
Yonah E.
Gdyby ktoś napisał scenariusz komediowy oparty na obecnej sytuacji geopolitycznej, każdy producent w Hollywood wyrzuciłby go do kosza jako zbyt głupi, by ktokolwiek w niego uwierzył. A jednak oglądamy ten cyrk na żywo.
Zacznijmy od „geniuszy” rządzących Islamską Republiką Iranu. Ich minister spraw zagranicznych, Abbas Araqchi, rzucił się do mediów społecznościowych, grzmiąc, że Ameryka „gorzko pożałuje” zatopienia irańskiej fregaty IRIS Dena. To był czysty monolog filmowego superzłoczyńcy. Czytając te wpisy, niemal słyszało się dramatyczną muzykę w tle. Groźby te miałyby może jakąś wagę, gdyby reżim nie przeprowadził chwilę później operacji tak niekompetentnej, że pasowałaby raczej do slapstickowej komedii.
Dwa irańskie bombowce Su-24 ruszyły w stronę Kataru z misją uderzenia w gigantyczną amerykańską bazę Al-Udeid. Wielka, podniosła misja: dziesięć tysięcy amerykańskich żołnierzy w zasięgu, na pokładzie bomby kierowane, lot na niskim pułapie, by oszukać radary. Wyglądało to poważnie. Tyle że cała operacja trwała mniej więcej tyle, co pokaz tanich fajerwerków. Dwie minuty przed osiągnięciem celu samoloty zostały przechwycone i zestrzelone przez siły powietrzne… Kataru. Nie przez USA. Nie przez Izrael. Przez Katar.
A oto najlepsza część: był to prawdopodobnie pierwszy raz w historii, kiedy katarskie lotnictwo stoczyło realną walkę powietrzną. „Elitarna” operacja Iranu została zniweczona przez pilotów, którzy dopiero co zaliczyli swoje pierwsze godziny bojowe. Wyobraźcie sobie irańskiego generała, który musi to wyjaśnić: „Eminencjo, misja przebiegała pomyślnie, dopóki Katarczycy brutalnie nie zestrzelili obu naszych maszyn”. Wtedy do akcji wkraczają duchowni. Ajatollahowie wrzeszczą do mikrofonów, wzywając do zemsty, a Abdollah Javadi Amoli prawi w telewizji o „świętych próbach” i „boskiej walce”. Tymczasem ich okręt spoczywa na dnie oceanu, a bombowce leżą rozrzucone na pustyni niczym kosztowne ozdoby ogrodowe.
Ale szaleństwo na tym się nie kończy. Na scenę wchodzi Kreml. Tak, rząd Rosji kierowany przez „światowej sławy filozofa geopolityki”, Władimira Putina. Tego samego, którego armia wciąż próbuje zrównać Ukrainę z ziemią. Ten człowiek ma teraz czelność pouczać Stany Zjednoczone i Izrael o „eskalacji konfliktów”. Takiego poziomu hipokryzji nie da się wymyślić. Putin najeżdżający suwerenne państwo i ostrzegający innych przed agresją jest jak seryjny podpalacz prowadzący seminarium na temat bezpieczeństwa przeciwpożarowego.
Rosyjskie MSZ oficjalnie oskarżyło USA i Izrael o wciąganie Bliskiego Wschodu w konflikt. Doprawdy? Gdy świat potrzebuje porady, jak nie najeżdżać sąsiadów, oczywistym autorytetem jest przecież facet, który właśnie to robi. Ten geopolityczny cyrk byłby już wystarczająco groteskowy, ale zachodnia klasa polityczna nie zamierza odstawać w tej olimpiadzie głupoty. Wchodzi Gavin Newsom. Boże, miej nas w opiece.
Ten facet to „aktywizm” na sterydach. Ideologiczna marionetka wykąpana w żelu do włosów i zamarynowana w skrajnie lewicowych bzdurach. Człowiek zdolny patrzeć prosto na administracyjne pogorzelisko, w jakie zamieniła się Kalifornia, i mimo to uznawać, że największym kryzysem moralnym na Ziemi jest Izrael. Gdyby arogancja mogła służyć jako paliwo lotnicze, Newsom sam mógłby zasilać program kosmiczny.
Kalifornia powinna być jednym z najbogatszych miejsc na świecie. Potężna gospodarka, Dolina Krzemowa, rolnictwo karmiące pół planety, pieniądze z Hollywood i oszałamiająca natura. A jednak pod „genialnym” kierownictwem Newsoma stan ten coraz bardziej przypomina pracę dyplomową o tym, jak skutecznie zepsuć funkcjonujące społeczeństwo.
San Francisco i Los Angeles mają dzielnice wyglądające jak plan filmu o apokalipsie zombie. Obozowiska bezdomnych są wszędzie. Wydano miliardy dolarów, powołano komisje, grupy zadaniowe i zastępy ekspertów do „analizy problemu”. Tymczasem zwykli ludzie muszą omijać igły i ludzkie odchody na chodnikach, podczas gdy politycy gratulują sobie nawzajem sukcesów. To nie jest współczucie – to niekompetencja ubrana w szaty moralności.
Firmy uciekają. Rodziny wyjeżdżają do stanów, w których rządy wciąż uważają, że ulice służą do chodzenia, a pasta do zębów w sklepie nie musi być zamykana w pancernej gablocie jak materiał rozszczepialny. I ten klaun śmie pouczać Izrael o moralności. Izrael – jedyną funkcjonującą demokrację w regionie, gdzie Arabowie głosują, mają swoje partie w parlamencie, zasiadają w Sądzie Najwyższym i pracują ramię w ramię z Żydami w szpitalach. Gdzie osoby LGBTQ żyją otwarcie, podczas gdy w sąsiednich krajach grozi za to więzienie lub śmierć. Nazywanie tego „apartheidem” wymaga poważnego uszkodzenia mózgu przez ideologię.
Spójrzmy więc na pełną obsadę tej globalnej farsy:
- Iran wysyła bombowce, które spadają po dwóch minutach.
- Rosja najeżdża sąsiada i robi wykłady o pokoju.
- Postępowi politycy, którzy nie potrafią utrzymać porządku we własnych miastach, chcą uczyć Izrael etyki.
To jak oglądanie trzech pijanych facetów kłócących się o przepisy ruchu drogowego, podczas gdy ich własne auta leżą już w rowie. Klerycy wrzeszczą, Kreml poucza, aktywiści tweetują. A rzeczywistość nieustannie ich upokarza. Okręty toną, bombowce płoną, propaganda się sypie.
Pośrodku tego chaosu stoją ludzie udający strategicznych geniuszy, podczas gdy świat patrzy, jak ich polityka obraca się w popiół. Jeśli podręczniki historii kiedykolwiek opiszą ten okres uczciwie, będą brzmiały jak czarna komedia. Różnica polega tylko na tym, że idioci reżyserujący to widowisko nadal są przekonani, że są bohaterami.
Kategorie: Uncategorized


Pani Ewa Korulska … To jest nie tylko ponure, to jest tragiczne. Europa Zachodnia, a także Polska, nie potrafią lub nie chcą zrozumieć, że w Iranie, Gazie, Libanie itp. toczy się wojna cywilizacji radykałów religijnych z cywilizacją demokracji i wolności religijnej. Znajoma z Polski ma krewną w Izraelu, która narzeka, że przez tę wojnę z Iranem musi często uciekać do schronu. Napisałem znajomej … Powiedz tej swej krewnej, że jakby Iran miał bombę jądrową, to nie miałaby gdzie uciekać. Nie byłoby schronu , nie byłoby Tel-Awiwu i Izraela. Ofiary liczono by w setkach tysięcy.
Co do Kalifornii, to średnia zarobków jest wysoka, ale za to ceny domów to minimum 2 mln dolarów. Podatki są bardzo wysokie, tak jak w Nowym Jorku, gdzie także rządzą demokraci (w tym sporo intelektualistów Żydów). A wspomaganie bezdomnych narkomanów jest głupotą naiwnych demokratów. Z taką naiwnością spotkaliśmy się w latach 1939–1944 pod okupacją Polski przez Hitlera. Ci naiwni wierzyli w kulturalny naród Niemców, a kończyli w Auschwitz (Oświęcim). Potem ta naiwność dała o sobie znać, gdy Żydzi uwierzyli w komunizm w ZSRR. Zakończyło się to niby dobrze bo władzą w PRL- ale tylko do 1956 kiedy to Polacy komuniści usunęli Żydów z Polski, Żydzi, nie bądźcie naiwni,
Kalifornia pogorzelisko ? ”Kalifornia powinna być jednym z najbogatszych miejsc na świecie.” , ależ jest !
”median” roczna pensja w Kalifornii to $88,000 . Tylko dwa stany maje lekko wyższe dochody,
Washington i Washington DC.
Porównywanie popularnego amerykańskiego polityk do ajatollah czy Putina jest trudne do zrozumienia, ale Newsom denerwuje bo jest popularnym demokratycznym politykiem, i prawdopodobnym kandydatem w wyborach prezydenckich. No i doskonale nabija się z Trumpa.
A pogłoski o zgliszczach Kalifornia są nieco przesadzone.
Bardzo dobry artykuł.
Calkowicie sie zgadzam. Dysonans poznawczy w pelni. Niestety jest to bardziej ponure niż komiczne.