
Guy Goldstein
Odmawiając poddania się osądowi złoczyńców, Izrael przyczynił się do upadku systemu, który stworzono po to, by zapobiec moralnemu zwycięstwu. Ten upadek stwarza obecnie pierwszą realną szansę na pokój.
Mark Carney ma rację, twierdząc, że międzynarodowy porządek oparty na zasadach uległ rozkładowi, a nie ewolucji. Żadne państwo nie funkcjonowało w obliczu tego rozpadu dłużej ani w sposób bardziej bezpośredni niż Izrael. Izrael nie obudził się pewnego ranka z postanowieniem rzucenia wyzwania globalnemu systemowi. Zrobił coś znacznie prostszego i zarazem o wiele groźniejszego: przestał akceptować założenie, że jego przetrwanie wymaga zgody tych, którzy nim gardzą.
Ten wybór ma fundamentalne znaczenie, ponieważ ujawnia coś, czego Carney w swoim przemówieniu nie może w pełni przyznać: upadający porządek nie tylko nie chronił Izraela – on aktywnie uniemożliwiał mu rozwiązanie konfliktu ze światem arabskim. Kiedy Izrael ostatecznie odmówił przestrzegania tych reguł, iluzja zaczęła pękać.
Carney mówi: „Kiedy zasady przestają was chronić, musicie chronić się sami”. Izrael odebrał tę lekcję dziesiątki lat temu. Nauczył się jej, widząc, jak zawieszenia broni stają się czasem na przegrupowanie sił, negocjacje – tarczą dla terroru, a prawo międzynarodowe – narzędziem krępującym obrońcę przy jednoczesnej legitymizacji napastnika.
Wkład Izraela w upadek starego porządku nie miał natury ideologicznej, lecz praktyczną. Przez lata kraj ten próbował funkcjonować w ramach systemu: wycofywał się z terytoriów, podpisywał umowy, akceptował asymetryczną kontrolę. Tolerował zbrojne podmioty niepaństwowe u swoich granic, ponieważ zasady mówiły, że suwerenność jest negocjowalna, a powściągliwość to cnota. W zamian nie otrzymał pokoju, lecz stan trwałego, kontrolowanego konfliktu.
Porządek oparty na zasadach, który Carney opisuje z nutą nostalgii, zawierał strukturalne blokady uniemożliwiające rozwiązanie sporu. System ten:
- Zakazywał zdecydowanego zwycięstwa.
- Zakazywał moralnej jasności.
- Zakazywał dyskwalifikacji podmiotów odrzucających porozumienie.
W ramach tego układu oczekiwano od Izraela nieskończonych negocjacji z grupami odmawiającymi mu prawa do istnienia, jednocześnie potępiając go za próby całkowitego rozbicia tych grup. Oczekiwano akceptacji milicji jako partnerów politycznych oraz traktowania terroru jako „skutku krzywd”, a przetrwania jako „prowokacji”. Nie był to przypadek – tak właśnie zaprojektowano ten mechanizm.
Kiedy Izrael w końcu zerwał z tym scenariuszem, reakcja była natychmiastowa: potępienie, groźby izolacji i moralna panika. Stało się jednak coś jeszcze: system nie mógł już dłużej udawać neutralności. Odmawiając poddania się osądowi tych, którzy celebrowali zbrodnie z 7 października, uzbrajali Hamas i zamieniali cierpienie cywilów w propagandę, Izrael wymusił brutalne, ale konieczne rozliczenie.
Carney radzi: „Przestańcie powoływać się na międzynarodowy porządek oparty na zasadach, jakby nadal funkcjonował on zgodnie z obietnicami”. Z punktu widzenia Izraela ten porządek nigdy taki nie był. Zasady, które rzekomo miały ograniczać przemoc, nie powstrzymywały wrogów, lecz paraliżowały zdolność Izraela do jej zakończenia. Zasady promujące pokój w rzeczywistości zamroziły wojnę na stulecie.
Dlatego konflikt w Strefie Gazy ma znaczenie wykraczające daleko poza jej granice. Nie była to zwykła operacja wojskowa, lecz odrzucenie moralnej architektury, która wymagała „kontekstualizacji” śmierci Izraelczyków i ciągłego uzasadniania prawa do istnienia państwa. Walcząc bez przeprosin, Izrael udowodnił coś, czego stary porządek nie tolerował: że pokój czasami wymaga zwycięstwa, a nie „procesu”; że legitymizacja wymaga czasem wykluczenia agresora, a nie jego włączania do rozmów; że dobra wiara nie może w nieskończoność współistnieć ze zbrojnym oporem.
Tu właśnie otwiera się nowa szansa. Upadek starego ładu usuwa ograniczenia, które konserwowały konflikt arabsko-izraelski. Zniknął zakaz dążenia do rozstrzygających wyników. Umiera fikcja, że milicje mogą być partnerami politycznymi. Słabnie idea, że poczucie krzywdy daje mandat do terroryzmu. W to miejsce wchodzi prostsza logika, która już teraz nieoficjalnie dominuje w regionie: wspólne interesy, wspólne zagrożenia i wspólny dobrobyt.
Porozumienia Abrahama nie powstały dzięki temu, że stary system działał – powstały, ponieważ przestał on mieć znaczenie. Państwa arabskie zbliżyły się do Izraela nie pod wpływem zachodnich wykładów, ale dlatego, że stare zasady przestały służyć ich bezpieczeństwu i gospodarce.
Tę logikę można teraz rozszerzyć na nową strukturę regionalną, która nie udaje, że konieczne jest powszechne porozumienie. Potrzebna jest architektura, która wymiernie nagradza pokój i strukturalnie wyklucza tych, którzy go odrzucają; struktura traktująca suwerenność i monopol na użycie siły jako kwestie bezsporne.
W tym procesie rola Izraela zmienia się z „burzyciela” w architekta. Przetrwawszy poza starym porządkiem, Izrael zrozumiał, czego wymaga nowy: zero tolerancji dla zbrojnej anarchii, koniec niekończących się negocjacji z beneficjentami wojny oraz brak moralnej równoważności między budowniczymi a niszczycielami.
Carney uważa, że przyszłość należy do średnich mocarstw koordynujących „odporność”. Z perspektywy Izraela przyszłość należy do bloków, które potrafią szczerze odróżnić dobro od zła. Nie każdy otrzyma w nich miejsce, nie każdy będzie miał prawo weta i nie każdy będzie mógł zasłaniać się losem ofiary, by zyskać immunitet dla swoich działań. To nie jest okrucieństwo – to fundament pokoju.
Izrael nie zburzył starego porządku – on go przetrwał. Tym samym ujawnił prawdę, z którą Zachód dopiero zaczyna się mierzyć: porządek, który uniemożliwia zwycięstwo podmiotom opowiadającym się za pokojem, ostatecznie upadnie pod ciężarem własnej hipokryzji. Pytanie brzmi: czy nowa struktura zostanie zbudowana na fundamencie tej prawdy, czy świat znów spróbuje wskrzesić te same, zgrane zasady, ubierając je jedynie w nowe słowa?
Izrael zna już odpowiedź.
Dlaczego przemówienie Marka Carneya w Davos ma znaczenie dla Izraela
Kategorie: Uncategorized


Tak, tylko ze Cary jest najbardziej anty izraelskim kanadyjskim PM kiedykolwiek, uznal on ”palestyne”, wstrzymal dostawy broni do Izraela i Izraelczycy sa ciagle oskarzani o ” zbrodnie” o ile sa w Kanadzie.
Nie mowiac juz o podpaleniach synagog .
Jeszcze jeden dowod nie sluchac ze ladnych przemowien politykow i organizaji Zachodu