Andrzej Panufnik – historia życia

Przyslala Rimma Kaul

Pan-ów-znikł

Historia życia kompozytora Andrzeja Panufnika, którego setną rocznicę urodzin świat obchodzi w tym roku, pełna jest meandrów i dramatycznych zwrotów. Jak historia naszego kraju.

Mój tata jest bardzo fajny. Mieszkał w Polsce, w Warszawie, ale potem zaczęła się wojna i przyszli Rosjanie. Tata jest kompozytorem. Rosjanie o tym wiedzieli i chcieli, żeby im coś zagrał. Ale nie powiedzieli: proszę. Dlatego pewnej nocy tata wyjechał do Anglii”. Tak napisał w gazetce szkolnej sześcioletni Jem, czyli Jeremy Panufnik, syn kompozytora. Andrzej Panufnik nie chciał obciążać dzieci swoją historią, nie uczył ich też języka polskiego. Tłumaczył to swego czasu krytykowi Tadeuszowi Kaczyńskiemu: „Uważam, że wychowanie dzieci w duchu podwójnej narodowości prowadzi do ich wewnętrznego rozdarcia”.

W 1990 r. odwiedził Polskę wraz z żoną, córką i synem, po raz pierwszy i ostatni po ucieczce z PRL, na rok przed śmiercią. Przyjmowano go po królewsku. Na festiwalu Warszawska Jesień wykonano aż 11 jego kompozycji; dwiema sam zadyrygował. Po raz pierwszy do wolnej Polski przyjechała też wówczas Wanda Wiłkomirska, która wykonała jego Koncert skrzypcowy.

Już samemu przylotowi Panufników nadano wyjątkową oprawę: na lotnisku zespół instrumentów dętych wykonał jego „Pean” skomponowany w 1980 r. na 80 urodziny brytyjskiej królowej matki, a następnie utwór napisany specjalnie na przyjazd kompozytora przez Krzesimira Dębskiego, z humorem łączący popularne melodie polskie i angielskie.

Zamieszkał w hotelu Victoria. Podczas wojny w tym miejscu znajdowała się kawiarnia Sztuka i Moda, w której ze swoim dawnym kolegą z konserwatorium Witoldem Lutosławskim grywali na dwa fortepiany. Odwiedził kilka ważnych dla niego miejsc. Po Zamku Królewskim oprowadzał go prof. Aleksander Gieysztor, z którym w gimnazjum siedział w jednej ławce. Poszedł pod adres swojego zniszczonego podczas powstania domu, do pałacyku Szustra na Mokotowie, gdzie mieszkała niegdyś jego ukochana babcia – z domu Szuster – i na cmentarz Powązkowski, gdzie spoczywają jego rodzice, brat i córeczka z pierwszego małżeństwa. Jem Panufnik w filmie „Tata zza żelaznej kurtyny” (2009 r.) wspominał: „Po raz pierwszy zobaczyłem tatę jako czyjegoś syna i czyjegoś brata. Obserwowałem go, jak stał w ciszy, a potem zbliżył się i pocałował grób. I po raz pierwszy widziałem go wyglądającego tak bezradnie”.

Nieznane dzieje kolekcji

Rodzina ojca Panufnika wywodziła się z drobnej szlachty podlaskiej (do XIX w. nazwisko to brzmiało Panuchnik). Wujem Andrzeja był Wacław Gąsiorowski, autor powieści historycznych. Matka kompozytora miała korzenie po kądzieli ponoć angielskie, po mieczu niemieckie (kuzynem Andrzeja był Jerzy Waldorff). Była skrzypaczką, a jej mąż, inżynier hydrotechnik, miał wielką pasję: lutnictwo. W różnych okresach życia uprawiał oba zawody, pierwszy dla zarobku, drugi z miłości. Na zbudowanych przez niego skrzypcach grywali wybitni soliści. Napisał pierwszy polski podręcznik lutnictwa, a w 1921 r. założył szkołę lutniczą, która niestety później upadła.

Wspaniała kolekcja Tomasza Panufnika (około stu instrumentów) zawierała też zakupione przezeń dzieła włoskich mistrzów. Jej dzieje mogłyby stać się tematem powieści sensacyjnej. Gdy została zarekwirowana przez hitlerowców, Andrzej z całą śmiałością dokonał interwencji i odzyskał instrumenty. W równie bezczelny sposób miał uzyskać po powstaniu warszawskim pomoc Niemców w wydobyciu kolekcji uwięzionej w piwnicy zrujnowanego domu. Pod koniec wojny i zaraz po niej sprzedaż pojedynczych instrumentów ratowała nieraz rodzinę od głodu.

Dziś losy tego zbioru są nieznane – jak wiadomo, kompozytor uciekając z PRL, zostawił cały dobytek, zabrał ze sobą tylko partytury swoich utworów i batutę. Władza ludowa położyła rękę na wszystkim i słuch o instrumentach zaginął. Kilka z nich wysłała na konkurs do Brukseli, wypuszczając bombę propagandową, że zrobił to sam Panufnik. One także, przejęte przez ambasadę PRL, znikły. Na razie więc ta powieść nie ma finału.

Ach, pardon

Droga Panufnika do muzyki też nie była prosta. Początkowo uczyła go babcia; mając lat 11, wstąpił do Konserwatorium Warszawskiego (łączącego wówczas naukę na wszystkich poziomach, od podstawowego po wyższy), jednak gdy po roku na egzaminie dostał ataku tremy, został skreślony z listy uczniów za rzekomy brak talentu. A przecież miał już nawet za sobą pierwsze próbki kompozytorskie.

Calosc TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: