
Kiedyś w małym miasteczku żył sobie pewien mężczyzna o imieniu Alosza. Był to człowiek przed inteligentny i nieuleczalnie leniwy. Ale oprócz zalet miał też pewną wadę – był bardzo poważny. Wciąż zastanawiał się nad sensem życia i nad tym, co jest ważne.
Pewnego dnia Alosza szedł ulicą, gdy zobaczył w oknie pobliskiego sklepu kolorowe zabawki. Wśród nich była jedna, która bardzo mu się spodobała. Była to mała, szara, drewniana figurka bez twarzy. Alosza wszedł do sklepu i kupił figurkę.
W domu Alosza położył figurkę na stole i zaczął się nad nią zastanawiać. Dlaczego figurka nie ma twarzy? I dlaczego jest szara? Co oznaczało jej bezosobowe, ponure oblicze?
Alosza zaczął spędzać coraz więcej czasu na myśleniu o figurce. Zaczął ją nazywać „Bezsens”.
Bezsens stał się dla Aloszy nieodzownym przyjacielem. Alosza rozmawiał z Bezsensem o wszystkim, zwierzał się mu z tym, co go nurtowało. A Bezsens wdzięcznie milczał.
Pewnego dnia Alosza postanowił, że zabierze Bezsensa na jeden ze swoich rutynowo poważnych spacerów. Poszli do parku. Alosza siedział na ławce i patrzył na smutne drzewa. Bezsens siedział obok niego i milczał.
Nagle Alosza usłyszał głos Bezsensu.
– Nie ma sensu szukać sensu – powiedział Bezsens. – Sens jest w tym, co robimy, a nie w tym, co o tym myślimy.
Alosza był zaskoczony. Nigdy nie pomyślał o tym w ten sposób.
– Co masz na myśli? – zapytał się podniecony Alosza swoją figurkę.
– Chodzi o to, że nie musimy rozumieć wszystkiego. Możemy po prostu cieszyć się życiem – powiedział Bezsens.
Alosza zaczął się zastanawiać nad słowami Bezsensu. Poczuł, że coś się zmienia.
Zaczął patrzeć na świat z innej perspektywy.
Zaczął zauważać piękno w małych rzeczach, drzewach na ulicy, uśmiechających się ludziach.
Zaczął rozumieć sens chwil spędzonych z bliskimi. Zaczął wewnętrznie cieszyć się swoim dniem.
I tak bez twarzowy Bezsens pomógł Aloszy zrozumieć, że bezsens jest właśnie sensem.
Że to, co jest ważne w życiu, to nie to, co rozumiemy, ale to, co robimy. Alosza był tak szczęśliwy ze swojego odkrycia, że nie mógł się nim nacieszyć.
Zaczął opowiadać o nim wszystkim, których spotkał.
Poszedł do fryzjera i zaczął opowiadać o swoim odkryciu. W końcu fryzjer nie wytrzymał i ostrzygł Aloszę jak najszybciej, żeby się pozbyć Aloszy i jego odkrycia. Alosza poszedł dalej.
Wszedł do kwiaciarni, żeby kupić jednego kwiatka, opowiadając sprzedawczyni o swoim odkryciu. W końcu sprzedawczyni nie wytrzymała. Dała Aloszy wszystkie kwiaty i powiedziała, że nie musi za nie zapłacić i iść dalej.
Aloszy zaczął boleć ząb, więc poszedł do dentysty i opowiadać o swoim odkryciu. Dentysta nie mógł dostać się do Aloszy zęba, bo Alosza nie zamykał ust. W końcu dentysta nie wytrzymał i powiedział Aloszy, że nic mu nie dolega i może spokojnie iść do domu.
Alosza szedł dalej i spotkał kominiarza. Zaczął opowiadać kominiarzowi o swoim odkryciu. W końcu kominiarz nie wytrzymał. Burknął, że dzisiaj ma nieszczęśliwy dzień i pożegnał się z Aloszą.
Alosza szedł dalej, uszczęśliwiony swoim odkryciem. Wszedł do kawiarni, zamówił swoje ulubione piwo marki „Spitz”. Dostał piwo, ale zaczął namiętnie opowiadać kelnerce o swoim odkryciu. W końcu kelnerka nie wytrzymała i powiedziała Aloszy, że nie musi płacić za piwo, aby poszedł sobie dalej.
W międzyczasie Alosza zaczął czuć się zmęczony swoim odkryciem i wziął taksówkę. Siły wróciły, jak usiadł na siedzeniu, więc zaczął mówić o swoim odkryciu.
Taksówkarz dał gazu, podwiózł Aloszę parę ulic i powiedział, że Alosza nie musi płacić, aby tylko wysiadł.
I tak Alosza, uszczęśliwiony swoim odkryciem, szedł do domu.
W pewnym momencie Alosza, idąc przez ulicę i głośno opowiadając różnym ludziom o swoim nowym odkryciu, nie zauważył, że zbliża się do niego samochód. Samochód uderzył w Aloszę. Alosza został ciężko ranny i trafił do szpitala.
W szpitalu Alosza dowiedział się, że jego obrażenia są bardzo poważne. Lekarze powiedzieli mu, że nie ma szans na wyzdrowienie.
Nawiedzony Alosza spędził ostatnie dni swojego szczęśliwego życia w szpitalu. Myślał o swoim odkryciu i chciał opowiadać o tym, jak bardzo cieszył się nim, zanim uderzył w niego samochód. Niestety, narkoza przeszkadzała Aloszy dzielić się swoim odkryciem z innymi pacjentami. Szczęśliwy Alosza zmarł w szpitalu, otoczony chirurgiem i pielęgniarkami.
Koniec
W tej historii bezsens wygrywa, ale tylko w pewnym sensie. Alosza odkrywa, że życie nie musi być poważne i że można cieszyć się nim, nawet jeśli nie rozumiemy wszystkiego. Więc to odkrycie okazuje się dla niego być jego szczęściem w nieszczęściu, ponieważ prowadzi do jego śmierci z uśmiechem na jego twarzy.
Historia ta może być interpretowana na różne sposoby. Można ją odczytać jako ostrzeżenie przed tym, że zbyt duża radość może być niebezpieczna. Można ją też odczytać jako refleksję nad tym, że życie jest kruche i że każdy moment powinien być doceniany.
Kategorie: Uncategorized


Bezsens, a tyle sensu. A jak to zrozumiec? Ale z sensem