
Joshua Hoffman
Kilka dni temu w Tayasir, palestyńskiej wiosce na północy Zachodniego Brzegu, żołnierze IDF zatrzymali i rzekomo zaatakowali ekipę CNN relacjonującą akty przemocy ze strony osadników. Nagrania pokazują żołnierzy wypowiadających podburzające uwagi i powołujących się na zemstę za śmierć 18-letniego Yehudy Shermana, który zginął pod kołami pojazdu prowadzonego przez Palestyńczyka.
Według Jeremy’ego Diamonda z CNN jeden z kamerzystów był duszony, gdy żołnierze próbowali zablokować filmowanie w nielegalnej placówce. Incydent ten, potępiony przez dyrektora generalnego Ministerstwa Obrony, Eyala Zamira, jako poważne naruszenie etyki wojskowej, skutkował już zwolnieniami i bezprecedensowym wycofaniem całego batalionu ze służby operacyjnej.
Zacznijmy od oczywistości: zachowanie żołnierzy wobec ekipy CNN było złe. Było nieprofesjonalne, nieetyczne i stanowiło naruszenie standardów, których przestrzeganie deklaruje izraelska armia. Reakcja IDF – szybkie potępienie i wyciągnięcie surowych konsekwencji – odzwierciedla tę rzeczywistość. Większość Izraelczyków, w tym ja, patrzy na te nagrania z dezaprobatą.
Jeśli jednak ktoś uważa, że ta historia zaczyna się i kończy na kilku „zbuntowanych” żołnierzach atakujących niewinnych dziennikarzy, nie dostrzega szerszego kontekstu. Prawda jest znacznie mniej wygodna: CNN nie jest neutralnym, bezstronnym obserwatorem, który przypadkiem znalazł się w ogniu krzyżowym. Od lat stacja ta angażuje się w konflikt nie jako sprawozdawca, lecz jako jego uczestnik. A kiedy konsekwentnie przedstawia się jedną stronę jako nikczemną i brutalną, nie można udawać zaskoczenia, gdy członkowie atakowanego społeczeństwa przestają postrzegać prasę jako obiektywną, a zaczynają widzieć w niej przeciwnika.
Nie usprawiedliwia to agresji, ale wyjaśnia mechanizm jej powstania. Przez lata CNN odeszło od relacjonowania wydarzeń w Izraelu na rzecz jego oskarżania. Wielokrotnie nagłaśniało niepotwierdzone twierdzenia i zbyt często traktowało zarzuty wobec Izraela jako fakty, zanim ustalono dowody. Sprostowania rzadko zyskują taką samą uwagę jak krzykliwe nagłówki. Do tego czasu szkoda jest już wyrządzona. To nie dziennikarstwo – to budowanie narracji.
Jeszcze bardziej niepokojące jest dążenie CNN do fałszywej moralnej równoważności. Od 7 października stacja odruchowo stawia Izrael – demokratyczne państwo prawa – na równi z Hamasem, dżihadystyczną organizacją terrorystyczną wykorzystującą cywilów jako żywe tarcze. Takie zrównywanie nie tworzy równowagi, lecz zniekształcenie rzeczywistości.
Izraelczycy to widzą. Żołnierze IDF też. Codziennie słyszą oskarżenia o zbrodnie wojenne, apartheid i czystki etniczne, często formułowane w ogólnikach, które wymazują kontekst nieustannego zagrożenia terroryzmem. Widzą, jak media promują narracje minimalizujące przemoc wobec Izraelczyków, jednocześnie wyolbrzymiając każdy błąd wojska do rangi globalnego skandalu.
CNN kształtuje ten konflikt również poprzez sposób relacjonowania wydarzeń z reżimów autorytarnych, takich jak Iran. Frederik Pleitgen relacjonuje wydarzenia z Teheranu w warunkach narzuconych przez reżim, który brutalnie tłumi sprzeciw. Efekt przypomina nie bezkompromisowe dziennikarstwo, lecz starannie wyreżyserowaną prezentację, w której oficjalne stanowisko rządu jest podawane bez znaczącej konfrontacji. To nie przejrzystość, to choreografia.
Większość relacji z Izraela mówi mniej o samym miejscu, a więcej o ludziach, którzy je tworzą. Dziennikarze operują w ramach zamkniętego ekosystemu społecznego we Wschodniej Jerozolimie czy Ramallah. Znają się, wymieniają pomysłami i śledzą nawzajem swoją pracę. Wynikiem nie jest spisek, lecz kulturowa zbieżność – nieformalny konsensus, w którym te same uproszczenia pojawiają się w wielu mediach jednocześnie.
W tym środowisku krytyka Izraela staje się domyślnym schematem, w którym państwo to jest symbolem globalnych bolączek: kolonializmu czy rasizmu. Z kolei mroczne realia palestyńskiej polityki – jak wykorzystywanie szkół i szpitali do celów wojskowych czy rola Iranu w finansowaniu dżihadu – są traktowane jako tabu, bo komplikują czarno-białą narrację.
Krytyka Izraela jest konieczna, ale wiarygodność wymaga spójności. Jeśli dziennikarze rygorystycznie analizują izraelskich liderów, muszą z takim samym sceptycyzmem podchodzić do liderów palestyńskich. Bagatelizowanie działań Islamskiego Dżihadu w Gazie, podczas gdy analogiczne grupy w Iraku nazywa się zagrożeniem, to nie „niuansowanie”, lecz podwójne standardy.
Dziś CNN przypisuje sobie rolę nieustraszonego głosiciela prawdy, ale ta wybiórcza moralność nie uchodzi uwadze Izraelczyków. Należy pamiętać, że izraelscy żołnierze to osiemnasto- i dziewiętnastolatkowie. Oni też przeglądają telefony i widzą, jak są przedstawiani. Oczekiwanie, że pozostaną obojętni na nieustanny strumień wrogich relacji, jest nierealne. Nie usprawiedliwia to utraty kontroli, ale przypomina, że po obu stronach kamery stoją ludzie działający pod ogromną presją.
Nie muszą Państwo współczuć dziennikarzom CNN. Można uznać, że zostali potraktowani źle, a jednocześnie dostrzec, że nie są niewinnymi obserwatorami. Pomogli ukształtować pole bitwy narracyjnej, na którym teraz sami się znaleźli. To nie jest bycie ofiarą – to są konsekwencje ich własnej postawy.
Nie należy współczuć dziennikarzom CNN na Zachodnim Brzegu
Kategorie: Uncategorized

