Marian Marzysnki
Odpisałem jednemu z internetowych nadawców moich urodzinowych życzeń:
Na moje prawdziwe urodziny spóźniłeś się o 79 lat: 12 kwietnia 1937 przyszedłem na świat, którego nie znałem. Miałem się nazywać Wiktor, na cześć zwycięskiej bitwy w hiszpańskiej wojnie domowej, której mój ojciec był entuzjastą, ale skończyło się na imieniu, które potem pomagało mi przeżyć wojnę; imieniny obchodziłem w dzień Wniebowstąpienia Najświętszej Marii Panny.
Zabieram się do nowej książki „Rok urodzenia”, o Polsce roku 1937, świecie na jaki przyszedłem. Dokumentacje do tej książki zacząłem od Melchiora Wańkowicza i jego gawęd o własnej rodzinie z lat międzywojennych. Dzień moich urodzin zastał mnie na czytaniu jego „Ziela na kraterze”, w którym pan Melchior zwany w domu “Kingiem”, pisze o swoich imieninach w dniu Trzech Króli, gdy żona i córki idą spać do rodziny, a do „domeczku” na Żoliborzu zwala się kilkudziesięciu panów:
Był to dzień srogi, kawalerski i pitewny… Każdy z gości mógł przyprowadzić innego, nawet nieznajomego. Towarzystwo to, spokojne spoleczniki, ideowce zatabaczone, przez rok okrągły nieoglądające kieliszka, wchodziło z duszy niepokojem, jak wól do rzeźni, każdy przybywający musiał przed zdjęciem palta spełnić kielich i po zdjęciu – dwa, przychodziło kilkudziesięciu rozsądnych ludzi, a wychodziło kilkudziesięciu wariatów.
Ze swojego dorocznego grzechu tłumaczył się Wańkowicz żonie, gdy wracała do domu:
Alkohol wyzwala człowieka, każe mu być sobą, mniej ostrożnym, mniej czającym się wobec życia i bliźnich… pękają zastarzale wrzody, wyszarpują się na światło dzienne skryte kompleksy, jeśli komu ma być powiedziane, ze jest świnią to wreszcie będzie powiedziane, będzie ból jak po wyrwaniu zęba, ale zagoi się… a ile bruderszaftów zawarto, jak pomstujący politycy sobie powiedzieli wszystko co trzeba, zobaczyli , że nie taki diabeł straszny… Ot, Żydzi mądry naród, a tacy zaciekli w sporach miedzy sobą, tacy skłóceni. Bo nie maja magicznej formułki: „Pójdziemy na wódkę”, albo: „Zapijemy”.
W tym samym czasie, też w Warszawie, moja żydowska matka tak mówiła, gdy ktoś kogoś obgadywał: „gorzej by było, gdyby pił”.
Marian Marzyński
http://studioopinii.pl/marian-marzynski-gorzej-by-bylo-gdyby-pil/
Kategorie: Uncategorized


Proszę, przyjmij moje spóźnione gratulacje. Moje imię również uległo nieznacznej mutacji. Czyżby wspólny mianownik naszego rocznika?
Równolatek.
JB
dobry tekst
2016-07-05 1:01 GMT+03:00 REUNION 69 :
> — posted: „Marian Marzysnki Odpisałem jednemu z internetowych > nadawców moich urodzinowych życzeń: Na moje prawdziwe urodziny > spóźniłeś się o 79 lat: 12 kwietnia 1937 przyszedłem na świat, > którego nie znałem. Miałem się nazywać Wiktor,” >