Jeśli naprawdę chcemy uczynić świat lepszym miejscem, zacznijmy od tego, by nienawiść miała realne konsekwencje, i przywróćmy normy, które głoszą, że nietolerancja jest niedopuszczalna — za wszelką cenę.
Joshua Hoffman

zdjęcie: Toa Heftiba/Unsplash
Około 80 lat po najgorszym rozdziale w historii nowożytnej Holokaust pozostaje nieodłączną częścią pamięci.
Sama pamięć jednak nie wystarczy. Edukacja również. Aby jedno i drugie miało jakiekolwiek znaczenie, pamięć i edukacja muszą przekształcić się w trwałe, praktyczne działania, które zapobiegną naśladowaniu i odrodzeniu się nienawiści. Ostateczna lekcja Holokaustu to zatem nie tylko pamięć, nie tylko mówienie „Nigdy więcej”, ale działanie: bronienie, odstraszanie, wzmacnianie.
Gdy historia jest nauczana wyłącznie jako fakty, bez kontekstu do działania, te same mechanizmy nienawiści mogą się odrodzić w nowej postaci. Zobacz: „Antysyjonizm”.
Odpowiedzialność, jaką nakłada pamięć, ma charakter praktyczny. Jak ujął to wielki izraelski mąż stanu Abba Eban: „Każde pokolenie musi wywalczyć sobie wolność”. Oznacza to obronę naszych instytucji, obronę naszych społeczności i obronę nas samych. Świadome, czujne społeczeństwo to najlepszy system odpornościowy na normalizację nienawiści.
Ale czujność dla samej czujności nie wystarczy. Musi jej towarzyszyć praktyczna potrzeba samoobrony.
Oczywiście, samoobrona to nie to samo, co przemoc. Przemoc, rozumiana jako agresja mająca na celu dominację, zemstę lub zniszczenie drugiego dla niej samej, niszczy moralne ramy chroniące duszę wspólnoty.
Natomiast samoobrona to akt ukierunkowany na ochronę życia, godności i warunków do rozwoju. Ma charakter reakcyjny (w przeważającej mierze) i jest ograniczona osądem moralnym. Społeczność, która potrafi skutecznie odstraszyć ataki, zmniejsza prawdopodobieństwo ich wystąpienia. Odstraszanie to nie mściwość; to pragmatyczny mechanizm, który chroni bezbronnych i stabilizuje społeczeństwo.
Konieczność użycia siły w pewnych okolicznościach należy uznać, nie romantyzując przemocy. Odwaga i siła są cnotami, gdy chronią życie i zapobiegają nadużyciom; nie są cnotami, gdy są celem samym w sobie. Żydzi zazwyczaj przybywają w pokoju, ale nie ma sensu tolerować ludzi nietolerancyjnych.
Obecna sytuacja dostarcza wielu pouczających przykładów, jak te napięcia przekładają się na życie cywilne. Gdy wydarzenia żydowskie są notorycznie celem ataków, gdy nieustanna retoryka przywódców zaostrza lokalne napięcia, gdy tłumy nieustannie próbują zastraszać lub ranić, bierność i dyplomacja nie są już realnymi opcjami.
Jak mawiają w Izraelu: „Arabowie rozumieją tylko siłę”. Wyobrażam sobie, że to samo dotyczy nienawidzących Żydów ludzi w innych miejscach.
Weźmy na przykład historię wydarzenia związanego z Izraelem w Toronto w zeszłym tygodniu, gdzie antyizraelscy aktywiści wdarli się na prywatną salę, raniąc jednego z mówców i niszcząc mienie. Atak nastąpił zaledwie kilka dni po tym, jak burmistrz Toronto, Olivia Chow, spotkała się z krytyką za opisanie „ludobójstwa w Strefie Gazy”, co – jak ostrzegały organizacje żydowskie – mogłoby zaognić napięcia w mieście. Najwyraźniej ostrzeżenia i deklaracje nic nie dają.
Wydarzenie, zorganizowane przez grupę studencką Students Supporting Israel z Uniwersytetu Metropolitalnego w Toronto, z udziałem izraelskich żołnierzy, zostało w ostatniej chwili przeniesione poza kampus ze względów bezpieczeństwa. Pomimo tajności, około 40 zamaskowanych agitatorów dotarło do miejsca wydarzenia i wtargnęło do środka, tłukąc szyby i atakując uczestników.
Jednym z nich był izraelsko-amerykański mówca Jonathan Karten. Przyjechał do Toronto, aby opowiedzieć studentom o swoim wujku, Sharonie Edrimie, izraelskim żołnierzu porwanym i zamordowanym przez Hamas w 1996 roku. „Zaraz po przybyciu na miejsce zostaliśmy zaatakowani przez około czterdziestu demonstrantów, terrorystów, jakkolwiek ich nazwać” – powiedział. „Czekali na nas, zanim jeszcze zaczęliśmy mówić. Nie przypuszczałem, że coś takiego może się zdarzyć w przypadku ludności cywilnej w kraju zachodnim”.
Ma rację, to nie jest normalne na Zachodzie, ale czy wiesz, gdzie rządy tłumu są normalne? W Gazie, pod rządami Hamasu. Czy to kierunek, w którym chcemy, aby podążały nasze społeczeństwa?
Na szczęście Jonathan Karten zrobił to, co bezwzględnie powinien był zrobić: natychmiast złapał każdego z gangsterów za ubranie i dosłownie wyrzucił ich z budynku.
Porównajmy to z Centrum Izraela i Spraw Żydowskich, które wysłało list do burmistrz Toronto w sprawie jej „lekkomyślnych, podziałowych i niebezpiecznych” komentarzy. Listy nie działają. Nie można być dyplomatycznym wobec osób niedyplomatycznych. Jeśli ludzie chcą zadzierać z Żydami, pozwólmy im odczuć realne konsekwencje. Graj w głupie gry, wygrywaj głupie nagrody.

Lekcja Krav Maga w szkole spadochroniarzy Sił Obronnych Izraela w 1955 roku
Izrael zna się na tej logice. W zeszłym miesiącu Abakar Abakarov został znaleziony martwy w Stambule. Był dagestańskim działaczem islamistycznym oskarżonym o administrowanie kanałem w Telegramie, który przyczynił się do podżegania do antysemickiego pogromu na międzynarodowym lotnisku w Machaczkale w 2023 roku. Podczas pogromu rannych zostało ponad 20 osób, a pasażerowie z Izraela ukryli się w terminalu, zanim zostali przetransportowani samolotem w bezpieczne miejsce. Nie będę wymieniał nazwisk, ale mam przeczucie, że pochodzenie zabójcy zaczyna się od Mo i rymuje się z rod. Powtórzę: jeśli chcesz grać w głupie gry, nie zdziw się, gdy wygrasz głupie nagrody.
Pamięć o Holokauście to uczynienie z niego projektu skierowanego na przyszłość. Nie wystarczy upamiętniać; musimy budować, odbudowywać i bronić. Życie w świecie, w którym „lepiej być żywym i wzbudzać strach niż martwym i wzbudzać litość”, to aforyzm dotyczący sprawczości – wybierania życia z godnością, nawet w obliczu wrogości. Talmud jest pełen perełek mądrości, a jedna z nich brzmi: „Jeśli ktoś przychodzi cię zabić, powstań i zabij go pierwszy”.
Niestety, wiele społeczności żydowskich wychowało całe pokolenie Żydów w oparciu o niejednoznaczną, teoretyczną koncepcję znaną jako „Tikkun Olam” (naprawianie świata). Nie da się jednak „naprawić świata”, będąc bezbronnym i podatnym na zranienie. Idealizm bez obrony nie jest strategią przetrwania.
A nawet jeśli mamy pobłażać tym, którzy upajają się „naprawianiem świata”, czyż ta zasada nie powinna obejmować odmowy tolerowania nienawiści do Żydów w jakiejkolwiek formie? Jeśli naprawdę chcemy uczynić świat lepszym miejscem, zacznijmy od uczynienia nienawiści kosztowną i przywróćmy normy, które głoszą, że bigoteria jest niedopuszczalna – „za wszelką cenę”.
Być może możemy nazwać to Tikkun Olam 2.0.
Niektórzy twierdzą, że Żydzi z Nowego Jorku, Londynu, Paryża i Toronto powinni po prostu wyjechać. Głosy te zapominają, kto pomógł zbudować te miasta. Nie jestem gotów poddać się strachowi w tych i innych miejscach. Broń swojej rodziny, swojej społeczności i prawa do bezpieczeństwa publicznego. Obrona nie jest zdradą zasad; jest warunkiem koniecznym do praktykowania jakiegokolwiek wyższego ideału. Co więcej, odpowiednio użyta władza chroni więcej niż jedną grupę; stabilizuje otaczające ją obszary dla wszystkich.
Przypominają mi się żydowscy zapaśnicy, którzy na początku XX wieku podróżowali z żydowską drużyną sportową „Hakoah Wiedeń” – pełniąc rolę ich ochroniarzy. Ci ludzie rozumieli, że siła przekłada się na witalność, że mięśnie i duch razem mogą odzyskać godność w świecie, który zdeterminowany jest ją odebrać. Uosabiali coś głębszego niż atletyka: odwagę bycia nielubianym, bez wahania wkraczania w wrogie otoczenie, noszenia żydowskiej tożsamości jako symbolu buntu.
Po podróży po Niemczech na początku lat dwudziestych XX wieku, jedna z czołowych gazet skomentowała, że Hakoah Wiedeń „pomogło obalić mit o fizycznej niższości Żydów”. Było to częścią ruchu „muskularnego judaizmu” z początku XX wieku, który dążył do przywrócenia siły, witalności i dumy narodowej narodowi, który przez długi czas karykaturowano jako kruchy i oczytany. Rozumieli, że mięśnie i duch nie są przeciwieństwami, lecz partnerami, że siła fizyczna może być nośnikiem siły moralnej, a dumny, sprawny fizycznie Żyd był doskonałą odpowiedzią na antysemityzm we wszystkich jego formach.

Drużyna zapaśnicza Hakoah Wiedeń w 1926 roku (zdjęcie: http://www.hakoah.at)
To dziedzictwo nagle wydało mi się bliskie wiele lat później, gdy siedziałem w swoim mieszkaniu w Tel Awiwie i oglądałem filmy, na których studenci na kampusie UCLA znęcają się i zastraszają Żydów w 2024 roku. Pomyślałem sobie: Ktoś powinien dać tym durniom nauczkę. Jeśli władze (policja, politycy, biurokraci) nie wykonają swojej pracy, Żydzi muszą zrobić to, co my.
I rzeczywiście, kilka dni później odpowiedzialność została poniesiona, nie w formie bezprawnego odwetu, lecz zdecydowanej, zorganizowanej reakcji: żydowscy studenci i ich sojusznicy fizycznie wystąpili przeciwko antyizraelskiemu obozowi na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. Sedno sprawy było jednoznaczne: nienawiść do Żydów pociąga za sobą realne koszty i nie musimy się za to przepraszać.
To nic nowego, a już na pewno nie w Ameryce. W 1938 roku w Nowym Jorku żydowski sędzia Nathan D. Perlman zadzwonił do Meyera Lansky’ego (niesławnego żydowskiego gangstera) z nieoficjalną prośbą o przysługę: nakazanie żydowskim gangsterom, by zrobili wszystko, co konieczne, by rozbić spotkania Niemiecko-Amerykańskiego Bundu, pronazistowskiej organizacji zrzeszającej Amerykanów niemieckiego pochodzenia.
„Chcę, żebyś zrobił wszystko, tylko nie zabijał ich” – powiedział Perlman Lansky’emu, co skłoniło szefa zorganizowanej przestępczości do powiedzenia swoim współpracownikom, że mogą „marynować”, ale nie „zamrażać” tych, którzy pojawili się na spotkaniach Bundu, wiecach i marszach, gdzie mówcy szerzyli nienawiść do Żydów. Lansky dał jednak swoim towarzyszom pozwolenie na używanie czegoś więcej niż tylko pięści. Kije baseballowe, pałki i inne akcesoria do walk ulicznych były dozwolone.
Po przetestowaniu „pilota” w Nowym Jorku, Perlman skontaktował się z Jake’iem „Tłustym Kciukiem” Guzikiem w Chicago, wspólnikiem Ala Capone’a, i poprosił go, aby w Wietrznym Mieście zrobił to, co Lansky robił w Wielkim Jabłku. Kluczową rolę w operacji w Chicago odegrali żydowscy bokserzy, w tym mistrz Barney Ross, a także blondwłosy, niebieskooki żydowski dziennikarz Herb Brin, który pod przykrywką uczestniczył w spotkaniach Bundu i zbierał cenne informacje wywiadowcze.
W Ameryce Środkowej problemem nie był Bund, a Srebrny Legion Williama Dudleya Pelleya. Davie „Żyd” Berman, który zarządzał hazardem w Minneapolis, był człowiekiem Perlmana. Berman powiedział Perlmanowi: „Byłoby dla mnie zaszczytem dać po łapach tym dupkom z Srebrnych Koszul”.
To niekoniecznie liczba amerykańskich nazistów tak bardzo zdenerwowała sędziego Perlmana, jak ich bezczelne zachowanie. Nigdy nie przyszło im do głowy, że napotkają opór. Zakładali, że Żydzi są łagodni i boją się stawiać opór. Mylili się i zapłacili za to cenę.
Ta historia, wraz z naszymi czasami, niesie ze sobą jedną, upartą prawdę: Godność wymaga obrony. Siła bez moralności to zagrożenie; moralność bez siły to kazanie o nicości.
Przyszłość, którą musimy budować, to taka, w której hasło „Nigdy więcej” nie jest pustym ideałem; to samoobrona, gdziekolwiek i kiedykolwiek jest to konieczne. To jest ostateczna lekcja płynąca z Holokaustu. W ten sposób pielęgnujemy pamięć o wszystkich Żydach zamordowanych za to, że byli Żydami, i o wszystkich izraelskich żołnierzach, którzy polegli w obronie państwa żydowskiego. W ten sposób trwamy i przetrwamy. W ten sposób będziemy mieli szansę uczynić świat lepszym miejscem.
Drodzy Żydzi, nadszedł czas Tikkun Olam 2.0.
Kategorie: Uncategorized

