Uncategorized

Inne pole bitwy w wojnie z Iranem

Autor: David Capezzuto

„Morale ma trzykrotnie większe znaczenie niż siła fizyczna”.

— Napoleon

Od kilku tygodni debata publiczna na temat Iranu koncentruje się na widocznym polu bitwy. Padają pytania: jaka część irańskiego arsenału rakietowego została zniszczona? W jakim stopniu obezwładniono system obrony powietrznej? Jakie szkody poniosła marynarka wojenna, sieci sojuszników i struktura dowodzenia?

To pytania zasadne, ale niewystarczające.

Wojna może przebiegać pomyślnie pod względem militarnym, a mimo to stać się nie do utrzymania na gruncie politycznym. We współczesnych demokracjach sukces na polu walki nie broni się sam. Musi on przekładać się na jasny cel publiczny, akceptowalne obciążenie gospodarcze oraz wiarygodną ścieżkę zakończenia konfliktu.

Dlatego obecny spór z Iranem toczy się na dwóch frontach jednocześnie. Pierwszy to klasyczny teatr działań: siły powietrzne, pociski, szlaki żeglugowe i eskalacja regionalna. Drugi jest cichszy, lecz w dłuższej perspektywie może okazać się ważniejszy: to walka o to, czy społeczeństwa demokratyczne są w stanie udźwignąć koszty doprowadzenia tej wojny do końca.

Jeśli strategia Iranu – ukształtowana jeszcze w latach 80. – opiera się na generowaniu kosztów, niejednoznaczności i wytrwałości, to to drugie pole bitwy nigdy nie było drugorzędne. Ono zawsze stanowiło sedno sprawy.

Pierwsza wojna: Degradacja potencjału Iranu

Z perspektywy konwencjonalnych miar wojskowych kampania przeciwko Iranowi jest skuteczna. Obrona powietrzna kraju została poważnie osłabiona, a zdolność do otwartej projekcji siły – drastycznie ograniczona. Sparaliżowano obecność morską w Zatoce Perskiej, przerwano łańcuchy dostaw dla proirańskich bojówek (tzw. proxies) i wstrząśnięto strukturami dowodzenia.

To nie są błahe osiągnięcia. Potęga Iranu opierała się na konkretnych systemach: zapasach rakiet, produkcji dronów, korytarzach logistycznych i zdolności do nękania żeglugi. Uderzenie w te fundamenty ogranicza zdolność Teheranu do zadawania ciosów.

Jednak degradacja potencjału to nie to samo, co rozwiązanie strategiczne. Kampanie powietrzne niszczą zasoby, ale same w sobie nie tworzą nowej równowagi politycznej. To rozróżnienie jest kluczowe, ponieważ Stany Zjednoczone wielokrotnie udowadniały, że potrafią wygrywać kampanie, tracąc jednocześnie impet przy próbie przekucia ich w trwały pokój. To klasyczny problem „przekucia sukcesu militarnego w polityczny”.

Druga wojna: Polityka wytrwałości

Współczesna wojna jest ograniczona nie tylko potencjałem militarnym, ale także progiem tolerancji politycznej. Demokracje zazwyczaj nie rezygnują z walki z powodu porażek taktycznych. Rezygnują wtedy, gdy stosunek kosztów do celu staje się niejasny lub nieakceptowalny.

Nie wynika to z braku morale, lecz ze struktury rządów przedstawicielskich. Państwo demokratyczne musi nieustannie uzasadniać poświęcanie życia obywateli, kapitału i uwagi politycznej. To uzasadnienie nie jest dane raz na zawsze – musi być odnawiane wraz z każdym kolejnym etapem konfliktu.

Historia jest tu bezlitosna. USA poniosły ogromne straty w II wojnie światowej, bo cel był egzystencjalny i zrozumiały dla każdego. W Korei poparcie spadło, gdy manewry zastąpił wyczerpujący impas. W Wietnamie zaufanie społeczne legło w gruzach, gdy oficjalna narracja rozminęła się z rzeczywistością. W Iraku i Afganistanie poparcie wyparowało, bo trudno było zdefiniować osiągalny cel końcowy (end state).

Wniosek jest prosty: wytrwałość zależy od jasności celu. I to jest właśnie główne pole bitwy w wojnie z Iranem.

Dlaczego Iran czuje się tu najlepiej?

System strategiczny Iranu opiera się na asymetrii. Po doświadczeniach lat 80. Islamska Republika zrozumiała, że nie wygra z mocarstwami w starciu symetrycznym. Stworzyła więc model oparty na wojnie zastępczej (proxy war), która rozszerza konflikt geograficznie i wywołuje niepewność gospodarczą.

Ataki dronowe i blokowanie wąskich gardeł energetycznych przenoszą regionalną niestabilność na rynki światowe. To nie jest chaotyczna eskalacja, lecz precyzyjnie dawkowana presja. Iran nie musi odnieść decydującego zwycięstwa. Musi jedynie utrzymywać stan napięcia na tyle długo, by na Zachodzie zaczęto głośno pytać o sens i cenę dalszych działań.

To strategia obliczona na czas. A ponieważ gospodarki zachodnie są dziś głęboko „sfinansualizowane”, presja ta nie dotyczy tylko baryłek ropy. Uderza bezpośrednio w rynek obligacji.

Front na rynku obligacji

Szok naftowy nie kończy się na droższej benzynie. Uderza on w cały system makroekonomiczny:

  1. Bezpośrednio: Spada siła nabywcza gospodarstw domowych, a koszty produkcji firm rosną.
  2. Przez inflację: Wzrost cen energii utrudnia bankom centralnym walkę z inflacją. Nie mogą one obniżyć stóp procentowych, by ratować słabnący wzrost gospodarczy, bo ryzykują utratę wiarygodności.
  3. Na rynku długu: Gdy rośnie niepewność inflacyjna, rosną rentowności obligacji długoterminowych. To z kolei podraża kredyty hipoteczne, finansowanie długu państwowego i uderza w wyceny giełdowe.

Gospodarka otrzymuje podwójny cios: najpierw od cen energii, potem od zaostrzonych warunków finansowych.

Cieśnina Ormuz i cena czasu

Mimo uspokajającej retoryki, ruch statków w Cieśninie Ormuz nie wrócił do normy. Zakłócenia są na tyle trwałe, że generują presję stagflacyjną (niski wzrost przy wysokiej inflacji). Jak zauważył Niall Ferguson, szoki energetyczne odpowiadają za blisko połowę recesji w USA i Wielkiej Brytanii w ciągu ostatnich 300 lat.

Dziś sytuacja jest szczególnie trudna, bo wstrząs następuje po okresie już i tak wysokiej inflacji. Rentowności 10-letnich obligacji w Niemczech i Wielkiej Brytanii wróciły do poziomów nienotowanych od lat, co dusi inwestycje i popyt na kredyt.

Strategia Iranu nie opiera się wyłącznie na rakietach. Ona działa poprzez czas trwania konfliktu.

Wnioski

Dominacja militarna to warunek konieczny, ale niewystarczający. Sukces wymaga jasnego zdefiniowania celu: czy chodzi o denuklearyzację, powstrzymanie programów rakietowych, czy może o przywrócenie ogólnego odstraszania?

Bez tej jasności postęp staje się nieczytelny, a poparcie społeczne kruszeje. Wojny stają się najbardziej podatne na porażkę nie wtedy, gdy wojsko przegrywa bitwy, ale gdy odnosi sukcesy, których nikt nie potrafi przekuć w ostateczny cel.

Decydenci mają krótkie okno możliwości. Muszą zdefiniować sukces, zanim rynki, zmęczone społeczeństwa i kruche koalicje polityczne zaczną definiować ten konflikt jako porażkę. Strategia Iranu nie zakłada pokonania mocarstw – zakłada sprawienie, by mocarstwa te zwątpiły, że zakończenie tej wojny w ogóle im się opłaca.

Inne pole bitwy w wojnie z Iranem


Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Rurociag do Izraela albo Morza Czerwonego blisko Izraela-i Hormuz straci znaczenie, przynajmniej w stosunku do transportu nafty do Europy.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.