Uncategorized

PRZED ATAKIEM: CO NAPRAWDĘ OZNACZA CISZA WOKÓŁ IRANU

Autor: Chana

Wszyscy czekają na atak, który może nastąpić, ale wcale nie musi. Skupiając się na samym uderzeniu, tracimy z oczu istotę sytuacji. To, co dzieje się wokół Iranu, nie jest teatrem, ale nie jest też jeszcze otwartą wojną. Obecne działania — od zakrojonego na szeroką skalę wzmacniania sił zbrojnych po dyskretne konsultacje na szczeblu dowódczym — sugerują, że region wszedł w fazę koordynacji, a nie samej realizacji.

Admirał Brad Cooper, dowódca Centralnego Dowództwa USA (CENTCOM), miał przebywać w Izraelu w sobotę, uczestnicząc w spotkaniach wysokiego szczebla. Niektóre źródła podają, że przybył tam już późnym wieczorem w piątek lub wczesnym rankiem w sobotę czasu lokalnego. Tak właśnie wygląda eskalacja, zanim stanie się widoczna: jest celowa, niejednoznaczna i odbywa się głównie poza zasięgiem opinii publicznej.

Brak dramatycznych wydarzeń ma tak samo duże znaczenie, jak widoczna mobilizacja. Nie doszło do nagłego nocnego uderzenia, nie zamknięto przestrzeni powietrznej, nie wydano oficjalnych komunikatów – nie jest to jednak oznaka deeskalacji. To sygnał, że decyzje zapadają w ciszy, a powściągliwość służy celom strategicznym. Na tym etapie jawność byłaby niekorzystna; niejednoznaczność pozwala zachować pole manewru. Aby zrozumieć, co wydarzy się dalej, mniej ważne jest to, co mówi się publicznie, a bardziej to, czego jeszcze nie zrobiono.

W tym kontekście czas nie jest detalem technicznym, lecz sygnałem samym w sobie. Koordynacja odbywa się w różnych strefach czasowych, a konsultacje w Izraelu miały miejsce przed rozpoczęciem dnia politycznego w Waszyngtonie i znacznie przed jakimkolwiek cyklem komunikatów medialnych. Ta kolejność jest zamierzona: najpierw planowanie wojskowe, potem ustalanie ram politycznych. Co istotne, w doniesieniach o spotkaniach w Izraelu wymieniono nie tylko dowódcę CENTCOM i szefa sztabu Cahalu (IDF), ale także szefów izraelskich służb wywiadowczych i operacyjnych. Takie zestawienie wskazuje na planowanie awaryjne, a nie na gesty symboliczne. Gdy koordynacja na tym poziomie odbywa się w ciszy, sugeruje to pełną gotowość bez ostatecznych zobowiązań.

Jeśli nastąpi przejście od demonstracji siły do działania, nie zostanie to wcześniej ogłoszone. Zwiastować to będą sygnały praktyczne, a nie retoryka: nagłe zmiany w przepisach dotyczących cywilnej przestrzeni powietrznej, skoordynowana aktywacja regionalnych „proxy” Iranu wykraczająca poza ich rutynowe schematy oraz zakłócenia w systemach łączności, nawigacji czy satelitarnych. Widoczne skrócenie harmonogramów operacyjnych lub zmiana w komunikatach USA i Izraela — przejście od celowej mglistości ku twardemu uzasadnieniu — również wskaże, że powściągliwość ustępuje miejsca działaniu. Są to wskaźniki ważniejsze niż przemówienia czy kontrolowane przecieki. Dopóki się nie pojawią, sytuacja pozostaje płynna: napięta i przygotowana, ale celowo utrzymywana poniżej progu otwartego konfliktu.

Na co czekają Stany Zjednoczone?

Czy Waszyngton czeka na dodatkowe zasoby wojskowe? Na poziomie operacyjnym mogą jeszcze przybyć dodatkowe eskadry czy jednostki morskie, ale ich rola byłaby raczej wspierająca niż decydująca. Kluczowe zdolności uderzeniowe są już na miejscu. Dalsze rozmieszczenie sił służyłoby raczej demonstracji wytrwałości i wysyłaniu sygnałów niż fundamentalnej zmianie układu sił. Gromadzenie sił osiągnęło już punkt nasycenia; teraz liczy się gotowość, a nie liczebność.

Czy USA czekają na opracowanie planu? Nie. Plan już istnieje. Waszyngton analizuje jedynie optymalny czas i potencjalne skutki. Atak militarny na Iran miałby sens tylko wtedy, gdyby przyspieszył upadek reżimu, a nie doprowadził do jego skonsolidowania. Uderzenie, które nie zachwieje fundamentami władzy w Teheranie, byłoby bezcelowe. Powszechnie uważa się, że ta logika była jedną z przyczyn wstrzymania planowanego ataku dwa tygodnie temu.

Czy Stany Zjednoczone czekają na wewnętrzny rozkład Republiki Islamskiej — na kolejne dezercje i rozłam w elitach? Ten proces już trwa. 18 stycznia 2026 r. Alireza Jeyrani Hokmabad, wysoki rangą urzędnik irańskiej misji przy ONZ w Genewie, opuścił stanowisko i poprosił o azyl w Szwajcarii. Inni dyplomaci w Europie mają rzekomo badać podobne możliwości w obliczu brutalnych reakcji reżimu na niepokoje społeczne. Doniesienia z początku roku wspominały również o ucieczce urzędnika MSW, który wezwał do międzynarodowej interwencji. Ponadto pojawiają się niepotwierdzone informacje o setkach członków IRGC i Basidż, którzy odmawiają wykonywania rozkazów.

Aby reżim upadł, musi narastać presja wewnętrzna: trwałe niepokoje, niepewność elit i paraliż struktur dowodzenia. W tym kontekście „czekanie” nie jest wahaniem, lecz precyzyjną kalibracją — dążeniem do tego, by ewentualne działanie doprowadziło do załamania systemu, a nie do jego zjednoczenia wokół wspólnego wroga. Dlatego strategiczna niejasność ma kluczowe znaczenie: podsyca niepewność władz w Teheranie i sprzyja wewnętrznym podziałom.

Ostatnie zachowania reżimu sugerują rosnący niepokój. Zaostrzone środki bezpieczeństwa, blokada informacyjna i doniesienia o przeniesieniu Alego Chameneiego do bezpiecznych bunkrów wskazują na przygotowania do kryzysu. Podziały wśród elit rzadko są jawne; objawiają się poprzez paraliż decyzyjny i wzajemne podejrzenia. Czekanie pozwala również zachować element zaskoczenia. Jeśli dojdzie do uderzenia, prawdopodobnie nie będzie to szeroka ofensywa, lecz nagły, asymetryczny atak mający na celu paraliż decyzyjny, a nie zajęcie terytorium.

Czy coś wydarzy się dziś wieczorem?

Jednym z prozaicznych ograniczeń jest harmonogram. O godz. 20:00 w Waszyngtonie pierwsza dama organizuje prywatny pokaz filmu „Melania” w Białym Domu. Udział prezydenta i jego najbliższych rodzi pytanie: czy osobisty kalendarz przywódcy wpływa na czas podjęcia działań?

Prawdopodobnie zmniejsza to szansę na przeprowadzenie w tym momencie wielkiego, jawnego ataku pod przewodnictwem USA. Prezydenci zazwyczaj unikają angażowania się w prywatne wydarzenia w chwili rozpoczynania otwartej wojny. Nie wyklucza to jednak działań przygotowawczych, operacji cybernetycznych czy uderzeń Izraela skoordynowanych z USA. O ile spektakularny atak USA podczas seansu filmowego jest mało prawdopodobny, o tyle okno dla eskalacji pozostaje szeroko otwarte.

Jesteśmy świadkami nie niezdecydowania, lecz „kompresji” zdarzeń. Siły są gotowe, koordynacja domknięta, a presja — zewnętrzna i wewnętrzna — rośnie. Kluczowe pytanie nie brzmi: „czy mogą uderzyć?”, lecz „czy uderzenie teraz przyniesie upadek reżimu?”. Dopóki szala w tej kalkulacji nie przeważy, strategiczna cisza będzie trwać. Takie chwile rzadko bywają głośne — są duszne, pełne napięcia i niejasne aż do momentu, w którym wszystko staje się oczywiste.

PRZED ATAKIEM: CO NAPRAWDĘ OZNACZA CISZA WOKÓŁ IRANU


Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. USA czai się i spręża jak tygrys przed skokiem. A czasem zamiast atakować wystarczy pokaz siły. Miejmy nadzieję że tak będzie bo szkoda krwi.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.