
Autor: Eli Lake
Krytycy wspierania irańskich protestujących przez Stany Zjednoczone błędnie interpretują historię – twierdzi Eli Lake.
Historia współczesnego Iranu to opowieść o rewolucji i żalu, o narodzie rozdartym między ideałami demokracji konstytucyjnej a wielowiekową tradycją perskich królów. Najnowszy rozdział tej sagi rozgrywa się właśnie na ulicach irańskich miast. Aby zrozumieć kontekst obecnych protestów, warto zapoznać się z dwuczęściową epopeją Eli Lake’a „Breaking History”, poświęconą narodzinom współczesnego Iranu. Podcast jest dostępny na wszystkich popularnych platformach.
W dzisiejszym wydaniu Eli zagłębia się w jeden z kluczowych rozdziałów tej historii, pokazując, jak bywa on wykorzystywany – i nadużywany – w debacie o tym, jak Zachód powinien zareagować na brutalne tłumienie protestów przez reżim ajatollahów.
Prezydent Donald Trump rozważa, jak daleko Stany Zjednoczone powinny posunąć się w interwencji na rzecz Irańczyków, podczas gdy tamtejsza rewolucja przybiera na sile. Jednak amerykańscy nieinterwencjoniści – zarówno z lewicy, jak i prawicy – są przerażeni samą myślą o zaangażowaniu USA. Krytyków prześladują wspomnienia z XX wieku, a konkretnie powszechnie niezrozumiana walka o władzę, która ponad 70 lat temu postawiła nacjonalistycznego przywódcę Iranu naprzeciw młodego, niedoświadczonego monarchy.
Mowa o upadku Mohammada Mossadegha w 1953 roku – premiera, który znacjonalizował irański przemysł naftowy i do dziś jest czczony przez antyimperialistyczną lewicę jako bohater. Dziennikarz Stephen Kinzer w swojej wpływowej książce All the Shah’s Men podsumował to następująco: „Gdyby Stany Zjednoczone nie wysłały agentów, by obalić premiera Mossadegha w 1953 roku, Iran prawdopodobnie kontynuowałby drogę ku pełnej demokracji”.
Nic dziwnego, że nazwisko Mossadegha znów stało się popularne w mediach społecznościowych. Senator Bernie Sanders stwierdził, że obecny reżim jest „wynikiem interwencji wspieranej przez Zachód”, odnosząc się właśnie do wydarzeń sprzed siedmiu dekad. Z kolei dziennikarz Glenn Greenwald udostępnił odtajnione dokumenty CIA, sugerując, że amerykański spisek obalił demokratycznie wybranego przywódcę, by skonsolidować władzę w rękach „brutalnego tyrana” – szacha.
Według tej argumentacji interwencja USA przyniosła skutek odwrotny do zamierzonego: choć na krótko uratowała dynastię Pahlavich, to właśnie gniew wywołany „zamachem stanu” pchnął Irańczyków w objęcia ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego podczas rewolucji islamskiej w 1979 roku.
Rewizja mitu
To wygodna narracja, ale opiera się na tendencyjnym spojrzeniu na fakty. To prawda, że w 1953 roku prezydent Dwight D. Eisenhower zatwierdził operację Ajax, która miała przekonać szacha Rezę Pahlaviego do skorzystania z konstytucyjnych uprawnień i odwołania Mossadegha. Jednak nazywanie tego „zamachem stanu” tuszuje wiele niewygodnych okoliczności.
Należy zacząć od tego, że w 1953 roku to sam Mossadegh zaczął drastycznie przekraczać swoje uprawnienia. Odwołał sędziów Sądu Najwyższego, zwolnił kluczowych generałów, a ustawą o bezpieczeństwie narodowym de facto zakazał krytyki swojego rządu. W efekcie tracił sojuszników. Ray Takeyh, ekspert Rady Stosunków Zagranicznych, przypomina, że w tamtym czasie rzesze Irańczyków przychodziły do amerykańskiej ambasady z prośbą o pomoc w odsunięciu premiera od władzy.
Tuż przed upadkiem Mossadegh rozwiązał parlament. Samą próbę jego usunięcia można uznać za komedię pomyłek – początkowo zakończyła się ona fiaskiem, gdy premier kazał aresztować wysłannika szacha. Choć agent CIA Kermit Roosevelt prowadził działania propagandowe, gazety publikujące te treści i tak były już przeciwne premierowi. Ostatecznie Mossadegh został zmuszony do ustąpienia nie przez amerykańskich agentów, lecz przez uliczne protesty zorganizowane przez ajatollaha Kaszaniego – ironią losu jest fakt, że Kaszani był mentorem Chomeiniego.
Wydarzenia te trafniej byłoby opisać jako polityczny pojedynek. Mossadegh dążył do autorytaryzmu, a szach, pod naciskiem USA, skorzystał z prawa do jego odwołania. Wielu Irańczyków widziało w tym nie zamach na demokrację, lecz jej przywrócenie (mimo że później Pahlavi sam zaczął rządzić żelazną ręką).
Dlaczego wierzymy w tę wersję?
Skąd więc powszechne przekonanie o „grzechu pierworodnym” Ameryki? Jednym z powodów są wspomnienia samego Kermita Roosevelta, który opublikował je w 1979 roku, przypisując sobie niemal całą zasługę za obalenie premiera. Amerykanie, szukając wyjaśnienia, dlaczego ich kluczowy sojusznik stał się wrogiem więziącym dyplomatów, znaleźli w książce Roosevelta gotową odpowiedź.
Ta wersja historii stała się nowym dogmatem. W 2000 roku sekretarz stanu Madeleine Albright oficjalnie przeprosiła za rolę USA w tamtych wydarzeniach, a prezydent Barack Obama powtórzył to w 2015 roku.
Jednak rok 1953 nie wyjaśnia łatwowierności zachodnich liberałów i postępowców, którzy w 1979 roku poparli Chomeiniego. Wtedy wielu naukowców widziało w nim „demokratę”. Profesor Richard Falk z Princeton pisał nawet, że otoczenie Chomeiniego składa się z osób „umiarkowanych i postępowych”.
Rzeczywistość okazała się krwawa. Chomeini natychmiast przeprowadził egzekucje dowódców wojskowych, zakazał alkoholu, odebrał prawa wyborcze kobietom i podporządkował parlament radzie duchownych. Nie był irańskim Jeffersonem, lecz irańskim Robespierrem. W przeciwieństwie jednak do francuskiego rewolucjonisty, rządy terroru jego następców trwają już blisko pół wieku.
Irańczycy próbowali już wszystkiego: wybierania reformatorów, obywatelskiego nieposłuszeństwa i masowych protestów. Reżim za każdym razem odpowiadał kulami. Amerykańscy prezydenci, aż do Trumpa, zachowywali daleko posuniętą ostrożność. Gdy w 2009 roku Obama stanął w obliczu Zielonej Rewolucji, wyciągnął błędne wnioski z roku 1953 i nie pomógł opozycji, pozwalając reżimowi na krwawe stłumienie buntu.
Trump ma dziś szansę pomóc Irańczykom odzyskać ich kraj. Nie powinien przy tym ulegać półprawdom i fałszywym mitom o dawnej rywalizacji między żądnym władzy premierem a młodym monarchą.
Błędne lekcje z przeszłości Iranu
Kategorie: Uncategorized


„Profesor Richard Falk z Princeton pisał nawet, że otoczenie Chomeiniego składa się z osób „umiarkowanych i postępowych”.
To ten sam Falk, ktory na tym samym stanowisku co Francesca Albanese atakowal ciagle Izrael tak jak ona.
Albanese nie jest przynajmniej Zydowka, Falk jest( albo byl, moze jest juz z 72 dziewicami)