Uncategorized

Im mniej się wie, tym głośniej się krzyczy.

Anna Grabowska

No proszę Państwa, to jest prawda uniwersalna niczym prawo grawitacji. Brak wiedzy najlepiej przykryć krzykiem, brak argumentów wulgaryzmem, a brak jakiegokolwiek doświadczenia – świętym oburzeniem. I tak oto wyrasta nam rzesza wiecznych rewolucjonistów, którzy w każdej epoce znajdą sobie nową „świętą sprawę”. Dziś jest nią Palestyna, a oni – jakże by inaczej – są obrońcami uciśnionych. I tak, im mniej wiedzą o całej sprawie, tym głośniej przekonują wszem i wobec, że racja jest po ich stronie. I że nie tylko racja, że to właśnie oni mają monopol na prawdę, dobro i błogosławioną empatię.

Ale, czy ktoś z Państwa widział u tych ludzi jakąkolwiek książkę o historii Bliskiego Wschodu? Czy ktoś słyszał, żeby potrafili wytłumaczyć również genezę konfliktu, różnicę między Hamasem a Palestyńską Autonomią? No proszę Państwa, oni wiedzą o Bliskim Wschodzie mniej więcej tyle, co ja o hodowli krewetek w Norwegii, czyli kompletnie nic. Cała ich wiedza sprowadza się do haseł z transparentów i memów z Instagrama. Izrael to okupant, Palestyńczyk to ofiara. A więc zero szarości, zero kontekstu. A kto w ogóle spróbuje wprowadzić choćby odrobinę niuansu, kto np. powie: ale zrozumcie, Hamas to nie są niewinne gołębie pokoju, tylko terroryści, którzy wystawiają własnych ludzi na bomby, ten natychmiast zostaje wrzucony na stos. Tyle, że część z nas już dawno przestała być łatwopalna.

Co najciekawsze, ci sami „obrońcy uciśnionych” uważają siebie za głos humanizmu, miłości i pokoju. Ale wystarczy, proszę Państwa, zajrzeć na ich fora, grupy, marsze. Te wielkie serca, które rzekomo biją dla Palestyny, pałają równocześnie gorętszą nienawiścią wobec każdego, kto nie zgadza się z ich wizją świata. Potrafią rozpaczliwie rozdzierać szaty nad losem dzieci w Gazie, a w następnym zdaniu życzyć śmierci wszystkim Żydom. I to nie są żadne przesadzone obrazki, to naprawdę pada za każdym razem z ich ust. Słyszeliśmy je dobrze na europejskich ulicach, gdy wykrzykiwano „Khaybar, Khaybar ya Yahud” – czyli wezwanie do powtórki średniowiecznej rzezi. Albo gdy rozbrzmiewało magiczne „From the river to the sea”, które tak pięknie brzmi dla nieświadomego ucha, a w praktyce oznacza jedno: Izraela ma nie być.

Nie wierzycie? To posłuchajcie dalej. W listopadzie 2023 roku w Kalifornii zginął Paul Kessler, 69-letni uczestnik kontrmanifestacji pro-izraelskiej. Poszedł tam, jak niektórzy z nas, żeby wyrazić swoje zdanie, a wrócił w trumnie. Został uderzony, upadł i zmarł następnego dnia. To, proszę Państwa, nie była przenośnia, to nie były „tylko słowa”. To była śmierć człowieka, który stał po stronie Izraela. Czy naprawdę mamy udawać, że te pełne nienawiści hasła to nadal tylko niewinne emocje? Że można krzyczeć o eliminacji narodu, ale oczywiście nie mieć nic złego na myśli? To tak, jakby ktoś wykrzykiwał „śmierć kierowcom ciężarówek” i potem się tłumaczył, że on wcale nie ma nic przeciwko kierowcom, tylko tak sobie wyraził frustrację.

I tutaj – kuriozum – ci wszyscy samozwańczy filantropi uważają, że walczą o niewątpliwe dobro. Wierzą, że są tacy wrażliwi, tacy szlachetni, takie chodzące sumienia całego świata. A w praktyce, są tylko trybikami w wielkiej nakręconej kłamstwem maszynie. Nie mają świadomości, że przecież ktoś nimi steruje. Że za te nitki pociągają inni – politycy, media, celebryci. I nie, nikt z nich nie robi tego za darmo. Z małej maszynki emocji robi się ogromny reaktor, w którym zysk widzą wszyscy: od polityków, którzy zbijają na tym przyszły kapitał wyborczy, przez media karmiące się klikalnością, po producentów gadżetów. Bo, nie żartuję, ktoś naprawdę zarabia na sprzedaży koszulek, czapeczek i kubków z napisem „Free Palestine”. To proszę Państwa, mniej więcej tak, jakbyście kupowali lody z budki na osiedlu i nie wiedzieli, że sprzedawca dolewa wam w gratisie swoją ideologię.

A psychologia? Tu właśnie mamy do czynienia z klasycznym fanatyzmem. To zjawisko świetnie jest opisane przez badaczy, święta sprawa, której nie wolno dotknąć krytyką. Fanatyzm to obsesja podszyta strachem: im mniej człowiek wie, tym bardziej kurczowo trzyma się wyimaginowanego dogmatu, a każda wątpliwość jest odbierana jak zamach na jego własną tożsamość. I dlatego oni reagują wrzaskiem, agresją, o coraz częściej przemocą. Tak działa ten mechanizm, o którym piszą psychologowie – „discordant knowing”. Konfrontacja z czymś, czego się nie rozumie, rodzi nie refleksję, tylko jeszcze większy chorobliwy upór. To tak, jakby ktoś, kto nie zna tabliczki mnożenia, krzyczał na nauczyciela i całą klasę, że 2×2=5, a potem się obrażał, że oni mu nie wierzą.

I tu pytanie do Was: co z tym zrobić? Machnąć ręką? Udawać, że to tylko młodzieńczy zapał? Tyle że młodzieńczy zapał połączony z brakiem wiedzy trwa czasem do późnej starości o już raz skończył się śmiercią. Czy mamy wiec czekać na kolejne ofiary? Nie. Walczyć trzeba, ale nie wrzaskiem, wiedzą. Nie agresją a argumentem. I nie sloganem a faktami. A przede wszystkim cywilną odwagą, żeby stanąć i powiedzieć: nie, nie dam się zastraszyć. Bo jeżeli my będziemy milczeć, to zostanie tylko ich krzyk. A krzyk, jak wiemy, nigdy nie potrzebuje ani faktów, a tym bardziej prawdy.

Kiedy więc mówię o narzuceniu ciszy, proszę Państwa, nie mam na myśli tego, żebyśmy my – ci, którzy jeszcze czytają, analizują, cytują źródła – przestali mówić. Przeciwnie: gdybyśmy zamilkli, utonęlibyśmy w tym ścieku hałasu. Ciszę trzeba narzucić nie sobie, ale im – tym, którzy krzyczą zamiast myśleć. A jak to zrobić? Bardzo prosto: faktami, bibliografią, źródłami. To jest oczywiście mniej efektowne niż transparent i megafon, ale myślę, że w dłuższej perspektywie bardziej skuteczne. Wszyscy wiemy, że wrzask nie potrzebuje prawdy, a prawda nie potrzebuje wrzasku. A kiedy prawda zacznie mówić, wrzask z czasem cichnie.

Jestem pewna, proszę Państwa, że o tym wiecie, że świat nie upadnie od ich krzyku i wyzwisk. Ale jeśli my się zamkniemy w sobie i stwierdzimy „a po co się kopać z koniem”, to ten świat runie od naszej ciszy. I wtedy naprawdę zostanie już tylko transparent, megafon i hasło „Izraela ma nie być” – sprzedawane w pakiecie z koszulką i kubkiem. A na to, wy i ja, zgodzić się nie możemy.

Im mniej się wie, tym głośniej się krzyczy.

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. ”…niech żywi nie tracą nadziei…”
    To już było! Proponuje Pani rozwiązanie problemu g/astronomicznego metodami kuchni domowej. Paul Kessler zginął nadaremno. Nie powinno się organizować kontrdemonstracji. Kontrdemonstracje powinny być zabronione przez prawo. 
    Wojny propagandowej nie wygra się przy pomocy faktów czy książek. Fakty da się dzisiaj sfejkować, a książki można dodrukować n.p.:sequele Protokołów Mędrców Syjonu…
    Krzyczących oszołomów powinno się zignorować całkowicie, co absolutnie nie oznacza, że powinniśmy się ich bać. Świat się  od tej ciszy nie zawali. 
    Obecna fala antysemityzmu wywodzi się od 1,8 miliarda muzułmanów, którym tak naprawdę obojętne są mikropańswo Izrael wraz z mikronarodem żydowskim czy Palestyńczycy , ale nie odpowiada im ich własna pozycja globalnych pariasów dlatego walczą z Zachodem przy pomocy antysemitów i antysemityzmu i tychże Palestyńczyków, bo tak najłatwiej i najtaniej…

    Jerzy Holcman

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.