Melanie Phillips
Zachodni liberałowie milczą wobec ciosu wymierzonego w ich wypaczone postrzeganie świata

Irańscy demonstranci dumnie wznoszą przedislamską flagę z motywem „lwa i słońca”. W miarę eskalacji powstania docierają do nas informacje o setkach protestujących zamordowanych przez siły bezpieczeństwa reżimu. Odcięto dostęp do internetu, łączność telefoniczną i elektryczność – pod osłoną ciemności narasta obawa, że fala zabójstw przybiera na sile.
Mimo to Irańczycy coraz liczniej wychodzą na ulice, by stawić czoła reżimowym bojówkom i oprawcom. Nigdy wcześniej nie byliśmy świadkami tak masowego pokazu czystej odwagi w obliczu tak okrutnych represji. Jeśli reżim upadnie, będzie to wydarzenie o znaczeniu epokowym, które całkowicie odmieni oblicze regionu i polityki globalnej. To powstanie może okazać się najważniejszym wydarzeniem XXI wieku. Tymczasem zachodni liberałowie nabrali wody w usta.
Nie widać żadnych demonstracji poparcia dla walczących o wolność. Ludzie, którzy głośno powielali dezinformację o „masakrach” kobiet i dzieci w Strefie Gazy rzekomo dokonywanych przez Izrael, dziś milczą w kwestii celowej eksterminacji cywilów w Iranie. Większość zachodnich mediów początkowo ignorowała irańskie zrywy, później bagatelizowała je jako zwykłe protesty przeciwko „drożyźnie”, by ostatecznie zacząć powielać propagandowe tezy reżimu.
Dzieje się tak, ponieważ obecne powstanie jest wymierzone nie tylko w samą władzę, ale w opresyjną tyranię islamu jako taką. Dla zachodnich liberałów jest to prawda nie do przyjęcia, gdyż godzi w ich utrwaloną narrację. Według niej masowe mordy dokonywane przez islamistów są jedynie „uzasadnionym oporem” przeciwko wspieranemu przez Zachód imperializmowi.
Tacy ideolodzy po prostu nie są w stanie przyjąć do wiadomości rzeczywistości islamskiego terroryzmu i systemowych represji. Przekonanie, że Izraelczycy i zachodni imperialiści to zawsze „czarne charaktery”, a muzułmanie to zawsze ich ofiary, jest fundamentem ich samooceny jako ludzi moralnie wyższych. Choć brzmi to nieprawdopodobnie, islam stał się dla zachodnich progresistów synonimem czystego sumienia.
Wszystko dlatego, że sprawa palestyńska stała się ich głównym wyznacznikiem tożsamości. Palestyńczycy są postrzegani jako naród ostatecznie uciśniony, ograbiony z dziedzictwa i padający ofiarą izraelskiego „ludobójstwa” czy „apartheidu”. To kłamstwo stało się wśród liberałów dogmatem wiary. Nie dostrzegają oni, jak ta narracja została wykorzystana przez islamistów z Bractwa Muzułmańskiego, dążących do podboju Zachodu. Kluczową rolę odgrywa tu Katar, który cierpliwie buduje swoje wpływy na zachodnich uniwersytetach i opłaca wpływowe osobistości medialne.
Sprawa palestyńska zakorzeniła w zachodnich umysłach całkowite odwrócenie pojęć: prawdy i fałszu, ofiary i agresora, sprawiedliwości i tyranii. To zjawisko, charakterystyczne dla świata islamskiego, znalazło podatny grunt wśród „postprawdziwej” i „postmoralnej” zachodniej inteligencji. W ten sposób aktywiści w kefijach umacniają islamską kontrolę nad zachodnimi ulicami.
W Wielkiej Brytanii proces ten jest już bardzo zaawansowany. Rząd Partii Pracy pod wodzą Keira Starmera wykazuje bierność wobec problemów społecznych wynikających z radykalizacji części środowisk muzułmańskich, obawiając się oskarżeń o brak politycznej poprawności. Dochodzi do kuriozalnych sytuacji: w Birmingham policja pod wpływem lokalnych nacisków stygmatyzowała izraelskich kibiców, podczas gdy realne zagrożenie płynęło z zupełnie innej strony.
W Ameryce ten podstępny proces również postępuje, czego przykładem jest Nowy Jork. Burmistrz Zohran Mamdani zdobył się jedynie na spóźnioną i zdawkową krytykę agresywnych haseł Hamasu wznoszonych pod synagogą w Queens.
Stała ekspansja islamistów w Wielkiej Brytanii i USA jest możliwa dzięki przyzwoleniu liberałów, którzy widzą w świecie muzułmańskim odwieczną ofiarę Zachodu. Gdy w 1979 roku mułłowie przejęli władzę w Iranie, ci sami ludzie wiwatowali na cześć rewolucji przeciwko szachowi. Od tamtej pory ignorują fakt, że islamski reżim wiesza gejów na dźwigach, morduje kobiety za odsłonięte włosy i finansuje globalny terroryzm. Zamiast potępienia, wybrali marsz ramię w ramię z islamistami we wspólnej walce przeciwko Izraelowi i Ameryce.
To właśnie irańska rewolucja z 1979 roku rozpętała współczesną „świętą wojnę” przeciwko Zachodowi. Szyiccy duchowni stworzyli w Iranie model islamskiego kalifatu, co dało sunnitom impuls do wiary, że mogą osiągnąć to samo w innych częściach świata.
Przekonanie to zostało wzmocnione przez atak Hamasu na Izrael z 7 października 2023 r. Jednak doprowadziło ono do nieoczekiwanych skutków: zdruzgotania Hezbollahu przez Izrael, zniszczenia irańskiej obrony przeciwlotniczej i ostatecznego wyeliminowania irańskiego programu jądrowego przez USA. To drastyczne osłabienie reżimu stało się bezpośrednim impulsem dla ludowego powstania.
Jeśli reżim upadnie, będzie to potężny cios dla radykałów na całym świecie i milowy krok w stronę pokoju. Nic dziwnego, że wrogowie Zachodu są przerażeni. Każdy człowiek dobrej woli powinien dziś trzymać kciuki za bohaterskich Irańczyków w ich walce z plagą, która zagraża nam wszystkim.
„Iran: Rewolucja, której nie chcą widzieć liberałowie”
Kategorie: Uncategorized

