Uncategorized

Ameryka rozważa udzielenie azylu brytyjskim Żydom


Mitch Schneider

Synagoga Bevis Marks, zbudowana w 1701 r. w Londynie (zdjęcie: World Jewish Travel)

To, co powinno być nie do pomyślenia, jest obecnie przedmiotem otwartej i poważnej dyskusji.

„Stany Zjednoczone rozważają udzielenie azylu brytyjskim Żydom” – to autentyczny tytuł artykułu opublikowanego w „The Telegraph”.

Wielka Brytania. Azyl. Dla Żydów. W 2026 roku.

Musiałem przeczytać to dwa razy, aby upewnić się, że nie jest to satyra na sterydach. Ale to prawda. Robert Garson, osobisty prawnik prezydenta USA Donalda Trumpa, powiedział właśnie „The Telegraph”, że Wielka Brytania „nie jest już bezpiecznym miejscem dla Żydów” i prowadzi rozmowy z Departamentem Stanu USA na temat sprowadzenia brytyjskich Żydów do Ameryki jako uchodźców.

Garson nie jest przypadkowym amerykańskim politykiem szukającym rozgłosu. Urodził się w Manchesterze. Jest adwokatem specjalizującym się w sprawach karnych, który przez lata praktykował w brytyjskich sądach. Doskonale zna tamtejszy system prawny. Kiedy patrzy na swój ojczysty kraj i nie widzi w nim przyszłości dla Żydów, nie jest to retoryka, lecz profesjonalna diagnoza.

Oto co zobaczył:

2 października 2025 r. — Jom Kippur, najświętszy dzień w kalendarzu żydowskim. Żydzi w Manchesterze zgromadzili się w synagodze Heaton Park Hebrew Congregation, tak jak robili to od dziesięcioleci. Około godziny 9:30 rano niejaki Jihad al-Shamie wjechał samochodem w pieszych przed synagogą, po czym wyskoczył z nożem i zaczął dźgać ludzi, krzycząc: „Oni zabijają nasze dzieci!”. Miał na sobie przedmiot przypominający kamizelkę samobójczą.

Rabin Daniel Walker, lider kongregacji Heaton Park, kilka miesięcy wcześniej otrzymał groźby śmierci: „Wynoś się z Manchesteru, nie lubią tu takich jak Pan, popieracie ludobójstwo”. Tego ranka ktoś postanowił spełnić te groźby. Podczas ataku rabin zaryglował drzwi synagogi, uniemożliwiając terroryście wejście do środka i przeprowadzając wiernych w bezpieczne miejsce.

Tamtego dnia zginęło dwóch Żydów: 66-letni Melvin Cravitz został zamordowany przez napastnika, a 53-letni Adrian Daulby zginął od przypadkowego strzału policji próbującej powstrzymać masakrę. Naczelny rabin Wielkiej Brytanii, Ephraim Mirvis, nazwał to „dniem, którego mieliśmy nadzieję nigdy nie zobaczyć, ale o którym w głębi duszy wiedzieliśmy, że nadejdzie”. Duchowy przywódca brytyjskich Żydów od lat obserwował wzrost antysemityzmu i przeczuwał, że taki dramat jest nieunikniony.

Taka jest rzeczywistość brytyjskich Żydów, podczas gdy premier Starmer wydaje kolejne oświadczenia o tym, jak poważnie traktuje nienawiść rasową. Ocena Roberta Garsona jest miażdżąca, ponieważ Wielka Brytania nie jest państwem upadłym. Posiada wszelkie narzędzia prawne do ścigania osób gloryfikujących terroryzm i podżegających do przemocy.

Wielka Brytania ma jedne z najsurowszych przepisów antyterrorystycznych w świecie demokratycznym. Artykuł 1 „Ustawy o terroryzmie z 2006 r.” uznaje za przestępstwo zachęcanie do terroryzmu, w tym jego gloryfikację. Jeśli ktoś publicznie pochwala ataki takie jak ten z 7 października, podlegając karze do 15 lat pozbawienia wolności.

Z kolei artykuł 12 „Ustawy o terroryzmie z 2000 r.” penalizuje wyrażanie poparcia dla zakazanych organizacji. Hamas widnieje na liście organizacji terrorystycznych w Wielkiej Brytanii od 2001 roku. Za wspieranie go grozi do 14 lat więzienia. Istnieje również „Ustawa o porządku publicznym z 1986 r.”, przewidująca do siedmiu lat więzienia za podżeganie do nienawiści rasowej.

Kiedy więc po 7 października na ulicach Londynu ludzie wychwalali zbrodnie Hamasu na kobietach i dzieciach, machając flagami tej organizacji, prawo jasno mówiło, co należy zrobić: postawić ich przed sądem. Od tego czasu brytyjskie służby dokonały ponad 600 aresztowań podczas protestów.

Moje pytanie do premiera Keira Starmera brzmi: ile z tych 600 aresztowań zakończyło się postawieniem zarzutów na podstawie przepisów o terroryzmie? Ile osób faktycznie usłyszało wyroki 15 lat więzienia za gloryfikowanie terroru? Ile skazano za wspieranie Hamasu? Liczba ta jest prawdopodobnie bliska zeru.

Robert Garson doskonale wie, co to oznacza: Prokuratura Koronna (CPS) „nie przestrzegała prawa, odmawiając wniesienia oskarżenia przeciwko protestującym, którzy na ulicach brytyjskich miast sławili gwałty i śmierć Żydów”.

Sześćset aresztowań. Tysiące ludzi wznoszących nienawistne hasła. Prokuratorzy mieli do dyspozycji potężne narzędzia prawne, ale postanowili z nich nie korzystać. Wysyła to dwa komunikaty. Pierwszy do sprawców: „Nie traktujemy tego poważnie, możecie to robić dalej”. Drugi do reszty społeczeństwa: „Prawo tutaj nie działa. Aresztujemy dla pozoru, ale zarzutów nie będzie”.

Garson twierdzi, że brakuje „woli politycznej”, by egzekwować te przepisy, gdy celem są Żydzi. To uprzejmy sposób na stwierdzenie, że celowo zrezygnowano z ochrony tej mniejszości, mimo posiadania odpowiednich środków.

Tymczasem statystyki są przerażające. Community Security Trust (CST) odnotowała w 2023 roku 4103 incydenty antysemickie – to najgorszy wynik w 40-letniej historii badań. W samym Londynie liczba przestępstw z nienawiści wobec Żydów wzrosła o 1353 proc. w zaledwie kilka tygodni po ataku Hamasu.

W ankietach 82% brytyjskich Żydów uznaje antysemityzm za poważny problem, a połowa z nich rozważa emigrację. Po ataku w Manchesterze stacja CNN donosiła, że ludzie coraz częściej myślą o wyjeździe do Izraela, bo w Wielkiej Brytanii nie czują się już bezpiecznie.

Żydowskie szkoły w Wielkiej Brytanii mają systemy alarmowe, ale działają one inaczej niż w zwykłych placówkach. Tam, gdzie inne szkoły zarządzają ewakuację, szkoły żydowskie ćwiczą chowanie się pod stołami i ryglowanie drzwi – ponieważ zagrożenie nie czai się wewnątrz (np. pożar), lecz na zewnątrz i próbuje wedrzeć się do środka. Tak wygląda codzienność pod rządami obecnego gabinetu.

Garson obarcza winą bezpośrednio Keira Starmera, zarzucając mu ignorowanie problemu. Premier pozwolił, by skrajny antysemityzm stał się częścią głównego nurtu, dopuszczając do głosu osoby, które działają na szkodę kraju.

Był czas, kiedy brytyjscy Żydzi czuli się bezpiecznie. Mogli otwarcie praktykować religię, posyłać dzieci do szkół i chodzić do synagogi bez asysty uzbrojonych strażników. Dziś naczelny rabin ostrzega przed masakrami, a dzieci uczą się przetrwania pod biurkami.

Chcą Państwo udowodnić, że Robert Garson się myli? Chcą Państwo pokazać Żydom, że mają tu przyszłość? To proste: zacznijcie egzekwować istniejące prawo. Wielka Brytania nie potrzebuje nowych ustaw, raportów czy komisji. Ma dowody – tysiące godzin nagrań z protestów. Potrzebuje jedynie odwagi, by z nich skorzystać.

Brytyjscy Żydzi czekają na sygnał: czy państwo mówi poważnie, czy tylko pozoruje działania? Czy paragrafy mają znaczenie, czy są tylko pustymi słowami? Każde kolejne aresztowanie, które nie kończy się aktem oskarżenia, utwierdza ich w przekonaniu, że czas wyjeżdżać. Jedno surowe skazanie na 15 lat więzienia za gloryfikowanie terroryzmu zmieniłoby tę kalkulację.

Jeśli rząd nie podejmie działań, społeczność żydowska wybierze inne opcje. Zanim jednak do tego dojdzie, słowo do Żydów w Kanadzie, Australii czy Francji, którzy myślą: „U nas nie jest tak źle”. Wielka Brytania nie jest wyjątkiem – jest ostrzeżeniem.

Wszędzie powtarza się ten sam schemat: masowe protesty, brak konsekwencji za podżeganie do przemocy i liderzy polityczni, którzy potępiają antysemityzm słowami, ale boją się go zwalczać czynami. Wielka Brytania pokazuje, co się dzieje, gdy demokracja uznaje, że ochrona Żydów jest zbyt kosztowna politycznie.

W Zjednoczonym Królestwie żyło prawie 300 000 Żydów. To była stabilna, zasłużona społeczność. W ciągu jednego pokolenia stała się grupą, której połowa członków rozważa ucieczkę. Jeśli stało się to tam, może stać się wszędzie.

Amerykański azyl brzmi hojnie, ale to wciąż diaspora. Tam również bezpieczeństwo zależy od kaprysu polityków i prokuratorów. Żyjemy tak od 2000 lat i wiemy, jak to się kończy. Izrael nie jest tylko kolejnym schronieniem. Izrael to powrót do domu. Wróciliśmy do ojczyzny przodków, by żydowskie dzieci nigdy więcej nie musiały się zastanawiać, czy będą musiały uciekać. By istniało miejsce, gdzie nie jesteśmy gośćmi liczącymi na łaskę prokuratora.

Kiedy brytyjscy Żydzi mówią dziś o wyjeździe, wielu nie szuka azylu w Ameryce. Uświadamiają sobie to, co każdy Żyd w końcu zrozumie: istnieje tylko jedno miejsce, gdzie nie musimy prosić o pozwolenie na istnienie.

Doceniamy, że administracja Donalda Trumpa dostrzega problem, którego rząd brytyjski zdaje się nie widzieć. Ale brytyjscy Żydzi nie potrzebują azylu w USA. Potrzebują, by Wielka Brytania egzekwowała własne prawo. W przeciwnym razie zrobią to, co Żydzi robią zawsze, gdy państwo przestaje ich chronić: wrócą do Izraela.


Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.