Uncategorized

Sumienie ludzi bezpiecznych

Anna Grabowska

Nie jestem zwolenniczką kary śmierci i nigdy nie byłam. Nie zamierzam tego stanowiska porzucać tylko dlatego, że ta sprawa dotyczy Izraela. Oczywiście rozumiem, czym jest terror i zbrodnia, która rozsadza życie rodzin, wspólnot i całego państwa. Po prostu uważam, że państwo nie powinno mieć prawa zadawania śmierci w majestacie prawa. Dlatego mam nadzieję, że ta ustawa nie przetrwa. Ale mówię to bez najmniejszej pogardy wobec tych, którzy w Izraelu albo poza nim myślą dziś inaczej. Zwłaszcza wobec ludzi proizraelskich, którzy nie doszli do poparcia tej ustawy z okrucieństwa, tylko z poczucia, że państwo od lat przegrywa z mechanizmem terroru, porwań, wymian i bezsilności. To nie są dla mnie ludzie opętani żądzą śmierci, ale często zmęczeni tym, że zbrodnia wraca, groźba nie znika, i że strach nie jest teorią, tylko codziennością. Nie zgadzam się z ich wnioskiem. Ale rozumiem, z jakiego doświadczenia ten wniosek wyrasta.

To właśnie dlatego odrzucam łatwy ton moralnej wyższości. Bo przecież mogę być przeciw karze śmierci jako zasadzie, a zarazem odmawiać sobie luksusu bezpiecznego europejskiego moralizowania wobec społeczeństwa, które żyje pod realnym terrorem zamachów, porwań i wojny. To są dwie zupełnie różne rzeczy. Jedna to przekonanie moralne, druga to pycha bezpiecznego obserwatora, który sądzi cudze decyzje tak, jakby sam ponosił ich ciężar. A przecież nie ponosi. Nie budzi się w nocy z myślą, że śmierć może wejść do domu. Nie żyje z wiedzą, że zło nie jest możliwością abstrakcyjną, lecz czymś, co może wydarzyć się jutro, pojutrze albo za godzinę.

Trzeba wiedzieć, że człowiek spokojny mówi językiem zasad, lecz ten osaczony zaczyna mówić językiem przetrwania. I właśnie dlatego bezpieczna Europa powinna mniej pouczać, a więcej rozumieć. To nie jest wezwanie do moralnej kapitulacji, ani zachęta, żeby przyklaskiwać wszystkim decyzjom państwa żyjącego pod groźbą przemocy. Jest to przypomnienie rzeczy elementarnej, że nie ocenia się z tej samej wysokości społeczeństwa, które debatuje w warunkach pokoju, i społeczeństwa, które od dekad żyje w cieniu groźby i terroru. Sumienie, które niczym nie ryzykuje, bardzo często jest po prostu wygodą. W takich sprawach potrzebna jest także zwykła uczciwość wobec samej siebie, więc ja swojego sprzeciwu wobec kary śmierci nie wycofuję.

Mieszkam w kraju demokratycznym i uważam, że właśnie od tego mam państwo, policję i wojsko, żeby mnie chroniły, nie każąc mi wybierać między strachem a odwetem. To jest jednak luksus życia w miejscu, w którym wciąż mogę wierzyć, że bezpieczeństwo ma zapewniać prawo i instytucje, a nie ostateczny odruch odwetu. I z tego właśnie powodu nie mam prawa mówić tonem wyższości do tych, którzy żyją w warunkach, w których nawet sumienie zaczyna mówić językiem przetrwania. Jest w tym także dla mnie wymiar bardzo osobisty. Nie jestem za karą śmierci nie tylko z powodów politycznych czy prawnych. Jestem weganką. Nie zabijam nawet zwierząt, więc tym bardziej nie umiem lekko mówić o zabijaniu człowieka przez państwo. Ale moja osobista niezgoda nie daje mi prawa do europejskiej wyższości.

Tutaj mogę mówić, co sama myślę, ale nie mogę udawać, że wiem, jak wygląda moralność człowieka żyjącego pod terrorem. Nie mogę twierdzić z góry, że wiem, jak sama zachowywałabym się w państwie otoczonym przez wrogów, pod stałą groźbą zamachów, rakiet, porwań i wojny. Nie mam w sobie tej dumnej europejskiej pychy. Nie mam tym bardziej żadnej sympatii do przypinek z szubienicą, wzrost przeciwnie, iważam je za odrażające, prymitywne i po prostu niegodne. Jest coś moralnie zepsutego w zamienianiu symbolu egzekucji w polityczny gadżet przypinany do klapy marynarki. To nie jest język prawa ani siły państwa, tylko brutalne efekciarstwo, które degraduje wszelką debatę i odziera ją z resztek powagi. Można rozumieć lęk, gniew i frustrację społeczeństwa żyjącego pod terrorem, a zarazem odrzucać tę estetykę śmierci jako coś zupełnie poniżej ludzkiej godności.

Wiem też, że nie jestem w tej postawie sama, również po stronie ludzi wyraźnie proizraelskich. We Francji Yonathan Arfi, przewodniczący CRIF, czyli Rady Reprezentatywnej Instytucji Żydowskich Francji, nazwał wczoraj przyjęcie tej ustawy „regresją demokratyczną” i napisał, że ufa izraelskiej demokracji, iż odrzuci ją drogą legalną. Patrick Klugman, francuski adwokat i publicysta od lat zaangażowany w obronę Izraela przed jego demonizacją, wyraził nadzieję, że izraelski Sąd Najwyższy „zmyje tę zniewagę i przywróci prawo na właściwe miejsce”. I wreszcie Bernard-Henri Lévy, jeden z najważniejszych francuskich intelektualistów proizraelskich, już wcześniej krytykował pomysły Itamara Ben Gwira wokół kary śmierci. To są dla mnie głosy ważne właśnie dlatego, że nie pochodzą od ludzi wrogich Izraelowi, lecz od tych, którzy są mu życzliwi i chcą, by pozostał wierny własnemu prawnemu i moralnemu rdzeniowi.

Wiem również, że od Izraela wymaga się dziś rzeczy, których świat nie wymaga z równą surowością od innych. Amnesty International przypomina, że na koniec 2024 roku co najmniej 55 państw nadal utrzymywało karę śmierci w swoim prawie. A jednak właśnie wobec Izraela dyskusja błyskawicznie zamienia się w szczególne przedstawienie ogólnoeuropejskiego oburzenia, jakby to tutaj po raz pierwszy odkryto samą ideę kary śmierci. Czy taki jest uniwersalizm? Raczej dobrze znany odruch – od demokracji żyjącej w stanie permanentnego zagrożenia wymaga się niemal sterylnej doskonałości, której świat nie żąda z taką samą gorliwością od innych.

Dlatego nie chcę uczestniczyć ani w histerii, ani w moralnym spektaklu. Nie będę bić brawa karze śmierci, bo nie wierzę, żeby państwo stało się lepsze przez to, że przejmuje prerogatywę ostatecznego wyroku. Ale też nie chcę dołączać do tych, którzy każdą próbę zrozumienia izraelskiego lęku traktują jak zdradę zasad. Między aprobatą a potępieniem istnieje jeszcze rzecz rzadsza i o wiele trudniejsza: rozumienie. Ono nie oznacza zgody, ale to, że człowiek zachowuje dość pokory, by nie stroić się w togę sędziego tam, gdzie sam nigdy nie musiał żyć pod nożem historii. A jeśli mam powiedzieć to najprościej, to właśnie tak: jestem przeciwna karze śmierci. Mam nadzieję, że ta ustawa upadnie. Ale nie mam żadnego moralnego prawa mówić do Izraela tonem bezpiecznej europejskiej wyższości z mojego paryskiego domu, jakbym sama wiedziała, jak zachowuje się sumienie w państwie żyjącym w paszczy lwa.

Ponieważ do mojego sumienia linków nie ma, tym razem bez źródeł.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.