Uncategorized

Wjakim języku, komu i jak długo wypada opowiadać o Żydach walczących o niepodległość wieloetnicznej I Rzeczpospolitej i wolność jej obywateli

Ewa Zadrzyńska-Głowacka

Henryk Pillati: Śmierć Berka Joselewicza

Henryk Pillati: Śmierć Berka Joselewicza (Fot. ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie)

Opinie publikowane w serwisie wyrażają poglądy osób piszących i nie zawsze muszą odzwierciedlać stanowiska całej redakcji

Dziennikarka, reżyserka, autorka opowiadań i słuchowisk. Obecnie współpracuje z PBS i Polskim Instytutem Kultury w NYC, tworząc serię wideo: Poetry Unites, która pokazuje świat oczami fanów poezji. Mieszka w Nowym Jorku, była żoną Janusza Głowackiego. W Polsce ukazały się jej wspomnienia pt. „Głowaccy – Arka Na Manhattanie”.

Niedawno byłam na otwarciu wystawy: Rzeczpospolita Powstańcza. Insurekcja Kościuszkowska i jej Tradycje, w Muzeum Historii Polski (wystawa trwa do 23 listopada 2025 r.) 

Po wystawie oprowadzali kuratorzy: Polak, Michał Bąk i Anglik: prof. Richard Butterwick.

Dołączyłam się do zwiedzania „po polsku”. Kiedy doszliśmy do instalacji wspominającej o udziale w powstaniu mniejszości narodowych, kurator powiedział, że „do wojska zostali zaprzegnięci Żydzi i walczyli, i potem jeszcze walczyli”.

Stojący obok mnie, wysoki pan z wąsem mruknął pod nosem, „a tam, pewnie dziesięciu ich było” i wzruszył ramionami na znak, że nie ma o czym mówić. Ta uwaga bardzo się spodobała koledze pana z wąsem, bo kolega roześmiał się życzliwie.

Wystawę zwiedzałam z absolwentką Oxfordu, która właśnie obroniła dyplom o Średniowieczu w Polsce, i zna dobrze polski:

„Have you heard this slighting remark?”, spytała.

„I have” – odpowiedziałam.  I już chciałam zacząć obronę, że to tylko jeden, jakiś tam wąsacz, że to niekoniecznie, a kurator się przejęzyczył. Ale jakoś zrobiło mi się i smutno i wstyd, więc zaproponowałam zwiedzanie „po angielsku”.

Profesor Richard Butterwick był konkretny i nie starał się być dowcipny.

Dowiedziałam się, że oddział Berka liczył 500 żołnierzy, że był to ewenement w historii Polski, bo oddział miał i swojego rabina i nawet koszerną kuchnię. Itd. Itp., czyli dla laika takiego jak ja wszystko bardzo ciekawe.

Dowiedziałam się też, że prawie cały oddział Joselewicza zginął w tzw. rzezi Pragi, z rąk pijanych kozaków pod dowództwem generała Suworowa. A Berek walczył dalej i zginął  w bitwie pod Kockiem w 1809 roku. Bakcyl walczenia o niepodległość Polski odziedziczyli poi nim, i syn i nawet wnuk, dodał pan profesor.

Kilka dni temu przypadkowo trafiłam na świetny zbiór reportaży Hanny Krall pt. „Hipnoza” i chciałabym wysokiemu panu z wąsem zadedykować urywek z tej książki. (Wydawnictwo a5)

„Do grobu Berka Joselewicza

Pochowano go w polu, przy drodze.

Dziwne to, zginął w mieście, w którym są dwa cmentarze żydowski i polski, a leży przy drodze polnej. Jedni mówią, że dlatego, bo nie chciał go nikt – dla Żydów był zbyt polski, dla Polaków pozostał Żydem. Inni na odwrót mówią, że chcieli go i jedni, i drudzy. Nie mogąc się pogodzić, posłuchali zagadkowej rady rabina.: powierzyli sprawę wołom. Wóz z trumną zaprzęgli w dwie pary wołów i patrzyli w stronę którego cmentarza powiozą. Nie ruszyły do żadnego cmentarza, tylko na Białobrzegi. Żałobnicy za nimi, ciekawi jak daleko przyjdzie im iść, na szczęście w połowie drogi przy wzgórzu zwierzęta stanęły. Zdjęto z wozu trumnę, wykopano grób i pochowano pułkownika.

W setną rocznicę śmierci hrabina ufundowała mu kopiec, kamień nagrobny i inskrypcję kończącą się słowami: „Nie szacherką, nie kwaterką, lecz się krwią dorobił sławy. W setną rocznicę zgonu 1909.”

Józef Mitura, mija kopiec codziennie w drodze do pracy. Zobaczył kiedyś gromadkę dzieci, jedna z dziewczynek na widok grobu przeżegnała się, koleżanki zaczęły się śmiać – „Co ty, przed Żydem się żegnasz?” – i speszona dziewczynka zawróciła, próbując się odżegnać się, unieważnić poprzedni gest. Drobne to zdarzenie sprawiło, że Józef Mitura zaczął się opiekować grobem. Ufundował ogrodzenie, żeby krowy nie pasły się na Berku, a każdego roku w Zaduszki, wracając z cmentarza od swoich, zapala na kopcu znicz i salutuje, oddając pułkownikowi honory wojskowe.”

Urywek ten wysłałam też młodej absolwentce Oxfordu. Wielka szkoda, że na wystawie zamiast wąsacza nie spotkałyśmy hrabiny i Józefa Mitury. No ale oni już od dawna nie żyją.

Uwaga. W tekście Hanny Krall brakowało nazwiska hrabiny, więc zajrzałam do internetu i znalazłam odpowiedź: Nagrobek (czy też pomnik) Berka Joselewicza gmina Kock, został postawiony w 1909 roku przez hr. Edwarda Żółtowskiego, właściciela pobliskiego majątku Bedlno

Gratuluję Muzeum Historii Polski wystawy, która zmusza do myślenia.

Wjakim języku, komu i jak długo wypada opowiadać o Żydach walczących o niepodległość wieloetnicznej I Rzeczpospolitej i wolność jej obywateli

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.