
W palestyńskich mediach pojawiła się informacja o tym, że Hamas zaczął zamykać lokale sprzedające szoarmę. Oficjalnym powodem było „zwalczanie monopolu” (arab. iḥtikār احتكار). W praktyce chodziło o akcję przeciw drobnym sprzedawcom, którzy prowadzili legalne lub półlegalne punkty sprzedaży jedzenia. Artykuły z Gazy opisują również konfiskaty butli gazowych, zatrzymania handlarzy i wymuszenia, wszystko przedstawione jako „porządkowanie rynku”.
Termin iḥtikār w języku arabskim ma znaczenie religijno-prawne i odnosi się do zakazanego gromadzenia żywności w celu windowania cen. W tym sensie ma dodatnie konotacje – ochrona biednych przed spekulacją. Hamas używa go jednak jako uzasadnienia dla działań, które faktycznie zwiększają jego własną kontrolę nad obiegiem towarów. Największym spekulantem w Strefie Gazy był i pozostaje Hamas, a wszystkie jego działania zmierzają do utrwalenia tego stanu rzeczy. Mechanizm polega na nadaniu słowu znaczenia odwrotnego do realnego działania.
Zakaz sprzedawania szoarmy ujawnia mimowolnie dwa fakty. Po pierwsze, w Gazie funkcjonują lokale sprzedające gotowe jedzenie, co podważa obraz obszaru pogrążonego w skrajnej, powszechnej klęsce głodu, który od miesięcy promują zachodnie media i aktywiści. Po drugie, Hamas nie tylko reguluje dostęp do pomocy humanitarnej, ale także ingeruje w drobną działalność gospodarczą, eliminując konkurencję i centralizując kontrolę nad podstawowymi produktami.
I to jest właśnie drugie dno tej pozornie drobnej informacji o zakazie sprzedawania szoarmy, którego zachodni naiwniacy nigdy nie zauważają, bo patrzą wyłącznie przez prymitywny, emocjonalny filtr.
Jeżeli Hamas zamyka lokale sprzedające szoarmę to znaczy, że te lokale ISTNIAŁY.
Czyli były normalnie otwarte, ktoś kupował jedzenie, istniała dostawa mięsa, warzyw, chleba, gazu, byli klienci i w dodatku istniał rynek konkurencyjny, skoro Hamas zarzuca im „monopol” (!). Już to samo w sobie kompletnie demoluje narrację, że Gazie jest/ był głód – bo on istnieje tylko wtedy, gdy nie ma.jedzenia. Skoro były lokale, to znaczy, że było też jedzenie, a nawet najwyraźniej cała sieć punktów je sprzedających. Cała ta opowieść o głodzie nie trzyma się kupy nawet na poziomie elementarnej logiki. Z całą pewnością nie ma tam pracy ani żadnych forma zarobku, poza tymi, które są skanalizowane przez Hamas, najbiedniejsi próbowali więc dorabiać i właśnie dlatego Hamas ich zniszczył.
Tu dochodzimy do kluczowego punktu – Hamas niszczy każdy przejaw prywatnej inicjatywy, bo prywatna inicjatywa to niezależność.
Zamknięcie lokali sprzedających szoarmę to walka z małymi przedsiębiorcami, z niezależnością ekonomiczną, to kontrola nad handlem żywnością ergo utrzymywanie biedy, by ludzie byli zależni od nich. Hamas nie może pozwolić, by ktoś zarabiał bez ich zgody. To jest klasyczna taktyka – zniszcz prywatny handel, uzależnij społeczeństwo i kontroluj wszystko.
Najważniejszy wniosek, który się nasuwa jest następujący – Gaza nie głoduje naturalnie ani za przyczyną Izraela, Gaza jest głodzona politycznie przez Hamas.
Jeśli są tam działające restauracje, gaz, klienci, konkurencja, rynek zbytu, to nie ma mowy o „głodzie”, jaki pokazuje propaganda. Hamas po prostu blokuje dostęp do jedzenia tam, gdzie chce, i zamyka prywatne miejsca, żeby ludzie byli zależni od nich, nie od własnej pracy.
Zastosowanie przez Hamas słowa iḥtikār jest przykładem systemowego odwracania pojęć. W oficjalnym komunikacie brzmi ono jak działanie w interesie społeczeństwa, jednak w praktyce prowadzi do umocnienia monopolu samego Hamasu. Ten mechanizm jest powtarzalny, pojęcia o pozytywnym znaczeniu służą opisaniu działań represyjnych, a fakty pozostają w sprzeczności z ich deklarowanym sensem. To element sposobu zarządzania informacją przez organizację łączącą kontrolę gospodarczą, bezpieczeństwa i przekazu medialnego.
Opisany epizod z zakazem handlu szoarmą jest drobny, ale wyraźnie pokazuje, w jaki sposób funkcjonuje struktura władzy w Gazie. Oficjalny język uzasadnia działania, które nie mają nic wspólnego z deklarowanym celem. Pojęcia zostają przestawione tak, aby legitymizować kontrolę nad zasobami, a jednocześnie osłabić możliwość społecznej krytyki. Tego typu zabiegi mają też wpływ na odbiór międzynarodowy, ponieważ wielu komentatorów przyjmuje komunikaty Hamasu dosłownie, bez analizy ich faktycznego znaczenia i kontekstu.
To typowa orwellowska logika. „Walka z monopolem” oznacza w praktyce ustanowienie monopolu Hamasu.
Dokładnie jak u Orwella, gdzie Ministerstwo Pokoju prowadziło wojnę, Ministerstwo Miłości torturowało, Ministerstwo Prawdy zajmowało się kłamstwem. Hamas mówiąc„walka z monopolem” wprowadza monopol własny; mówiąc„porządek” wprowadza chaos, mówiąc „opór” morduje własnych ludzi. To są typowe odwrócone znaczenia – język jako narzędzie opresji, propaganda jako fundament władzy, a w tle aktywiści Zachodu, którzy papugują te same odwrócone pojęcia.
W przypadku Hamasu sytuacja wygląda analogicznie.
„Walka z monopolem” oznacza ustanawianie własnego monopolu.
„Porządek publiczny” opisuje milicyjną kontrolę nad całymi dzielnicami.
„Opór” obejmuje przemoc wobec mieszkańców Gazy.
Jak w „Roku 1984” – słowa tracą swoje znaczenie i zaczynają opisywać coś odwrotnego.
Język staje się narzędziem opresji, propaganda to fundament władzy, a w tle aktywiści Zachodu, którzy papugują te same odwrócone pojęcia.
George Orwell opisał mechanizm odwracania znaczeń na podstawie własnych doświadczeń z ruchem komunistycznym. „Rok 1984” i „Folwark zwierzęcy” to literackie opracowanie praktyk, które Orwell znał z pierwszej ręki – manipulowania językiem, fałszowania słów, udawania moralności przy równoczesnym łamaniu elementarnych zasad. Komunistyczna nowomowa polegała właśnie na tym, żeby nadać słowom znaczenia odwrotne do realnych działań.
Współczesna lewica przejęła tę praktykę niemal bez zmian. Używa języka do tworzenia konstrukcji, które mają zastąpić fakty. Tak samo funkcjonuje dziś większość narracji o Palestyńczykach. Terminologia jest ważniejsza niż rzeczywistość, a odwracanie pojęć stało się normą.
To właśnie dlatego duża część zachodniej lewicy instynktownie popiera Hamas – nawet jeśli twierdzi, że popiera „tylko Palestyńczyków”. Mechanizm językowy, którego używa Hamas, jest identyczny z tym, który lewica zna z własnej tradycji politycznej. Gdy Hamas mówi „walka z monopolem”, a w rzeczywistości ustanawia monopol, działa dokładnie tak, jak niegdyś komunistyczne partie, które mówiły o „wyzwoleniu”, prowadząc represje, i o „pokoju”, kiedy wysyłały wojska.
Można tu dostrzec ciągłość praktyki – od komunistycznej nowomowy przez orwellowską analizę po współczesną lewicową narrację i akceptację odwróconych pojęć w sprawie Palestyny.
Dlatego drobny epizod z zakazem szoarmy pasuje do tego schematu. Hamas używa języka tak samo, jak kiedyś partie komunistyczne – słowa stają się narzędziem do ukrycia działań, nie do ich opisania. I dlatego właśnie ta narracja tak łatwo trafia na podatny grunt wśród środowisk lewicowych, które od dziesięcioleci są przyzwyczajone do tego typu odwróconych definicji.
Skrajne, islamskie nurty polityczne (Hamas, ISIS, Al-Kaida, Bractwo Muzułmańskie, irański system velayat-e faqih) są zbudowane na zasadach, które strukturalnie przypominają modele totalitarne. Dlatego w praktyce skrajny islam i skrajna lewica często dogadują się narracyjnie. Środowiska lewicowe często rozpoznają w nim coś znajomego i akceptują jego narrację, nawet jeśli nie przyjmują jej wprost.
Współdzielą kilka kluczowych elementów, jak ideologię totalną (obejmującą jednostkę, społeczeństwo, moralność i politykę), podporządkowanie jednostki kolektywowi, kontrolę języka i narracji, brak przestrzeni prywatnej, pełną ingerencja w życie codzienne, monopol ideologiczny czyli przeświadczenie o posiadaniu jedynej prawdy, usprawiedliwianie przemocy jako środka realizacji tej prawdy, wrogość wobec liberalnej demokracji, nieufność wobec kapitalizmu i społeczeństwa obywatelskiego, odwracanie znaczeń (nowomowa), budowanie moralnej narracji o „wyzwalaniu uciskanych”. No i oczywiście akceptację dla terroru używanego jako narzędzie polityczne oraz całkowite nieliczenie się z dobrostanem własnego społeczeństwa w imię ideologii. Idee są nadrzędne, prowadzą do masowych morderstw, a fanatyzm to postawa moralnie najbardziej promowana.
Warto pamiętać, że współczesna lewica nie przyleciała z kosmosu. Jest politycznym spadkobiercą wszystkich wcześniejszych lewicowych projektów, od bolszewików, przez maoistów i czerwonych Khmerów, po rozmaite ruchy rewolucyjne drugiej połowy XX wieku. Łączy je wspólny rdzeń, który wbrew deklaracjom nigdy nie zniknął, jedynie zmienił język. To przekonanie o moralnej wyższości własnej ideologii, pogarda dla instytucji liberalnych, przeświadczenie, że przemoc bywa „wyzwalająca”, a narracja ważniejsza niż fakty. Dzisiejsze środowiska progresywne odziedziczyły ten sposób myślenia niemal bezrefleksyjnie. Dlatego tak łatwo przyjmują opowieść Hamasu, nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy, bo rozpoznają w niej znajome mechanizmy, które ich własne tradycje polityczne stosowały od lat.
Podobno Stanisław Lem powiedział kiedyś, że dopiero internet ujawnił, ilu jest na świecie idiotów. Jak to bywa z cytatami krążącymi w sieci, trudno dziś ustalić, czy ten rzeczywiście jest jego autorstwa. Ale co do meritum, niestety ten bon mot okazuje się boleśnie trafny. Uzmysłowiło mi to w całej pełni dopiero zetknięcie się z bezkrytycznie afirmującym tak zwaną Palestynę legionem pożytecznych idiotów oraz agresywnych aktywistów.
Jak Hamas zwalcza „monopol”, by ustanowić własny
Kategorie: Uncategorized

