
Melanie Phillips
Masakra podczas ceremonii zapalenia świec chanukowych na plaży Bondi w Sydney, w której zginęło co najmniej piętnaścioro Żydów, w tym dziesięcioletnia dziewczynka, a 30 innych osób zostało rannych, była szokująca, ale nie zaskakująca.
Kiedy odwiedziłam Australię na początku tego roku, aby promować swoją najnowszą książkę, zastałam społeczność żydowską w stanie oblężenia. Była ona wstrząśnięta poczuciem porzucenia przez społeczeństwo, które do tej pory uchodziło za jedno z najbardziej przyjaznych Żydom na świecie.
Dwa dni po okrucieństwach popełnionych przez Hamas w Izraelu 7 października 2023 r., demonstranci zgromadzili się przed Operą w Sydney, krzycząc: „Gdzie są Żydzi?” oraz, według niektórych doniesień: „Zagazujcie Żydów”.
W ciągu następnych dwóch lat australijskie synagogi były podpalane, podczas regularnych marszów skandowano hasła nawołujące do masowego mordowania Żydów, a na kampusach żydowscy studenci i naukowcy byli nękani i zastraszani. Wrogości rządu wobec Izraela towarzyszyło zawieszenie kluczowych zaleceń wysłannika ds. antysemityzmu.
Listy uczestników moich wykładów w Sydney i Melbourne były dokładnie sprawdzane pod kątem obecności znanych ekstremistów. Ochrona na zewnątrz była niezwykle intensywna – strażnicy niemal wbiegali z gośćmi z taksówki prosto do środka budynku. Kiedy organizatorzy mojego wykładu w Brisbane szukali większej sali konferencyjnej, sześć obiektów bezpodstawnie im odmówiło, a jeden z nich otwarcie stwierdził, że nie przyjmie żadnego żydowskiego prelegenta.
Australijscy Żydzi poczuli się porzuceni przez rząd, który – podobnie jak rząd brytyjski i wiele innych gabinetów zachodnich – odmawia dostrzeżenia związku między dzisiejszą wrogością wobec Izraela a antysemityzmem.
Masakra na plaży Bondi była dokładnie tym, co mieli na myśli uczestnicy marszów skandujący hasło: „globalizujcie intifadę”. Stanowiła ona element globalnego ataku na naród żydowski. W dniu tej tragedii ludzie maszerowali w Birmingham pod transparentem z napisem „rewolucja intifady” i odwróconym czerwonym trójkątem – symbolem terroryzmu Hamasu.
Oczywiście Izrael powinien być krytykowany tak jak każde inne państwo. Całkowicie uzasadnione jest na przykład odrzucenie ekstremistycznych członków rządu Netanjahu. Uzasadniona jest także wiara – podzielana przez wielu – w „rozwiązanie dwupaństwowe”. Choć dowody wskazują, że obecnie nie istnieje palestyńskie przywództwo gotowe zaakceptować istnienie Izraela, to sam fakt, że ludzie mogą trwać w tym błędnym przekonaniu, nie czyni ich antysemitami.
Ludzie mogą wierzyć w szkodliwe bzdury na temat Izraela z pobudek, które uważają za słuszne. Często nie mają pojęcia, że utrwalona narracja opiera się na manipulacjach i wątpliwych danych dotyczących głodu, rzekomych umyślnych zabójstw cywilów czy ludobójstwa w Strefie Gazy. Celem tych działań jest demonizacja i delegitymizacja jedynego państwa żydowskiego na świecie.
Izrael przedstawił przekonujące dowody na to, że komisja ONZ, która ogłosiła głód w sierpniu, oparła się na zmanipulowanych danych. Komisja zaprzeczyła tym zarzutom, twierdząc, że wykorzystała „rozsądne prognozy oparte na trendach”.
Nawet według danych Hamasu, które mówią o 70 000 cywilów zabitych w Strefie Gazy – i które, co absurdalne, nie uwzględniają ani jednego zabitego terrorysty, wliczając w to zgony z przyczyn naturalnych – wskaźnik strat wynosi poniżej 1,5 cywila na każdego bojownika (przyjmując szacunki IDF dotyczące liczby zabitych terrorystów). Dla porównania: w wojnach w Iraku i Afganistanie wskaźnik ten wynosił czterech lub pięciu cywilów, a średnia światowa to dziewięciu cywilów na jednego bojownika.
Jak w każdej wojnie, wszystkie ofiary cywilne są tragedią, a emocje związane ze śmiercią dzieci w Strefie Gazy są szczególnie zrozumiałe. Biorąc pod uwagę sposób przedstawiania tej kwestii w mediach, nietrudno pojąć, dlaczego wielu uważa wspieranie Palestyńczyków za nakaz sumienia.
Ludzie dobrej woli często nie zdają sobie jednak sprawy, jak głęboko nienawiść do Żydów jest zakorzeniona w tej sprawie. Władze palestyńskie uczą bowiem dzieci nienawiści i mordowania Żydów już od kołyski. Demonizują ich jako „szczury”, „węże” czy „ośmiornice” – potworne postacie, które rzekomo potajemnie kontrolują świat.
Poparcie Zachodu dla sprawy palestyńskiej doprowadziło do zniesienia barier chroniących przed antysemityzmem. Pod pozorem obrony uciskanego narodu, radykalna palestyńska retoryka stała się w społeczeństwie zachodnim akceptowalna. Ludzie o dobrych intencjach nie widzą, że demonstracje uliczne organizowane przez islamistów z Hamasu, Bractwa Muzułmańskiego i grup wspieranych przez Iran w sojuszu ze skrajną lewicą nie są zwykłymi protestami.
Są one wyrazem przekonania islamistów, że atak z 7 października oraz późniejsze poparcie Zachodu dla ich narracji oznaczają, iż są na najlepszej drodze do pokonania Żydów i podbicia Zachodu. Świadczy o tym ich dominacja na ulicach oraz tolerowanie podżegania do nienawiści przez władze.
Żydzi nie powinni odpowiadać za działania państwa Izrael. Jednak w Australii, podobnie jak w Ameryce czy Wielkiej Brytanii – czego osobiście doświadczyłam – Żydzi są oskarżani wprost o „popieranie zabijania dzieci”. Oskarżyciele ci milczą jednak, gdy Hamas wykorzystuje cywilów jako żywe tarcze i buduje setki kilometrów tuneli dla bojowników, nie stawiając ani jednego schronu dla ludności cywilnej.
Syjonizm stał się dziś „brzydkim słowem”. Tymczasem to po prostu prawo Żydów do samostanowienia. Twierdzenie, że tylko Żydzi nie mają prawa do ojczyzny swoich przodków, jest pozbawione podstaw. Co więcej, podczas gdy Żydzi są pociągani do zbiorowej odpowiedzialności za domniemane zbrodnie Izraela, każda krytyka świata muzułmańskiego jest natychmiast piętnowana jako „islamofobia”.
Oczywiście wielu muzułmanów na Zachodzie nie ma nic wspólnego z ekstremizmem. Bohater z plaży Bondi, który z niezwykłą odwagą rozbroił zamachowca, jest podobno muzułmaninem syryjskiego pochodzenia. Błędem byłoby jednak zaprzeczanie, że większość współczesnych aktów terroryzmu ma podłoże islamistyczne, a antysemityzm jest w tym świecie palącym problemem.
Na kilka godzin przed masakrą na Bondi Beach Ahmad Ghadiri Abyaneh, syn byłego ambasadora Iranu w Australii, nazwał Chanukę „platformą dla satanistycznych rytuałów”. Z kolei islamski uczony Wissam „Abu Ousayd” Hadad głosił w listopadzie 2023 r., że Żydzi to „szczury” i „tchórze” kontrolujący banki. Kpił przy tym z zachodniej tendencji do rozróżniania syjonistów od Żydów – on mówił wprost o tych drugich.
Podobne podżeganie ma miejsce w Wielkiej Brytanii i, podobnie jak w Australii, rzadko spotyka się z reakcją prawną. Potrzeba więcej takich ludzi jak bohater z Bondi, którzy odważą się przeciwstawić radykałom we własnych szeregach.
Przez nadwrażliwość na „islamofobię” Zachód pomija kluczowy fakt: dla islamistów zniszczenie Żydów jest tylko etapem na drodze do zniszczenia chrześcijańskiego Zachodu. Od teoretyka Sayyida Qutba po Osamę bin Ladena, dżihadyści twierdzą, że ich wojna jest wymierzona w nowoczesność, którą postrzegają jako „bakterię” przenoszoną przez Zachód – a za którą rzekomo stoją Żydzi.
Ignorując antysemityzm ukryty pod maską antysyjonizmu, Zachód nie zauważa, że stał się żabą w garnku, którą powoli się gotuje.
Kategorie: Uncategorized

