
Białe jest czarne jak murzyn pisany małą literą, a czarne jest białe jak Śnieg na topniejących lodowcach Grenlandii.
W dniu niezasłużonego triumfu Igi Swiątek nad reprezentującą Wielką Brytanię tenisistką Katie Boulter, prorządowa telewizja TVN24 nadała program „Czarno na białym”, w którym pozytywnego bohatera grał niejaki Billi Browder, śniadolicy spekulant giełdowy z Anglii i z Ameryki, a za czarnych łotrów robili b. premier Mateusz Morawiecki i jego kompan, wicemarszałek Senatu Rzeczypospolitej Adam Bielan. Dwa dni później Iga odniosła kolejne niezasłużone zwycięstwo nad reprezentującą Kazachstan Jeleną Rybakiną i jednoosobowo wprowadziła reprezentację Polski do finału. Czarno-biały zespół amerykański dał biało-czerwonym tęgiego łupnia. Coco Gauff, ciemnoskóra piękność zasłużenie ograła Igę Swiątek, a bladolicy Taylor Fritz sponiewierał na korcie Huberta Hurkacza.
Co ma piernik do wiatraka? Choćby to, że w drugiej połowie minionego roku pochopna decyzja tenisowego Doping Control zniszczyła psychicznie Igę Świątek, naraziła ją na wielkie straty finansowe, a także pozbawiła tytułu pierwszej rakiety w rankingu WTA. Jako człowiek, który, powodowany chorobliwą podejrzliwością, posądza Wall Street o bukmacherskie machinacje przy niezawisłej decyzji międzynarodowej komisji antydopingowej, w przypadku pochopnego oskarżenia Mateusza Morawieckiego i jego kompana o uleganie wpływom rosyjskim i celowe działanie na szkodę państwa Polskiego w programie telewizyjnym „Czarno na białym”, także dostrzegam kosmatą łapę zaoceanicznego szatana. TVN24 jest własnością amerykańskiej firmy , którą rządzi dolar, a nie jakiś rubel, czy inne euro.
W telegraficznym skrócie. Komisja generała Stróżyka do zbadania wpływów rosyjskich na posunięcia polityków Zjednoczonej Prawicy, czyli taka sobie podróbka Komisji do Zbadania Działalności Antyamerykańskiej Josepha Raymonda McCarthiego (piszę jak gdyby na eksport, toteż mogę sobie pozwolić na zuchwałe i niesprawiedliwe etykietowanie), po pięciu miesiącach prac przedstawiła pierwsze ustalenia: „Komisja zidentyfikowała szereg działań, które wpisywały się w modus operandi służb specjalnych Rosji i Białorusi”.
Amerykański historyk, Stanley Schultz, w „American History 102” napisał: „Ze znikomymi lub nieistniejącymi dowodami jego oskarżeń, McCarthy opierał się na pomówieniach, donosach i insynuacjach w celu zniszczenia reputacji swoich przeciwników (styl obecnie znany jako 'makkartyzm’). Samonapędzający się mechanizm działania komisji McCarthy’ego zaniepokoił w końcu samych jego inicjatorów z kół rządowych, którzy doprowadzili do publicznego ujawnienia sposobu jej działania. W 1954 telewizyjna relacja pozwoliła milionom oglądać metody McCarthy’ego po raz pierwszy, co obudziło falę oburzenia i spowodowało oficjalne ocenzurowanie jego działalności. Zmarł w wieku 49 lat na skutek komplikacji spowodowanych alkoholizmem”.
Ostatni, czwarty obszar, jaki podczas konferencji prasowej szczegółowo omówił przewodniczący komisji, dotyczył „finansowania rosyjskich wpływów w USA”. Gen. bryg. Stróżyk wyjaśnił, że chodzi przede wszystkim o wynajmowanie zewnętrznych podmiotów, które miały reprezentować państwo polskie lub jego podmiot w Stanach Zjednoczonych. Z takich rozwiązań miało korzystać m. in. Ministerstwo Obrony Narodowej, Polska Grupa Zbrojeniowa, a także inne spółki Skarbu Państwa. Jednak firmy, które do tego wynajmowano, były powiązane z Federacją Rosyjską. Wśród nich była m.in. The Potomac Square Group, z którą współpracował oficer GRU Rinat Achmetszyn, Park Strategies należąca do byłego senatora Alfonsa D’Amato, który sprzeciwiał się wejściu Polski do NATO, a także BGR Group, która wspiera rosyjskie podmioty, jak na przykład Gazprom, Bank Moskwy czy te związane z Nord Stream 2. „Nie znaleźliśmy śladu działalności tych firm. Zapewne dlatego, że były zajęte działaniami na rzecz Rosji” – wyjaśnił generał.
Komisja gen. Stróżyka nie znalazła śladów polskiej działalności antyamerykańskiej nad Potomakiem, bo nie ma prawa podejmować żadnych działań operacyjnych i może jedynie badać zgromadzone w Polsce dokumenty. Dziennikarzom natomiast nikt działań operacyjnych zabronić nie ma prawa, toteż ekipa programu telewizji TVN24 „Czarno na białym” udała się za Ocean, żeby zbadać problem u samych źródeł. Przede wszystkim reporterów TVN24 interesowała działalność Polsko – Amerykańskiej Izby Handlowej, powołanej z inicjatywy premiera Morawieckiego i Senatora Bielana.
Powołanie amerykańsko-polskiej Izby handlowej z siedzibą nad Potomakiem w kwietniu 2018 roku wywołało entuzjazm w kręgach rządowych:
„Polsko-amerykańskie relacje gospodarcze rozwijają się od lat bardzo dobrze, ale nie możemy spoczywać na laurach. Dlatego z zadowoleniem przyjęliśmy inicjatywę powołania Polskiej Izby Handlowej w USA z siedzibą w Waszyngtonie. Chcemy tam, na miejscu nie tylko wzmacniać naszą współpracę, ale także promować Polskę i polskie firmy. Mamy czym się chwalić. Polska to kraj prężnie rozwijający się, z jednym z największych wzrostów gospodarczych w Europie. Konsekwentnie tworzymy coraz lepsze warunki dla funkcjonowania i rozwoju firm, co docenili już tacy amerykańscy giganci jak GE czy JP Morgan, decydując o inwestycjach w Polsce. Czas na kolejne tego typu przedsięwzięcia”
– mówiła polska minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz.
„To dla mnie wielki zaszczyt, że jako Polak, żyjący od lat w Stanach Zjednoczonych, mogę pokierować tak ważną dla relacji polsko-amerykańskich inicjatywą” – powiedział Chris Jamroz, obywatel amerykański, nowo mianowany Prezes Zarządu Polskiej Izby Handlowej w Stanach Zjednoczonych. – „Doceniam znaczenie współpracy z Ministerstwem Przedsiębiorczości i Technologii, jak również z agencjami, wspierającymi rozwój gospodarczy w Polsce i za granicą. Ostatnie inwestycje amerykańskich firm w Polsce oraz plany polskich inwestycji w USA wskazują na ważność stosunków polsko-amerykańskich, które dzięki działalności Izby będą mogły się znacząco umacniać”
Pięć lat później wszelkie posunięcia urzędników Dobrej Zmiany po wyborach wygranych przez „Koalicję 15 października” stały się przedmiotem zainteresowania licznych komisji sejmowych i rządowych , ale przede wszystkim Komisji do spraw Rozliczeń. Komisja generała Stróżyka nie znalazła w Izbie nad Potomakiem śladu działalności firm działających na rzecz rosyjskiego interesu, jednakże „zidentyfikowała szereg działań, które wpisywały się w modus operandi służb specjalnych Rosji i Białorusi”.
Niestety, nasza ekipa dziennikarzy śledczych TVN24, która poszła tym tropem, nie zastała na miejscu „zbrodni dyplomatycznej” ani oficera GRU Rinata Achmetszyna, ani nawet senatora Alfonsa D’Amato, który nie widział dla Polski miejsca w NATO. Nad Potomakiem buszował tylko lobbysta Wiliam „Billi” Browder i na tej osobliwej personie skupili uwagę dziennikarze „Czarno na białym”.
Browder niewiele miał do powiedzenia o podstępnych knowaniach Christophera Chrisa, właściciela firmy „The Potomac Square Group”, która maczała palce m. in. przy budowie rurociągu gazowego Nord Streem 2, ale skorzystał z okazji , żeby przed wielomilionową widownią TVN24 pochwalić się swoim największym politycznym sukcesem, jakim było uchwalenie przez Kongres USA sponsorowanej przez niego ustawy „Magnitsky Act”.
„Magnitsky Act” przewidywał sankcje finansowe dla urzędników rosyjskich, winnych uwięzienia i zamordowania Siergieja Magnickiego, prawnika w działającej na obszarze Rosji firmie hedgingowej „Heritage”, należącej do holdingu Browdera, którego nad Potomakiem uznano za apostoła walki z bezprawiem i korupcją w Rosji. Ale prawnik Sieroża Magnicki bardziej przypominał consigliare z jakiegoś filmu gangsterskiego, niźli naszego prokuratora Korneluka lub też sędziego Tuleyę… W dodatku naczelnym winowajcą śmierci Magnickiego uczyniono naczelnika Kratowa z moskiewskiego więzienia „Na Butyrkach”, gdy tymczasem na trzy tygodnie przed zgonem przetransportowano go do szpitala w więzieniu „Matrosskaja Turma” w Moskwie bez widocznych obrażeń zewnętrznych, natomiast z bardzo zaawansowaną cukrzycą. To całkiem inna rzecz zamordować, a inna – nieskutecznie leczyć, czy też nawet utrudniać leczenie.
A zresztą sam Billi Browder nie za bardzo nadaje się na herosa walki z korupcją, skoro w opublikowanym w Internacie pamiętniku, tak opisuje swoje moskiewskie biuro: „Byłem sam, w pokoju miałem stolik, na nim laptop i telefon, a pod ścianą z kałasznikowami na kolanach siedziało piętnastu Czeczeńców”.
Piętnastu Czeczeńców dla ochrony jednego laptopa i telefonu? Nie ma się czego bać, kto prowadzi uczciwy interes. Boss mafii pruszkowskiej , na przykład, przemieszczał się po Mazowszu w towarzystwie dwu zaledwie „żołnierzy”.
Biznesmen Billi Browder, główny sponsor ustawy „Magnitsky Act”, wypowiedział w swoich wspomnieniach szczere słowa, których później mocno żałował: „W gruncie rzeczy dwudziestu dwu oligarchów ukradło około 50 procent aktywów w kraju, pozostawiając z pustymi rękami 143 miliony Rosjan dymiących z gniewu z powodu tej grabieży.” Ale i sam Browder nie mógł być święty, skoro już w pierwszych siedmiu tygodniach działalności jego holding „Hermitage” przyniósł inwestorom – jak pochwalił się w swoim pamiętniku – osiemset pięćdziesiąt procent zysku. Kiedy zyski rosną tak szybko, człowiek po prostu nie nadąża z płaceniem stosownych podatków.
W żadnym razie nie jest moim celem psucie opinii Billowi Browderowi, gdyż wiara w nieposzlakowaną uczciwość osoby trzymającej bank, jest podstawą powodzenia w krótkoterminowym biznesie inwestycyjnym. Żeby spekulacja mogła się kręcić, ktoś musiał powierzać Browderowi swój ciężki portfel do operacji typu „portfolio menagement”. Istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że Browder ze swoimi inwestorami skrupulatnie się rozliczał, bo żaden z nich nie wytoczył szefowi holdingu „Heritage” procesu o nieuczciwość w parabankierskich interesach. Chcę tylko skłonić, najpierw Anne Applebaum, a potem także reporterów z programu TVN24 „Czarno na białym” do większego sceptycyzmu wobec zasług swojego „bohatera walki z korupcją w Rosji”.
A zresztą, jak się ma sprawa Magnickiego do zbrodni dyplomatycznej byłego premiera Morawieckiego i senatora Bielana?
I w tak paskudnej sytuacji Ameryka na urząd prezydenta wybiera sobie Donalda Trumpa, który zarzeka się, że w drugim dniu urzędowania w Białym Domu zakończy zbrodniczą wojnę tuż przy granicach Rzeczypospolitej. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie obiecywał też, że wywoła jeszcze niebezpieczniejszą wojnę o Grenlandię swoim pomysłem przyłączenia krainy topniejącego lodu do Stanów Zjednoczonych. Taka brutalna aneksja nie mogłaby się podobać Królestwu Danii, dla którego Grenlandia jest ciągle jeszcze „perłą w koronie”, a oprócz potężnej floty rybackiej, Dania, jako członek NATO, ma jeszcze w arsenale atomowy artykuł 5 Paktu Atlantyckiego, który mówi , że każdy atak na któregoś z członków Paktu musi być interpretowany przez pozostałe państwa członkowskie jako „casus foederis”, atak na nie same.
Raczej nie należy oczekiwać, że, na przykład, Wielka Brytania, w reakcji na agresję Trumpa, dokona ataku rakietowego na Waszyngton. Można jednak spodziewać się, że casus Grenlandii spowoduje samorozwiązanie się Paktu Atlantyckiego. I wówczas Iga Swiątek, druga światowa rakieta, tak paskudnie pokrzywdzona przez Doping Control, w desperacji sięgnie do kosmetyczki w swojej przepastnej torbie tenisowej, wyjmie z niej atomizer marki Coco Chanel Mademoiselle i przyciśnie czerwony guzik. A wówczas ekrany telewizorów przesłoni obłok.
Jakub Kopeć
Kategorie: Uncategorized

