić swoich cywilów i wytrzymać międzynarodowe potępienie.
Izrael próbuje dokonać tego, czego żadna armia nigdy nie dokonała: pokonać ludobójczego wroga, który chowa się za cywilami, jednocześnie dostarczając pomoc humanitarną tym samym cywilom, a wszystko to pod czujnym okiem wrogiej międzynarodowej prasy. Ponad 20 tysięcy bojowników Hamasu i ich sojuszników pozostaje okopanych w tunelach, wystrzeliwując rakiety spod szkół, szpitali i meczetów. Siły Obronne Izraela podjęły bezprecedensowe działania, aby zminimalizować ofiary wśród ludności cywilnej, ale dla Hamasu każdy zabity mieszkaniec Gazy jest propagandowym zwycięstwem. Tymczasem globalny ruch dżihadystów jest coraz bardziej zuchwały i dysponuje ogromnymi środkami finansowymi. Antysemickie demonstracje rozprzestrzeniają się w Europie i Ameryce, powtarzając niemal słowo w słowo argumenty Hamasu.
W tym tygodniu w Waszyngtonie prezydent USA Donald Trump spotkał się z Ronem Dermerem, Jaredem Kushnerem i wysłannikiem na Bliski Wschód, Stevem Witkoffem, aby nakreślić powojenną przyszłość Strefy Gazy. Jedno jest pewne: Hamas nie odegra w niej żadnej roli. Społeczność międzynarodowa musi teraz zdecydować, czy pomóc w budowaniu czegoś trwałego, czy też po raz kolejny nagrodzić terror.
Na północnej granicy Izraela atak na siły syryjskie zapobiegł zniszczeniu kluczowego posterunku obserwacyjnego. Trwają nawet rozmowy z Abu Mohammadem al-Julanim, przywódcą byłego Frontu al-Nusra, które mogą doprowadzić do wzajemnego uznania do września. W Libanie rząd odważnie zagłosował za rozbrojeniem Hezbollahu, choć ta terrorystyczna grupa – działająca na polecenie Iranu – jak dotąd odmówiła. Niemniej jednak palestyńskie frakcje w Libanie już złożyły broń, pokazując, że presja może przynieść efekty.
Tymczasem Iran znalazł się w potrzasku. Wbrew zaleceniom MAEA nadal wzbogaca uran do 60% i odmawia przeprowadzenia inspekcji. Wielka Brytania, Niemcy i Francja grożą ponownym nałożeniem sankcji „snapback”. Izrael bacznie obserwuje sytuację, wiedząc, że ajatollahowie wykorzystają każdego sojusznika, jakiego tylko znajdą, od Huti po Hezbollah, aby rozszerzyć swoje wpływy.
Jednak podczas gdy Izrael walczy o przetrwanie, Europa dolewa oliwy do ognia. Francja stoi na czele wrześniowej inicjatywy w ONZ, mającej na celu uznanie państwa palestyńskiego. Premier Izraela, Benjamin Netanjahu, słusznie oskarżył prezydenta Emmanuela Macrona o podsycanie antysemityzmu we Francji. Minister spraw zagranicznych, Gidon Sa’ar, ujął to bardziej dosadnie: „Jeśli organizacja terrorystyczna cię przyjmuje, to jesteś w złym miejscu”.
Uznanie bez reform nie oznacza państwowości; jest nagrodą dla Hamasu i zdradą wszystkich zakładników, którzy nadal pozostają w niewoli.
Izrael przejmuje również moralne przywództwo tam, gdzie inni ponieśli porażkę. W tym tygodniu Netanjahu oficjalnie uznał ludobójstwo Ormian, szoa narodu ormiańskiego. Przez dziesięciolecia Izrael miał nadzieję utrzymać ciepłe stosunki z Turcją, niegdyś postrzeganą jako pomost między islamem a Zachodem. Jednak prezydent Turcji, Recep Tayyip Erdoğan, postanowił zamiast tego stylizować się na sułtana osmańskiego, demonizując Żydów, nazywając Netanjahu „Hitlerem” i budując swoje wpływy na antysemickiej nienawiści. Jego prześladowania Kurdów tylko podkreślają jego brutalność. Uznając ludobójstwo Ormian – w momencie, gdy Armenia i Azerbejdżan w końcu zawarły pokój dzięki mediacji Trumpa – Izrael pogodził się z historyczną prawdą. To nie jest małe osiągnięcie.
Dzisiejszy Izrael jest atakowany z siedmiu stron. Musi stawić czoła programowi jądrowemu Iranu, tunelom Hamasu, rakietom Hezbollahu i hipokryzji Europy. Ale wykazuje się też odpornością, jasnością i moralnym przywództwem. Tam, gdzie inni się wahają, Izrael nazywa zło po imieniu – i działa. Świat powinien wziąć to pod uwagę. Nagradzanie terroru gwarantuje tylko więcej wojen. Natomiast poparcie dla Izraela jest jedyną drogą do pokoju.
Izrael zmaga się z siedmioma frontami, podczas gdy Europa nagradza Hamas
Kategorie: Uncategorized


do ml — W Irlandii Pln,albo jak ja wole Ulsterze logika jest taka :IRA trenowana w obozach bratnich lewicowcow PFLP . dlatego protestanci sa za Izraelem….
Nie wszyscy w Europie daja sie wciagnac w te pro-palestynskie demonstracje .
Nie bardzo nieoczekieanie, Pln. Irlandia nie daje sie. Katolicy tam, identyfikuja sie z ” tubylcami” ( brak elementarnego wyksztalcenia i sluchanie sie ksiezuli) , palestyncami, i Belfast zawsze byl pelen flag palestynskich w dzielnicach katolickich.
Protestanci tam trzymaja z Izraelem-
Tu zdjecia z meczu w Luxemburgu, kiedy kibice z Pln. Irlandii wolaja na demonstrujacych ”pro-palestyncow” .
” Stick ypu palestine up your…!” :
https://www.instagram.com/reel/DOQKYFsiHvi/?igsh=bDR0bWY4ejBrZ2lp