Poszła do Auschwitz zamiast męża. Niezwykła historia Stefanii Budniak

Przyslal Matias Czarek

Stefania Budniak trafiła do Auschwitz za swojego męża. Historię więźniarki opisuje Nina Majewska-Brown w książce „Tajemnica z Auschwitz”.


„Tajemnica z Auschwitz” to opowieść o losie Stefanii Budniak, która trafiła do obozu jako zakładniczka za męża działającego w podziemiu. Do obozu przemyciła zdjęcie córek, które dodawało jej siły do przetrwania. Rozmawiamy z autorką książki.Anna Gębalska-Berekets: Co sprawiło, że sięgnęła pani po tematykę obozową?

Nina Majewska-Brown: Nigdy nie przypuszczałam, że zajmę się tym tematem. Zdecydował przypadek. Zaprzyjaźniłam się z niemal osiemdziesięcioletnią panią i to ona, jakieś dwa-trzy lata temu, opowiedziała mi swoją rodzinną historię i poprosiła o spisanie w formie książki. Przygotowywałam się do tego przez wiele miesięcy, przeszukując archiwa IPN-u, Muzeum Auschwitz i rozmawiając ze świadkami. Miałam świadomość, że poruszam bardzo tkliwe i bolesne struny, i chciałam to zrobić jak najdelikatniej. I nagle okazało się, że archiwa Auschwitz i splatające się w nich dramatyczne ludzkie historie pochłonęły mnie całkowicie, tak, że napisałam kolejną książkę „Nie wolno zabijać dzieci. Historia inspirowana życiem położnej z Auschwitz” – o niezwykłej kobiecie, Stanisławie Leszczyńskiej, a teraz zbieram materiały do następnej.

 

Poszła do Auschwitz zamiast męża

W „Tajemnicy z Auschwitz” opisuje pani losy Stefanii Budniak, która trafiła do obozu jako zakładniczka za męża Floriana, partyzanta AK.

Tę historię opowiedziała mi Ewa, córka Stefanii, a potwierdził szereg różnych dokumentów i relacji. Początkowo sądziłam, że los kobiety, która jako zakładniczka za męża trafiła do obozowego piekła, był unikatowy. Ale w miarę poszukiwań okazało się, że takich kobiet było wiele. To dzięki nim ich mężowie mogli dalej walczyć, podczas gdy one umierały w koszmarnych warunkach, w bólu i samotności, odarte z człowieczeństwa, godności, tęskniące za dziećmi. Stały się świadkami Apokalipsy, która nie miała prawa się zdarzyć, a którą człowiek zgotował człowiekowi.

Trudno było namówić Ewę do opowiedzenia rodzinnej historii? 

Ewa sama rozpoczęła rozmowę na ten temat i miałam wrażenie, że z każdym wypowiadanym zdaniem czuje ulgę. To jej mama powierzyła najdramatyczniejsze wspomnienia, powtarzając, że „nie wszyscy Niemcy są źli”. Gdy książka się ukazała, Ewa powiedziała, że nareszcie sprawiedliwości stało się zadość, że o jej mamie usłyszał świat. Każda historia ma wiele twarzy i odcieni i każdy ogląda, wspomina ją inaczej. Nie wolno zapominać nam o takich kobietach jak Stefania, które przy okazji chwalebnych not w encyklopediach na temat ich mężów wymieniane są zazwyczaj dwukrotnie: „żonaty z”, „zmarła w”. A przecież walka i wojna były też udziałem kobiet. I nie chodziło tylko o działania partyzanckie, konspiracyjne (moja bohaterka należała do AK), ale przede wszystkim była to walka o dom, dzieci, ich bezpieczeństwo i o to, co w życiu kobiet jest najważniejsze.

Co sprawiło, że to właśnie historii Stefanii zdecydowała się pani poświęcić książkę?

Po wybuchu wojny kobiety nie miały w domach mężów, kochających ojców czy synów. Oni nagle stali się żołnierzami, partyzantami i konspiratorami, dla których walka o wolność częstokroć stawała się najważniejsza. I choć one też się do niej włączały, to jednak na barkach kobiet spoczywała troska o dom. Taka zwyczajna, codzienna, mozolna praca: pranie, gotowanie, zdobywanie i gromadzenie jedzenia, opieka nad dziećmi czy starymi rodzicami. I pod tym względem los Stefanii nie był wyjątkowy. Większość kobiet stanęła przed takim wyzwaniem. Niespodziewanie okazało się, że muszą odkrywać w sobie nadludzką siłę, by przetrwać. Zwłaszcza kobiety z tak zwanych dobrych domów, takich jak rodzinny dom Stefanii. Staranne wykształcenie w elitarnym gimnazjum sióstr urszulanek w Tarnowie nie przygotowało jej do życia w takich warunkach. Zresztą chyba nic nie mogłoby przygotować na takie okoliczności.

 

Wojna widziana oczami kobiet

„Pragnę, by świat zrozumiał, że prawdziwymi bohaterami nie zawsze są ci stawiani na cokołach. My, kobiety, zazwyczaj ciche i skromne, wspierające mężczyzn na frontach ich życiowej walki, aktorki drugiego planu, wielokrotnie płaciłyśmy najwyższą cenę za sławę naszych mężów i synów”. Co Ewa chciała przekazać?

Wojna opowiadana przez mężczyzn, w ich wspomnieniach i relacjach bardzo różni się od tej widzianej przez kobiety. Siłą rzeczy mniej się o nich mówi i pamięta ich trud. A przecież to ich praca i zorganizowanie sprawiały, że oni mogli walczyć na froncie. Bardzo bym chciała, żebyśmy o tym pamiętali. To druga strona medalu.

Stefania przeszła przez piekło Auschwitz, Ravensbrück, Flossenburg, a nawet marsz śmierci do Zwodau. Dużym wsparciem był dla niej esesman Jürgen. W kraju pozostawił dwie córki. Połączyła ich przyjaźń, a Stefania bardzo przeżyła jego śmierć. Chciała pani pokazać, że nie wszyscy naziści byli źli?

Stefania wielokrotnie powtarzała, że „nie wszyscy Niemcy są źli”. Esesman uratował jej życie. Co nie jest jednoznaczne z tym, że był dobrym człowiekiem. Tego nie sposób ocenić, ale należy założyć, że w Auschwitz raczej nie mógł nie zastosować się do rozkazów i pewnie przekroczył granice. Ale jej pomógł. A co bardzo mnie zaskoczyło, natknęłam się w archiwach na podobne relacje. Pojawiło się też sporo głosów i opowieści moich czytelników, którzy opisują, jak niespodziewanie ktoś, kto w wojennej zawierusze stał po drugiej stronie, miał przebłyski dobroci i uratował w czasie okupacji ich bliskich.

Ale jeszcze raz chcę zaznaczyć, że były to raczej unikatowe sytuacje, i nie wybielam ludzi, którzy należeli do SS. Stefania miała wiele szczęścia, że była podobna do tragicznie zmarłej żony Jürgena i że zwrócił na nią uwagę. Nie tylko ukradkiem podrzucał jej jedzenie, ciepłą odzież, a nawet kołdrę, ale przede wszystkim zorganizował leki, gdy była chora na tyfus. Dawał jej też nadzieję, że niebawem wojna się skończy, że jeszcze trochę, a wróci do dzieci, i to chyba było najważniejsze. Stał się jej przyjacielem, a jeśli komuś ciśnie się na usta pytanie, czy kimś więcej, to zdecydowanie twierdzę, że nie.

„Nie sposób się uwolnić od historii, które działy się w Auschwitz”

Florian Budniak, mąż Stefanii, w chwili próby wybrał ojczyznę zamiast rodziny. Czy dziś da się jednoznacznie ocenić jego zachowanie? Mamy do tego prawo?

Ja sobie tego prawa nie przyznaję. Z perspektywy tu i teraz, z wygodnego fotela łatwo można ferować wyroki. Ale wojna rządzi się swoimi prawami. To, że nie wyszedł z kryjówki, było jego decyzją. To, że ona go nie wydała, było jej decyzją. To, że dzieci paluszkami nie pokazały, gdzie się schował tata, było szczęściem. Swoją decyzją Stefania ocaliła życie męża. Do czego przyczyniła się jego decyzja?

Zaraz podniosą się głosy, że gdyby się ujawnił, Niemcy zabiliby całą rodzinę, że nie miał wyboru, że to jedyne, co można było zrobić. Ale tego nie wiemy i nie ma co gdybać. Emocje, strach były z pewnością po obu stronach. Za męża do więzienia w Częstochowie trafiły jego żona, szwagierka i teściowa. Dwie ostatnie zwolniono po kilku dniach, Stefania trafiła do Auschwitz.

Jak zmieniła panią praca nad książką?

Relacje, dokumenty, zeznania, dramatyczne zdjęcia, wszystko, co przeczytałam i z czym się zetknęłam, odcisnęło na mnie trwały ślad. Nie sposób się uwolnić od strasznych historii, które działy się w Auschwitz. Podziwiam zaangażowanie pracowników muzeum: archiwistów, historyków, przewodników, którzy temu miejscu oddają całe życie. Myślę, że gdy człowiek styka się z tym tematem, to przenika go na wylot i wręcz oplata mackami, tak że nie sposób się oderwać. To się śni po nocach i budzi irracjonalny lęk. W moim przypadku jest to też niezwykle mobilizujące: wiem, że jest wiele niezwykłych historii i wielu niezwykłych ludzi, o których powinno się opowiedzieć. Wiem, że jeszcze napiszę o nich kolejną książkę.


Poszła do Auschwitz zamiast męża. Niezwykła historia Stefanii Budniak [wywiad]

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: