Autor: Melanie Phillips

Artykuł nawiązuje do wydarzeń z 4 kwietnia 2025 r., kiedy to Volker Türk (Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka) oraz Danny Danon (ambasador Izraela przy ONZ) przedstawili skrajnie różne wizje sytuacji na Bliskim Wschodzie.
Kolejny dzień przynosi kolejne oszczerstwo wobec Izraela, formułowane w imię prawa międzynarodowego. Biuro ONZ ds. Praw Człowieka opublikowało raport szczegółowo opisujący rzekomą „systemową dyskryminację” Palestyńczyków przez Izrael w Judei, Samarii oraz we wschodniej Jerozolimie.
„To szczególnie poważna forma dyskryminacji rasowej i segregacji, przypominająca system apartheidu znany z przeszłości” – oświadczył Wysoki Komisarz Volker Türk. To kłamstwo, którym wrogowie Izraela posługują się nieustannie, by demonizować i niszczyć państwo żydowskie.
Narracja ta ignoruje kluczowy fakt: wszelkie ograniczenia nakładane na Arabów w Judei i Samarii (tzw. Zachodnim Brzegu) są wprowadzane wyłącznie w celu zapobiegania morderczym atakom terrorystycznym, które są przeprowadzane przeciwko izraelskim cywilom niemal codziennie. Absurdem jest oskarżanie Izraela o apartheid – system, który w RPA dyskryminował własnych obywateli w każdym aspekcie życia – na terytorium, które formalnie do Izraela nawet nie należy.
Mimo że mapa geopolityczna gwałtownie się zmienia z powodu zawirowań w Iranie, Syrii, Libanie czy Wenezueli, kampania delegitymizacji Izraela trwa w niezmienionej formie. Globalna sieć instytucji humanitarnych została przekształcona w broń, która ma zniszczyć Izrael w sferze polityczno-prawnej, skoro nie udało się to militarnie. Dzieje się tak, ponieważ liberalny uniwersalizm stał się dla Zachodu nową, świecką religią.
Choć cywilizacja zachodnia wyrasta z zasad biblijnych, od dziesięcioleci środowiska postępowe zwracają się przeciwko własnym fundamentom, czcząc zamiast nich „sanktuarium prawa międzynarodowego”. Stało się ono niepodważalnym instrumentem służącym do narzucania światu wizji rządu globalnego.
Przykładem tego mechanizmu było natychmiastowe potępienie administracji Trumpa za usunięcie z Caracas byłego prezydenta Wenezueli, Nicolása Maduro. Krytycy uznali to za złamanie prawa międzynarodowego, które rzekomo chroni świat przed chaosem i zasadą „siła daje prawo”. To oczywiście iluzja. Prawo międzynarodowe nie powstrzymało Putina przed inwazją na Gruzję, aneksją Krymu czy atakiem na Ukrainę. Nie powstrzymało Baszara al-Assada przed wymordowaniem pół miliona własnych obywateli ani irańskiego reżimu przed prowadzeniem globalnej wojny terrorystycznej. Prezydent Chin Xi Jinping zaatakuje Tajwan w momencie, gdy uzna, że – podobnie jak Putinowi – ujdzie mu to na sucho.
Zamiast dyscyplinować tyranów, prawo międzynarodowe jest wykorzystywane przeciwko Izraelowi w sposób, który korumpuje sprawiedliwość w takich organach jak Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) czy Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości (MTS).
Sędzia Julia Sebutinde z Ugandy, wiceprzewodnicząca MTS, wielokrotnie zwracała uwagę, że Trybunał przekracza swoje uprawnienia, wydając upolitycznione orzeczenia. Również nakazy aresztowania premiera Netanjahu i byłego ministra Gallanta z listopada 2024 roku były rażącym nadużyciem procedur MTK. Opierały się na fałszywych zarzutach organizacji pozarządowych, które tworzą wokół ONZ toksyczną „komorę echa” nienawiści do państwa żydowskiego.
Głównym powodem, dla którego tak wielu ludzi o dobrych intencjach ulega tej narracji, jest bezkrytyczna wiara w każde słowo płynące z ONZ czy międzynarodowych trybunałów. Organizacje te stały się synonimem „sumienia świata”, a prawo międzynarodowe – jego katechizmem. Tymczasem samo prawo międzynarodowe jest zbudowane na kruchym piasku.
W przeciwieństwie do prawa państwowego, które opiera się na suwerennej decyzji i zgodzie obywateli w ramach demokracji, prawo międzynarodowe nie posiada ostatecznego autorytetu ani określonej jurysdykcji. To w istocie polityka prowadzona innymi środkami – broń w rękach osób o złowrogich zamiarach.
Jaskrawym przykładem jest sprawa wniesiona przeciwko Izraelowi w 2024 roku przez profesora Philippe’a Sandsa. Opierała się ona na fałszywych twierdzeniach o apartheidzie i nielegalności osadnictwa, ignorując wcześniejsze umowy między Izraelem a Palestyńczykami, które zakładały rozwiązanie sporów w drodze bezpośrednich negocjacji. Sands argumentował, że Palestyńczycy mają absolutne prawo do samostanowienia, ignorując fakt, że ich tożsamość narodowa została wykreowana w latach 60. XX wieku jako strategia mająca na celu zniszczenie Izraela i zawłaszczenie żydowskiej historii tej ziemi.
W centrum tej sieci nienawiści stoi ONZ. Świat wierzy w jej rolę strażnika pokoju, mimo że większość państw członkowskich to dyktatury i kleptokracje. W ubiegłym roku Zgromadzenie Ogólne ONZ ani razu nie potępiło Kuby, Kataru, Chin czy Wenezueli. Izrael potępiono 15 razy. Gdy irański reżim brutalnie tłumi protesty, zabijając dziesiątki osób, ONZ milczy.
Prawo międzynarodowe przestało być drogą do sprawiedliwości. W walce z Izraelem stało się instrumentem zła i zaprzeczeniem prawdy. Porządek oparty na takich zasadach przestał istnieć w niesławie. Jedyną „siłą”, którą skutecznie ograniczał, była zdolność ofiar agresji do obrony. Prawdziwą zasadą, która powinna kierować światem w walce ze złem, jest dążenie do jego całkowitej klęski.
Jak prawo międzynarodowe zostało wykorzystane przeciwko Izraelowi
Kategorie: Uncategorized

