Rivka Hellendall. , pisarka holenderskiego pochodzenia mieszkającej w Izraelu od 2021 roku.
Od pamięci do wymazania – Amsterdam wciąż odmawia wyciągnięcia ważnej lekcji.
Amsterdam to jedyne duże miasto, w którym kiedykolwiek mieszkałem i w którym czułem się jak w domu jako dorosły, zanim przeprowadziłem się do innego dużego miasta mojego życia, Jerozolimy.
Amsterdam to jednak miasto paradoksalne. Reprezentuje niemal wszystkie rodzaje wad w międzynarodowej wyobraźni, a jednak ta spokojna atmosfera odbija się od spokojnych wód kanałów. To metropolia, która wcale nią nie jest. Sprawia wrażenie, z braku lepszego słowa, dziwnie urokliwej. A może Amsterdam niczego bardziej nie pragnie, niż być urokliwym pomimo swojej odurzającej atrakcyjności, niczym swego rodzaju Disney World z kategorią wiekową R.
„Nie obchodzi nas, jakie wygłupy wyprawiasz, byle tylko nie psuć nam przytulnej atmosfery” – to od wieków nieoficjalne motto Amsterdamu. Jednak ta atmosfera umarła w wodach (kanału) dla tamtejszych Żydów. Miasto, które powitało przodków, powiedzmy, filozofa Barucha Spinozy pod warunkiem, że nie będzie psuło atmosfery, ponownie zwróciło się przeciwko swojej najstarszej i najbardziej wpływowej mniejszości.
Ale co z inną, prawdopodobnie jeszcze bardziej znaną mieszkanką Amsterdamu, Anną Frank? Nie ma co się oszukiwać: ta wszechobecna ikona Holokaustu nie była za życia holenderską nastolatką. Urodziła się we Frankfurcie w Niemczech i przybyła do Amsterdamu w wieku 4 lat, ale rodzina Franków oficjalnie stała się bezpaństwowcami, gdy naziści odebrali im niemieckie obywatelstwo w 1941 roku.
Anna, jej siostra Margot i matka Edith zginęły w Bergen-Belsen, nie mając żadnego obywatelstwa, nie mówiąc już o holenderskim. Jakiekolwiek holenderskie przywłaszczenie jej sobie jako symbolu, który w jakiś sposób pozytywnie wpływa na kulturę, jest absurdalne. A jednak tak właśnie jest ona obecnie nieformalnie przedstawiana w mieście:
Ten plakat przedstawiający Annę Frank zestawiona z palestyńską dziewczynką Hind Radżab wisi w centrum miasta od prawie roku, kiedy to zobaczyłem go po raz pierwszy. Hind Radżab zginęła w Strefie Gazy w styczniu 2024 roku, po tym jak samochód jej rodziny został rzekomo ostrzelany przez Izrael. (Czerwony Półksiężyc oskarżył Izrael o celowe zaatakowanie rodziny. Tymczasem Siły Obronne Izraela twierdzą, że nie wysłały żadnych wojsk w ten rejon, sugerując, że rodzinę zabili inni sprawcy, tacy jak bojownicy Hamasu, którzy wielokrotnie strzelali do mieszkańców próbujących uciec z terenów objętych działaniami wojennymi przez całą dwuletnią wojnę).
Sześcioletnia Hind szybko stała się międzynarodowym symbolem cierpienia mieszkańców Gazy. Miasto Amsterdam zwróciło się do Muzeum EYE z prośbą o wyświetlanie jej zdjęcia przez wiele tygodni w geście solidarności. Stało się to po tym, jak burmistrz Femke Halsema oświadczyła, że wolałaby „trzymać konflikt [Izrael-Hamas] z dala od Amsterdamu”. Oczywiście, to oświadczenie nie miało zastosowania, ponieważ zaledwie dwa miesiące wcześniej jej wyborcy z radością wrzucili Izraelczyków do kanałów w jawnym pogromie.
Nie udało mi się znaleźć nikogo, kto wypowiadałby się przeciwko powyższemu plakatowi, ale uważam go za szczególnie rażący w kontekście historycznym. Śmierć dzieci zawsze jest tragiczna, ale Izrael nie zabił młodej Hind, ponieważ była Palestyńczykiem. Była ofiarą wojny, co jest wystarczająco straszne, ponieważ wojna zawsze niszczy niewinne życia. Nie czyni to jednak z niej ofiary ludobójstwa, w przeciwieństwie do Anny Frank i wbrew temu, co mówi większość lewicy od 7 października.
Z drugiej strony, Hamas zabił 5-letniego Ariela i 9-miesięcznego Kfira Bibasa (odpowiednio pięcioletniego i jeszcze nie rocznego) za to, że byli Żydami, i to gołymi rękami. Gdyby Anne urodziła się jako Adi Efraimi w kibucu Nir Oz w XXI wieku, przysłowiowi sąsiedzi Hind ponownie skazaliby Adi na śmierć, bez zadawania pytań.
Gdyby Hind urodziła się w jednej z arabskich dzielnic Jerozolimy, a nie w Tel al-Hawa w Gazie, dorastałaby w zgodzie z sobą. Zostałaby kasjerką bankową, farmaceutką, błyskotliwą studentką medycyny albo wykonywałaby każdy inny zawód, w którym arabscy Izraelczycy odnoszą sukcesy na co dzień. Anne i Hind nie są wymienne, ani też nigdy nie istniały na tej samej płaszczyźnie.
Mimo to, najwyraźniej istnieją współcześni mieszkańcy Amsterdamu, którzy bez cienia zażenowania wykorzystują pamięć o Annie Frank jako broń przeciwko Izraelowi – temu samemu krajowi, który 7 października padł ofiarą antysemickiego masowego mordu. U podstaw tego leży ten sam antysemityzm, który skazał amsterdamskich Żydów na śmierć 80 lat wcześniej. Znam więcej holenderskich rodzin żydowskich, niż chciałbym przyznać, które zdjęły swoją mezuzę w ciągu ostatnich dwóch lat. Kiedy przyjeżdżam z wizytą, mając na sobie żółtą przypinkę z zakładnikiem na zimowym płaszczu, miejscowi Żydzi często uważają to za „odważne” w większości miejsc nieżydowskich. Noszenie jarmułki w miejscu publicznym wymaga wyjątkowo śmiałego mężczyzny, a większość znika pod czapkami baseballowymi lub gazeciarskimi gdziekolwiek poza synagogą.
Nawet teraz, gdy wojna z Gazą bardziej się tli niż pali, głosy antyizraelskiej propagandy nie cichną. Kilka dni temu zrobiłem następujące zdjęcia:
To było na placu Dam, w sercu amsterdamskiej starówki. To dokładnie w tym miejscu wybuchł pogrom izraelskich kibiców piłkarskich w 2024 roku. Kiedy robiłem to zdjęcie, z megafonu dobiegały krzyki (rzekomo) palestyńskich niemowląt na placu. Nowy Kościół, stojący w tle, prezentuje różowawy baner z napisem „Mokum” – najnowszą wystawę poświęconą, o dziwo, historii holenderskich Żydów w Amsterdamie.
Nazwa „Mokum”, dla wtajemniczonych, pochodzi od hebrajskiego słowa „makom ”, które dosłownie oznacza „miejsce”. Holenderscy Żydzi nadali miastu ten pieszczotliwy przydomek, gdy było ono jeszcze dla nich łaskawe. Jak przeciętny przechodzień ma pogodzić wizualizacje historycznej wystawy o żydowskim Amsterdamie (w którym około 80% populacji zostało zamordowanych w Holokauście) z demonstracjami, które potwierdzają wszechobecny stereotyp Izraelczyków jako krwiożerczych i ludobójczych? Dara Horn nie mogła tego wymyślić, publikując książkę „People Love Dead Jews” w 2021 roku.
Na domiar złego, Holandia oficjalnie wycofała się z Konkursu Piosenki Eurowizji, ponieważ Izrael, jak zwykle, bierze w nim udział w tym roku. AVROTROS, holenderski nadawca radiowo-telewizyjny, będący częścią holenderskiego publicznego systemu nadawczego, oświadczył, że nie będzie transmitował wydarzenia z powodu „udowodnionych dowodów ingerencji rządu Izraela podczas ostatniej edycji Konkursu Piosenki Eurowizji, w której wydarzenie to zostało wykorzystane jako instrument polityczny”.
Fascynujące, biorąc pod uwagę, że AVROTROS jest również finansowany przez państwo. Czy oni również uważają się za organ polityczny holenderskiego rządu? Czy wszystkie kampanie kulturalne w mediach publicznych są polityczne? Gdyby AVROTROS sprzeciwiał się polityce holenderskiego rządu, czy hipotetycznie (o zgrozo!) zbojkotowaliby się?
O dziwo, nie sądzę, żeby tak się stało. Faktem jest jednak, że im bardziej Holandia demonizuje stosunki dyplomatyczne z Izraelem, tym bardziej współcześni holenderscy Żydzi będą cierpieć w przestrzeni publicznej. Żadne muzealizacja holenderskich Żydów i ich historii tego nie zmieni.
Muzealizacja czegoś oznacza zamrożenie tego w czasie – zachowanie za szkłem, opisanie, estetyzowanie i pozbawienie niebezpieczeństwa, wymagań i konsekwencji. To przekształcenie żywych ludzi w artefakty, a żywych zobowiązań w historyczną dekorację .
W tym kontekście Żydzi są akceptowani tylko wtedy, gdy są bezpiecznie obecni w czasie przeszłym: gdy są martwi, symboliczni, milczący i użyteczni. Annę Frank można projektować, cytować i wykorzystywać na nowo właśnie dlatego, że nie może już sprzeciwiać się. Można sprawić, by reprezentowała wszystko, czego wymaga teraźniejszość, w tym narracje, które zagroziłyby jej, gdyby żyła, by je ujrzeć.
Zatem muzeifikacja nie jest pamięcią, lecz unikaniem. A historia już pokazała nam, co się dzieje, gdy Żydzi są kochani dopiero wtedy, gdy nie żyją już jako Żydzi.
Miasto, które zawiodło Annę Frank, po raz kolejny zawodzi Żydów.
Kategorie: Uncategorized




