
Plakat w Aston, Birmingham, Anglia, informujący Żydów i Izraelczyków, że nie są mile widziani (zdjęcie: Our Fight/Gill Levy)
W 87. rocznicę Nocy Kryształowej, szkło znów się tłucze.
W 1938 roku, 9 i 10 listopada, nazistowskie Niemcy wywołały falę przemocy wobec ludności żydowskiej. Spalono synagogi, zniszczono żydowskie sklepy, zamordowano prawie 100 Żydów, a tysiące aresztowano i wysłano do obozów koncentracyjnych.
Ulice lśniły od potłuczonego szkła z rozbitych witryn sklepowych, co dało początek nazwie Kristallnacht, czyli „Noc Kryształowa”. Był to koniec żydowskiego życia w Niemczech, jakie istniało od wieków, i początek tego, co stało się Holokaustem.
Osiemdziesiąt siedem lat później lekcja, jaką miało nam dać hasło „Nigdy więcej”, wydaje się mniej historią, a bardziej ostrzeżeniem.
W tym tygodniu Aston Villa gościła Maccabi Tel Aviv w Lidze Konferencji Europy, meczu, który w normalnym świecie powinien być świętem sportu.
Jednak żydowscy kibice nie mogli w nim uczestniczyć. Nie dlatego, że stanowili zagrożenie, ale dlatego, że inni im grozili. Ze „względów bezpieczeństwa” brytyjscy Żydzi, syjoniści, zostali poproszeni o pozostanie z dala od stadionu.
A jednak mecz odbył się pod tym samym niebem, które rozjaśniła nienawiść. Islamistom nie przeszkodziło to jednak w zorganizowaniu marszu, nie w ramach protestu, ale w ramach świętowania. W całym Birmingham po ulicach paradowały transparenty i palestyńskie flagi, a protestujący skandowali „syjoniści nie są mile widziani” i umieszczali te same słowa na witrynach sklepowych i latarniach.
Wybrani urzędnicy, członkowie parlamentu i lokalni radni pojawili się w pełnym składzie, uśmiechając się do kamer, ogłaszając zwycięstwo i chwaląc się, że są „antysyjonistami i wygrali”. Powiedzmy to jasno: drugie co do wielkości miasto Wielkiej Brytanii właśnie gościło mecz piłki nożnej, na który Żydzi mieli zakaz wstępu, a ludzie, którzy sprawili, że zakaz ten był konieczny, maszerowali, aby to uczcić. Nazwali to sprawiedliwością. Nazwali to postępem. Ale wyglądało to i sprawiało wrażenie echa pogromu.
To nie są nazistowskie Niemcy. To Wielka Brytania w 2025 roku, naród, który nazywa wykluczenie bezpieczeństwem, który myli nienawiść z zasadami i gdzie potłuczone szkło leży teraz w rozbitym zaufaniu między sąsiadami, którzy mieli dzielić ten sam naród.
W 1938 roku zniszczenia dokonały wspierane przez państwo milicje i cywile. W 2025 roku dokonują ich nasze instytucje, nasze paramilitarne formacje i nasi sąsiedzi.
Niedawno opublikowany raport Svena Prescotta potwierdził to, o czym wielu z Państwa już wiedziało: że BBC, nasza najbardziej zaufana instytucja krajowa, pielęgnowała i utrwalała systemowy antysemityzm, przez lata manipulując narracją dotyczącą mniejszości etnicznej, przedstawiając jednocześnie nasz ból jako kontrowersję polityczną. Państwowa stacja telewizyjna zrobiła Żydom to, co jej mikrofony rzekomo ujawniły u innych: znormalizowała uprzedzenia pod pozorem neutralności.
Dzisiejsze siły paramilitarne to sieci wspierane przez Bractwo Muzułmańskie, które obecnie dominują w brytyjskiej polityce ulicznej. Stowarzyszenie Muzułmańskie Wielkiej Brytanii, opisane przez Michaela Gove’a jako „brytyjska filia Bractwa Muzułmańskiego – międzynarodowej i złożonej sieci organizacji islamskich”, nadal wywiera wpływ poprzez sieć lokalnych oddziałów i grup aktywistów, z których wiele działa pod szyldem tak zwanych ruchów „solidarnościowych”.
Również Kampania Solidarności z Palestyną podszywa się pod ruch na rzecz sprawiedliwości, ale stała się narzędziem zastraszania, a jej hasła są obecnie nie do odróżnienia od tych, które rozbrzmiewały w Europie w latach 30. XX wieku.
A to właśnie cywile, uczestnicy weekendowych protestów, machający flagami i skandujący hasła nawołujące do zniszczenia państwa żydowskiego, sprawiają, że wszystko to wygląda na normalne. Uważają to za protest, ale jest to uczestnictwo.
Jeśli Noc Kryształowa była nocą, w której Niemcy przestały udawać, że są cywilizowane, to w minionym tygodniu Aston, Sydney i Brooklyn są miejscami, w których Zachód przestał udawać, że się nauczył.
Ponieważ nie jest to już porażka jednego narodu. Jest to zbiorowe zapomnienie. Synagogi płoną w Australii; żydowscy kibice są zakazani w Anglii; żydowskie szkoły są niszczone w Nowym Jorku, a wszędzie chór powtarza to samo: „Potępiamy antysemityzm we wszystkich jego formach…” – po czym szybko przechodzą do porządku dziennego.
W Sydney dwie synagogi zostały podpalone w skoordynowanych atakach. Żydowskie rodziny oglądały na żywo w mediach społecznościowych, jak ich domy modlitwy stają w płomieniach, a nagrania były udostępniane i komentowane przez internetowy tłum. Prawdziwe szkło zostało tam rozbite; szkło cyfrowe wzmocniło ten efekt, a każdy odłamek odbijał obojętność tych, którzy to oglądali.
W Brooklynie swastyki zostały namalowane na jesziwie, cmentarzu i żydowskiej organizacji pomocy społecznej, pojawiając się w ciągu kilku godzin od wyboru Zohrana Mamdaniego na członka Zgromadzenia Stanu Nowy Jork. Graffiti wyglądało jak świętowanie, jakby zwycięstwo człowieka, który sprzeciwia się państwu żydowskiemu, było w jakiś sposób pozwoleniem na atakowanie narodu żydowskiego.
Nie są to oddzielne wydarzenia; są to zsynchronizowane nuty w tej samej mrocznej symfonii. Każdy z nich jest echem potłuczonego szkła, palonych Tor, lekcji, której wciąż nie nauczyliśmy się.
A mimo to, gdy płomienie rosną, a szkło pęka, Państwa klasa polityczna znajduje nowe sposoby, by usprawiedliwić podpalaczy. Kiedy Zohran Mamdani, człowiek otwarcie zaprzeczający prawu Izraela do istnienia, został wybrany na stanowisko publiczne w Nowym Jorku, mieście z największą populacją żydowską na świecie, w niektórych kręgach brytyjskiej klasy politycznej rozległy się okrzyki radości. Jeremy Corbyn, Zack Polanski, Sadiq Khan, mężczyźni, którzy twierdzą, że walczą z nienawiścią, publicznie mu gratulowali. Nie wzruszyli się nawet symboliką: że człowiek, który obecnie reprezentuje miliony Żydów, sprzeciwia się prawu Żydów do samostanowienia.
To nie jest postęp, to instytucjonalizacja hipokryzji. Najpierw świętują Państwa wykluczenie, potem normalizują Państwa wymazanie, a następnie nazywają to sprawiedliwością.
Tak opisał to Walter Bingham:
„Żyjemy w czasach podobnych do 1938 roku, kiedy palono synagogi, a ludzie na ulicach byli atakowani… Nie sądzę, aby antysemityzm kiedykolwiek całkowicie zniknął, ponieważ jest on panaceum na wszystkie bolączki świata”.
W wieku 101 lat Walter Bingham jest jednym z niewielu pozostałych świadków tej nocy terroru sprzed osiemdziesięciu siedmiu lat. Pamięta odgłos tłuczonego szkła, zapach palonych Tor i wyraz twarzy swoich sąsiadów, gdy świat się rozpadał. W tym tygodniu powiedział, że czuje się, jakby znów przeżywał lata 30.
Holokaust nie zaczął się od komór gazowych. Zaczął się od sześciu lat indoktrynacji, od praw, kłamstw i lekcji, które uwarunkowały społeczeństwo do nienawiści wobec swoich sąsiadów. Ludzie widzieli marsz w kierunku antysemityzmu. Mieli czas, aby go powstrzymać. Większość tego nie zrobiła.
„W tamtych czasach” – wspomina Bingham – „mentalność Żydów była przepełniona skruchą. Proszę, nie róbcie mi nic, ja nie zrobię nic wam”.
Jeśli kiedykolwiek potrzebowaliśmy lekcji od kogoś, kto tego doświadczył, oto ona: proszę się przeciwstawić. Proszę zabrać głos. Proszę być dumnym. I nigdy, przenigdy nie proszę przepraszać za piętnowanie antysemitów w naszym społeczeństwie.
Rozbite witryny sklepowe z 1938 roku stały się rozbitym poczuciem przynależności w 2025 roku. Potłuczone szkło zostało usunięte z ulic, ale jego echo nigdy nie ucichło. Teraz znów błyszczy w oknach synagog, w pikselach naszych osi czasu, w pęknięciach naszego wspólnego społeczeństwa.
Nasz listopadowy pogrom nie potrzebuje pochodni i mundurów; kryje się za hashtagami, nagłówkami gazet i wahaniem. Osiemdziesiąt siedem lat później szkło jest zarówno rzeczywiste, jak i cyfrowe, a oba rodzaje ranią równie głęboko.
To nie jest powtórka historii; to kontynuacja historii i jeśli Walther Bingham, wciąż stojący na nogach w wieku 101 lat, znajduje siłę i odwagę, by Państwa ostrzec, to przynajmniej mogą Państwo go wysłuchać.
Ponieważ potłuczone szkło nadal błyszczy, nawet w ciemności — i skończyliśmy z przepraszaniem za ten blask.
Europa powiedziała „Nigdy więcej” — ale to się dzieje ponownie.
http://Europa powiedziała „Nigdy więcej” — ale to się dzieje ponownie.
Kategorie: Uncategorized

