Uncategorized

Marwan Barghouti – Więzień Sumienia czy Skazany Terrorysta?


Beata Lewkowicz

3 grudnia 2025 roku opublikowano list otwarty w ramach kampanii Free Marwan Now, pod którym podpisało się ponad dwustu ludzi kultury z różnych krajów. Wśród sygnatariuszy są między innymi Margaret Atwood, Philip Pullman, Zadie Smith, Annie Ernaux, Paul Simon, Sting, Mark Ruffalo, Benedict Cumberbatch, Ian McKellen, Tilda Swinton, Javier Bardem, Gary Lineker, Angela Davis, Ai Weiwei, Cynthia Nixon, Stephen Fry, Naomi Klein, Nan Goldin, Peter Beinart, Gabor Maté, Brian Eno, Anish Kapoor, Arundhati Roy, Laurent Binet i Miriam Margolyes. Wymieniam ich tutaj dlatego, że jest to dla mnie lista wstydu i patrząc na nią myślę sobie – a więc tak wielu jest głupków na świecie. Być może niektórzy czytelnicy mojego tekstu również chcieliby znać te nazwiska. Dla mnie taka wiedza skutkuje tym, że na niektóre filmy nie spojrzę już w taki sam sposób, muzyka niektórych twórców nie zabrzmi mu w moich uszach tak samo, są też książki, po które już nigdy nie sięgnę.

Autorzy listu domagają się wypuszczenia z izraelskiego więzienia Marwana Barghoutiego, którego określają jako palestyńskiego lidera i porównują do Nelsona Mandeli. Marwan Barghouti nie jest jednak więźniem sumienia, a skazanym terrorystą. To wieloletni działacz Fatahu, jeden z najważniejszych organizatorów zbrojnych struktur Tanzim na Zachodnim Brzegu, oskarżany przez Izrael o współtworzenie Brygad Męczenników Al Aksa, odpowiedzialnych za niektóre zamachy w czasie drugiej intifady. W 2004 roku izraelski sąd uznał go winnym organizowania ataków terrorystycznych, w których zginęło pięciu cywilów, oraz działalności w organizacji terrorystycznej i skazał na pięć kar dożywotniego więzienia i dodatkowe czterdzieści lat.

Kiedy dziś pada nazwisko Barghoutiego, ludzie często próbują oceniać go według logiki prawa karnego czasu pokoju. Oczekują bezpośredniego dowodu, że to właśnie on wciskał detonator albo trzymał broń w ręku. Takie podejście świadczy tylko o całkowitym niezrozumieniu, czym była druga intifada i w jaki sposób działały struktury palestyńskich organizacji terrorystycznych. To jest błąd analogiczny do próby oceniania nazistowskich dowódców według standardów sądu grodzkiego. Gdyby prawo wymagało od aliantów udowodnienia każdemu z nich konkretnych indywidualnych zabójstw, większość nazistowskich architektów zagłady nigdy nie poniosłaby żadnej odpowiedzialności.

Terroru nie organizuje się własnymi rękami. Terroryzm tworzy się strukturą. Każdy, kto tworzy taką strukturę, odpowiada też za jej działania.

Właśnie tak wyglądała życiowa droga Barghoutiego, która zaprowadziła go prosto do izraelskiego więzienia.

Cofnijmy się do początku lat dziewięćdziesiątych.

Porozumienia w Oslo z lat 1993-1995 dały OWP coś, czego ta wcześniej nigdy nie miała – kontrolę nad palestyńskimi miastami, własną administrację, stały dopływ pieniędzy z zagranicy oraz, co okazało się najważniejsze, pozwolenie na stworzenie uzbrojonych służb bezpieczeństwa. W teorii miała to być zwykła policja zajmująca się utrzymaniem porządku. W praktyce Arafat wykorzystał ten margines swobody do budowania czegoś zupełnie innego. W ciągu kilku lat powstała rozproszona, słabo kontrolowana struktura licząca ponad trzydzieści tysięcy uzbrojonych ludzi. Nie byli to funkcjonariusze w zachodnim rozumieniu tego słowa. Wielu z nich stanowili dawni terroryści, lokalni aktywiści Fatahu, lojalni wobec swoich dowódców terenowych. Właśnie w tym środowisku Barghouti wyrósł na kluczową postać. Od 1996 roku pełnił funkcję członka Rady Legislacyjnej Autonomii Palestyńskiej, oficjalnego organu powstałego po Oslo, czegoś w rodzaju lokalnego parlamentu. To stanowisko dawało mu polityczną pozycję, kontakty i dostęp do środków, ale nie oznaczało porzucenia wcześniejszej działalności. Wręcz przeciwnie, jednocześnie kierował strukturami Fatahu na Zachodnim Brzegu (w Judei i Samarii) i utrzymywał bezpośrednie relacje z lokalnymi grupami zbrojnymi. To połączenie ról sprawiło, że jego wpływy rosły szybciej niż u jakiejkolwiek innej osoby w otoczeniu Arafata. Wielu upatrywało w Barghoutim wręcz jego następcę. Jego wizerunek był tak przekonujący, że niemal nikt nie dostrzegał, iż prowadzi podwójne życie – świetnie się krył, potrafił rozmawiać z Izraelczykami, udając polityka i starannie ukrywając swoje drugie oblicze terrorysty.

W tym właśnie okresie zaczął scalać różne bojówki w bardziej zorganizowaną sieć. Działo się to na tle narastających zamachów samobójczych Hamasu i Islamskiego Dżihadu, na które Arafat reagował pobłażliwie, wypuszczając zatrzymanych terrorystów, ignorując ich działalność i tolerując rozwój nielegalnych struktur. Z broni przeznaczonej dla policji korzystały niekiedy grupy paramilitarne, a część funkcjonariuszy była bezpośrednio zaangażowana w akcje terrorystyczne.

Właśnie w tych warunkach Barghouti stworzył Tanzim, czyli organizację, która miała pełnić rolę lokalnej siły porządkowej, a w praktyce stała się palestyńską milicją zbrojną. Jej członkowie byli obecni w miastach, na drogach i w obozach uchodźców. Znali teren, dysponowali bronią, mieli własną hierarchię i własne struktury. Kiedy w 1999 roku istnienie Tanzim ogłoszono oficjalnie, Barghouti był już jego najważniejszym dowódcą na Zachodnim Brzegu.

To właśnie z tej struktury narodziła się późniejsza fala terroru. Tanzim był zorganizowaną siecią kontrolującą dostęp do broni, ludzi, pieniędzy i komunikacji i dlatego właśnie to Tanzim stał się szkieletem drugiej intifady.

We wrześniu 2000 roku Arafat odmówił przyjęcia oferty w Camp David i zerwał rozmowy, pomimo tego, że Izrael zaproponował mu największy w historii pakiet ustępstw terytorialnych. Arafat odrzucił ofertę, a jego służby i struktury Tanzim były już gotowe. Czekały tylko na sygnał. W ciągu kilku dni na Zachodnim Brzegu i w Gazie pojawiła się przemoc, ale nie spontaniczna, będąca wynikiem chaosu, a zaplanowana z zimną krwią.

Barghouti był od początku jedną z twarzy i jednym z mózgów tej eskalacji. Wygłosił płomienne przemówienia o „koniecznej walce” i zorganizował pierwsze zbrojne ataki.

Barghouti i Tanzim byli przecież gotowi na wybuch od miesięcy.

W 2001 roku Tanzim przekształcił się w Brygady Męczenników Al-Aksa, zbrojne ramię Fatahu. I właśnie ta struktura przeprowadzała ataki, które na lata zmieniły życie Izraelczyków. Autobusy wysadzane w godzinach szczytu, restauracjepełne rodzin, kluby, targowiska, miejsca modlitwy, drogi, szkoły. Atakowano tam, gdzie było najwięcej cywilów. Im więcej zabitych – tym lepiej.

Należy zaznaczyć, że druga intifada nie była projektem jednej organizacji, lecz wspólną falą terroru trzech głównych struktur palestyńskich – Hamasu (Brygady Izz ad-Din al-Kassam), Fatahu (Tanzim i Brygady Męczenników Al-Aksa) oraz Islamskiego Dżihadu. Te grupy działały równolegle, często w bezpośredniej konkurencji o to, kto przeprowadzi bardziej spektakularny zamach. Hamas odpowiadał za część największych ataków samobójczych, Fatah za rozbudowę milicji, które prowadziły własne operacje, a Islamski Dżihad za serię brutalnych uderzeń na cele cywilne. W praktyce była to jedna, wieloogniskowa kampania przemocy, w której każdy z trzech głównych aktorów napędzał kolejnych. Struktury Barghoutiego nie odpowiadały za wszystkie zamachy, ale były jednym z kluczowych mechanizmów tej fali terroru: finansowały, szkoliły, uzbrajały i organizowały komórki bojowe Fatahu na Zachodnim Brzegu, a ich istnienie i działalność przyczyniły się do załamania bezpieczeństwa, które umożliwiło działanie innym frakcjom. Właśnie dlatego opis najważniejszych zamachów z tamtego okresu obejmuje ataki przeprowadzone przez różne organizacje, bo to dopiero razem tworzy pełny obraz tego, czym była druga intifada.

Poniżej zamieszczam dla przypomnienia opis najważniejszych i najbardziej charakterystycznych zamachów z tego okresu, które pokazują skalę i naturę tej fali przemocy, w której istotną rolę organizacyjną odgrywały właśnie struktury podległe Barghoutiemu.

Zamach w restauracji Sbarro, Jerozolima (9 sierpnia 2001)

Terrorysta samobójca wszedł do popularnej pizzerii pełnej rodzin z dziećmi i zdetonował ładunek wypełniony gwoździami.

15 osób zginęło, ponad 130 zostało rannych. Wśród zabitych była cała rodzina Fruman, trzy jej pokolenia, a także siedmioro dzieci w wieku 2-8 lat.

Atak na klub nocny Dolphinarium, Tel Awiw (1 czerwca 2001)

Terrorysta stojący w kolejce do klubu zdetonował bombę.

21 zabitych, 120 rannych. Większość ofiar to nastolatki.

Zamach na hotel Park (Passover Massacre) Netanja (27 marca 2002). Terrorysta wszedł do sali, gdzie trwała kolacja sederowa z okazji święta Paschy dla seniorów i rodzin. Zamachowiec zdetonował urządzenie wypełnione gwoździami, aby zmaksymalizować liczbę ofiar.

30 zabitych, około 150 rannych.

Największy zamach intifady. To on doprowadził do uruchomienia operacji Defensive Shield.

Po tym zamachu Izrael powiedział dość. Wtedy właśnie doszło do aresztowania Barghoutiego. W 2002 roku Izrael rozpoczął Operację Defensive Shield i 15 kwietnia tegoż roku Barghouti został zatrzymany w Ramallah.

Zamachy, będące efektem tak zwanej drugiej intifady trwały nadal, aż do 2005 r.

Autobus linii 37, Hajfa (5 marca 2003)

Terrorysta odpalił ładunek w autobusie pełnym studentów i uczniów.

17 zabitych, kilkudziesięciu rannych.

Autobus linii 19 w Jerozolimie (29 stycznia 2004)

Ładunek detonowany w godzinach szczytu.

11 zabitych, 50 rannych.

Podwójny zamach na targ Carmel, Tel Awiw (1 listopada 2004)

Dwóch terrorystów zdetonowało bomby wśród stoisk.

3 zabitych, 30 rannych.

Ofiar mogło być znacznie więcej, ale część ładunków nie odpaliła.

Seria ostrzałów tras i osiedli

W tym miało też miejsce wiele ataków na samochody z rodzinami jadącymi do pracy lub szkoły, kierowcy ginęli na miejscu, samochody wpadały do rowów, dzieci były ranione odłamkami szkła i kul.

Spośród wymienionych powyżej zamachów bezpośrednio z Brygadami Męczenników Al-Aksa, czyli strukturami Fatahu wyrastającymi z Tanzim, związany był podwójny atak na targ Carmel w Tel Awiwie, pozostałe zaś były dziełem terrorystów Hamasu.

Cechą wspólną tych zamachów było wyraźne ukierunkowanie na cywilów. Nie na cele wojskowe, ale na dzieci, pasażerów autobusów, rodziny, studentów oraz intencjonalna maksymalizacja liczby ofiar.

Za najważniejszymi elementami tej kampanii terroru stał Barghouti, nie jako polityk, lecz jako człowiek, który zbudował i uruchomił struktury odpowiedzialne za pierwsze lata intifady. To on stworzył sieć ludzi, broni, przepływów finansowych i komórek terenowych, które wykonywały zamachy. Nie musiał trzymać w ręku karabinu ani osobiście detonować ładunków, żeby odpowiadać za mechanizm, który z tych karabinów strzelał i te ładunki odpalał. Nawet po jego aresztowaniu w 2002 roku zamachy były kontynuowane przez te same struktury, które wcześniej zorganizował, sfinansował i postawił w stan gotowości. Za początek i logikę całej fali przemocy odpowiadał on, za dalszy ciąg odpowiadała już stworzona przez niego maszyneria terroru.

Izrael mógł formalnie udowodnić mu tylko pięć morderstw, bo prawo czasu pokoju wymaga niepodważalnych dowodów. Chodziło o serię ataków przeprowadzonych przez członków Brygad Męczenników Al-Aksa, w tym o zastrzelenie greckiego duchownego w Jerozolimie, zamach na targ Seafood Market w Tel Awiwie, w którym zginęło trzech izraelskich cywilów, a także o ostrzał samochodu pod Giv’at Ze’ev, w wyniku którego zginął kierowca. Dodatkowo udowodniono mu usiłowanie zabójstwa i organizację zamachu bombowego udaremnionego w rejonie Ma’ale Adumim, gdzie podłożony ładunek miał eksplodować obok przejeżdżających samochodów, ale został wykryty i zneutralizowany, zanim ktokolwiek został ranny.

I dlatego dziś próba przedstawiania go jako „palestyńskiego Mandeli” jest nie tylko fałszywa, ale moralnie odwraca logikę odpowiedzialności, z kata robiąc ofiarę, a z ofiar przedmioty. Izraelskie służby wiedziały, że stał on za znacznie większą częścią kampanii terroru, w tym za logistyką, która doprowadziła do masakry w hotelu Park. Nie pojawiło się to w akcie oskarżenia nie dlatego, że Barghouti był niewinny, lecz dlatego, że standard dowodowy, identycznie jak w procesach nazistowskich funkcjonariuszy niższego szczebla, nie pozwalał przypisać mu tego konkretnego zamachu.

Ale system, który umożliwił zamach, był jego dziełem.

A za system odpowiada się jak dowódca.

W 2004 r. zapadł wyrok.

Barghouti otrzymał pięć wyroków dożywocia (za te pięć udowodnionych morderstw) plus czterdzieści lat (dodatkowo za próby zabójstwa i kierowanie organizacją terrorystyczną). I dlatego dziś próba przedstawiania go jako „palestyńskiego Mandeli” jest nie tylko fałszywa, ale moralnie odwraca logikę odpowiedzialności, z kata robi ofiarę, a z ofiar przedmioty.

Trudno dziś byłoby znaleźć państwo zachodnie, które zaakceptowałoby podobną skalę terroru u siebie. Każdy rząd w Europie czy Ameryce odpowiedziałby na to całkowitym rozprawieniem się ze strukturami odpowiedzialnymi za ataki, i nikt nie oczekiwałby od niego podziękowań. A jednak w przypadku Izraela pojawił się osobliwy standard: zamiast potępienia terroru pojawiły się próby usprawiedliwień, a dziś, lata po zakończeniu drugiej intifady – celebryci, którzy nie pamiętają ani jednego zamachu, podpisują apel o uwolnienie człowieka, który ten terror organizował.

Barghouti i jego prawnicy twierdzili, że proces był bezprawny, ponieważ nie uznawał on izraelskiego sądu. To jest wytrych, który można by zastosować do obrony każdego zbrodniarza na świecie – każdy przestępca postawiony przed sądem mógłby stwierdzić, że nie uznaje jurysdykcji i wstać od stołu. Niemieccy zbrodniarze sądzeni w Norymberdze z pewnością też nie uznawali sądów alianckich, a jednak odpowiadali przed nimi za swoje czyny, bo nie chodzi o to, czy sprawca łaskawie „uznaje sąd”, tylko czy popełnił zbrodnię.

Barghouti organizował zamachy, finansował je, zatwierdzał cele i kierował strukturą ludzi, którzy zabijali cywilów. Druga intifada przyniosła setki ofiar i tysiące rannych. Pisanie dziś o nim jak o więźniu sumienia to jest nie tylko moralny absurd, ale również policzek dla rodzin zamordowanych w tamtych latach.

Druga intifada była jednym z najbrutalniejszych okresów współczesnej historii Izraela. Była koszmarnym, zbrodniczym ciągiem świadomie zaplanowanych ataków terrorystycznych na cywilów, co nie miało nic wspólnego z „oporem”, a jedynie ze strategią zastraszenia i destabilizacji państwa.

Nieskończona jest głupota i naiwność celebrytów, którzy dziś podpisują apele o wypuszczenie człowieka współodpowiedzialnego za tę falę zbrodni.

Zachodni entuzjazm wobec Marwana Barghoutiego jest etyczną i moralną katastrofą. Gdy spojrzy się na drugą intifadę trudno w ogóle uwierzyć, że ktokolwiek, kto publicznie mówi o prawach człowieka, mógł podpisać się pod apelem, który gloryfikuje terrorystę.

Faktycznie duża część celebrytów powinna wrócić do szkoły, bo nie ma nic gorszego niż popularność połączona z ignorancją i przekonaniem o własnej moralnej czystości sławnych ludzi, którzy uwierzyli, że znają się na wszystkim.

Celebryci lubią wyobrażać sobie, że zajmują stanowisko w obronie „uciskanych”. Problem polega na tym, że w tej historii ofiarami nie były struktury terrorystyczne Fatahu, Hamasu ani Islamskiego Dżihadu, lecz ludzie, którzy ginęli w autobusach, restauracjach i na ulicach, a wśród nich także arabscy obywatele Izraela. Terroryzm nie rozróżniał pochodzenia, religii ani wieku. Uderzał tam, gdzie było po prostu najwięcej ludzi.

Mimo to, gdy minęły lata i pamięć o tamtych masakrach zaczęła blaknąć, zachodnia popkultura wyprodukowała swoją własną wersję tej historii, prostą, czarno-białą, nadającą się do zamieszczenia na instagramiei TikToku. To tam Barghouti stał się „Mandelą Palestyny”.

I nie wiem, kogo to porównanie bardziej obraża – samego Mandelę? Ofiary drugiej intifady? Czy też po prostu najzwyklejszy zdrowy rozsądek?

Marwan Barghouti – Więzień Sumienia czy Skazany Terrorysta?

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.