Uncategorized

Gdy do domu powrócił ostatni zakładnik

Rachel Goldberg-Polin,

Na krzesłach spoczywają portrety Rana Gvili, ostatniego zakładnika przetrzymywanego w Gazie. Dzień po tym, jak jego szczątki sprowadzono do Tel Awiwu, 27 stycznia 2026 r. (Jack Guez/AFP via Getty Images)

W Gazie nie ma już ani jednego izraelskiego zakładnika. Jednak dla nas, rodzin w żałobie, wiecznym wyzwaniem pozostaje to, jak budzić się każdego ranka z częścią duszy uwięzioną w innym miejscu.

Otwieram oczy i czuję zagubienie.

Zazwyczaj pierwsze słowa modlitwy, które wypowiadam rano, jeszcze przed postawieniem stopy na podłodze, brzmią: „I proszę, pozwól Ranowi wrócić dziś do domu”. Ale tego ranka – we wtorek, 27 stycznia – przerywam.

Każdego dnia, idąc do kuchni przez salon, najpierw wychodzę na werandę, aby zmienić cyfry na kole zliczającym dni, które upłynęły od momentu, gdy moje dawne życie przestało istnieć. Od 7 października 2023 roku odmierzało ono czas niewoli zakładników w Gazie. Dziś nie muszę zmieniać liczb. Muszę je zdjąć.

Zwykle w czasie, gdy gotuje się woda na kawę – tę, która ma mi pomóc przetrwać kolejny dzień bez spokojnego snu – wyciągam taśmę malarską. Odrywam kawałek i niezawodnym czarnym markerem wypisuję numer, który zmienia się z każdym wschodem słońca. Przyklejam taśmę do koszuli, tuż nad sercem, by towarzyszyła mi przez cały dzień. Zaczęłam to robić 26. dnia.

Wieczorem odklejam taśmę i umieszczam ją na „ścianie smutku” obok setek innych kawałków, zbieranych przez ponad dwa lata tego wycieńczającego rytuału. Dziś to się kończy. Ciało Rana Gvili, ostatniego izraelskiego zakładnika w Gazie, wróciło do domu. Wraz z milionami (tak, milionami) ludzi, którzy trwali przy nas, rodzinach zakładników, odkładamy dziś markery. Nasza taśma znów staje się zwykłą taśmą, a przestaje być odznaką bólu.

7 października moje najstarsze dziecko i jedyny syn, Hersh, był na festiwalu muzycznym promującym jedność, miłość i pokój. Tamtego ranka Izrael został zaatakowany, a życie tysięcy rodzin zmieniło się na zawsze. Każdy ma swoją historię. Nasza jest taka: Hersh został okaleczony (wybuch urwał mu lewe przedramię), uprowadzony, dręczony, głodzony i przetrzymywany jako zakładnik przez 328 dni. Następnie został stracony w podziemnym tunelu pod Rafah wraz z pięciorgiem innych wspaniałych, młodych ludzi. Wrócił do nas w wielkim worku – wychudzony, brudny, noszący ślady tortur, z sześcioma dziurami po kulach w swoim pięknym ciele. Mieliśmy „przywilej” złożenia tego światła naszego życia do ziemi, zaledwie sześć mil od naszego domu.

Wraz z innymi rodzinami kontynuowaliśmy walkę o powrót każdego zakładnika. Kiedy Hersh, Ori, Alex, Eden, Almog i Carmel wrócili w workach, w niewoli wciąż pozostawało 101 osób. Więc nie przestawaliśmy: wychodziliśmy na ulice, rozmawialiśmy, spotykaliśmy się, apelowaliśmy i modliliśmy się o ich powrót. „Aż do ostatniego zakładnika” – skandowaliśmy.

Miejsce, w którym żyjemy my – rodziny tych, którzy zginęli – jest pełne dezorientacji. Wygląda na to, że mieszkamy tu z wami. I tak jest. Ale jednocześnie zawsze jesteśmy gdzie indziej. Jesteśmy z osobą, którą pochowaliśmy w ziemi. Dobrze znam ten stan, choć jestem stosunkowo nowa w tej tajemniczej rzeczywistości.

Tysiące (tak, tysiące) rodzin odezwało się do mnie, opowiadając o tym, jak próbują iść przez świat, niosąc cierpienie, od którego uginają się kolana, i żyjąc jednocześnie w innym, rozpraszającym miejscu. To podwójne życie. Mówi się, że wielozadaniowość to mit, ale dla nas to konieczność. Nie da się odłożyć tej pustki, więc wszyscy uczymy się, jak „taszczyć” (shlep) ten ból nieco sprawniej. Czy istnieje coś takiego jak „sprawne taszczenie”? Nie wiem. Próbuję. Zapytajcie mnie o to później.

To pierwszy raz od ponad 10 lat, kiedy w Gazie nie ma żadnego izraelskiego zakładnika. W 2014 roku, gdy Hersh miał 13 lat, Avera Mengistu – młody mężczyzna z izraelsko-etiopskiej społeczności zmagający się z problemami psychicznymi – zbłądził do Gazy. Został porwany przez Hamas. Hersh był oburzony z pasją właściwą tylko nastolatkom; nie mógł pojąć, dlaczego cały Izrael nie wyszedł na ulice, żądając uwolnienia Avery.

Wtedy Hersh poznał małą grupę starszych obywateli, którzy raz w tygodniu gromadzili się na znanej jerozolimskiej ulicy z plakatami przypominającymi o losie Avery. Była to barwna grupa ludzi z zasadami. Było ich mniej niż dziesięcioro i jeden niski chłopiec w grubych czarnych oprawkach okularów. To był Hersh. Dziesięć lat później, podczas jego niewoli, często powtarzaliśmy, że zanim Hersh stał się zakładnikiem, był rzecznikiem zakładników.

Walcząc o uwolnienie osób porwanych 7 października, nie przestawaliśmy wołać o Averę. On wciąż tam był – od ponad dziewięciu lat. Przetrzymywano go wraz z innym żyjącym zakładnikiem, Hishamem al-Sayedem (w niewoli od 2015 r.), oraz ciałami Hadara Goldina i Orona Shaula, zabitych latem 2014 roku. Kiedy Avera wrócił żywy w lutym zeszłego roku, nasza rodzina poczuła szczególne wzruszenie, wiedząc, jak bardzo ucieszyłoby to Hersha.

  1. dnia ciało Rana Gvili wróciło do rodziny. W worku. Znam to doświadczenie. Dla mnie dzień powrotu Hersha wcale nie był radosny. Ani trochę. Ten dzień zmienił resztę mojego życia na zawsze; każdy kolejny jest przesiąknięty żalem i bólem. Dlatego wczorajsze wiadomości o tym, jak „bardzo szczęśliwa” muszę być, wywołały we mnie zmieszanie. Ale gdy zaczęło spływać ich coraz więcej, zrozumiałam: ludzie pisali tak, bo ta konkretna, udręczająca misja sprowadzenia wszystkich do domu dobiegła końca. Dla większości to rzeczywiście moment czystego szczęścia i ulgi. Jestem głęboko wdzięczna, że ci ludzie byli z nami, i cieszę się, że dla nich to już koniec. Ich krąg się zamknął, rozdziały zostały ukończone.

Jednak dla nas, rodzin w żałobie, wiecznym wyzwaniem pozostaje to, jak budzić się każdego ranka z częścią duszy uwięzioną gdzie indziej. Da się to zrobić – miliony ludzi na całym świecie robią to codziennie. Ale niestety dla nas ta pętla nieskończoności się nie kończy; ona wciąż trwa. Każda historia straty jest inna, a śmierć – jak mawiał Ben Franklin – jest jedyną pewnością.

Przez ostatnie 844 dni w naszym regionie tysiące rodzin zostało rozdartych koniecznością pochowania swoich ukochanych bliskich. Jak my, których miłość do tych drogich zmarłych wciąż rośnie, mamy pomieścić to uczucie? To głębokie pytanie, na które istnieją tysiące odpowiedzi. Szukam ich, poluję na nie i próbuję je wypracować. Zapytajcie mnie o to później.

Dziś nie przykleję taśmy na sercu na zewnątrz. Owinę moją duchową taśmę wokół poturbowanego serca wewnątrz. I spróbuję przeżyć kolejny dzień bez mojego Hersha w sposób, w jaki chciałabym, by tu był.

W tradycji żydowskiej po pogrzebie mówi się najbliższym: „Niech Bóg pocieszy was wraz z innymi żałobnikami Syjonu i Jerozolimy”.

Rodzinie Rana my, żałobnicy Syjonu i Jerozolimy, życzymy pocieszenia. Dziś moje modlitwy uległy zmianie – już nie proszę o powrót, lecz o to, by wszechświat obdarzył nas współczuciem, siłą, nadzieją, łaską i światłem w czasie, gdy uczymy się chodzić boso po potłuczonym szkle. Można to zrobić.

Przesyłam modlitwy o ukojenie. Przesyłam modlitwy o pocieszenie. Dla nas wszystkich.


Gdy do domu powrócił ostatni zakładnik

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. ZAŁĄCZAM NAGRANIE SKRZYPACZKI AGAM BERGER, NAGRANIE NA KONCERCIE MUZYKI KANTORALNEJ W TEL AVIVIE 17.2.2026 – HALA KONCERTOWA IMIENIA BRONISLAWA HUBERMANA WRAZ Z SYMFONICZNA ORKIESTRA. AGAM BERGER BYLA PORWANA I UWIEZIONA W GAZIE PRZEZ 450 DNI. BYLA BARDZO WZRUSZAJACA ATMOSFERA. https://www.facebook.com/reel/1640175613775483

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.