
Zawsze, gdy cokolwiek napiszę o Izraelu, ale również po prostu o Żydach – pada ten sam niby argument o dzieciach w Gazie, rzekomo intencjonalnie mordowanych przez zły Izrael. Ostatnio był to stały argument na rzecz NIEżałowania ofiar masakry w Sydney. Zamach terrorystyczny na Żydów gdziekolwiek na świecie – przecież Żydzi zabijają dzieci w Gazie. Wzrost antysemityzmu na świecie – przecież Żydzi zabijają dzieci w Gazie. Globalize intifada – przecież Żydzi zabijają dzieci w Gazie.
Hasło „dzieci w Gazie” stało się jednym ze sloganów współczesnej debaty publicznej. Powtarzane bez końca, ilustrowane zdjęciami, liczbami pochodzącymi prosto z jednego źródła, którym jest Hamas – używane niemal wyłącznie jako bicz na Izrael i argument koronny, unieważniający całą dyskusję. Tyle tylko, że w tej narracji dzieci istnieją wtedy, gdy można je wykorzystać do uderzenia w jedną stronę konfliktu, a gdy cierpienie dzieci ma inne źródło, zapada cisza.
I niemal zawsze pojawiają się liczby. W przestrzeni publicznej krążą rozmaite szacunki, dotyczące zabitych dzieci, raz mówi się o kilkudziesięciu tysiącach, innym razem o sześćdziesięciu czy nawet osiemdziesięciu tysiącach. Te liczby funkcjonują w mediach społecznościowych i komentarzach jako wszystkim znane, oczywiste i niepodważalne fakty, choć nikt nie potrafi wskazać ich źródła innego niż Hamas. Nie istnieje żadna niezależna weryfikacja tych danych, nie ma jawnej metodologii, rozróżnienia przyczyn śmierci czy statusu ofiar. Istnieją wyłącznie szacunki podawane przez aparat Hamasu lub instytucje przez niego kontrolowane, a mimo to są one bezkrytycznie powielane. W Gazie ginęły dzieci, to nie podlega niestety dyskusji – ale działo się tak dlatego, ponieważ Hamas od początku zakładał i akceptował ich śmierć jako element własnej strategii, a nawet wręcz do niej dążył.
Tak – ONZ nie jest wiarygodnym źródłem, bo opiera się na źródłach Hamasu, prasa nie jest wiarygodnym źródłem, bo opiera się na źródłach Hamasu, wszelkie raporty rzekomo niezależnych fundacji nie są wiarygodnym źródłem, bo opierają się na źródłach Hamasu. Aktywiści rzucający w Izrael liczbami dzieci, które zginęły w Gazie powtarzają dane Hamasu. A pełni współczucia, lecz naiwni ludzie w mediach społecznościowych również powtarzając te dane – powtarzają je za Hamasem.
Śmierć lub złamane życie każdego dziecka na świecie to tragedia – ale każde dziecko, które zginęło w Gazie obciąża sumienie wyłącznie Hamasu i tych Palestyńczyków, którzy go popierają.
De facto powinno obciążać również sumienia tych, którzy bezmyślnie propagandę Hamasu powtarzają, udowadniając tym samym, że ta strategia poświęcenia własnych dzieci jest słuszna i przynosi efekty.
W zderzeniu z tymi liczbami całkowicie unieważniona i zbagatelizowana zostaje śmierć żydowskich dzieci. Ariel, Kfir czy Matilde przestają funkcjonować jako konkretne ofiary islamskiego terroryzmu, a zaczynają być traktowani jak niewygodny szczegół, który burzy prostą narrację. Ich los nie pasuje do tej opowieści, w której wszystko zostaje sprowadzone do licytacji na wielkość cierpienia. Im wyższa liczba po jednej stronie, tym mniej znaczą konkretne śmierci po drugiej. Dzieci zamordowane 7 października, dzieci zabite w zamachach terrorystycznych, dzieci ginące dlatego, że są Żydami, wypadają z pola widzenia, bo nie pasują do ideologicznego rachunku, w którym empatia ma obowiązywać selektywnie.
Ale gdyby nawet w tej diabelskiej arytmetyce zginęło tyle samo dzieci izraelskich, co palestyńskich – świat zapewne i tak nie uznałby tej symetrii. Na szczęście dla izraelskich dzieci ich państwo nie stosuje strategii multiplikowania ofiar i chroni je za wszelką cenę.
Tymczasem rzeczywistość dzieci w Strefie Gazy nie daje się opisać jednym hasłem. Jest znacznie mroczniejsza, bardziej skomplikowana i znacznie bardziej niewygodna dla tych, którzy deklarują, że życie i prawa dziecka są dla nich wartością fundamentalną.
Hamas od lat systemowo likwiduje dzieciństwo w Gazie. Nie w sensie metaforycznym, lecz dosłownym. Dzieci są wykorzystywane do pracy przy budowie tuneli, w warunkach skrajnie niebezpiecznych. Są indoktrynowane od najmłodszych lat, wychowywane w kulcie męczeństwa, śmierci i przemocy. Odbiera im się prawo do neutralności, do alternatywnego życia, do wyobrażenia sobie przyszłości innej niż wieczna wojna z Izraelem. To jest projekt, zabójcza inżynieria społeczna.
Zacznijmy od intencji, bo bez niej nie da się zrozumieć mechanizmu. Wypowiedzi oficjeli Hamasu o tym, że „łona naszych kobiet dostarczają więcej dzieci” są elementem jawnie artykułowanej strategii, w której demografia i śmierć cywilów, w tym dzieci, pełnią funkcję narzędzia wojny. Dla Hamasu dzieci nie są dobrem, które należy chronić, lecz zasobem, a ich śmierć nie jest tragedią, lecz środkiem do celu, zarówno religijnego, jak i propagandowego.
W tym systemie ogromną rolę odgrywa indoktrynacja kobiet i matek. Istnieje obszerna dokumentacja pokazująca, że część kobiet w Gazie jest wychowywana do postrzegania śmierci własnych dzieci jako aktu sensownego, pożądanego i nagradzanego w życiu pozagrobowym (zresztą w doczesnym również, bo rodziny szahidów otrzymują hojne gratyfikacje). Funkcjonują w islamie czyli systemie, w którym życie ziemskie nie ma znaczenia, a jedyną realną wartością staje się śmierć w imię religijno-politycznej sprawy, co jest absolutnie sprzeczne z podstawowym zachodnim założeniem, że ochrona życia dziecka jest wartością uniwersalną i oczywistą.
Jednocześnie Zachód, a szczególnie jego lewicowo-liberalna część, reaguje na ten fakt w sposób, który coraz trudniej nazwać obroną praw dziecka. Gdy Izrael publikuje dane dotyczące dostaw żywności, mleka modyfikowanego i pomocy humanitarnej, informacje te są z góry uznawane za niewiarygodne. Gdy Hamas publikuje swoje liczby i obrazy, przyjmowane są one bezkrytycznie. Gdy pojawiają się dowody na przejmowaniu pomocy humanitarnej przez Hamas lub na wykorzystywanie dzieci do pracy i działań logistycznych, są one relatywizowane, ignorowane lub uznawane za propagandę izraelską. Bo Izrael winny jest z definicji. Ostatnio na jaw wyszły ogromne ilości przejętego przez Hamas i ukrytego mleka modyfikowanego, które miało rzekomo zapobiec głodowej śmierci 14 000 dzieci w Gazie. Hamas kłamał, celowo chcąc doprowadzić do głodu i zgonów wśród niemowląt. Wstrzasające, prawda? A jednak nikogo to specjalnie nie obeszło. Wszak na pewno Izrael wszystko to zmyślił. Jedynie Hamas jest krynicą prawdy.
W efekcie dzieci w Gazie przestają być podmiotami praw, a stają się narzędziami narracji. Ich cierpienie ma znaczenie tylko wtedy, gdy pasuje do gotowej opowieści. Gdy nie pasuje, zostaje uznane za „kontekst kulturowy”, „reakcję na opresję” albo „nieuniknioną konsekwencję warunków”.
Prawa dziecka, w zachodnim rozumieniu, powstały jako korekta praw człowieka. Uznano, że dziecko nie jest „małym dorosłym”, że nie ma pełnej sprawczości, że wymaga szczególnej ochrony przed światem dorosłych, także przed własną rodziną, wspólnotą i ideologią. Zakaz pracy dzieci, zakaz wykorzystywania ich w konfliktach zbrojnych, prawo do edukacji i rozwoju, to nie były puste deklaracje. To był cywilizacyjny przełom, odpowiedź na własne grzechy Zachodu. Ale ten system opiera się na założeniu, że indoktrynacja jest stanem odwracalnym, że istnieje realna przestrzeń wyjścia. Co jednak w sytuacji, gdy to założenie przestaje obowiązywać?
Tu pojawia się pytanie, którego debata publiczna panicznie unika – czy dziecko zawsze i wyłącznie jest ofiarą?
Prawo zachodnie pokazuje, że odpowiedź brzmi nie. Nawet w stabilnych społeczeństwach nieletni mogą być sądzeni jak dorośli za najcięższe przestępstwa. Uznaje się bowiem, że istnieje moment, w którym sprawczość, świadomość i odpowiedzialność przestają być czysto potencjalne. Takie założenia nie niweluje tak faktu, że sprawca był wcześniej ofiarą. Ale nie zdejmuje też odpowiedzialności za popełnione czyny.
W Strefie Gazy ten problem przybiera postać skrajną. Filmy sprzed dziesięciu czy piętnastu lat pokazują dzieci szkolone do przemocy, gloryfikujące śmierć, uczone nienawiści. Dziś część z tych dzieci to szesnasto-, siedemnastolatkowie. Niektórzy z nich zapewne brali udział w masakrze 7 października.
Zachodnia definicja dziecka jako podmiotu wymagającego bezwzględnej ochrony opiera się na założeniu, że dziecko ma dostęp do alternatywy życiowej i możliwość rozwoju ku autonomii. W warunkach totalnej indoktrynacji to założenie przestaje działać. Część młodych ludzi wychowanych w takim systemie przechodzi od roli ofiary do roli uczestnika przemocy, często jeszcze przed osiągnięciem formalnej pełnoletności. To nie znosi faktu, że byli krzywdzeni, ale komplikuje prosty podział na niewinne ofiary i wyłącznych sprawców.
Hamas tak kształtuje dzieci, które przestają nimi być bardzo szybko, a Zachód nie chce o tym mówić. Woli prostą opowieść, w której każde dziecko jest wyłącznie niewinną ofiarą, a sprawcą jest zawsze Izrael.
Wina Hamasu zostaje całkowicie wymazana.
Jeżeli prawa dziecka mają znaczyć coś więcej niż puste hasło, muszą obejmować także te dzieci, które stały się niewygodne dla naszej moralnej wyobraźni.
Celem Hamasu, zupełnie jawnym, jest maksymalizowanie strat cywilnych w razie odpowiedzi militarnej. Temu celowi służyło właśnie umieszczanie składu amunicji i centrów dowodzenia Hamasu w miejscach takich, jak szpitale czy szkoły. Śmierć dzieci nie jest w tej kalkulacji skutkiem ubocznym, lecz elementem przewidywanym i pożądanym, ponieważ natychmiast uruchamia globalny mechanizm oskarżeń, który jest doskonale widoczny w obiegu obrazów. Hamas i środowiska mu sprzyjające systematycznie eksponują okaleczone ciała dzieci przed kamerami, w tłumie, w sposób demonstracyjny, pozbawiony elementarnego szacunku dla zmarłych i ich bliskich. Nie jest to spontaniczny wyraz żałoby, lecz inscenizacja skierowana do odbiorcy zewnętrznego. W zachodniej kulturze obrazowej, reagującej przede wszystkim emocją, takie sceny działają jak moralny szantaż. Warto przy tym zauważyć kontrast z izraelskim podejściem do własnych ofiar. Izrael nie obwozi ciał swoich zabitych po ulicach, nie macha nimi przed kamerami i nie używa ich jako narzędzia komunikacji politycznej. Wynika to z innego stosunku do śmierci, do prywatności żałoby i do granic tego, co wolno pokazywać.
Największą zbrodnią Hamasu wobec dzieci jest kreowanie i multiplikowanie warunków, w których dzieciństwo traci sens, a kolejne pokolenia są wychowywane do śmierci i przemocy. Zachodni obieg narracyjny, który redukuje ten problem do hasła „Izrael zabija dzieci”, nie tylko fałszuje rzeczywistość, ale w praktyce współuczestniczy w dalszej instrumentalizacji dzieci. Jeżeli prawa dziecka mają być czymś więcej niż sloganem, muszą obejmować również prawo do niebycia użytym jako broń lub żywa tarcza.
Nieprzypadkowo jednak cała ta opowieść, niezależnie od faktów, zawsze kończy się w tym samym miejscu. Niezależnie od tego, czy mówimy o indoktrynacji dzieci, ich wykorzystywaniu do pracy, o celowym narażaniu ich życia przez Hamas, czy o manipulowaniu liczbami i obrazami, odpowiedzialność zostaje przerzucona na Izrael. Hamas znika z pola widzenia, jakby nie istniał jako realny sprawca, władza i podmiot decyzyjny.
To mechanizm znany i powtarzalny. Jednej stronie przypisuje się pełną sprawczość moralną, drugiej odbiera się ją całkowicie. Izrael staje się odpowiedzialny nie tylko za własne działania, ale także za decyzje Hamasu, za jego strategię, za jego cynizm i za jego stosunek do własnych dzieci. W tej logice Palestyńczycy są wiecznymi ofiarami, a ofiary nie mogą być sprawcami. Taki światopogląd nie wymaga dowodów, nie toleruje niuansów i nie dopuszcza pytań, bo każde pytanie uznawane jest za brak empatii.
Dlatego hasło „dzieci w Gazie” działa tak skutecznie. Nie służy ochronie dzieci, lecz zamknięciu rozmowy. Nie prowadzi do refleksji nad tym, kto i w jaki sposób niszczy ich dzieciństwo, lecz do wskazania jednego, zawsze tego samego winnego. W efekcie dzieci w Gazie są wykorzystywane po raz drugi – najpierw przez Hamas, który uczynił z ich życia i śmierci element strategii, a potem przez Zachód, który używa ich cierpienia jako moralnego alibi, by nie widzieć rzeczywistości.
Jeżeli naprawdę traktujemy prawa dziecka poważnie, musimy mieć odwagę powiedzieć to wprost – nie da się bronić dzieci, jednocześnie wymazując odpowiedzialność tych, którzy świadomie i systemowo niszczą ich dzieciństwo. Nie da się też uczciwie mówić o moralności, jeśli całą winę za zło świata przypisuje się zawsze jednemu państwu, tylko dlatego, że jest żydowskie i że uparcie nie chce zniknąć.
Dzieci w Gazie – jak Hamas niszczy im dzieciństwo, a Zachód udaje, że tego nie widzi
Kategorie: Uncategorized

