
Pomijając kwestie globalnej propagandy, Izrael leży na Bliskim Wschodzie, gdzie bezpieczniej jest wzbudzać strach niż miłość. Znacznie ważniejsze jest tam bycie postrzeganym jako militarny zwycięzca, a nie jako naród słaby lub bezbronny.
W 2023 roku doradzałam moim współpracownikom, aby nie pokazywali filmu nakręconego przez Hamas, który przedstawiał sadystyczne morderstwa z 7 października. A już na pewno nie podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos w Szwajcarii. Uważałam, że widok żydowskiej krwi zawsze wywołuje zaprzeczenia, a nawet większą nienawiść do Żydów.
Wkrótce zrozumiałam jednak, że również widok żydowskiej potęgi militarnej wywołuje jeszcze większą nienawiść. Kiedy Izrael walczył, aby uniemożliwić Hamasowi kolejne ataki w stylu tego z 7 października, i wykazał się niezwykłą precyzją, uderzając w Hezbollah, Huti i ich sponsora – Iran, zbliżający się do posiadania broni jądrowej – cały świat potępił Izrael, a nie Hamas. Oskarżano Izrael o „ludobójstwo” i spowodowanie głodu w Strefie Gazy.
Żydowskie i izraelskie współczucie w połączeniu z wysokimi standardami etycznymi nie miało żadnego znaczenia. Nawet gdy Izrael fachowo zminimalizował stosunek liczby cywilów do bojowników w Strefie Gazy i dostarczał jej mieszkańcom żywność oraz pomoc, aby nikt nie głodował, świat nadal głośno go potępiał.
Dzieje się tak, ponieważ propaganda „naprawcza” była już od dawna w użyciu. Od końca lat 50. XX wieku Związek Radziecki, lewicowi zachodni miliarderzy i islamiści na całym świecie hojnie finansowali działania mające na celu pranie mózgów ludziom Zachodu. Właśnie dlatego na widok żydowskiej krwi i potęgi militarnej Izraela bogaci i dobrze wykształceni ludzie, a także analfabeci z muzułmańskich tłumów, maszerowali przeciwko Izraelowi na każdym kontynencie i grozili poszczególnym Żydom. Środowiska akademickie i artystyczne, podpisując petycje i listy, wzywały do bojkotu Izraelczyków i samego kraju. Wielu z protestujących zatrzymywało ruch uliczny i zajęcia uniwersyteckie w Ameryce Północnej i Europie, aby „wyzwolić Palestynę”.
Nie padło ani jedno słowo o uwolnieniu izraelskich zakładników, którzy zostali pogrzebani żywcem i torturowani gdzieś wzdłuż 300 mil uzbrojonych tuneli Hamasu, pod meczetami, szpitalami, szkołami i domami w Strefie Gazy. Nie padło też ani jedno słowo o 901 Izraelczykach, którzy zginęli w walce, ani o niezliczonej liczbie rannych lub wysiedlonych, ani o izraelskich cywilach, którzy doznali traumy na całe życie.
Nie wspomniano również o wojnie na dziewięciu frontach, którą Izrael został zmuszony do prowadzenia:
- z dżihadystami wystrzeliwującymi rakiety w Strefie Gazy,
- z Hezbollahem w Libanie,
- z Huti w Jemenie,
- z terrorystami w Judei i Samarii,
- z Katarem i Iranem,
- z globalną wojną kognitywną przeciwko Izraelowi,
- z dżihadystami z Izraela,
- z izraelskimi dysydentami, którzy wybrali ten moment, aby spróbować obalić rząd (ci dysydenci nienawidzą własnego rządu bardziej niż Hamasu czy Iranu),
- z Żydami spoza Izraela, w tym z niektórymi rabinami, którzy również krytykowali Izrael za zbrodnie, których nie popełnił. W rzeczywistości robili to, ponieważ Izrael, ich zdaniem, uczynił ich bezbronnymi i niepopularnymi.
Jeśli doliczyć do tego antyizraelskie rezolucje przyjmowane przez ONZ, europejskich przywódców i stowarzyszenia akademickie na całym świecie, można uznać, że Izrael toczy wojnę na 10 frontach. Nienawidzące Żydów tłumy z ruchu „Wolna Palestyna” nigdy nie zwracają uwagi na ten stosunek 10 do 1, ale ich perspektywa jest daleka od bezstronności i „proporcjonalności”.
Nie zapominajmy, że niemal natychmiast po 7 października rozpoczęły się, a właściwie nasiliły, fizyczne ataki na Żydów poza Izraelem, często prowadzące nawet do morderstw. Ataki te były wymierzone w Żydów na amerykańskich kampusach uniwersyteckich, na ulicach, przed synagogami i w centrach żydowskich. Antyizraelskie tłumy atakowały każdego, kto mówił po hebrajsku na wakacjach w Europie; odmawiano im rezerwacji, posiłków, zamykano przed nimi drzwi, statki z izraelskimi turystami nie mogły cumować w Grecji, a izraelskie gwiazdy nie były mile widziane na festiwalu filmowym w Wenecji.
Ci, którzy wierzą w propalestyńską propagandę, zostali zarażeni niebezpiecznym wirusem i nie są już w stanie spojrzeć obiektywnie na rzeczywistość. Nie wierzą w żadne oparte na faktach prawdy dotyczące Izraela. Jest to równie przerażające, co prawdziwe, ponieważ wydaje się, że zwolennicy Izraela nie mogą nic zrobić, aby powstrzymać oszczerstwa dotyczące ludobójstwa lub głodu.
Nie wiem, jak, kiedy, a nawet czy Izrael będzie w stanie odzyskać swoją reputację. Ale to może nie mieć znaczenia. Izrael leży na Bliskim Wschodzie, gdzie znacznie bezpieczniej jest być postrzeganym jako wzbudzający strach niż jako kochany, a znacznie ważniejsze jest bycie postrzeganym jako zwycięzca militarny, jako „silny naród”, niż jako słaby lub bezbronny. Dlatego też, pomimo ogromnych kosztów, Izrael musi odnieść całkowite zwycięstwo militarne nad Hamasem, Katarem i Iranem.
Lepiej być postrzeganym jako silny naród
Kategorie: Uncategorized

