
Machiavelli miał rację: nie dlatego, że teraz jest spokojnie, ale dlatego, że później może być jeszcze gorzej. Europa musi dziś zrobić to, co powinna była zrobić wczoraj: nadać priorytet obronie i zwiększyć naszą niezależność.
Jest takie zdjęcie zrobione na początku marca trzy lata temu, które utkwiło mi w pamięci. We Lwowie na Ukrainie rączka rocznego dziecka spotyka się z rączką ojca przez okno niebieskiego pociągu, który zabierze matkę i dziecko z dala od wojny. Ktoś uformował serce we mgle na oknie, może matka? Przypuszczalnie, zanim drzwi się zatrzasnęły, ojciec zapewnił ją, że wkrótce znów się spotkają. Pożegnanie, które ich czeka, jest tymczasowe. Tego właśnie oczekuje się od rodziców, aby pocieszyć zarówno dziecko przed nimi – jak i ich własne dziecko w środku.
W momencie, gdy mała rodzina jest uwieczniona na platformie we Lwowie, na Ukrainie obowiązuje stan wojenny, będący konsekwencją inwazji wojskowej Rosji na sąsiada w dniu 22 lutego. W rezultacie mężczyźni w wieku 18-60 lat nie mogą opuszczać kraju. Dlatego ojciec pozostaje na peronie, w Ukrainie, podczas gdy reszta rodziny, w tym roczny chłopiec ze smoczkiem w ustach, udaje się do Polski. W ten sposób Rosja nie tylko próbuje zniszczyć dzisiejszą Ukrainę, nie tylko poprzez rozbicie najmniejszej, ale najsilniejszej jednostki społecznej, rodziny, ale także przejąć przyszłość narodu ukraińskiego.
To właśnie tej przyszłości – i walki o wolność – pan Zełenski udał się w piątek do USA, aby jej bronić. To, co wydarzyło się w Gabinecie Owalnym, na oczach zszokowanego świata, jest wstydem dla Stanów Zjednoczonych i realnym zagrożeniem dla porządku światowego opartego na zasadach. Werbalne ataki na pana Zełenskiego są niczym innym jak zniewagą dla narodu ukraińskiego, który walczył z narażeniem życia przeciwko rosyjskiej agresji, ale także dla wszystkich Amerykanów, którzy w przeszłości poświęcili swoje życie dla tych samych zachodnich ideałów.
Jest to również dar niebios dla Putina i innych dyktatorów, którzy teraz, gdy jedność wydaje się rozpadać, nagle dostrzegają swoją szansę. Dlaczego pozostać w Ukrainie, dlaczego nie najechać Tajwanu, dlaczego nie jakiś kraj w Afryce, dlaczego nie Litwa? Ale jest to również bardzo potrzebne przypomnienie, że my, Europejczycy, jesteśmy odpowiedzialni za naszą własną przyszłość i że dni polegania na Stanach Zjednoczonych dobiegły końca; USA pod rządami Trumpa będą dążyć do normalizacji stosunków z Rosją, wbrew mottu pierwszego sekretarza generalnego NATO Hastingsa Ismaya „trzymania Sowietów z dala, Amerykanów w środku i Niemców na dole”.
Pozwólcie, że zacznę od stwierdzenia rzeczy oczywistej: Wojna ponownie – i nadal – szaleje w Europie, a to piekło, o którym mówimy w pokoju, że nigdy się nie powtórzy, ale które mimo to wybucha, stało się już częścią codziennego życia trzy lata później. Tak wiele skradzionych dzieciństw, rozbitych rodzin, utraconych istnień. Ale także przypomnienie tego, co najbardziej ludzkie: siły, która pochodzi z przekonania o dobru i złu, wytrwałości, miłości do własnego kraju, kultury i języka oraz nadziei, że wysiłki i poświęcenia położą podwaliny pod własne dzieci, które będą żyć w wolności i pokoju w przyszłości.
Za wojnę – i drogę do pokoju – Putin – i tylko Putin – ponosi całkowitą odpowiedzialność. To, że Stany Zjednoczone, które przez pokolenia były głównym gwarantem wolnego świata, pod rządami prezydenta Trumpa angażują się w wypaczanie historii i podważanie heroicznej walki prezydenta Zełenskiego o wolność Ukrainy, a tym samym każdego Europejczyka, jest obraźliwe.
Obraźliwi są również ci wszyscy pożyteczni idioci na Zachodzie, którzy wierzą, że wsparcie dla Ukrainy jest wyrazem podżegania do wojny i żądzy krwi, opartej na „globalistycznej” agendzie. Ci, którzy myślą, że rozumieją motywy i bezprawne działania Rosji. Którzy przymykają oko na tysiące ukraińskich dzieci porwanych do Rosji w celu „rusyfikacji” poprzez pozbawienie ich nie tylko rodziny i bezpieczeństwa, ale także tożsamości i języka. Zgwałcone kobiety, zburzone miasta, zrujnowane dziedzictwo kulturowe.
Wszyscy ci pożyteczni idioci, którzy nie rozpoznają różnicy między pokojem a „pokojem”, którzy szczycą się swoją ignorancją i podsycaniem strachu, i którzy celowo przymykają oko na zakres egzystencjalnego zagrożenia, jakie stanowi rewanżysta, imperialista, były agent KGB z bronią nuklearną dla wolnego świata, który mają luksus przyjmowania za pewnik.
To zdumiewające, a nawet przerażające, zdać sobie sprawę z ogromu, nie wspominając już o czystej głupocie, komentarzy szwedzkich putinistów (lub botów?) na X, na przykład.
Mikroskopijna próbka: „Zelensky jest skorumpowanym nazistą”, »Ukraina sprowokowała wojnę«, »politycy, którzy okazują wsparcie Ukrainie, robią to, aby przestraszyć ludzi w domu i przynieść korzyści przemysłowi obronnemu«, »to pragnienie Ukrainy, aby dołączyć do UE i NATO, postawiło Rosję w kącie«, „jeśli chcesz pokoju, nie idź na wojnę”, »to zachodni imperializm i zagrożenie NATO są problemem, a nie odpowiedź Rosji, która jest raczej uzasadnioną obroną«, i wreszcie »dlaczego Putin miałby być zainteresowany małą Szwecją lub krajami bałtyckimi?«. „.
Można się zastanawiać, ilu z nich, jeśli za tymi kontami stoją prawdziwi ludzie, chciałoby żyć w „pokoju” i „wolności” Putina? Ilu z nich zamieniłoby swój dostęp do demokracji, wolności prasy i słowa oraz wolnych wyborów na cenzurę dyktatury, polityczne uwięzienia i otrucia, codzienne zinstytucjonalizowane represje wobec dysydentów, opozycji i zwykłych Rosjan? Ilu z nich życzyłoby swoim dzieciom takiego życia, jakie uprowadzone ukraińskie dzieci muszą znosić na terytorium Rosji?
Co tak naprawdę oznacza dla nich pokój? Czy brak wojny wystarczy? Wcale nie, większość ludzi, którzy doświadczyli pokoju uwarunkowanego przez wroga, argumentowałaby. Pokój bez wolności jest niewiele wart, dlatego pomimo ryzyka ludzie poświęcają swoje życie na polach bitew. Wojny toczą się na krótką metę, aby zdobyć długoterminową wolność – ponieważ bez wolności życie jest nadal tylko codzienną, przedłużającą się i trwającą wojną.

Wróg wroga nie jest przyjacielem.
Niekonwencjonalne „rozmowy pokojowe”, czy czymkolwiek one są, między USA a Rosją – dotyczące przyszłości Ukrainy, ale bez obecności Ukrainy – prawdopodobnie położą podwaliny pod nowe wojny. Jak zwięźle ujęła to była premier Finlandii Sanna Marin: „Wszystkie wojny się kończą, ale to , jak się kończą, determinuje kształt przyszłego pokoju – i warunki jego trwania”.
W praktyce oznacza to, że Rosja, która wyjdzie zwycięsko z wojny inwazyjnej, a nie bezkompromisowo pokonana, będzie naturalnie kontynuować swoją ekspansję w całej Europie. Dlaczego miałaby tego nie robić?
Ponieważ, jak wiemy, rosyjskie działania wojenne nie rozpoczęły się na Ukrainie w 2022 r., ale w Gruzji w 2008 r., po czym nastąpiła aneksja Krymu w 2014 r. Pytanie brzmi, czy Ukrainy w 2022 r. można było uniknąć dzięki bardziej zdecydowanym działaniom od samego początku, gdyby ograniczona agresja nie była oderwana od długoterminowych wojskowych celów strategicznych Putina?
Należy zrozumieć, żePutin, podobnie jak jego rówieśnicy w całej historii, nie jest tak nieprzewidywalny, jak niektórzy chcieliby, abyśmy wierzyli. Wręcz przeciwnie, działania Putina są zgodne z logiką, która, jeśli się jej nie przeciwstawi, będzie się tylko potwierdzać. Celem Zachodu powinno być zatem doprowadzenie do implozji Rosji w jej obecnej formie, podobnie jak miało to miejsce w przypadku Sowietów podczas zimnej wojny. Wtedy, i tylko wtedy, Rosja nie będzie już w stanie stanowić egzystencjalnego zagrożenia dla Europy i wtedy, i tylko wtedy, naród rosyjski ponownie będzie miał możliwość wyboru innej ścieżki, opartej na innych celach niż te zalecane przez Putina i jego drapieżny reżim.
Faktem jest, że utrzymując się u władzy tak długo, Putin zaczął postrzegać siebie jako człowieka sukcesu. Ten rosyjski „sukces” podsycił zniekształcony pogląd, że Zachód jest sparaliżowany i zbyt rozdrobniony, by stawić zjednoczony opór. To z kolei umożliwiło stworzenie obrazu samego siebie, który prowadzi do przekonania, że Rosja ma prawo i obowiązek odzyskać to, czego jej zdaniem została niesłusznie pozbawiona.
Celem Putina zawsze było to, by Rosja była i była postrzegana jako wpływowe wielkie mocarstwo. Gruzja i Krym były więc tylko małymi „zwycięstwami”, które położyły podwaliny pod coraz bardziej dalekosiężne – i ryzykowne – nadzieje na odzyskanie wschodniego imperium.
Unia Europejska narodziła się na gruzach II wojny światowej. Żaden inny projekt pokojowy nie odniósł takiego sukcesu, podnosząc tak wielu z ubóstwa i zaszczepiając tak wiele nadziei, że inna przyszłość jest możliwa dla milionów ludzi, którzy wcześniej żyli pod opresyjnym jarzmem zarówno nazistów, jak i komunistów.
Niestety, nadzieja na wieczny pokój nie wystarczyła, by przeciwstawić się rosyjskiej dyktaturze. Dlatego ostatnie dziesięciolecia pokoju i dobrobytu, w których mieliśmy przywilej żyć od upadku muru berlińskiego i zjednoczenia Europy, będą postrzegane z perspektywy czasu jako nawias, cudowne wytchnienie. To właśnie w tej rzeczywistości musimy się orientować.
W czasie, gdy prezydent Francji jest politycznie wstrząśnięty wewnętrznymi zawirowaniami, a Wielka Brytania jest poza UE, rośnie presja na Niemcy i Polskę, która staje się coraz ważniejsza, aby wziąć większą odpowiedzialność za europejskie bezpieczeństwo, pokój i wolność.
Kanclerz-elekt Friedrich Merz wielokrotnie mówił o potrzebie zwiększenia niezależności Europy od USA, w świetle ostatnich oświadczeń Białego Domu. Jednocześnie symptomatyczne jest to, że zarówno CDU, jak i SPD poniosły poważne straty wyborcze na rzecz skrajnych partii skrajnych, które są blisko Rosji i chcą zmniejszyć wsparcie dla Ukrainy.
To prawdziwy ból głowy dla Europy, który znajduje również odzwierciedlenie w tym, jak skrajna prawica i lewica głosują w Parlamencie Europejskim, ale który na szczęście nie jest w ogóle widoczny w Szwecji, gdzie partie parlamentarne od prawa do lewa wspierają Ukrainę. To właśnie ten podział, który rośnie w Europie, Rosja ma nadzieję zobaczyć więcej. Taki podział istnieje w Stanach Zjednoczonych, w tym w Partii Republikańskiej.
To nasze wybory kształtują nasze przeznaczenie. Wojna w Ukrainie może zakończyć się w każdej chwili, o ile Putin złoży broń i zadeklaruje poszanowanie suwerenności, wolności, samostanowienia i integralności terytorialnej swojego sąsiada. Prawdopodobieństwo, że to zrobi, nie z przekonania, ale z instynktu przetrwania, wzrasta wraz ze zdolnością Europy do zjednoczenia się za Ukrainą.
Co więcej, stojąc za Ukrainą, która stoi przed nami w walce o swój kraj, osiągamy coś o fundamentalnej wartości: zjednoczony opór wobec porządku światowego, który grozi ukształtowaniem się, w całkowitej sprzeczności z porządkiem światowym opartym na zasadach sformułowanych po II wojnie światowej, który opiera się na wielkości i sile militarnej.
Albo jak zwięźle ujął topolski premier Donald Tusk na X:
„Niepewność, nieprzewidywalność, porozumienie. Czy to naprawdę są zasady, na których powinien opierać się nowy porządek międzynarodowy?”.
Pytanie to jest istotne, ponieważ to, co robi teraz Trump, nie jest niekonwencjonalnym przesuwaniem słupków wbrew zasadom, co do których wszyscy myśleli, że się zgodzili. Nie, to, co robi Trump, to odrzucenie gry jako takiej, zastąpienie jednej rzeczywistości inną, a tym samym zmiana założeń dla wszystkich uczestników za jednym zamachem.
Wniosek z ostatnich tygodni jest następujący: znajdujemy się w sytuacji, z amerykańskim prezydentem, który wydaje się pracować z niepewnością i nagłymi drastycznymi ruchami jako metodą, która jest bliżej Rosji niż od bardzo dawna. Wymaga to od Europy wzięcia większej odpowiedzialności za zapewnienie stabilności NATO i bezpieczeństwa naszego kontynentu. Dopóki jednak europejskie odstraszanie opiera się w praktyce na zdolnościach USA, nie jesteśmy właścicielami własnego bezpieczeństwa, co na dłuższą metę jest niezrównoważone i etycznie wątpliwe.
Oczywiste jest, że państwa UE muszą wziąć na siebie znacznie większą odpowiedzialność za wyposażenie naszego potencjału konwencjonalnego oraz za wspólne planowanie obronne NATO. Ale Europa musi być również przygotowana do wzięcia większej odpowiedzialności za zapewnienie wspólnego europejskiego strategicznego środka odstraszającego w postaci potencjału broni nuklearnej. Szacuje się, że państwa dysponujące bronią jądrową na świecie posiadają obecnie 12 400 głowic nuklearnych, z czego 9 700 jest wykorzystywanych wojskowo, a pozostałe oczekują na wycofanie z użytku.
90% z nich znajduje się w posiadaniu Rosji i Stanów Zjednoczonych. Rosja jest największą potęgą nuklearną na świecie z 5 580 głowicami, a Stany Zjednoczone zajmują drugie miejsce z 5 225 głowicami. Wśród państw europejskich Francja posiada 290 głowic, a Wielka Brytania 225. Te cztery państwa, wraz z Chinami, stanowią pięć uznanych państw posiadających broń jądrową na świecie. Pozostałe – Indie, Pakistan, Izrael i Korea Północna – posiadają broń jądrową z naruszeniem prawa międzynarodowego.
Sposób, w jaki ten wspólny europejski potencjał powinien być zaprojektowany w praktyce, musi zostać szczegółowo przeanalizowany i omówiony. Jedną z opcji byłoby współfinansowanie przez UE badań i rozwoju broni jądrowej we Francji i ewentualnie w Wielkiej Brytanii. W takim przypadku UE musiałaby zdecydować, w jaki sposób taki rozwój mógłby zostać zrealizowany w krótkim czasie, przy jednoczesnym wspieraniu niezbędnej infrastruktury w UE i NATO.
Od wielulat podkreślam szczególną odpowiedzialność rządzących za proaktywność, dostrzeganie nadchodzących wydarzeń, a nie „naiwność” i samozadowolenie. Lekcje z poprzednich kryzysów, takich jak kryzys uchodźczy, pandemia i zależność Europy od rosyjskiego gazu, pokazują, jak ważne jest przygotowanie się na wszystkie scenariusze – nawet te, które w danym momencie wydają się nie do pomyślenia.
To gorzka pigułka do przełknięcia, a niektórzy mogą czuć się bardziej komfortowo, żyjąc w złudzeniu, że Stany Zjednoczone są ochroniarzem Europy. Nie ulega jednak wątpliwości, że jest to długoterminowy, niezrównoważony układ, który uczynił nas podatnymi na interesy i priorytety innych. Z tej perspektywy sytuacja, przed którą stoimy, jest szansą, której wynik uczyni nas silniejszymi i bardziej wolnymi, właśnie dlatego, że wymaga od nas więcej. Będziemy się rozwijać, ponieważ alternatywą jest zniszczenie.
Kiedy rzeka się uspokoi, wały zostaną zbudowane
Kategorie: Uncategorized

