Uncategorized

Pełne koło

Sheri Oz

W poszukiwaniu żydowskiego życia tam, gdzie historia milczy

Dopiero na Węgrzech zdałam sobie sprawę, że zatoczyłam pełne koło.

Swoją podróż po Bałkanach zaplanowałam, inspirując się tym, co było najlepsze podczas mojej pięciodniowej wizyty w Szentendre dziesięć lat temu: spotkaniami z tamtejszymi Żydami oraz zgłębianiem losów artystów, którzy niegdyś tworzyli koloryt tego małego miasteczka pod Budapesztem.

Wśród artystów miasta Żydzi zajmują szczególne miejsce. Mając kilka wolnych dni, zagłębiłam się w ich biografie, a zwłaszcza w historię ceramiczki Margit Kovács, o której już wcześniej pisałam. Co uderzające, każda galeria i każda znaleziona książka opisywała ich życie i twórczość do 1940 roku, by wznowić narrację dopiero po roku 1944. Aby dowiedzieć się, jak Kovács spędziła lata wojny, musiałam przeprowadzić niemal detektywistyczne śledztwo.

Z kolei w krajach, które zamierzałam odwiedzić – Grecji, Macedonii Północnej, Kosowie i Serbii – Holokaust był wszechobecny. Muzea i miejsca pamięci Szoa, a tam, gdzie muzeów brakowało – tablice pamiątkowe. Czytając o Żydach w tych regionach, szybko można się dowiedzieć, ilu z nich mieszkało tam przed 1940 rokiem, ilu zostało deportowanych i zamordowanych oraz jak nieliczni powrócili i żyją tam dzisiaj.

Nie chciałam jednak, aby była to podróż śladami samej Zagłady. Pragnęłam dowiedzieć się, jak Żydzi żyli, zanim zmuszono ich do zniknięcia, oraz jak ich nieobecność wpłynęła na społeczności, które były świadkami ich odejścia.

Okazało się to trudniejsze, niż przypuszczałam. Owszem, życie Żydów i ich wkład w rozwój Grecji czy Bałkanów są szczegółowo opisane w muzeach żydowskich, na tematycznych wycieczkach czy w artykułach akademickich. Brakowało jednak lokalnego uznania tej historii. Holokaust pochłonął wszystko niczym czarna dziura. Pytanie o Żydów nieuchronnie sprowadzało rozmowę na temat Zagłady.

W muzeach miejskich znajdowałam szale modlitewne w gablotach obok chrześcijańskich ikon i Koranu. Podpis: „religie” – i nic więcej. Nie było wzmianki o drukarzach obsługujących prasy, farmaceutach przygotowujących leki, kupcach budujących sieci handlowe czy inżynierach projektujących miejską infrastrukturę.

Szukając pustki, jaka pozostała po 1944 roku, napotykałam milczenie. Czasami pytała wprost, częściej jednak zwracałam uwagę na to, o czym ludzie mówili chętnie, a jakich tematów unikali.

W jednym przypadku pewna kobieta poruszyła ten temat, zanim zdążyłam zadać pytanie. Opowiedziała mi o swoim dziadku, który był dzieckiem, gdy lokalnych Żydów spędzono za druty kolczaste przed deportacją. Miejscowi przerzucali im przez ogrodzenie jedzenie i wodę, ponieważ bułgarscy oprawcy odmawiali im wszystkiego. Widok tego cierpienia sprawił, że dziadek zapragnął zrozumieć historię. Wspominał, że kiedyś wszyscy żyli razem, a Żydzi prowadzili handel na Starym Bazarze. Wtedy też po raz pierwszy usłyszałam o Albańczykach ratujących Żydów i pomagających im znaleźć drogi ucieczki z Bałkanów.

Być może moje pytania zrodziły się znacznie wcześniej, niż mi się wydawało. W 1970 roku, podczas studenckich wakacji, podróżowałam autostopem po Europie. W Wiedniu poznałam dwie Polki w moim wieku. Żadna z nich nie wiedziała, że jestem Żydówką. Pierwsza powiedziała mi, że najlepszą rzeczą, jaka spotkała Polskę, było pozbycie się Żydów. Druga stwierdziła, że pozbycie się ich było dla Polski największą tragedią.

Nigdy nie wyznałam im, że mówiły o mojej własnej rodzinie.


Pełne koło

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.