
Joshua Hoffman
Poza polem bitwy kształtuje się nowy porządek regionalny – taki, który może zdefiniować Bliski Wschód na długie lata.
Przez dziesięciolecia Bliski Wschód charakteryzował jeden zasadniczy podział: Izrael i świat arabski stojący po przeciwnych stronach barykady. Ta era dobiega końca – i to nie tylko za sprawą dyplomacji, ale w wyniku wspólnej presji wywołanej działaniami wojennymi.
Wymiar militarny jest tu najbardziej widoczny. Islamska Republika Iranu, od dawna przyzwyczajona do demonstrowania siły poprzez pośredników (proxies) i wojnę asymetryczną, mierzy się obecnie z trwałą, bezpośrednią presją ze strony skoordynowanej kampanii USA i Izraela. Irańskie salwy rakietowe, ataki dronów oraz próby zakłócenia regionalnych przepływów energii ujawniły zarówno możliwości Teheranu, jak i jego słabe punkty. Aura nietykalności, która niegdyś otaczała reżim, została przełamana. Od 1979 roku Iran kultywował przekonanie, że może działać agresywnie bez wywoływania zdecydowanej reakcji. To przekonanie właśnie legło w gruzach.
Jednak prawdziwa zmiana strategiczna nie dokonuje się na niebie nad Zatoką Perską czy w Cieśninie Ormuz. Rozgrywa się ona w stolicach świata arabskiego.
Dyplomacja interesów, nie ideologii
Proszę zwrócić uwagę na tempo i stanowczość ostatnich działań dyplomatycznych. Decyzja Arabii Saudyjskiej o wydaleniu irańskiego personelu wojskowego po powtarzających się atakach na jej terytorium to nie tylko środek doraźny – to jasny sygnał. Podobne posunięcie Kataru, będące następstwem uderzeń w jego kluczową infrastrukturę energetyczną, wzmacnia ten przekaz. Nie są to gesty symboliczne, lecz zwiastuny szerokiego regionalnego przegrupowania, napędzanego nie ideologią, a wspólnymi interesami.
Przez lata państwa Zatoki Perskiej starały się zachować kruchą równowagę. Obawiały się Iranu, ale równie mocno lękały się eskalacji konfliktu. Stosowały strategię asekuracyjną: angażowały się w dialog, a niekiedy nawet godziły na ustępstwa, czego przykładem było przywrócenie w 2023 roku stosunków dyplomatycznych między Rijadem a Teheranem. Logika była prosta: współistnienie, choć trudne, było lepsze niż otwarta konfrontacja.
Ta logika przestała obowiązywać.
Decyzja Iranu, by rozszerzyć odwet poza Izrael i USA i uderzyć w kraje Zatoki, zasadniczo zmieniła układ sił. Atakując Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Katar – państwa nie biorące bezpośredniego udziału w początkowych starciach – Teheran przeobraził się z lokalnego przeciwnika w egzystencjalne, wspólne zagrożenie. Tym samym osiągnął skutek odwrotny do zamierzonego.
Zamiast doprowadzić do rozłamu w regionie lub wymusić na państwach Zatoki powstrzymanie Waszyngtonu, Iran zjednoczył je wokół nowego, niebezpiecznego dla siebie konsensusu: jego potencjał militarny musi zostać trwale osłabiony.
Nowa oś strategiczna
Po raz pierwszy obserwujemy rosnącą zbieżność stanowisk Izraela i kluczowych państw arabskich – już nie tylko w zakresie cichej dyplomacji czy wymiany informacji wywiadowczych, ale w samej wizji strategicznej. Porozumienia Abrahama zapoczątkowały proces normalizacji, jednak był on wciąż ograniczony, ostrożny i hamowany przez wewnętrzne uwarunkowania polityczne.
Wojna przyspieszyła to, co dyplomacja wdrażała z najwyższym trudem.
Dziś to zbliżenie ma charakter operacyjny. Przywódcy Zatoki, którzy niegdyś nawoływali do powściągliwości, obecnie zachęcają do dalszego wywierania presji na Teheran. Niektórzy rozważają bezpośredni lub pośredni udział w działaniach militarnych; inni otwierają przestrzeń powietrzną i koordynują obronę w sposób, który jeszcze kilka lat temu byłby nie do pomyślenia.
Powstaje bezprecedensowy blok regionalny, zjednoczony nie wspólną tożsamością, lecz brutalnym realizmem. Działania Iranu jasno pokazały, że jego ambicje uderzają w sam fundament dobrobytu Zatoki: energię. Atakując rafinerie i szlaki żeglugowe, Iran chciał zburzyć wizerunek państw Zatoki jako „wysp stabilności”. Zamiast tego, zmusił je do ostatecznego rozliczenia z zagrożeniem.
Koniec „bajki”, początek trwałości
Istnieje naturalny, niemal ludzki instynkt, by oczekiwać, że ta wojna zakończy się jak bajka: złoczyńcy znikają, a region z dnia na dzień staje się bezpieczny. To kusząca, ale nierealna narracja. Reżimy takie jak irański nie są kruchymi konstrukcjami; budowały swoją pozycję przez dekady. Sukces nie będzie wyglądał jak w filmie.
Zamiast nagłego upadku, realnym wynikiem będzie stopniowo osłabiany i izolowany Iran – kraj ograniczony militarnie i zduszony ekonomicznie, zmuszony do kalkulacji kosztów każdej agresji.
W tym samym czasie Izrael przekształca swoją pozycję w regionie. Cicha koordynacja staje się jawna, a operacyjna konieczność przeradza się w trwałe porozumienie. Ta zmiana nie wyparuje wraz z ostatnim wystrzałem. Przeciwnie – więzi wywiadowcze i obronne będą się pogłębiać, ponieważ opierają się na wzajemnym interesie.
W regionie, gdzie trwałość jest rzadkością, powstanie Bliskiego Wschodu, w którym dawni przeciwnicy stoją po tej samej stronie strategicznej barykady, jest najbliższą definicją zwycięstwa, jaką można osiągnąć.
Koniec starego Bliskiego Wschodu
Kategorie: Uncategorized

