
Krzysztof Bielejewski
Są momenty w historii, kiedy satyra kapituluje, bo rzeczywistość okazuje się bardziej bezczelna niż najodważniejszy felietonista po trzech kawach i jednym kieliszku rozpaczy. Oto jeden z nich. Donald Trump — człowiek, który myli dyplomację z licytacją na bazarze — powołał Radę Pokoju. Tak, dobrze czytacie. Rada. Pokoju. Pod jego przewodnictwem. To jakby wilk założył fundację ochrony baranków i jeszcze wystawił fakturę za członkostwo.
KTO TAM JEST, CZYLI ELITA ABSURDU
Skład tej rady wygląda jak zjazd kolekcjonerów autografów autorytaryzmu. Na liście mamy Viktora Orbána — mistrza demolowania demokracji w białych rękawiczkach, Recepa Tayyipa Erdogana — specjalistę od wolności słowa w wersji „tylko jednej”, Abd el-Fataha as-Sisiego — generała z wyborów jak z plasteliny, króla Jordanii Abdullaha II — jedynego, który tam wygląda jak człowiek, który naprawdę wie, co to Bliski Wschód, oraz… uwaga, werble… Władimira Putina.
Tak. Tego Putina. Zbrodniarza wojennego. Człowieka, który zrobił z Mariupola cmentarz, a z Ukrainy poligon dla własnych obsesji. Kreml potwierdził zaproszenie. A Trump? Trump uznał, że morderca z Moskwy idealnie pasuje do rady, która ma decydować o pokoju w Gazie. To już nie cynizm. To kompletna moralna zapaść, dno bez dna, intelektualny rów mariański.
A nad całością unosi się duch Orbána – ulubieńca Trumpa, specjalisty od prania demokracji w węgierskiej pralce. To właśnie on ma reprezentować „doświadczenie europejskie” w tym groteskowym kongresie szaleńców. Człowiek, który przez dekadę kompromitował wartości Unii Europejskiej, dziś ma być jej głosem przy stole Trumpa. Cyrk. Kompletna farsa. Europejski żart, z którego nikt się nie śmieje.
AMERYKAŃSKA DYREKCJA CYRKU
Po stronie amerykańskiej mamy skład równie groteskowy: Marco Rubio, Steve Witkoff, Jared Kushner (zięć, bo jak pokój, to najlepiej w rodzinie), Tony Blair — wyciągnięty z politycznego formaldehydu, żeby dodać powagi temu cyrkowi. Trump oczywiście na czele. Bo przecież nikt nie zna się na pokoju lepiej niż człowiek, który grozi cłami, aneksją i wojną handlową w jednym tweecie.
Do tego drobny szczegół: według przecieków, stałe członkostwo w Radzie ma kosztować miliard dolarów. Pokój w wersji premium. All inclusive. Kto zapłaci, ten ma głos. Kto nie zapłaci, może sobie pomachać flagą moralności.
RADA, KTÓRA MA RZĄDZIĆ GAZĄ
Zakres kompetencji? Gigantyczny. Rada ma nadzorować nowe władze w Strefie Gazy, koordynować bezpieczeństwo, odbudowę, pomoc humanitarną i polityczny ład po wojnie. Czyli: Trump, Putin, Orban i spółka mają decydować o losie dwóch milionów ludzi w jednym z najbardziej dramatycznych miejsc na Ziemi. To już nie jest ironia historii. To jest jej wymiot.
LISTY OBRAŻONEGO NARCYZA
Jakby tego było mało, Trump pisze do premiera Norwegii, że skoro nie dostał Pokojowej Nagrody Nobla, to nie musi już myśleć wyłącznie o pokoju. To nie jest żart. To jest zdanie prezydenta USA. Człowieka z atomowym przyciskiem. Obrażony, pomarańczowy narcyz zachowuje się jak pięciolatek, któremu zabrano lizaka, więc podpala piaskownicę.
Grenlandia? Jego. NATO? Ma mu służyć. Europa? Ma płacić. Pokój? Opcjonalny.
PYTANIE, KTÓRE MUSI PAŚĆ
I teraz pytanie najważniejsze, najstraszniejsze, najbardziej elementarne:
KTO GO ZATRZYMA?
Kto zabierze mu telefon. Kto wyłączy konto. Kto powie: dość. Kto zamknie ten objazdowy gabinet megalomanii. Bo jeśli świat pozwala, by Rada Pokoju była prowadzona przez człowieka, który zaprasza Putina do stołu, to znaczy, że nie mamy już kryzysu politycznego. Mamy kryzys rozumu.
To nie jest śmieszne. To jest przerażające.
Bo kiedy klaun dostaje tron, cyrk przestaje być rozrywką. Staje się państwem.
Krzysztof Bielejewski
Kategorie: Uncategorized


Ci sami i gorsi( N.Korea,Iran)) sa w rozmaitych komisjach UN, m.in. Human Rights-i nic, jakos wszyscy to akceptuja.