Ucieczka z piekla cz.1

4 września- czwarty dzień wojny.  Ulicami Krakowa przelewa się tłum mieszkańców  i wojska,  wszyscy uciekają  w stronę Bugu,  tam ponoć ma być drugi front.

Postanowiliśmy też uciekać. Rodzice Lusi (teraz jest jeszcze moją koleżanką, ale za dwa miesiące zostanie moją żoną), jej  dwie siostry i brat, mój starszy brat i ja. Moi rodzice i  młodszy brat nie chcieli się przyłączyć (ojciec mówił: „lepiej umrzeć na swoim łóżku niż być palit”). On, moja mama i brat zostaną zamordowani  w Tarnowie, w akcji, która odbyła się w czasie świąt Szewuot w 1942 roku.

Po godzinnym marszu doszliśmy do Swoszowic. Wtedy  nadleciały samoloty niemieckie i rozpoczęło się bombardowanie i strzelanie. Tłum w panice  rozbiegł się, wszyscy chcieli się schować, ukrywali się  w rowach. Po nalocie –wszędzie  było wielu zabitych. W czasie tej paniki pogubiliśmy się, nigdzie nie mogłem  znaleźć mojego brata, zgubił się w tłumie (odnalazłem go po 3 miesiącach we Lwowie). Ruszyliśmy dalej w drogę.

Idziemy z tłumem, przy drodze dużo trupów ludzi.  Konie zabite. Słychać było jęki rannych.

Szliśmy aż do wieczora. Dotarliśmy do jakieś wioski, gdzie szukaliśmy schronienia. Mieliśmy pieniądze, więc udało się znaleźć chłopa,  który wynajął nam stodołę z sianem. Przyniósł nam też mleko i chleb. Kiedy tylko położyliśmy się-natychmiast zasnęliśmy. Rano znalazłem chłopa który zgodził się zawieźć nas do Kolbuszowej, tam mieszkał dziadek Lusi. Na wozie było miejsce  dla trzech osób, to też rodzice Lusi stale siedzieli, reszta szła koło wozu. Wędrowaliśmy tak trzy doby. Kiedy dotarliśmy do Kolbuszowej byliśmy  skonani.

Padłem  na łóżko. Nie wiem jak długo spałem, zbudził mnie brat Lusi, Janek: „ty i ja uciekamy – reszta zostaje. Niemcy będą tu za dwie, trzy godziny”.

Janek znalazł rower, a ja  dołączyłem się do uciekających pieszo.  Szliśmy w kierunku Lwowa.

Po trzech dniach marszu postanowiliśmy zatrzymać się, pokładliśmy się w jakiejś stodole i natychmiast  zasnęliśmy.  Obudziły nas strzały z armat i krzyki – „Niemcy! Niemcy!” i „Pali się!!”.  Wybiegliśmy na  na ulicę, wszystko płonęło, a na tle pożaru  widać było   motocykle i auta ciężarowe pełne niemieckich żołnierzy. Po naradzie postanowiliśmy wracać do Kolbuszowej (powrót trwał znowu cztery dni i noce, nie  opisuję co widziałem po drodze).Kiedy dotarłem na miejsce,  miałem zupełnie zniszczone buty, nogi skrwawione. Hela, siostra Lusi, opatrzyła mi rany. Po kąpieli- czyste łóżko- spałem 24 godziny.

Lusia i jej siostra Zenka (HELA ) powróciły autami ciężarowymi wojska niemieckiego do Krakowa.

Tymczasem w Kolbuszowej jeszcze zupełnie nie odczuwaliśmy  okupacji.

23 września1939 roku, w  Jom Kippur modlono się w domu dziadka w Kolbuszowej. Później,  dziadek załatwił, że jego sąsiad zaprzęgnie 2 konie i zawiezie nas, czyli rodziców Lusi i mnie do Krakowa. Ojciec Lusi po długim naleganiu zgolił brodę. Podróż trwała 2 dni, po drodze byliśmy zatrzymywani przez niemieckie kontrole. Wreszcie dotarliśmy do Krakowa. Ja wróciłem do mojego domu. Nastrój był straszny.

HENEK GRÜNGRAS

Niedawno prezentowalem na blogu najstarszego czytelnika. KLIKNIJ TUTAJ

Dzisiaj pierwsza cześć wspomnien HENKA GRÜNGRAS .

Anna Karolina Klys (  Tajemnica Pana Cukra ) poprawila tekst i wyszla taka perelka

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: