
Ariel Beery
W Izraelu wyłania się nowa tożsamość syjonistyczna, obejmująca wszystkich obywateli kraju. Po dwóch latach wojny i trzech latach wewnętrznych sporów wyłania się nowa tożsamość izraelska, łącząca Żydów i obywateli arabskich.
Wiele lat temu mój mentor nauczył mnie reguły trzech: jeśli coś zauważysz raz, to jest to przypadek. Dwa razy? Zbieg okoliczności. Trzy razy w różnych kontekstach? To jest trend. Chciałbym podzielić się trendem, o którym moim zdaniem warto napisać: rozszerzeniem izraelskiego ruchu syjonistycznej liberalnej demokracji – największego i najbardziej widocznego czynnika kształtującego społeczeństwo obywatelskie i tożsamość izraelską – tak, aby obejmował on również izraelskich obywateli nieżydowskich. Uważam, że powinniśmy za to podziękować obecnemu premierowi Izraela, Benjaminowi Netanjahu, i wyjaśnię dlaczego.
Do końca 2025 roku rola i prawa nieżydowskich obywateli Izraela (a zwłaszcza obywateli Izraela identyfikujących się jako Arabowie lub Palestyńczycy) nie były kluczowe dla liberalnego ruchu demokratycznego, który od początku 2023 roku co tydzień protestował w centrach miast i na skrzyżowaniach autostrad w całym Izraelu. Hojną interpretacją byłoby założenie, że ruch ten uznawał, iż walka z rosnącym autorytaryzmem przyniesie korzyści wszystkim obywatelom w równym stopniu. Bardziej cynicznym poglądem byłoby stwierdzenie, że chęć pozyskania centroprawicy do swoich wysiłków mających na celu pokonanie prób konsolidacji władzy przez obecny rząd była tak ogromna, że kwestia zapewnienia praw nieżydowskim obywatelom została zepchnięta na dalszy plan. Potem nadeszła wojna, mobilizacja społeczeństwa obywatelskiego do opieki nad swoimi rodakami, którymi byli zarówno Żydzi, jak i Arabowie, reakcja obecnego rządu wymierzona w nie-Żydów za posty w mediach społecznościowych oraz pogromy Palestyńczyków w Judei i Samarii. Teraz sytuacja wygląda inaczej: izraelskie społeczeństwo obywatelskie uświadomiło sobie nierozerwalny związek między trudną sytuacją liberalnej demokracji a potrzebą stworzenia miejsca dla obywateli niebędących Żydami w strukturze izraelskiej tożsamości.
Co ważne, to, co wyczuwam, wykracza poza suche uznanie, że izraelski system prawny jest stronniczy wobec nie-Żydów, i wezwania do jego naprawienia. To również istnieje. Jednak już ponad trzy razy słyszałem apele o rozszerzenie definicji obozu syjonistycznego, tak aby obejmowała ona również nie-Żydów, o rozwinięcie tożsamości Izraela tak, aby obejmowała elementy muzułmańskie i chrześcijańskie, a w szczególności o uznanie, że arabskie społeczności Izraela wnoszą większy wkład w gospodarkę i społeczeństwo obywatelskie Izraela niż ultraortodoksyjne społeczności Izraela (nie-syjonistyczne, a czasem antysyjonistyczne) i dlatego zasługują na więcej w zamian.
Oto trzy najnowsze przykłady spośród wielu, które moim zdaniem najlepiej opisują ten trend:
6 listopada 2025 roku Yair Golan i poseł Gilad Kariv przemawiali przed licznie zgromadzoną publicznością w Zichron Yaakov na temat priorytetów swojej partii politycznej w nadchodzących wyborach izraelskich. Dla wielu było to nieoczekiwane: Zichron Yaakov był tradycyjnie miastem Likudu. Ostatnie trzy lata zmieniły sytuację. Mieszkańcy zdali sobie sprawę, że historycznie byli zwolennikami Likudu, ale liberalnymi. Likudu Menachema Begina. Średnia wieku publiczności wynosiła ponad 60 lat, a średni dochód – klasa średnia. I to właśnie ta publiczność nagrodziła najgłośniejszymi i najdłuższymi brawami słowa Yaira Golana, który powiedział, że jeśli zostanie wybrany, będzie dążył do utworzenia rządu, w skład którego wejdą izraelskie partie arabskie zamiast Charedim, a jego rząd zapewni arabskim obywatelom Izraela poczucie wsparcia ze strony rządu, a nie wrogości.
Kolejny przykład z innej grupy demograficznej: 26 listopada 2025 roku Donniel Hartman i Yossi Klein Halevi omówili niedawny wywiad z posłem Mansurem Abbasem, szefem izraelskiej arabskiej partii politycznej Raam, na temat wysiłków obecnego rządu mających na celu uniemożliwienie tej partii startu w nadchodzących wyborach. Czytelnicy mogą pamiętać, że to Netanjahu początkowo starał się włączyć Raam do swojej koalicji, czyniąc Abbasa wystarczająco „koszernym” współpracownikiem politycznym, aby przekonać Naftalego Bennetta i Yaira Lapida do złożenia mu lepszej oferty. W podcaście Hartman i Klein Halevi, obaj szanowani intelektualni przywódcy anglojęzycznej elity religijnej Izraela, argumentowali, że nadszedł czas, aby włączyć izraelskie partie arabskie jako kluczowych partnerów do naszych koalicji. Przypomnieli słuchaczom, że arabscy obywatele Izraela wielokrotnie przez dziesięciolecia dowiedli swojej solidarności; że nieuczynienie tego oznacza poddanie się tym samym zarzutom „podwójnej lojalności”, jakie wysuwane są wobec Żydów w innych krajach. Ich przesłanie było jasne: arabscy obywatele Izraela dają nam tak wiele, że zasługują w zamian na naszą lojalność, jako Izraelczycy wobec Izraelczyków.
Trzeci przykład spośród wielu: 29 listopada 2025 roku Itzik Levy, 57-letni inżynier z Givatayim, przemawiał podczas naszego cotygodniowego protestu na skrzyżowaniu w Zichron Yaakov. Zaczął od tego, że jako marokański Żyd urodzony w Maroku, syjonista, który dorastał i służył w Izraelu wraz z Żydami i nie-Żydami, ma więcej wspólnego z izraelskimi Arabami niż z Charedim. „Jak to możliwe, że stali się oni synonimem zdrajców?” – powiedział, przypominając słuchaczom, że izraelscy Arabowie stoją ramię w ramię z izraelskimi Żydami w szpitalach, policji, na stanowiskach publicznych, w sektorze usług, powtarzając słowa Hartmana, Halevy’ego i Golana. „To wstyd i hańba” – stwierdził, odnosząc się do tego, jak obecny rząd i jego zwolennicy mówią o izraelskich Arabach. „Nie możemy na to pozwolić”.
Założyciele ruchu syjonistycznego rozumieli, że państwo Izrael będzie oceniane na podstawie traktowania obywateli niebędących Żydami oraz porównania do sposobu, w jaki sami Żydzi chcieliby być traktowani w krajach, w których są w diasporze. Założyciel rewizjonistycznego, prawicowego syjonizmu, Zeev Jabotinsky, słynął z wizji państwa żydowskiego z wbudowanym systemem rotacji przywództwa żydowskiego i arabskiego: gdy premierem był Żyd, wicepremierem był Arab i na odwrót. Deklaracja niepodległości gwarantowała pełną równość wszystkim obywatelom Izraela, bez kontrowersji ze strony prawicy lub lewicy, świeckich lub religijnych. Jednak do tej pory przywódcy Izraela usprawiedliwiali ich wykluczenie antysyjonizmem arabskich przywódców.
Ostatnie trzy lata pokazały syjonistycznej większości w Izraelu – patriotom, którzy pracują, płacą podatki i chronią swoich współobywateli – że większym zagrożeniem egzystencjalnym dla państwa Izrael jest antysyjonizm Charedim i mesjanistycznych fanatyków, którzy dążą do zniszczenia liberalnej demokracji i ustanowienia w jej miejsce teokracji. Że muzułmańscy i chrześcijańscy obywatele Izraela dzielą nasz los i przeznaczenie. Nie jest dla mnie jeszcze jasne, jaki zestaw idei polityczno-filozoficznych, jakie narracje lub ideologie uzasadnią pełne włączenie nieżydowskiej społeczności Izraela do obozu syjonistycznego. Ale wierzę w mojego mentora i jego słowa: to, co obserwujemy, jest trendem, a na naszych oczach rodzi się nowy Izrael.
Kategorie: Uncategorized


To jest znane od zawsze. Ale teraz Gaza oddzielila Zydow od ortodoksow zupelnìe.
Tak. Zydow od Ortodoksow. Ja, z Ortami na frontach nie bylem.
Zgadzam się w pełni z tym co napisał powyżej Paweł. O tym, że ”Gdyby lewica, która jednak jest mniejszością poparła prawicę N., rząd nie miałby potrzeby wsparcia religijnych fanatyków”. Doprawdy, historia niczego nie uczy. Szczególnie Lewicę. Gdyby w 1933-n roku komuniści niemieccy zamiast słuchać Stalina i poleceń Kominternu, poparli socjalistow, razem mieliby prawie dwa razy tyle głosów co NSDAP, uniemożliwiając jej tym samym legalne przejęcie władzy.
Oby nie były to pobożne życzenia. O jakichś masowych demonstracjach izraelskich Arabów z poparciem dla Izraela nie słyszałem. To byłoby wielkim ciosem dla europejskich finansierów (UE) palestyńskiego teroryzmu. Koń trojański sam w sobie nie był szkodliwy, jege zawartość okazała się zabójcza. Obym nie miał racją.
Religijni fanatycy to plaga. I na nich jest rada. Gdyby lewica, która jednak jest mniejszością poparła prawicę N., rząd nie miałby potrzeby wsparcia religijnych fanatyków. Mogli to zrobić dziesiątki lat temu ponieważ ich celem jest władza, nie dobro kraju.