
BDS nie walczy o reformę Izraela. On walczy o jego likwidację – i cytaty liderów to pokazują.
Wezwania do bojkotu Izraela – od akademickich petycji, przez presję na międzynarodowe koncerny, by zrywały współpracę z izraelskimi firmami i instytucjami – zarówno w Judei i Samarii (tzw. Zachodnim Brzegu), jak i w samym Izraelu – po medialne kampanie „cancel culture” wobec izraelskiej kultury – stały się dziś częścią globalnego pejzażu politycznego.
Na Zachodzie i coraz częściej w Polsce często odbierane są jako społeczna presja w imieniu uciskanych, rodzaj moralnego gestu solidarności. Problem w tym, że mało kto zdaje sobie sprawę, czyją agendę w istocie realizuje ruch BDS (Boycott, Divestment, Sanctions), będący źródłem tej narracji.
Durban: punkt wyjścia
W 2001 roku w Durbanie odbyła się Światowa Konferencja przeciwko Rasizmowi, zorganizowana przez ONZ. Równoległe NGO Forum stało się tam trybuną do frontalnego ataku na Izrael.
W przyjętej deklaracji napisano m.in.:
„Izrael jest państwem apartheidu, które prowadzi politykę zbrodni rasistowskich, w tym zbrodni przeciwko ludzkości i ludobójstwa wobec narodu palestyńskiego” (NGO Forum Declaration 2001, par. 162).
„Wzywamy do pełnego i całkowitego izolowania Izraela jako państwa apartheidu (…) poprzez nałożenie bojkotu, sankcji i embarga w sferze handlu, finansów, kultury, współpracy dyplomatycznej i sportu” (NGO Forum Declaration 2001, par. 425).
Na ulicach Durbanu rozdawano ulotki ze swastykami, a w marszach towarzyszących pojawiały się transparenty z hasłem „Hitler miał rację” (UN Watch 2001).
Nawet Mary Robinson, wysoka komisarz ONZ ds. praw człowieka, określiła język deklaracji mianem antysemickiego i odmówiła przyjęcia dokumentu jako oficjalnego (Robinson 2001; ADL 2002). USA i Izrael opuściły konferencję w proteście, ale mechanizm już działał: od Durbanu datuje się proces, w którym antysyjonizm został przebrany za walkę z rasizmem i prawa człowieka, a delegitymizacja Izraela stała się częścią globalnej agendy NGO.
Geneza i cele BDS
BDS ogłoszono w 2005 roku w Ramallah jako inicjatywę ponad 170 palestyńskich organizacji (BDS Movement 2005).
Ruch oficjalnie definiuje się jako „oddolny, pokojowy ruch obywatelski na rzecz wolności, sprawiedliwości i równości” (BDS Movement 2005). W deklaracjach podkreśla, że nie jest wymierzony w Żydów ani w osoby izraelskiego pochodzenia, lecz w „system opresji”: okupację, dyskryminację oraz odmowę prawa powrotu dla uchodźców.
Bojkoty, wycofywanie inwestycji i sankcje przedstawiane są jako środki pokojowego nacisku, mające powtórzyć sukces kampanii przeciwko apartheidowi w RPA.
Problem w tym, że ta oficjalna retoryka stoi w sprzeczności z realnymi skutkami postulatów oraz z wypowiedziami samych liderów ruchu. Cytaty Barghoutiego czy Abunimaha jasno wskazują, że celem nie jest reforma Izraela ani kompromis, lecz jego całkowite zastąpienie nowym państwem.
Wycofanie się Izraela z terytoriów okupowanych od 1967 r.
Narracja o „okupacji” jest fundamentem BDS, ale rezolucja RB ONZ 242 (1967) mówiła jedynie o wycofaniu z „terytoriów zajętych”, nie ze „wszystkich terytoriów” – to celowe niedopowiedzenie, zostawiające pole do negocjacji.
W praktyce mówimy więc o terytoriach spornych, a nie jednoznacznie okupowanych (UNSC 1967).
Pełna równość Arabów/Palestyńczyków obywateli Izraela
Apartheid w prawie międzynarodowym nie jest tylko polityczną etykietą. To jedna z najcięższych zbrodni przeciwko ludzkości (UN 1973; Rome Statute 1998). Oznacza to, że państwo uznane za „apartheidowe” automatycznie traci legitymację: nie można z nim negocjować ani szukać kompromisu – taki system musi zostać zlikwidowany.
Dlatego oskarżenie Izraela o apartheid nie jest postulatem reform, lecz wezwaniem do jego unicestwienia.
Problem w tym, że apartheid to etykieta polityczna, nie opis realiów. Arabowie w Izraelu są pełnoprawnymi obywatelami państwa – mają prawa wyborcze, własne partie w Knesecie, przedstawicieli w Sądzie Najwyższym, korzystają z publicznej edukacji i opieki zdrowotnej (Israel CBS 2022).
Owszem, istnieją przypadki dyskryminacji czy nierówności społecznych, ale nie mają one nic wspólnego z apartheidem w sensie prawnym.
Tymczasem to właśnie w krajach arabskich Palestyńczycy są faktycznie pozbawiani praw – w Libanie zakaz pracy w kilkudziesięciu zawodach (Human Rights Watch 2019), w Jordanii odbieranie obywatelstwa (UNHCR 2014), w Syrii i Katarze brak jakiejkolwiek integracji (Amnesty International 2013).
Prawo powrotu uchodźców palestyńskich
Najbardziej radykalny postulat: powrót kilku milionów ludzi do Izraela oznaczałby jego demograficzną likwidację.
Nie jest to więc apel o pokój, ale o likwidację państwa Izrael (UNRWA 2020).
Liderzy i ideologia BDS
Omar Barghouti (ur. 1964) – urodzony w Katarze, dorastał w Egipcie, studiował w USA i w Izraelu. Nie pochodzi z Palestyny – ani się tam nie urodził, ani nie wychował, ani nie jest uchodźcą z tych terenów. Jego „palestyńskość” to tożsamość polityczna, nie fakt biograficzny.
„Nie wierzymy w rozwiązanie dwupaństwowe. Izrael jako państwo żydowskie musi zniknąć” (The Nation, 2009).
„Prawo powrotu oznacza koniec państwa żydowskiego. Tak, właśnie o to nam chodzi” (Haaretz, 2004).
„Państwo żydowskie w Palestynie, w jakiejkolwiek formie, musi naruszać podstawowe prawa rdzennych Palestyńczyków. Zdecydowanie, całkowicie sprzeciwiamy się państwu żydowskiemu w jakiejkolwiek części Palestyny” (Journal of Palestine Studies, 2003).
Ali Abunimah (ur. 1971) – palestyńsko-amerykański dziennikarz, syn dyplomatów, założyciel portalu Electronic Intifada.
„Dwupaństwowe rozwiązanie jest martwe. Jedyne wyjście to jedno demokratyczne państwo w całej Palestynie” (2006).
„Koniec syjonizmu jest warunkiem wstępnym pokoju” (Electronic Intifada, 2004).
„Rozwiązanie dwupaństwowe to iluzja. Jedynym realistycznym rozwiązaniem jest jedno państwo na całej Palestynie, od rzeki do morza” (Chicago Tribune, 2001).
Haidar Eid (ur. 1960) – profesor literatury angielskiej na Uniwersytecie Al-Aqsa w Gazie.
„Izrael to państwo apartheidu i musi być bojkotowane na wszystkich polach” (2010).
„Izrael jest gorszy niż RPA, bo nie tylko segreguje, ale i kolonizuje. To apartheid plus” (Middle East Monitor, 2012).
As’ad AbuKhalil (ur. 1960) – libańsko-amerykański politolog, autor bloga The Angry Arab News Service.
„Izrael to rasistowski twór kolonialny” (2004).
„Pokój jest możliwy tylko, gdy syjonistyczny reżim zostanie rozwiązany. To nie jest państwo, to projekt kolonialny” (2010).
Hanan Ashrawi (ur. 1946) – palestyńska polityk, była członkini OWP.
„Izrael prowadzi czystki etniczne i apartheid” (2012).
„Izrael to systematyczna okupacja, która nigdy nie zaakceptuje Palestyńczyków jako równych ludzi. To definicja apartheidu” (2018).
Powiązania BDS z Bractwem Muzułmańskim
Izraelskie służby bezpieczeństwa ujawniały związki Barghoutiego z Hamasem w Ramallah (Shin Bet 2016). Electronic Intifada współpracuje z autorami powiązanymi z Hamasem i Islamskim Dżihadem (MEF 2017).
Wiele NGO wspierających BDS – np. Students for Justice in Palestine czy American Muslims for Palestine – ma korzenie w środowiskach związanych z Bractwem w USA (Hudson Institute 2016).
Raport Foundation for Defense of Democracies wskazywał na przepływy pieniędzy z instytucji powiązanych z MB i Hamasem do NGO wspierających kampanie BDS (FDD 2019).
Narzędzia nacisku: firmy, uniwersytety, import
W biznesie presja dotknęła m.in. Ben & Jerry’s (Unilever 2021), Orange (2015), Veolia (2015) – wszystkie firmy poddane były długiej presji BDS (Reuters 2015; Financial Times 2021).
W nauce ruch naciska na bojkot izraelskich uczelni i partnerstw badawczych (Guardian 2015).
W polityce UE w 2015 r. wprowadziła obowiązek etykietowania produktów z osad Judei i Samarii (European Commission 2015).
BDS jako zjawisko bez precedensu
Żaden inny kraj – nawet te, które jawnie łamią prawa człowieka, jak Chiny, Iran, Turcja, Katar czy Korea Północna – nie doczekał się tak zajadłej, wieloletniej i zorganizowanej kampanii (FDD 2019).
To nie świadczy o tym, że Izrael jest „największym złem świata”, lecz o ideologii stojącej za BDS: odrzuceniu syjonizmu i dążeniu do likwidacji państwa żydowskiego.
Dlaczego tylko Izrael?
Fenomen BDS polega na tym, że żaden inny kraj – nawet taki, którego praktyki represyjne są powszechnie znane, jak Chiny wobec Ujgurów czy Tybetańczyków, Turcja wobec Kurdów czy Iran wobec kobiet – nie stał się obiektem globalnej, długofalowej kampanii bojkotu.
Wyjątkowość Izraela wynika z połączenia kilku czynników. Dziedzictwo postkolonializmu dostarczyło języka, w którym syjonizm przedstawiany jest jako kolonialny projekt Zachodu, a Palestyńczycy jako jego „ofiary”.
Obsesja Zachodu na tle własnego kolonializmu sprawiła, że Palestyna zaczęła pełnić rolę moralnego alibi: poprzez solidarność z Palestyńczykami można „odkupić” europejską winę.
Lewicowe elity akademickie – od Edwarda Saida po Judith Butler – nadały tej narracji status teorii krytycznej, włączając Palestynę w katalog spraw „antyrasizmu” i „intersekcjonalności” (Said 1978; Butler 2009).
Efekt to ideologiczna rama, w której delegitymizacja Izraela nie jest przedstawiana jako niszczenie jedynego państwa żydowskiego, lecz jako akt postępowej sprawiedliwości.
Dlaczego BDS zyskuje atrakcyjność na uniwersytetach?
Decyduje o tym kilka czynników: dziedzictwo postkolonializmu, polityka tożsamości i intersekcjonalność, antysyjonizm jako akceptowalna forma radykalizmu, projekcja win Zachodu oraz akademicka bańka, w której liczy się performatywny gest moralny, a nie konsekwencje polityczne (Abu Toameh 2020).
Efekt: BDS znalazł w uniwersytetach idealne środowisko – gotowe teorie, emocjonalną atrakcyjność i moralną wygodę.
Dziś Unia Europejska dyskutuje o sankcjach wobec Izraela (Politico 2023). Retoryka sankcji i izolacji powiela strategię Bractwa i Hamasu, które od dekad delegitymizują samą zasadę istnienia państwa żydowskiego.
Bractwo: Izrael to „twór nielegalny”.
Hamas: Izrael należy zniszczyć.
BDS: Izrael = apartheid, trzeba go zlikwidować.
UE: sankcje i izolacja.
Dzisiejsze wezwania do bojkotu Izraela brzmią jak apel o sprawiedliwość. W rzeczywistości są częścią kampanii, której liderzy – Barghouti, Abunimah, Eid – nie walczą o kompromis, lecz o unicestwienie Izraela jako państwa żydowskiego.
To nie jest ruch praw człowieka. To projekt polityczny, w którym zachodni aktywiści i europejskie instytucje – często nieświadomie – idą dokładnie tam, dokąd od lat prowadzi Bractwo Muzułmańskie.
FB
Kategorie: Uncategorized

