Uncategorized

Aleksander Weissberg-Cybulski: fizyk-ryzykant. Przeżył terror Stalina, getto i więzienie

Aleksander Weissberg-Cybulski

Zbiory Józefa Czapskiego / Polityka

Przeżył Wielki Terror w państwie Stalina, getto krakowskie i więzienia gestapo. Był ryzykantem i hazardzistą obdarzonym talentem do zarabiania pieniędzy – mówi Irena Grudzińska-Gross, autorka książki „Wielka karuzela. Życie Aleksandra Weissberga-Cybulskiego”.


ARTUR DOMOSŁAWSKI: Kim był Aleksander Weissberg-Cybulski i z czego jest znany?

IRENA GRUDZIŃSKA-GROSS: Przede wszystkim z książki „Wielka czystka”, którą napisał w czasach zimnej wojny, w 1951 r. Opisał w niej swoje aresztowanie i pobyt w więzieniach w Związku Radzieckim w latach 1937–39.

Był rówieśnikiem XX w.; urodził się w 1901 r. w rodzinie żydowskiej, kupieckiej, niemieckojęzycznej. Pochodził z Krakowa, ale wychował się w Wiedniu, dokąd przenieśli się rodzice. Tam skończył studia i został inżynierem fizykiem.

Był także komunistą i dlatego w obawie przed aresztowaniem musiał opuścić Austrię. Przeniósł się do Niemiec, a stamtąd został wezwany przez partię do Związku Radzieckiego. Miał zorganizować instytut fizyki w Charkowie, a konkretnie – Eksperymentalną Stację Niskich Temperatur.

Czy fizyka i komunizm miały w tamtym czasie ze sobą coś wspólnego?

Zdecydowanie. Projekt komunistyczny miał wówczas podobną energię w obszarze idei, co fizyka w świecie nauki. Światu lewicy wydawało się, że fizyka i komunizm są najwyższym spełnieniem potencjału ludzkiego i uzupełniającymi się nawzajem drogami modernizacji społeczeństwa. Okazało się to prawdą w odniesieniu do fizyki, lecz nie do komunizmu.

Weissberg przyjechał do ZSRR w 1931 r., organizował w Charkowie instytut fizyki mający służyć rewolucji. I dość szybko – już rok po przyjeździe – był świadkiem wielkiego głodu na Ukrainie. Jak na niego zareagował?

Widział w nim skutek błędów kolektywizacji. Uważał, że została wprowadzona zbyt wcześnie, zbyt szybko, zbyt brutalnie. I nie chodziło tylko o brutalność fizyczną; także o nieliczenie się z koniecznością dostosowania tego działania do procesów historycznych, gotowości społecznej. Sądził też, że głód był wynikiem oporu części chłopstwa, które nie chciało się zgodzić na kolektywizację. Jego umysł nie zaprzeczał temu, co widziały oczy, a zarazem szukał ideologicznie spójnych wyjaśnień.

Pisze pani, że np. słowo „kułak” – czyli wróg klasowy, osoba opierająca się kolektywizacji – znieczulało wrażliwych skądinąd ideowców na dziejące się okropności. Bo gdyby powiedzieć „chłop” lub „człowiek”, nie dałoby się tego znieść, prawda?

Tak, klasowe wytłumaczenie głodu znieczulało zarówno komunistów w ZSRR, jak i zagranicznych towarzyszy, którzy odwiedzali państwo Stalina.

W 1937 r. Weissberg sam padł ofiarą systemu – został fałszywie oskarżony o działania na rzecz kontrrewolucji. Przeszedł śledztwo, tortury. Jakie było racjonalne jądro wielkiego terroru?

Spośród kilkunastu teorii na ten temat za najtrafniejszą uważam tę, którą nazwano „Izraelitami na pustyni”. Chodziło o kompletną wymianę społecznych elit. Część Izraelitów idących przez pustynię do Ziemi Obiecanej nie dożyła końca wędrówki. Ci, którzy doszli, urodzili się już w jej trakcie, byli ludźmi bez przeszłości. Ludzie nowych elit mieli nie pamiętać, jak było kiedyś. Można powiedzieć, że chodziło o stworzenie nowego człowieka. Czy Stalin był zdolny do aż tak diabelskiego planu? Tego nie wiem, niemniej w wyniku społecznego eksperymentu pod jego rządami unicestwiono miliony.

Polski paszport wydany Aleksandrowi Weissbergowi w 1946 r.

Weissberg doznał rozczarowania, ale nie stał się wojującym antykomunistą jak jego znajomy, sławny pisarz i intelektualista Artur Koestler. Pozostał socjalistą. Dlaczego?

Już w chwili przyjazdu do ZSRR Weissberg był antystalinowcem. Rozgraniczał ideały komunizmu od praktyki stalinizmu. Okrucieństwa systemu były dla niego błędami i winą Stalina. Nie musiał wykonywać żadnej wolty. Swój komunizm po wojnie „rozcieńczył” – nie przyłączył się do antykomunistycznej krucjaty, został antystalinowskim socjalistą.

Na przełomie 1939 i 1940 r. wraz z ponad 350 innymi uwięzionymi – komunistami i Żydami – Weissberg został „podarowany” przez Stalina hitlerowcom. Jakim cudem Żyd i komunista przekazany gestapo przeżył okupację?

Był bardzo odważny i był ryzykantem. Początkowo moja książka miała mieć tytuł „Ryzyk fizyk”, bo przeżyć pomogły mu ryzykanctwo i nieprawdopodobny wręcz talent do robienia pieniędzy. Umiał zjednywać sobie ludzi, także hitlerowców, których korumpował. Pieniądze, które zarabiał na różnych interesach – m.in. sprowadzaniu z Rumunii słomy ryżowej do wyrabiania pędzli czy sprzedawaniu nieistniejącej papy dachowej – pomogły przeżyć i jemu, i wielu innym ludziom.

Był też zapalonym hazardzistą – przegrywał fortuny, by za chwilę mieć kolejne. Zarobienie dużej sumy pieniędzy nie sprawiało mu trudności. Umiał wykorzystać chaos okupacji, w tym skorumpowanie hitlerowskiej administracji.

Owszem. Borykał się z tymi oskarżeniami, a przede wszystkim podejrzliwością ze strony nawet najbliższych przyjaciół. No ale nie tylko jego po wojnie pytano: „Jak przeżyłeś, skoro inni nie przeżyli?”.

Czy właśnie dlatego Weissberg tak mało opowiadał o okupacji hitlerowskiej, a tak dużo napisał o systemie radzieckim?

Obawiał się oskarżeń o kolaborację. Pieniądze zarabiał niewątpliwie na różnych machlojkach z Niemcami, a przede wszystkim Austriakami w służbie Hitlera.

Korupcja czy jakieś machloje w warunkach okupacji, które służyły ratowaniu siebie czy innych, to przecież samo dobro.

Jego przyjaciółka, opowiadając o różnych „przygodach” Weissberga w czasie okupacji, mówiła, że on po prostu odebrał hitlerowcom trochę dóbr, które im się i tak nie należały. Sam Weissberg zawsze powtarzał, że potrzebował pieniędzy, żeby przeżyć – i przeżył w sposób nietypowy. Nigdy nie ukrywał się w żadnej szafie, nie opłacał się szmalcownikom. Dzięki pieniądzom i swoim talentom zdołał uniknąć potwornych upokorzeń. No i sprzyjał mu los, bez tego by się nie uratował.

Dodajmy jeszcze, że pieniądze, które umiał szybko zarobić, służyły m.in. przerzucaniu Żydów do Szwajcarii i na Węgry. W pewnym momencie Weissberga aresztowało gestapo i znowu, trochę cudem, a trochę dzięki osobistej magii, zjednał sobie jakiegoś biurokratę, Austriaka, dzięki czemu zdołał uciec z Pawiaka. Brawurowy wyczyn, wydający się niemożliwy, prawda?

Absolutnie. Wielokrotnie uratował go chyba jego piękny wiedeński akcent.

Rysy osobowości, które pozwoliły mu przeżyć okupację, dały o sobie znać w interesach powojennych. Sugeruje pani, że był w nim także rys cynizmu, a przykładem – sprzedawanie silników samolotowych Hiszpanii pod rządami gen. Franco.

To była jedyna rzecz, której naprawdę się wstydził – napisał o tym wprost, w liście do Koestlera.

Da się pogodzić sprzeczności, z jakich się składał? Idealista a zarazem… nie chcę używać słów brzmiących jak osądy.

Był to człowiek wielkich sprzeczności i talentów – a najprawdziwszy był ten do zarabiania pieniędzy. Był synem kupca winnego, a wykształcenie inżyniera fizyka miało mu zapewnić przejście do innej kategorii społecznej. Do tego doszedł komunizm. Droga, jaką wybrał, pozostawała w konflikcie z jego umiejętnościami. Talent przedsiębiorcy był w jego młodości, jak sam mówił, ograniczany przez ideały, w które wierzył.

A zarazem bez tego talentu nie przetrwałby nie tylko pod okupacją hitlerowską, ale i wcześniej, w Związku Radzieckim. W Charkowie, gdzie brakowało podstawowych towarów, gdzie trudno było nawet o jedzenie, zorganizował wielkie laboratorium fizyki.

W jakimś stopniu odczuwał niechęć do czynności służących zarabianiu pieniędzy. Darzył estymą drogę życiową człowieka nauki, intelektualisty. Jednak od momentu, w którym znalazł się w stalinowskim więzieniu, przestał być fizykiem i nigdy do fizyki nie wrócił.

W książce pojawiają się zastępy ludzi, którzy przewinęli się w życiu Weissberga, także przyszłe sławy. Wymienię trzech: pisarza Artura Koestlera, twórcę bomby jądrowej Roberta Oppenheimera i przyszłego kanclerza Austrii Bruna Kreisky’ego. W jaki sposób Weissberg odwiódł Oppenheimera od komunizmu?

Weissberg sprowadził do swojego laboratorium w Charkowie wielu wybitnych fizyków. Szybko wyjechali, przeraził ich wielki terror. Podczas wojny jeden z nich pracował z Oppenheimerem przy Projekcie Manhattan, który doprowadził do skonstruowania pierwszej bomby jądrowej. Ale jeszcze w 1938 r. ów fizyk spotkał się z Oppenheimerem i opowiedział mu o losach Weissberga, który – jak się wtedy zdawało – został już pochłonięty przez wielką czystkę. Po zapoznaniu się z losami oskarżonego wówczas Weissberga Oppenheimer porzucił zamiar wstąpienia do partii komunistycznej. Gdyby wstąpił, być może historia świata potoczyłaby się inaczej.

Kreśli też pani dziesiątki mikrobiografii, sylwetek, portretów zarówno ofiar wielkiego terroru, jak i oprawców – wielu z nich stało się również ofiarami machiny, której byli trybikami. To samo dotyczy ludzi mających styczność z Weissbergiem pod okupacją hitlerowską, których pochłonęła Zagłada, wojna. Zazwyczaj są to postaci nieodgrywające historycznej roli. Widzę w tym pewną metodę, a może nawet misję – ocalenia okruchów, świadectw o ludziach, których pochłonęła hekatomba.

Zależało mi na pokazaniu życia mojego bohatera, a także tła, środowiska, którego był częścią – lewicowej środkowo-europejskiej inteligencji, często żydowskiej – i jej wyborów historycznych.

Sporo miejsca poświęca pani m.in. oficerom śledczym NKWD, którzy przesłuchiwali Weissberga.

Bo to byli w pewnym sensie ludzie podobni do niego, w jego wieku, także z żydowskich rodzin. Wielu pochodziło z tzw. strefy osiedlenia, okolic m.in. Białegostoku, gdzie w latach pierwszej wojny światowej i po niej dochodziło do dziesiątków pogromów. Ci ludzie asymilowali się i modernizowali przez rewolucję, przez komunizm – podobnie jak Weissberg. Być może gdyby przesłuchujący go oficer urodził się w Wiedniu, a Weissberg w Białymstoku, spotkaliby się w sali przesłuchań w odwróconych rolach.

Weissberg przeżył powstanie warszawskie. Tuż po wojnie ożenił się z Zofią Cybulską, eksmałżonką znanego przedwojennego aktora Mieczysława Cybulskiego, która pomagała mu się ukrywać w czasie okupacji. Ale nie zdecydował się zostać w Polsce. Mimo że urodzony w Krakowie, nie czuł związku z tym krajem?

Postanowił zostać w Polsce na kilka lat, żeby zrobić pieniądze.

Wrócił do kupiectwa?

Tak. W powojennej Polsce rządził chaos, a Weissberg wiedział, że w chaosie zarabia się najlepiej. Nie przyjął proponowanego mu stanowiska w handlu zagranicznym – i zaczął zarabiać na imporcie kory drzewa korkowego. Ale jego firma „Hanzag” rozprowadzała korek z naruszeniem przepisów i po innej cenie niż zgłoszona oficjalnie. Weissberga oskarżono o oszustwo, lecz szczęśliwie przebywał w tym czasie w Szwecji i już do Polski nie wrócił – groziło mu więzienie. Nie sądzę jednak, by miał zamiar zostać w Polsce, nawet gdyby nie musiał uciekać przed prawem. Marzył o powrocie do Wiednia.

Prestiżowym – tak, komercyjnym – nie. Książka nie trafiła w dobry czas, było już w obiegu parę innych prac o wielkim terrorze. Najsłynniejsza wówczas była powieść Koestlera „Ciemność w południe”. Koestler bardzo zresztą nalegał na Weissberga, żeby spisał swoją opowieść, a gdy Weissberg już pisał – męczył go, żeby dzieło ukończył.

Większość książek o wielkim terrorze została napisana przez narratorów „czujących”. Dzieło Weissberga było napisane przez człowieka o umyśle naukowca i o nieprawdopodobnie wręcz drobiazgowej pamięci. Dał precyzyjną, chłodną analizę.

Jest aluzją do tytułu „Wielka czystka”. I metaforą niestabilności, płynności w życiu Weissberga. Obecne jest tu też skojarzenie z karuzelą przy murze płonącego getta, o której pisał Czesław Miłosz w wierszu „Campo di Fiori”. Postaci Weissberga towarzyszy światłocień: był to z jednej strony ktoś bardzo odważny, kto pomógł wielu ludziom, a jednocześnie ktoś, kto miał swoją ciemną stronę.

Po wojnie nie umiał znaleźć sobie miejsca. Mieszkał w Polsce, Szwecji, Anglii, w końcu we Francji, gdzie przyjaźnił się z ludźmi „Kultury”. Zmarł w Paryżu w 1964 r. Cały powojenny czas ciągle podróżował. Ostatni rozdział nosi tytuł „Niezadomowienie”. A może – tak jak dla Róży Luxemburg – jego domem był cały świat?

Bardzo bym chciała coś takiego o nim powiedzieć. Ale Weissberg nie miał domu. Zamierzał wrócić do Wiednia, co roku jeździł do Austrii na wakacje. Po wojnie to już nie było to samo miasto. Nie było nikogo, z kim dorastał, nie było nikogo, z kim się w młodości przyjaźnił. Nie miał dokąd wrócić. Jego życiowa wędrówka była odyseją bez Itaki.

ROZMAWIAŁ ARTUR DOMOSŁAWSKI


Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.