
Zaskakujące jest to, że „kwestia żydowska” – odwieczny antysemicki konstrukt – staje się kluczowym zagadnieniem determinującym kierunek amerykańskiej polityki.
Partia Demokratyczna i szeroko pojęta lewica promują obecnie coraz bardziej zaciekłą wrogość wobec Izraela, łącząc ją z poparciem dla islamskiego i czarnego ekstremizmu. Prowadzi to do nasilenia ataków na amerykańskich Żydów. Obecnie jednak prawica podąża za tym trendem, wykazując obsesję na punkcie Izraela i narodu żydowskiego. Niepokojące jest to, że dotyczy to dużej i rosnącej liczby głównie młodych białych mężczyzn, w tym znacznej części konserwatywnych profesjonalistów.
Na początku tego miesiąca senator Ted Cruz (republikanin z Teksasu) przewidział, że w ciągu pięciu lat Republikanie staną się wrogo nastawieni do Izraela. Cruz wielokrotnie ostrzegał, że antysemityzm na prawicy osiąga niespotykany dotąd poziom.
Amerykańscy konserwatyści są obecnie wstrząśnięci antysemityzmem niezwykle wpływowej frakcji, w skład której wchodzą: były prezenter Fox News i obecny podcaster Tucker Carlson, zwolennik supremacji białej rasy i negacjonista Holokaustu Nick Fuentes oraz niestabilna konspirolog i komentatorka polityczna Candace Owens.
Obawy związane z promowaniem przez Carlsona zajadłych antysemitów, wrogów Izraela i rewizjonistów Holokaustu osiągnęły punkt kulminacyjny, gdy zaprosił on Fuentesa do swojego podcastu, by wspólnie wyrazić swoje sympatie. Fuentes to rażący antysemita, który atakował „zorganizowane żydostwo w Ameryce”, twierdził, że Adolf Hitler był „niesamowity i fajny”, oraz wzywał do „unicestwienia perfidnych Żydów” i innych grup, „gdy przejmie władzę”.
Choć wszystko to jest zatrważające, naprawdę szokuje fakt, że niektórzy konserwatyści głównego nurtu odmawiają potępienia tych działań, a zamiast tego zdają się je akceptować. W Heritage Foundation, wpływowym konserwatywnym think tanku, jego prezes Kevin Roberts nie tylko nie skrytykował swojego przyjaciela Carlsona za zorganizowanie tej groteskowej farsy podżegającej przeciwko Izraelowi i Żydom, ale wręcz nazwał krytyków Carlsona „jadowitą koalicją” siejącą podziały.
Podczas niedawnej konferencji Turning Point USA podcaster Ben Shapiro, który jest Żydem, ostro skrytykował tych, którzy nie potępili Carlsona, Fuentesa i Owens. Stwierdził, że ich poglądy nie mają miejsca w ruchu konserwatywnym, a fakt, że tak wielu wpływowych liderów milczy, oznacza, iż konserwatyzm jest poważnie zagrożony.
Jednym z tych wpływowych liderów jest jednak nie kto inny jak wiceprezydent USA JD Vance, kolejny przyjaciel Carlsona. Vance zakończył konferencję, potępiając „testy czystości” i stwierdził: „Nie przyniosłem listy konserwatystów, których należy potępić lub pozbawić platformy”.
W kolejnym wywiadzie dla portalu UnHerd wygłosił jeszcze bardziej niepokojące uwagi. Chociaż oświadczył, że antysemityzm i wszelkie formy nienawiści etnicznej „nie mają miejsca w ruchu konserwatywnym”, dodał również, że pogląd, iż postawa Carlsona jest całkowicie sprzeczna z konserwatyzmem, jest „szczerze absurdalny”.
Carlson jednak propaguje uprzedzenia wobec Żydów, normalizując groteskowe antysemickie stereotypy i szerząc nienawiść do Izraela oraz jego zwolenników. Próbuje również odebrać Izraelowi główne źródło wsparcia w Ameryce: ewangelikalnych chrześcijan. Atakując chrześcijańskich syjonistów, takich jak Cruz czy ambasador USA w Izraelu Mike Huckabee, Carlson stwierdził, że zostali oni opanowani przez „wirusa mózgowego”, ponieważ popierają Izrael, nie będąc Żydami.
Tymczasem to właśnie chrześcijańscy syjoniści – wierni hebrajskim pismom świętym i wierzący, że Izrael oraz Żydzi są błogosławieni przez Boga – wprowadzili odniesienia do żydowskiej tradycji do samego serca amerykańskiej tożsamości w czasach ojców założycieli.
Z pewnością więc to Carlson – niszczący fundamentalne wartości Ameryki wraz z fundamentami chrześcijańskimi i żydowskimi – nie ma miejsca w ruchu konserwatywnym. Jednak wiceprezydent Ameryki (i prawdopodobny kandydat na prezydenta za trzy lata) uważa takie postawienie sprawy za „absurdalne”. Wynika z tego, że widzi on w konserwatyzmie miejsce dla takich idei.
Co gorsza, Vance powiedział również: „Ci, którzy alarmują o rosnącym antysemityzmie na prawicy, próbują odwrócić waszą uwagę od niezbędnej rozmowy, którą musimy przeprowadzić na temat stosunków między Stanami Zjednoczonymi a Izraelem”.
To stwierdzenie jest głęboko szokujące. O jakiej dokładnie „koniecznej rozmowie” mowa? Vance dodał: „Istnieje prawdziwa reakcja na konsensus w amerykańskiej polityce zagranicznej”. Ten „konsensus” to poparcie Ameryki dla Izraela i zaangażowanie w jego bezpieczeństwo jako jedynego niezawodnego sojusznika na Bliskim Wschodzie, niezbędnego dla obrony USA. Jednak według Vance’a (i osób podzielających jego zdanie), Żydzi wykorzystują spór z Fuentesem, aby manipulować Ameryką i wymuszać kontynuację tej polityki.
Powtórzył to Roberts, broniąc Carlsona: „Konserwatyści nie powinni czuć się zobowiązani do odruchowego popierania jakiegokolwiek zagranicznego rządu, bez względu na to, jak silna jest presja ze strony klasy globalistów lub ich rzeczników w Waszyngtonie”. Sugerował tym samym, że Żydzi są lalkarzami pociągającymi za sznurki w Waszyngtonie. Vance powielił tę samą starą plotkę o manipulacyjnej władzy Żydów.
Heritage Foundation jest na najlepszej drodze do upadku przez antysemityzm Robertsa. Niektórzy z jej najwyższych rangą urzędników przeszli do konkurencyjnego think tanku Advancing American Freedom, kierowanego przez byłego wiceprezydenta Mike’a Pence’a, postrzeganego jako bastion tradycyjnego, przyzwoitego republikanizmu.
Wiara w złowrogą żydowską władzę nie jest jednak niczym nowym wśród pozornie szanowanej prawicy. W 2006 r. naukowcy John Mearsheimer i Stephen Walt przedstawili w swojej książce The Israel Lobby paranoiczne i fałszywe informacje na temat Izraela i Żydów, które obecnie wywołują takie poruszenie. Zakładając, że Izrael jest winny wszystkiego, co dzieje się w konflikcie na Bliskim Wschodzie, stworzyli teorię spiskową, według której grupa organizacji proizraelskich steruje polityką zagraniczną USA kosztem Ameryki, m.in. popychając kraj do wojny w Iraku.
Twierdzili oni, że lobby izraelskie kontroluje debatę publiczną w mediach i na uczelniach, nadużywając zarzutu antysemityzmu, by uciszyć krytyków. Była to kompletna bzdura. Ignorowała fakt, że to nie Żydzi w administracji Busha byli odpowiedzialni za wojnę w Iraku. Ignorowała fakt, że Izrael odradzał jej rozpoczęcie, a także ogromną siłę lobbingową Arabii Saudyjskiej.
Była to po prostu nowa wersja szalonej fantazji o tajnej żydowskiej klice kontrolującej świat. Jednak Mearsheimer i Walt, zamiast zostać wyśmiani, nadal są traktowani z szacunkiem, a ich poglądy stały się mainstreamem w niektórych kręgach konserwatywnych.
Młodzi mężczyźni chłonący tyrady Fuentesa i Carlsona są napędzani niechęcią do wojny w Iraku, uważając, że życie Amerykanów poświęcono dla porażki w walce z radykalnym islamem. Patrzą na lewicową ideologię niszczącą zachodnią kulturę i otwierającą granice, widząc w tym tylko „lewicowych Żydów”. Nie dostrzegają nie-Żydów, którzy te zmiany wdrażali, ani prominentnych Żydów stojących po prawej stronie. Nie widzą też, że judaizm odegrał kluczową rolę w budowie cywilizacji zachodniej, o którą rzekomo się martwią.
To gorzka ironia: lewica nienawidzi Żydów jako źródła kapitalizmu, a prawica jako źródła komunizmu. „Groypers” i aktywiści w kefijach są zjednoczeni wspólną nienawiścią.
Linie frontu w walce o duszę Partii Republikańskiej są teraz jasne. Wojna o zdefiniowanie amerykańskich wartości toczy się wokół kwestii żydowskiej. Porzucenie Izraela i zwrócenie się przeciwko Żydom będzie oznaczało śmierć Partii Republikańskiej – i będzie sygnałem zmierzchu samej Ameryki.
Amerykański konserwatyzm a „kwestia żydowska”
Kategorie: Uncategorized


To są POLITYCY. Polityk prywatnie może mieć dowolne poglądy, ale jeśli jego wyborcy zmieniają się w określonym kierunku, to polityk musi się do tego dostosować – chociażby przez siedzenie cicho, jeśli jego poglądy są wyraźnie sprzeczne. Inaczej straci pracę. Tak jest wszędzie i we wszystkich tematach.
Prawda, to przykre, mi też się nie podoba.
Inna sprawa, że zarzut ”nie krytykowania kogoś” wydaje mi się nieco dziwny – każdy powinien odpowiadać za SWOJE czyny i słowa, a nie za cudze.
Pozdrawiam.