Uncategorized

Volkswagen wysyłał Żydów na śmierć. Teraz Izrael może uratować jego fabrykę.

Mitch Schneider

Ta sama firma, która wykorzystywała żydowskich więźniów do pomnażania zysków, dziś może przetrwać dzięki państwu żydowskiemu.

Latem 1944 roku Arthur Schmiele, inżynier w fabryce Volkswagena, udał się do Auschwitz. Osobiście wybrał tam 300 węgierskich żydowskich ślusarzy, by przetransportować ich do zakładów w Wolfsburgu. Nie musiał tam jechać. To był jego wybór.

Ci mężczyźni byli częścią największej fali deportacji podczas wojny. Węgierscy Żydzi, ostatnia duża społeczność żydowska w okupowanej Europie, trafiali do Auschwitz wiosną i latem 1944 roku. Każdy dorosły wiedział, czym jest ten obóz. Nie wybrano ich z puli wolnych pracowników – wyciągnięto ich wprost z kolejki do komór gazowych.

Schmiele sprowadził ich do fabryki i eksploatował tak długo, jak byli użyteczni. W październiku 1944 roku, skrajnie wycieńczeni, zostali przeniesieni do obozu Mittelbau-Dora. Wielu z nich tam zginęło. W tym samym okresie, od lipca 1944 do stycznia 1945 roku, z Auschwitz i Bergen-Belsen przywożono kolejne transporty więźniarek. Miały pracować przy liniach produkcyjnych min przeciwczołgowych. One również masowo umierały.

To był wybór Volkswagena. System im to ułatwił, SS dostarczyło ludzi, a firma podpisała umowy i liczyła oszczędności. Gdy „zasoby” się wyczerpywały, Volkswagen po prostu jechał po kolejne.

Dziś ta sama firma prowadzi zaawansowane negocjacje z Rafael Advanced Defense Systems – czołowym izraelskim koncernem zbrojeniowym – w sprawie produkcji komponentów do systemu Żelazna Kopuła (Iron Dome). Wtedy Volkswagen nie ratował Żydów. Dziś państwo żydowskie może uratować fabrykę Volkswagena.

Volkswagen nie został „wcielony” do machiny wojennej – on z niej wyrósł. Założony przez nazistowski rząd w 1937 roku jako przedsiębiorstwo państwowe, był dzieckiem Hitlera, zbudowanym według jego wytycznych. Na początku lat 40. firma niemal całkowicie porzuciła produkcję aut cywilnych na rzecz zbrojeń: pojazdów wojskowych, części do rakiet V1 i min. Według własnych danych firmy z 1944 roku, dwie trzecie pracowników stanowili robotnicy przymusowi: więźniowie obozów koncentracyjnych i radzieccy jeńcy wojenni.

Przychody Volkswagena w latach wojny gwałtownie wzrosły, ponieważ praca niewolnicza wyeliminowała koszty wynagrodzeń. Firma nie stała się częścią tego systemu przez przypadek – aktywnie zabiegała o więźniów poprzez formalne układy z SS, czerpiąc z tego bezpośrednie zyski.

Dla nazistów życie Żydów nie było zasobem, którym należy zarządzać. Było problemem, który należało rozwiązać. Praca stanowiła jedynie przystanek przed egzekucją. Wolfsburg nie był wyjątkiem – był ogniwem w systemie zaprojektowanym tak, by kończyć się śmiercią.

Niezależna komisja historyczna, powołana przez samego Volkswagena, ustaliła, że podczas wojny około 20 000 osób zmuszono do pracy dla firmy, w tym 5000 więźniów obozów koncentracyjnych. Większość z nich nie przeżyła. Volkswagen utworzył fundusz odszkodowawczy dopiero w 1998 roku – 54 lata po wojnie i pod silną presją zewnętrzną. To nie wyrównuje rachunków. Nic ich nie wyrówna.

Były narady. Były selekcje. Na rampie w Auschwitz stał Arthur Schmiele i wskazywał palcem.

„Financial Times” donosi, że Volkswagen negocjuje przekształcenie swojej fabryki w Osnabrück w zakład produkujący elementy systemu Iron Dome. Chodzi o ciężarówki pod baterie, generatory oraz wyrzutnie, które posyłają pociski w niebo, gdy w izraelskich miastach wyją syreny.

Rafael nie jest zwykłą prywatną korporacją. Należy do rządu Izraela. To nie jest zwykła decyzja biznesowa – to decyzja suwerennego państwa, podjęta w imieniu narodu żydowskiego. Choć Rafael ma inne opcje produkcji w Europie, wybiera właśnie tę fabrykę, w tym miejscu, z tą konkretną historią.

Zakład w Osnabrück zatrudnia 2300 osób. Informator „Financial Timesa” stwierdził: „Celem jest uratowanie wszystkich, a może nawet rozwój”.

Uratowanie wszystkich.

Nikt przy negocjacyjnym stole nie wspomina roku 1944. Liczą się miejsca pracy. To pragmatyczny układ: Rafael potrzebuje europejskich mocy przerobowych, Volkswagen ma bezczynną fabrykę, a 2300 rodzin w Dolnej Saksonii zachowa stabilność finansową. Symbolika nie została zaproszona na to spotkanie, a mimo to zająła przy stole główne miejsce.

Volkswagen nazywa to „produkcją infrastruktury”. To rozróżnienie traci sens, gdy zapyta się, do czego te ciężarówki służą. Firma, poprzez spółkę MAN, już produkuje sprzęt wojskowy. Granica między „infrastrukturą” a „uzbrojeniem” zawsze była kwestią wygody, a nie rzeczywistości.

Od 7 października 2023 roku Hamas wystrzelił tysiące rakiet w izraelskich cywilów. Hezbollah od ponad roku codziennie ostrzeliwuje Izrael z Libanu. Huti z Jemenu celują pociskami balistycznymi w izraelskie miasta. Wszystkie te grupy otwarcie nawołują do zniszczenia Izraela i mordowania Żydów. Iron Dome nie analizuje intencji – po prostu przechwytuje rakietę, zanim ta uderzy w ludzi.

System ten nie został narodowi żydowskiemu podarowany. Został przez niego zbudowany: przez izraelskich inżynierów, sfinansowany z izraelskich podatków. Ludzie, którzy go stworzyli, to często potomkowie tych, których Volkswagen chciał zgładzić.

W judaizmie istnieje pojęcie teszuwa. Często tłumaczy się je jako skruchę, ale oznacza ono „powrót”. Nie jest to rozgrzeszenie ani zapomnienie, lecz akt obrania innego kierunku. Tradycja mówi, że droga ta jest otwarta dla każdego – także dla instytucji i fabryk. Jednak teszuwa nie jest czymś, co się komuś należy z urzędu.

Volkswagen nie używa tych kategorii; mówi o etatach i wydajności. Nie zapracowali na to słowo. Państwo Izrael nie oferuje im przebaczenia – oferuje kontrakt. W prawie żydowskim to nie jest mało. Zmiana czynów poprzedza wewnętrzne rozliczenie. Ta umowa może być pierwszym krokiem.

Volkswagen dokonał wyboru w 1944 roku. Arthur Schmiele pojechał do Auschwitz, bo ktoś w firmie uznał to za opłacalne. Tego rozdziału nie da się zamknąć. Jednak w tym miesiącu wektor historii się odwrócił.

Od 1948 roku naród żydowski buduje. Nie „pomimo” wojen, rakiet i bojkotów, ale w samym ich centrum. Buduje szpitale ratujące życie w krajach, które go nie uznają. Buduje przemysł obronny tak skuteczny, że świat stoi w kolejce po jego technologie. To jest prawdziwa odpowiedź na rok 1944 – nie ta jedna umowa, ale fakt, że stała się ona możliwa.

Wnuki ludzi, których ta fabryka wyzyskiwała, wciąż tu są. Wciąż tworzą. I to, co stworzyli, jest dziś Europie niezbędne. Nie chodzi tylko o Volkswagena. Iron Dome kupują Niemcy, Finlandia, Grecja. Cały kontynent zbroi się w izraelską technologię.

Ten sam kontynent, który doprowadził do Holokaustu, jest dziś w dużej mierze zależny od państwa żydowskiego w kwestii własnego bezpieczeństwa. To nie jest przypis do historii. To jest jej nowy nagłówek.

To jest Izrael.


Volkswagen wysyłał Żydów na śmierć. Teraz Izrael może uratować jego fabrykę.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.