Uncategorized

Arabowie przeciwko sobie: kiedy nawet karetka nie jest bezpieczna

Sheri Oz

Kilka dni temu pisałam o spójności w egzekwowaniu prawa w różnych obszarach życia publicznego. Dzisiaj przyjrzę się sprawie, która pokazuje, jak krucha może być ta spójność.

Arabowie są mordowani we własnych miastach i dzielnicach. Oskarżenie jest ostre i powszechnie znane: minister bezpieczeństwa narodowego, Itamar Ben Gvir, ma to za nic. Zawiódł i wykazuje całkowitą obojętność na życie arabskich obywateli. Według najnowszych doniesień, od początku 2026 roku w społeczności arabskiej doszło do 46–50 morderstw. Sytuacja ta jest powszechnie przedstawiana jako polityczna porażka obecnego rządu.

Niezależne badania przeprowadzone przez Centrum Tauba wykazują, że liczba zabójstw wśród arabskiej ludności Izraela drastycznie wzrosła: ze 109 w 2022 roku do 233 w roku 2023. To ponad dwukrotny wzrost w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy. Wskaźnik ten utrzymał się na tragicznie wysokim poziomie w 2024 roku (220 ofiar), a raporty wskazują na dalszy trend wzrostowy i rekordowe liczby w roku 2025. Dla porównania: liczba zabójstw wśród Żydów wzrosła w znacznie mniejszym tempie (z 39 w 2022 r. do 58 w 2024 r.). Choć najbardziej gwałtowne skoki odnotowano w ostatnich latach, ogólna tendencja wzrostowa przemocy w społeczności arabskiej przyspieszyła około 2018 roku. Wyprzedziła więc rządy obecnej koalicji oraz kadencję Itamara Ben Gvira (która rozpoczęła się pod koniec 2022 r.). Chwilowy spadek liczby przestępstw w 2022 roku był częściowo związany z działaniami poprzedniej administracji.

Podczas niedawnej dyskusji na antenie stacji Kan 11, prowadzący Liel Kaiser i Roi Sharon naciskali na polityka Aymana Odeha, by poruszył kwestię wykraczającą poza budżet państwa i strategię policji. Kaiser zapytał wprost:

Było to pytanie, którego wielu boi się zadać publicznie. Zanim jednak wrócę do tej wymiany zdań, chciałabym przypomnieć incydent opisany w 2021 roku, oparty na wywiadzie z doświadczoną ratowniczką medyczną Magen David Adom, Sabiną Tabashi.

Sytuacja miała miejsce w marcu 2002 roku, podczas drugiej intifady. Kontekst jest tu kluczowy: trwała fala terroru, a napięcie społeczne sięgało zenitu. Jednak reakcja, o której opowiedziała Sabina, zasługuje na szczególną uwagę.

Została wysłana do miejscowości Jisr az-Zarqa po zgłoszeniu, że kobieta straciła przytomność w wyniku przemocy domowej. Większość jednostek ratunkowych skierowano wtedy do Netanji, gdzie doszło do krwawego ataku terrorystycznego. Sabinie powiedziano, że do miasta eskortować ją będzie policja. Funkcjonariusze jednak nie przyjechali – linie komunikacyjne były przeciążone. Ratowniczka zdecydowała się wjechać sama.

Mieszkańcy wsi natychmiast otoczyli karetkę. Krzyczeli „atak, atak!” i zaczęli kołysać pojazdem. Gdy próbowała wycofać, zablokowali drogę. Wtedy przez tłum przedarła się starsza kobieta – to jej córka potrzebowała pomocy. Sabina wpuściła ją do szoferki. Kobieta krzyczała, żeby jechać jak najszybciej. Tylko dzięki jej obecności na przednim siedzeniu rozwścieczony tłum przepuścił ambulans.

Ratowniczka musiała opuścić pojazd i wejść do domu. Wspomina spojrzenia ludzi i dojmujące poczucie, że jeden niewłaściwy gest może doprowadzić do linczu. Zaczęła wydawać polecenia gapiom: „Proszę wyważyć drzwi! Proszę wynieść sprzęt! Szybciej!”. O dziwo, usłuchali.

Gdy wyniesiono nieprzytomną kobietę, Sabina – jak sama później przyznała – nawet nie zatrzymała się, by sprawdzić jej funkcje życiowe. Po prostu odjechała. Czuła, że gdyby tłum zorientował się, że pacjentka nie żyje, ona sama mogłaby nie ujść z życiem. Krótko po tym zdarzeniu Sabina kupiła broń.

Łatwo byłoby uznać to za anomalię czasu wojny. Jednak konieczność eskortowania karetek wjeżdżających do niektórych miast powracała okresowo, m.in. podczas zamieszek w 2021 roku. Schemat ten nie jest powszechny, ale nie ogranicza się do jednego momentu w historii. Nazaret to nie Jisr az-Zarqa, a Abu Ghosh to nie Umm el-Fahm – społeczność arabska nie jest monolitem. Niemniej incydenty te pokazują, jak strach i podejrzliwość niszczą podstawowe mechanizmy bezpieczeństwa. W takim środowisku nawet ratowanie życia staje się ryzykowne, a współpraca z władzami – wręcz niemożliwa.

W wywiadzie dla Kan 11 Ayman Odeh przyznał, że zdecydowana większość obywateli arabskich przestrzega prawa. Problem zdefiniował jako „jeden procent” (około 20 000 osób) zaangażowany w przestępczość zorganizowaną. Pytał retorycznie, jak to możliwe, że tyle broni jest kradzionej z baz wojskowych, i podkreślał, że to państwo musi ukrócić ten proceder. Odrzucił też zarzuty o brak współpracy Arabów z policją, nazywając je „kłamstwem”.

Roi Sharon skontrował to twierdzenie:

Policjanci wielokrotnie wskazywali na niską wykrywalność zabójstw wśród Arabów – w ostatnich latach udaje się rozwiązać zaledwie 10–15% spraw, podczas gdy w społeczności żydowskiej wskaźnik ten wynosi ponad 60–70%. Służby przypisują to zastraszaniu świadków i barierze milczenia. Dane z Knesetu oraz raporty organizacji takich jak Abraham Initiatives potwierdzają tę rażącą dysproporcję.

Z kolei arabscy liderzy argumentują, że to wieloletnie zaniedbania policji i brak skuteczności śledczej doprowadziły do całkowitego załamania zaufania. Żadnej z tych racji nie można zignorować. Nawet jeśli grupy przestępcze są nieliczne, potrafią zdominować całe społeczności. Strach ucisza sąsiadów, a gangi wrastają w lokalną gospodarkę. Gdy groźba odwetu jest realna, współpraca z organami ścigania staje się śmiertelnie niebezpieczna. Nieufność wobec policji jest tu zarówno przyczyną, jak i skutkiem – to tragiczne błędne koło.

Jednak kradzieże broni z baz wojskowych nie tłumaczą ataku na karetkę Sabiny. Tam mieliśmy do czynienia ze spontaniczną, wrogą reakcją na pojazd państwowy. Tłum krzyczący „atakujcie” w stronę ambulansu sugeruje problem głębszy niż statystyki kryminalne.

Kiedy dziennikarz Kaiser pytał o odpowiedzialność „człowieka na ulicy”, dotknął kwestii, która rzadko pojawia się w debacie publicznej. Jeśli retoryka polityczna przedstawia kryzys wyłącznie jako problem narzucony z zewnątrz, czy nie utrudnia to budowania wewnętrznych norm współpracy?

Ayman Odeh wezwał do trzydniowego strajku generalnego arabskich lekarzy, kierowców i przedsiębiorców, by pokazać, jak arabska przestępczość paraliżuje całą gospodarkę narodową. Domagał się równości i zdecydowanej reakcji państwa. Strajk jest słusznym wołaniem o odpowiedzialność rządu. Jednocześnie jednak takie działania koncentrują się wyłącznie na czynnikach zewnętrznych (policja, kradzieże broni). Prawdziwy postęp wymaga zmierzenia się z oboma aspektami: z jednej strony silnym państwem, a z drugiej – oddolnym wysiłkiem społeczności, by odrzucić „kod milczenia”, który jest paliwem dla gangów.

Historia Sabiny sprzed lat wciąż prowokuje do pytania: gdy strach sprawia, że ratowanie życia we własnej społeczności staje się misją niemal samobójczą, gdzie leży źródło tej porażki?

Istnieje jeszcze jedna warstwa problemu. Gdy w latach 90. przestępczość zorganizowana opanowała żydowskie miasta (np. Netanję), udało się ją zdusić dzięki intensywnej pracy wywiadowczej i finansowej. Infrastruktura policyjna tam już była – wystarczyła wola polityczna. W społecznościach arabskich sytuacja jest trudniejsza. W małych, silnie skoligaconych grupach policjanci (często sami będący Arabami) są poddawani ogromnej presji rodzinnej lub klanowej. To nie jest kwestia etniczna – żydowscy funkcjonariusze też bywali korumpowani przez „swoje” gangi. Chodzi o strukturalną podatność na wpływy.

Dlatego pojawiają się propozycje zaangażowania służby Shin Bet (kontrwywiadu) do walki z gangami. To temat kontrowersyjny – użycie metod przeznaczonych do walki z terroryzmem w sprawach cywilnych rodzi pytania o standardy demokratyczne. Sam fakt, że takie rozwiązanie jest rozważane, pokazuje jednak determinację i uznanie, że konwencjonalna policja sobie nie radzi.

Obecna debata sprowadza wszystko do osoby ministra Ben Gvira. Jednak fala przemocy i nieufność narastały latami, na długo przed 2023 rokiem. Odpowiedzialność państwa jest bezdyskusyjna – walka z nielegalną bronią to zadanie szczebla krajowego. Jeśli jednak karetki napotykają bariery, policja jest atakowana, a świadkowie milczą, problem wykracza poza kompetencje jednej instytucji.

Pytanie Kaisera pozostaje w mocy: jaka jest odpowiedzialność samych obywateli? Czy państwo i obywatele potrafią wspólnie zbudować instytucje na tyle silne, by oparły się strachowi i zastraszaniu? Bez tego żaden minister – ten czy następny – nie zdoła zaprowadzić pokoju.

Arabowie przeciwko sobie: kiedy nawet karetka nie jest bezpieczna


Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.